Włoski dziennikarz: nie widziałem nigdy takiego piłkarza jak Piątek

Krzysztof Piątek nie potrzebuje wielu kontaktów z piłką, żeby strzelać gole (fot. Getty)

Riccardo Re żyje i oddycha futbolem w Genui. Podgląda oba zespoły na meczach, treningach i zgrupowaniach, wyciąga wnioski, o których opowiada potem na łamach włoskiego „Sky Sports”. Krzysztofa Piątka obserwuje, odkąd złożył podpis pod kontraktem. I – podobnie jak kibice w Polsce – wiąże z nim duże nadzieje...

Piątkowe szaleństwo. Włosi pokochali polskiego napastnika

Do Serie A, jednej z najlepszych europejskich lig, wszedł z drzwiami, bez kompleksów. Strzelił dziewięć goli w dziewięciu meczach, nic sobie nie...

zobacz więcej

Piątek to najlepiej zainwestowane cztery miliony w historii klubu?
Riccardo Re: – To bardzo możliwe. Faktem jest, że gdy przychodził, nikt do końca nie rozumiał, czemu wydaje się aż tyle na szerzej nieznanego piłkarza. Gdy pytałem o to właściciela, mówił tylko: „zaufaj mi, będzie świetny”.

Skąd wiedział?
– Szczerze? Nie mam pojecia. Enrico Preziosi ma willę na Ibizie. Twierdził, że wieczorami, dla relaksu, oglądał płyty z meczami Piątka. Tam podjął decyzję o transferze. Zakochał się w nim od razu.

Kibicom zajęło to trochę więcej czasu...
– Pierwszy raz zobaczyłem go w akcji na zgrupowaniu w Neustift. Od razu zaczął strzelać. Pomyślałem nawet: „może prezes miał rację?”, ale – wiadomo – to tylko treningi. Gdy trafiał w każdym kolejnym sparingu, zaczęło się robić coraz więcej zamieszania. Nie było ekscytacji, bo rywale niezbyt wymagający, ale pojawiła się szansa, że coś może z niego być. Wszyscy docenili go dopiero po Pucharze Włoch. Cztery gole w kilkadziesiąt minut to zawsze wielka rzecz.

Do Polski co chwilę docierały zdjęcia włoskich gazet, artykuły o Piątku... Rzeczywiście wybuchł taki szał?
– Nie wiem jak w Polsce, ale we Włoszech mamy bardzo wielu komików, którzy uwielbiają opowiadać o futbolu. Przez długi czas o Piątku mówili więcej niż o Ronaldo! Śmiali się, że na świecie pewne są tylko śmierć, podatki i to, że Piątek strzeli gola w weekend. A poważnie: ludzie naprawdę uwierzyli, że może stać się gwiazdą. Były żarty, było mówienie o szczęściu, ale opinie się zmieniły. Tu, w Genui, wszyscy już wiedzą, że to dobry piłkarz.

Nowy Lewandowski?
– Raczej nikt tak o nim jeszcze nie myśli. Mówię „jeszcze”, bo kibice, dziennikarze i eksperci czekają na wielkie mecze Piątka przeciwko naprawdę mocnym zespołom. Za moment Inter, Napoli, no i najważniejsze starcie: derby z Sampdorią. Jeśli zaprezentuje się dobrze, zdobędzie kilka bramek, to proszę się przygotować na takie porównania. Na razie jesteśmy spokojni.

Krzysztof Piątek w FC Barcelona? Klub szuka napastnika

Krzysztof Piątek, napastnik włoskiej drużyny Genoa CFC świetnie spisuje się w nowym klubie. Nad jego ściągnięciem zastanawia się FC Barcelona.

zobacz więcej

Pan widzi w nim materiał na gwiazdę?
– Tak, jak najbardziej. Gdy zaczęło być o nim głośno, zaprosiłem go do swojego programu. Cytowałem wypowiedzi na jego temat, pochwały ze strony dziennikarzy, kibiców i trenerów, a on tylko wzruszał ramionami i dziękował. Wydawał się zupełnie nie przejmować tymi wszystkimi komplementami, jakby bycie bohaterem Serie A nie robiło na nim żadnego wrażenia. Jest normalny, nie zwariował, a to wielka wartość. Ma odpowiedni charakter, by podbijać świat.

W piłkę też trochę grać potrafi...
– Zastanawialiśmy się niedawno z kolegami, do kogo można by go porównać. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że... nikogo podobnego do Piątka nigdy w Genoi nie było. Trzeba było szukać dalej. Może Gigi Riva, legenda Cagliari? Może Christian Vieri? Obserwuję go dość uważnie i muszę przyznać, że nigdy nie widziałem piłkarza, który ma tak rzadko kontakt z piłką, a jednocześnie tak bardzo chce kopać w kierunku bramki. Nie próbuje być wszędzie, nie próbuje kiwać obrońców... Ma swój „magiczny dotyk”, zerka na bramkarza i strzela. Po prostu. Bez wybitnej techniki, bez sztuczek. To samo jest na treningach.

W końcu przestanie.
– I wtedy zobaczymy, co to za człowiek. Na razie nie można powiedzieć o nim niczego złego. Przyjdzie jednak kryzys, spadnie pierwsza krytyka, odliczanie minut bez gola... Chcę zobaczyć, jak na to zareaguje.

Jak pan myśli?
– Jest tak zwyczajny, tak niewzruszony niczym, że nie sądzę, żeby coś go dotknęło. To ciekawe, bo z jednej strony wyraźnie odpowiada mu włoski klimat, pogoda, jedzenie, świetnie się zaadaptował, a z drugiej – bardzo mało w nim Włocha. Wydaje się zimny w środku.

Dopiero trafił do Genoi, a dyrektor sportowy już musi obiecywać kibicom, że Piątek nie odejdzie zimą. Co dalej?
– Nie wiem czy opuszczanie Włoch to dobry pomysł. Wierzę, że Serie A staje się drugą – po angielskiej – ligą na świecie. Wracają dobre czasy, odżywają wspomnienia z lat 80. i 90., gdy niemal wszyscy piłkarze chcieli tu grać. Moim zdaniem mógłby i powinien tu zostać, choć gdzieś czytałem, że Premier League to jego ulubione rozgrywki i marzy, by kiedyś tam trafić. Pasowałby.

W Polsce pisze się o Barcelonie, Juventusie, Chelsea...
– Musi poczekać. Najtrudniejsze we włoskiej piłce nie jest to, żeby błysnąć, ale żeby próbować świecić cały czas. Nie chcę powiedzieć, że wielu już było takich jak Piątek, bo on dokonał czegoś niezwykłego, ale dwa miesiące to za mało, żeby gdziekolwiek go wypychać. Wiem tylko tyle, że nie odejdzie zimą.

Bereszyński, Kownacki, Linetty, Piątek... Oglądacie już w Genui Ekstraklasę?
– Jeszcze nie! Mogę za to obiecać, że gdy usłyszymy o zainteresowaniu któregoś z „naszych” klubów jakimś Polakiem, na pewno dostanie na początku większy kredyt zaufania. Piątek już teraz zrobił dla swoich kolegów wiele dobrego. Wierzę, że zrobi jeszcze więcej.

źródło:
Zobacz więcej