Pyrrusowe zwycięstwo Kukiza i innych [OPINIA]

Ruch Pawła Kukiza po raz pierwszy zaznaczył swoją obecność w samorządach (fot. arch. PAP/Krzysztof Świderski)

Jeśli faktycznie, o czym pisałem tydzień temu, wszyscy uważają się za wygranych w wyborach samorządowych, kolejne dni pokazują nam, że niektórych wygrana kosztowała bardzo wiele. Słowo „miażdżące”, którego użył w wyborczy wieczór lider Koalicji Obywatelskiej Grzegorz Schetyna zostało chyba wypowiedziane w złą godzinę, choć miało odnosić się do ogłoszonego triumfalnie zwycięstwa.

PiS wygrywa w 9 województwach

Prawo i Sprawiedliwość wygrało w 9 województwach, wynika z sondażu exit poll przeprowadzonego przez IPSOS dla TVP. W pozostałych 7 zwyciężyła...

zobacz więcej

Tymczasem kolejne mapy – sejmików, powiatów, gmin – wskazywały na wygraną Prawa i Sprawiedliwości na wszystkich praktycznie szczeblach. Oczywiście nie zawsze szła za nią samodzielna większość i perspektywa objęcia rządów, czasem była jednak mocna kartą przetargową do trudnych negocjacji. Również z tymi partiami, których liderzy za żadne skarby nie chcieliby wejść w koalicję z PiS. Przynajmniej w sferze deklaracji.

PSL zachowało się tu bardziej pragmatycznie, wychodząc z założenia, że im dalej od stolic województw, tym więcej elastyczności można wykazać. I choć Władysław Kosiniak-Kamysz wielokrotnie zastrzegał, że nie będzie koalicji z PiS, działacze niższego szczebla dostali w tej sprawie wolną rękę. I nie pomogą tu bardzo wobec ludowców niemiłe komentarze sympatyków Koalicji Obywatelskiej, jakie zaczęły pojawiać się w mediach społecznościowych.

Trochę zabawne są te nagłe odkrycia, że ludowcy to „partia obrotowa”, że kierują się raczej pragmatyzmem, oportunizmem, i, jak piszą zawiedzeni zwolennicy demokracji i konstytucji, gorszymi jeszcze rzeczami. Przez osiem lat współrządzenia nie było to przecież przeszkodą, raczej gwarancją bezpiecznego trwania u władzy. Oczywiście do czasu. W gminach, czy powiatach, gdzie władza przedstawiciela najstarszej polskiej partii zdaje się trwać równie długo, gdzie narosły rozmaite zależności, niekoniecznie patologiczne, czasem zwyczajnie ludzkie i towarzyskie, kilka niemiłych zdań w sieci, pisanych na ogół z bardzo daleka, to mała cena za uniknięcie końca świata.

A przynajmniej trzęsienia ziemi. Czasem zresztą współpraca lokalna trwa już czas jakiś, okazuje się, że na dole można się dogadać w sprawach, dotyczących wszystkich i grymasy Warszawy nie mają tu tak dużego znaczenia. Zresztą w samej stolicy funkcjonował przecież POPiS w jednej z dzielnic (Bemowo), w innej zaś, dwie kadencje wstecz, udało się przynajmniej nawiązać koalicję dla załatwienia jednej, konkretnej sprawy – ratowania zabytkowych latarni. Cóż, latarnie zawsze mogą się przydać, nawet w polityce. Wróćmy jednak do czasów obecnych.

Koalicję z PiS stanowczo wykluczył również Włodzimierz Czarzasty. W przypadku SLD to wskazanie z góry na możliwość zawierania koalicji tylko w jedną stronę jest zjawiskiem bardzo interesującym. Przedstawiciele lewicy potrafią bowiem po imieniu nazwać te wypowiedzi polityków zjednoczonej opozycji, które mają wydźwięk wykluczający, autorytarny, wręcz nazistowski.

„Wielu działaczy z SLD i PSL jest zainteresowanych współpracą w samorządach”

– Zarówno w SLD, jak i w PSL wielu działaczy jest zainteresowanych współpracą w samorządach – mówił w wywiadzie dla TV Republika premier Mateusz...

zobacz więcej

Przy czym świadomość obecności takiego przekazu u potencjalnego koalicjanta okazuje się nie być przeszkodą, choć odnosi się przecież do tego samego elektoratu, który SLD chciałoby odzyskać i wziąć pod swoje skrzydła, spod których ten przeniósł się do PiS.

Praktyka wskazuje przy tym na obecność zamordystycznych przyzwyczajeń nawet w młodszym przecież pokoleniu, jakie reprezentuje Włodzimierz Czarzasty. Gdy w Końskich na Kielecczyźnie lokalni samorządowcy Sojuszu zawiązali koalicję z PiS, zostali przez samą centralę obsztorcowani i zawieszeni. I tyle akurat KC, przepraszam, rada SLD mogła zrobić, ponieważ ci z radnych, którzy należeli do partii, według najnowszych znanych mi informacji pozostali w koalicji, tyle, że bez błogosławieństwa z Rozbrat i Ordynackiej.

Być może zresztą dla SLD większym kłopotem wkrótce okaże się Monika Jaruzelska.

Córka komunistycznego dyktatora, lokomotywa wyborcza postkomunistów w Warszawie nie kryje się ze swoimi odległymi od współczesnej lewicy poglądami na niektóre sprawy, ostatnio krytykując akcję „tęczowy piątek”, czy popierając nauczanie religii w szkołach. Gwiazdą prawicy Jaruzelska nie zostanie, ale czy w jej przypadku Czarzasty będzie równie pryncypialny, jak w odniesieniu do koneckich radnych?

Kolejnym wygranym miał być ruch Pawła Kukiza, który po raz pierwszy zaznaczył swoją obecność w samorządach. Optymizm działaczy ugrupowania trochę zakłócać zaczęli jednak ci ze zwolenników, którzy zauważyli, że między kolejnymi wyborami (prezydenckimi, parlamentarnymi, samorządowymi) dynamika wzrostu jest ujemna. I choć oczywiście porównanie różnych głosowań mija się z celem, w przypadku siły politycznej, która dopiero zaczyna może, choć nie musi, być trochę bardziej uprawnione, niż wtedy, gdy mówimy o starych, bądź przynajmniej trwale już osadzonych w krajowej polityce graczach.

Że nie wszystko jest na dobrej drodze, można było zorientować się dość szybko po nerwowych komentarzach lidera ugrupowania na Facebooku i to sporo przed tym, nim zaczął się piątkowy festiwal braku hamulców, zakończony usunięciem konta Pawła Kukiza na Twitterze. Jak na zadowolonego z wyniku wyborów lidera muzyk zbyt ostro komentował wynik i zbyt mocno odpisywał wyrażającym swój sceptycyzm rozmówcom. O wpisach z piątku, którego Kukiz miałby prawo nie pamiętać, a którego mimo wszystko już chyba nigdy nie zapomni, szkoda już nawet wspominać.

Kukiz: Kogo nigdy w życiu taki „piątek” nie przejął – niech pierwszy rzuci kamieniem!

„Odreagowanie po ciężkiej kampanii, odejście posła Jakuba Kuleszy i knucia wewnątrz klubu trochę mnie przerosły; bardzo przepraszam za wulgaryzmy,...

zobacz więcej

Dziwne fantazje i obrażanie byłych i obecnych kolegów z ugrupowania, wzbudziły dużo zainteresowania. Kukiz przeprosił, tłumacząc to wpływem piątkowej specyfiki, jednak wydaje się, że była to tylko mocna puenta lub kulminacja zdarzeń, które trwały od dawna.

Gdy w zeszłym tygodniu pisałem, że komentatorzy spodziewali się, że wybory wygrają wszyscy, czyli nikt, jeden z dyskutantów wskazał, że w takich sytuacjach najpewniej jest zdać się na prognozy publikowane przez Marcina Palade. Faktycznie, ten znany analityk sondaży dość trafnie przewidział wyniki, a skoro tak, warto przypomnieć sobie, co mówił w Telewizji Republika o Ruchu Kukiza, z którym bywał zresztą kojarzony, już w 2015 roku.

„Będziemy świadkami dezintegracji. W partii Pawła Kukiza będzie kilka środowisk, które będą chciały odgrywać kluczową rolę (…)W partii Kukiza są osoby od lewa do prawa. Pojawia się pytanie, czy osoby o tak skrajnych poglądach będą w stanie być razem tylko dlatego, że na ich czele stoi Paweł Kukiz”. Palade dawał ruchowi kilka tygodni, tymczasem minęły już trzy lata. Po drodze faktycznie od charyzmatycznego, lecz jak widać bardziej dla wyborców – specyficznej publiczności, niż działaczy, lidera odchodzili kolejni parlamentarzyści, ci, którzy mieli już wyrobione nazwiska lub zaczęli wyrastać pod jego bokiem.

Tąpnięcie we wrocławskiej radzie miejskiej. Nowoczesna wyłamuje się z koalicji z PO

We wrocławskiej radzie miejskiej rozpada się koalicja między Platformą Obywatelską a Nowoczesną. Radni .N chcą stworzyć w radzie nowy klub,...

zobacz więcej

Z całym szacunkiem dla wielu barwnych, aktywnych i ciekawych posłów Kukiz’15 chyba ostatnią taką osobą, która została u boku lidera, był Marek Jakubiak. Jak dziś wiemy, trudno oczekiwać, by stan ten potrwał jeszcze długo. I choć niektórzy planowali już chyba, że 1 listopada tego roku wspominać będziemy również to dość wyjątkowe, antysystemowe, anarchiczne i prawicowe zarazem pospolite ruszenie, które wdarło się przebojem na polską scenę polityczną, z mowami pogrzebowymi pewnie trochę zaczekamy. Niemniej choroba ugrupowania jest bardzo poważna i jeśli nie pojawi się żaden pomysł na odświeżenie formuły, potencjał może zostać zmarnowany. Przyczyn kłopotów być może należy upatrywać zaś w drugim, artystycznym obliczu Pawła Kukiza, którym zresztą on sam tłumaczył piątkową utratę kontroli nad swoim przekazem.

Kukiz-artysta na polskiej scenie muzycznej łączył od lat rozmaite, czasem bardzo dalekie sobie stylistyki, przez co trafiał do bardzo szerokiego grona słuchaczy. Co jednak artyście, obdarzonemu dużym talentem, uchodzi płazem i nie wpływa źle na jego wiarygodność, w polityce nie zawsze się sprawdza. Czasem zaś odnieść można było wrażenie, że i tu lider próbuje zadowolić bardzo różną publiczność.

W tej atmosferze powyborczej niepewności i kryzysu zaufania do partyjnej góry kilku ugrupowań zbliża się setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Smutno to napisać, ale nie zapowiada się ona zbyt spektakularnie. W atmosferze narastającego konfliktu między (częścią) sympatyków narodowców, a rządzącymi, prezydent ostatecznie zapowiedział, że nie weźmie udziału w Marszu Niepodległości. Ten zaś, zapewne przejdzie ulicami Warszawy w składzie szerszym, niż poglądy organizatorów i pozostanie największą imprezą święta Niepodległości, a zarazem najczarniejszym koszmarem wielu obserwatorów w Polsce i zagranicą. Brak jednak innych, spektakularnych projektów, czy to kulturalnych, czy choćby architektonicznych, które zostawiłyby na kolejne lata, oby stulecia, ślad po tej wyjątkowej rocznicy.

Na znalezienie nowej formuły obchodzenia tego dnia rządzący mieli trzy lata, tymczasem świętować będziemy skromnie. Dziwi to zwłaszcza, gdy pomyśleć o tym, że zarówno dla Andrzeja Dudy, jak Prawa i Sprawiedliwości polityka historyczna zawsze była jednym z kluczowych filarów rozumienia państwa. Niewykorzystane okazje na ogół się mszczą. Oby więc w ten sposób nie skończyła się ta okazja w dziejach Polski naprawdę wyjątkowa.

banner

Zobacz więcej