Kosowo. Wystarczy tylko iskra...

Kosovska Mitrovica. Mężczyzna siedzi obok zdjęcia prezydenta Rosji Władimira Putina (fot. REUTERS/Marko Djurica)

Zachód patrząc na Bałkany, skupia się obecnie przede wszystkim na sytuacji w Macedonii, gdzie trwa przeciąganie liny między zwolennikami i przeciwnikami umowy z Grecją. Spór o zmianę nazwy tego kraju zepchnął na drugi plan sprawę Kosowa. Pomimo niedawnych nadziei związanych z możliwym porozumieniem na linii Belgrad – Prisztina znów dochodzi tam do napięć. Sytuacja może się w najbliższym czasie znacznie pogorszyć, gdyż kosowskie władze chcą przetransformować siły bezpieczeństwa w regularne wojsko.

Napięcie na linii Serbia – Kosowo. Serbska armia w najwyższej gotowości bojowej

Żołnierze sił specjalnych Kosowa wkroczyli do etnicznie serbskiego miasta Zubin Potok na północy kraju, przy granicy z Serbią, oraz na teren...

zobacz więcej

Niedawna decyzja parlamentu Kosowa, który przegłosował w pierwszym czytaniu trzy ustawy o zmianie Kosowskich Sił Bezpieczeństwa (FSK) w regularne wojsko, spotkała się z ostrym sprzeciwem serbskiej mniejszości i władz w Belgradzie.

Przedstawiciele Serbów żyjących w tej byłej serbskiej prowincji, która w 2008 roku ogłosiła niepodległość, zbojkotowali głosownie. Przekonują oni, że do podjęcia takiej decyzji potrzebna jest nowelizacja konstytucji. Innego zdania jest jednak premier Ramush Haradinaj, który ocenia, że nowe prawo jest potrzebne do lepszej ochrony integralności terytorialnej i bezpieczeństwa mieszkańców. Władze w Belgradzie podkreślają zaś, że jest ono wymierzone w mieszkających tam Serbów i że jedyną siłą zbrojną w Kosowie mogą być jedynie międzynarodowe siły pokojowe KFOR pod dowództwem NATO.

Przedstawiciele Sojuszu Północnoatlantyckiego już w zeszłym roku ostrzegali przed tym krokiem. W niedawnej rozmowie z „Głosem Ameryki” generał brygadier Cesare Marinelli, szef Biura Wojskowego NATO w Belgradzie, powiedział, że sprawa tworzenia kosowskiego wojska będzie podejmowana na szczycie NATO. Dodał również, że KFOR powinien wciąż wypełniać tam swoją funkcję. W najbliższym czasie ma dojść do drugiego głosowania w parlamencie w Prisztinie w tej sprawie, co najprawdopodobniej zakończy się przyjęciem ustawy.

Porozumienie przez podział

To miała być prawdziwa dyplomatyczna bomba – gdy przed wrześniowymi rozmowami w Brukseli prezydenci Serbii i Kosowa dali do zrozumienia, że są skłonni podjąć się dialogu mającego na celu doprowadzenie do zakończenia konfliktu. Remedium na wzajemne urazy miałaby być wymiana terytoriów.

Pomysł ten wracał kilkukrotnie w ciągu kilku ostatnich lat, ale zawsze lądował na aucie, przegrywając z koncepcjami nieustępowania przeciwnikowi na krok: Serbowie domagali się powrotu swojej byłej prowincji w granice ich kraju, a Albańczycy z Kosowa żądali od Belgradu uznania swojej suwerenności. Taka postawa obu stolic skutecznie blokuje ich drogę w kierunku przystąpienia do UE i utrudnia działalność na arenie międzynarodowej. Nie mówiąc już o tym, że powoduje ciągłą destabilizację regionu.

Propozycja wymiany terytoriów zakłada przyłączenie do Serbii regionów zamieszkałych w większości przez Serbów w północnym Kosowie. W zamian pod władzę Prisztiny trafiłaby znajdująca się w południowej części Serbii, zamieszkała w większości przez Albańczyków Dolina Preszewa. Chociaż wobec tego rozwiązania w obu krajach występuje silna opozycja, która uważa już same negocjacje z przeciwnikiem za zdradą narodową, to jednak można było widzieć w owym rozwiązaniu szansę na ostateczne osiągnięcie sukcesu. Albo przynajmniej podstawę do rozłożonego na lata dialogu, który rzeczywiście mógłby się przerodzić w konkretne decyzje polityczne. Nadzieje te jednak szybko okazały się płonne.

Kosowo zaproponuje Serbom autonomię na wzór Tyrolu Południowego

Politycy Kosowa przygotowali nowe rozwiązanie kwestii ustroju ich kraju, w myśl którego tereny zamieszkane przez kosowskich Serbów otrzymałyby...

zobacz więcej

To już wojna?

Ta informacja mogła zmrozić wszystkich, którzy przypominają sobie tragizm wojen na Bałkanach. Nagłe, niezapowiedziane wejście sił specjalnych Kosowa na teren znajdujący się przy granicy z Serbią, w północnej części kraju, gdzie lokalni Serbowie posiadają autonomię, było zaskoczeniem dla wszystkich. Zajęcie przez nich 29 września pozycji wokół sztucznego jeziora Gazivoda, na którym znajduje się kluczowa dla tego kraju elektrownia wodna, i wkroczenie do etnicznie serbskiego miasta Zubi Potok zostało przez Belgrad odebrane jako złamanie zasad i agresywny ruch. W odpowiedzi Aleksandar Vučić postawił w stan pełnej gotowości siły zbrojne i policję.

Ostatecznie okazało się, że był to starannie wyreżyserowany przez kosowskiego prezydenta Hashima Thaçiego spektakl na użytek lokalny – mający pokazać go jako prawdziwego patriotę, który nie będzie się pytał serbskiej mniejszości czy Belgradu o to, czy może się pokazywać na terenach ich autonomii. Oficjalna wersja Prisztiny brzmiała: Thaçi postanowił wybrać się w okolicę sztucznego jeziora Gazivoda, a służby specjalne służyły do jego ochrony. Jezioro to jest jednym z punktów spornych w negocjacjach w sprawie autonomii północnych obszarów Kosowa, a także ewentualnej wymiany terytorialnej. W 1/4 znajduje się ono na terytorium Serbii, w 3/4 na terenie Kosowa, ale głównie na obszarze zamieszkanym przez ludność etnicznie serbską. Zaopatruje ono Kosowo w wodę, a elektrownia wodna w prąd. Władze w Prisztinie chciałyby kontrolować je w całości, a kosowscy Serbowie się temu przeciwstawiają.

„Wizytę” w tym rejonie Thaçi potraktował również jako prztyczek pod adresem serbskiego prezydenta, któremu kilkanaście dni wcześniej Prisztina uniemożliwiła spotkanie na terenach zajmowanych przez Serbów w północnej części Kosowa. Kosowianie uznają każdy przyjazd polityków z Belgradu za prowokację i podważanie suwerenności ich kraju. Mieszkający tam Serbowie nie traktują władz w Prisztinie za swoje i uważają, że podlegają Belgradowi.

„Blitzkrieg” w Gazivodzie, jak serbskie media nazwały akcję kosowskich specjalsów, to kolejny dowód, że dla zachowania pokoju w Kosowie wciąż niezbędne jest stacjonowanie międzynarodowych sił KFOR. W poprzednich latach dochodziło tam bowiem do licznych ataków na mniejszość serbską i niszczenia cerkwi. Wciąż istnieją obawy, że nawet drobny incydent może doprowadzić do rozlewu krwi. Dlatego też projekt kosowskiej armii, oznaczający dozbrojenie i powiększenie obecnych sił, jest przez Serbów uważany za zagrożenie ich bezpieczeństwa.

Trafiony pięcioma kulami. Serbski przywódca zastrzelony w Kosowie

Oliver Ivanović, jeden z przywódców Serbów kosowskich, został zastrzelony na północy Kosowa. Nieznani sprawcy otworzyli ogień do Ivanovicia przed...

zobacz więcej

Z prośbą do Putina

Wciąż nierozwiązany spór o Kosowo wpływa także na wzmacnianie tendencji prorosyjskich w serbskim społeczeństwie. Stąd też po ostatnich napięciach Aleksandar Vučić udał się do Moskwy na rozmowę z Władimirem Putinem, którego zapewnił o „neutralności” swojego kraju. Co ta neutralność oznacza? Oczywiście gwarancję wspierania wpływów Moskwy poprzez Belgrad na resztę Bałkanów, wspólne ćwiczenia wojskowe, kupowanie broni, dalsze uzależnianie się energetyczne. W zamian serbski prezydent usłyszał, że Rosja nadal będzie wspierać dążenia Belgradu wobec Kosowa.

Sympatie prorosyjskie u Serbów wciąż są silne głównie z powodu pamięci o nalotach NATO na ich ojczyznę z 1999 roku, których celem było zakończenie operacji serbskiej armii podległej Slobodanowi Miloševiciowi na terytorium Kosowa. To powoduje, że obecnie nie ma szans na przystąpienie tego kraju do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Większość jego mieszkańców chciałaby jednak wejść do UE, licząc, że poprawi to sytuację słabej serbskiej gospodarki. Tendencje prozachodnie są tam jednak skutecznie hamowane przez m.in polityków niemieckich, którzy prezentują najsurowsze stanowisko wobec Belgradu. Działa to jak przysłowiowa płachta na byka – Niemcy z powodów historycznych są jedną z najmniej lubianych w Serbii nacji – a najwięcej zyskują na tym siły nacjonalistyczne, izolacjonistyczne i prorosyjskie.

Niemiecki kij i unijna marchewka

To właśnie kanclerz Angela Merkel i jej ministrowie okazali się najbardziej przeciwni propozycjom wymiany terytoriów między Serbią i Kosowem, nawet gdyby oba kraje w ten sposób doszły do porozumienia. Berlin uparcie stoi na stanowisku, że mogłoby to doprowadzić do podważania innych granic na Bałkanach. Warto przypomnieć, że tendencje separatystyczne istnieją także m.in. w Bośni i Hercegowinie i w Macedonii. Niemcy widzą tylko jedno rozwiązanie konfliktu – domagają się od Belgradu uznania suwerenności swojej byłej prowincji. Jako „nagrodę” oferują szansę na wejście do UE. Oczywiście bez gwarancji i konkretnych dat.

Serbska mniejszość w Kosowie wciąż bez autonomii

Władze Kosowa nie przyznały statusu autonomicznego serbskiej mniejszości na północy kraju, chociaż w sobotę upłynął czteromiesięczny termin...

zobacz więcej

Co prawda kilka miesięcy temu Komisja Europejska ogłosiła, że Serbia, jeśli rozwiąże spór z Kosowem, ma szanse wejść do UE w 2025 roku, to jednak nie można tego traktować inaczej niż myślenie życzeniowe. Tym bardziej, że jeszcze niedawno Aleksandar Vučić oceniał, że osiągnięcie porozumienia z Kosowem to perspektywa rozpisana na około dziesięć lat. Podkreślał również, że serbskie władze oczekują od Brukseli gwarancji przyjęcia do UE. Tego jednak nikt Belgradowi nie jest w stanie zagwarantować.

Przeciąganie się konfliktu między Serbią i Kosowem, pozorna poprawa relacji, prowadzenie dialogu pod auspicjami UE nie prowadzą do zrealizowania konkretnych celów. Dlatego też wizje najbliższej przyszłości tego regionu Europy nie rysują się w jasnych barwach.

Dla serbskich władz polityka wobec Kosowa jest główną kartą przetargową w stosunkach z UE. „W zamian za koncyliacyjne podejście do Kosowa państwa UE i USA tolerują niedemokratyczne praktyki władz w Belgradzie. Uznanie niepodległości tego państwa (nawet de facto) i podpisanie kompleksowego porozumienia z Prisztiną już na wczesnym etapie integracji Serbii z UE byłoby więc dla Belgradu niekorzystne. Serbia nie ma gwarancji, że członkostwo rzeczywiście uzyska, nawet jeśli spełni wszystkie warunki” – czytamy w komentarzu Ośrodka Studiów Wschodnich.

Co prawda Kosowo traktuje uznanie przez Serbię jako sprawę niezwykle ważną, która pomogłaby mu w poprawie funkcjonowania na arenie międzynarodowej, to jednak nie posiada ono silnego polityka, który byłby w stanie przeprowadzić taki proces. „Rozdrobnienie i ostra rywalizacja na scenie politycznej Kosowa powoduje, że liderzy poszczególnych ugrupowań raczej są skłonni budować swoją pozycję na nieustępliwości wobec Belgradu niż wspieraniu kompromisowych rozwiązań” – podkreśla OSW.

To zaś sprawia, że porozumienie, które mogłoby poprawić sytuację obu narodów i zapewnić większą stabilność całemu regionowi, staje się zakładnikiem bieżącej polityki.

banner

źródło:
Zobacz więcej