Irak modelową demokracją na Bliskim Wschodzie?

Irak znów zawiódł szalonych teoretyków i się nie rozpadł. Na zdjęciu szyiccy pielgrzymi (fot. PAP/EPA/MURTAJA LATEEF)

O Iraku mówi się zwykle przy okazji jakichś wybuchów, terroryzmu, wojny. Od lat podaje się go jako przykład rzekomej katastrofy, państwa upadłego, dowodu na to, że Arabowie muszą być rządzeni przez jakiegoś dyktatora w stylu Saddama Husajna. Dlatego trudno się dziwić, że powstanie nowego rządu irackiego nie budzi należnego zainteresowania.

Irak ogłasza zwycięstwo nad tzw. Państwem Islamskim. Płyną gratulacje z USA

Irak ogłasza ostateczny koniec wojny z organizacją Państwo Islamskie (IS). Iracki premier Hajder al-Abadi poinformował, że władze w Bagdadzie...

zobacz więcej

Pokojowe przekazanie władzy w regionie, w którym albo nie ma żadnych zmian albo mają one krwawy przebieg nie pasuje do teorii wielu analityków i obserwatorów bo ma miejsce w Iraku. – Media zainteresowane są tylko złymi wiadomościami z Iraku – powiedział mi w 2015 roku jeden z najbardziej wpływowych sunnickich szejków w Iraku. Niestety, miał rację.

Wolne wybory w Iraku – szukanie dziury w całym

W środę 24 października zaprzysiężony został nowy rząd Iraku. Fakt, rodził się w bólach przez pięć miesięcy. Irackie wybory parlamentarne odbyły się 12 maja i przyniosły niespodziankę. Po pierwsze wielu czołowych polityków, w tym m.in. dotychczasowy przewodniczący parlamentu oraz czterech ministrów, nie zdobyło mandatu. Po drugie – pierwsze miejsce niespodziewanie zdobył blok Sairun, czyli ugrupowanie kontestujące istniejący w Iraku układ polityczny. Po trzecie – szybko okazało się, że demonizowany na świecie podział szyicko-sunnicki w dużym stopniu stracił w Iraku na znaczeniu.

Tymczasem media niechętne Irakowi znów zalewały opinię publiczną złymi informacjami. Fakt, frekwencja była niska, niespełna 45 proc. Niewiele większa była w odbywających się w tym samym czasie wyborach w Libanie. Podobnie było w krajach, które obaliły dyktatorów na fali Arabskiej Wiosny, tyle że tam nie mówiono o porażce ale wielkim zwycięstwie, które miało otworzyć drogę ku świetlanej przyszłości. Tzn. nie takiej jak w Iraku. W Egipcie, w pierwszych wolnych wyborach prezydenckich, które odbyły się w 2012 r. wzięło udział 46 proc. mieszkańców tego kraju. Wkrótce potem cały demokratyczny projekt budowany przez Baracka Obamę i Hillary Clinton w oparciu o islamistów z Bractwa Muzułmańskiego szlag trafił. Tylko w Tunezji wciąż odbywają się wolne wybory, choć zmiana władzy w 2014 roku nie obyła się bez problemów. W pierwszych tunezyjskich wolnych wyborach parlamentarnych wzięło zresztą udział 52 proc. uprawnionych. Warto też pamiętać, że w Polsce w pierwszych całkowicie wolnych wyborach parlamentarnych w 1991 roku frekwencja wyniosła tylko 43 proc.

Przegrani politycy iraccy oczywiście nie chcieli się pogodzić z porażką, więc zaczęli podnosić oskarżenia, że wybory zostały sfałszowane. Choć zważywszy na wyniki było to całkowicie nielogiczne, znów szybko podchwyciły to niektóre media, z katarską Al Jazeerą na czele. Cóż z tego, że w samym Katarze żadnych realnych wyborów nie ma. Ponowne przeliczenie głosów pod nadzorem ONZ oczywiście żadnych fałszerstw nie wykazało. W Turcji, po ostatnich wyborach prezydenckich, oczywiście żadnej kontroli ONZ nie było, a osoby sugerujące fałszerstwa szybko znikają w więzieniach.

Obsesja dzielenia Iraku

Latem na południu Iraku zaczęły się masowe demonstracje przeciwko korupcji i fatalnemu stanowi usług. Bezpośrednią przyczyną były braki dostępu do wody, co z kolei spowodowane było działaniami Turcji i Iranu. Część tzw. „ekspertów” wróciła jednak do swojej ulubionej zabawy tj. wieszczenia rozpadu Iraku i rysowania nowej mapy Bliskiego Wschodu. Cóż z tego, że na protestach powiewały wyłącznie flagi Iraku. „Eksperci” wiedzieli lepiej: to separatyzm.

Migrant i uchodźca to nie to samo! [OPINIA]

Media i politycy obu stron politycznego sporu przyjęli taką narrację, w której słowa „migrant” i „uchodźca” stosowane były zamiennie. Niezrozumiałe...

zobacz więcej

Ale Irak znów zawiódł szalonych teoretyków i się nie rozpadł. Protesty, choć nie obyły się bez ofiar, to jednak nie zostały stłumione w stylu stanowiącym normę w większości krajów Bliskiego Wschodu, łącznie z rzekomo demokratyczną Turcją. Więzienia nie zapełniły się dysydentami i dziennikarzami i nikt nie musiał uciekać zagranicę w strachu o swoje życie.

Między Iranem a USA

Tymczasem trwały intensywne rozmowy między różnymi partiami na temat stworzenia nowego rządu. Oczywiście Irak jest zbyt ważnym krajem (choć międzynarodowa opinia publiczna zdaje się czasem o tym zapominać) by USA i Iran nie ingerowały w ten proces. Reprezentujący wschodnich sąsiadów Iraku gen. Kasem Sulejmani okazał się lepszym rozgrywającym od Specjalnego Wysłannika USA Bretta McGurka. W decydującym momencie Iran zrozumiał jednak, że jeśli podporządkuje sobie rząd Iraku to może doprowadzić do rewolucji w tym kraju i w efekcie stracić wszystko. Wbrew stereotypom poczucie jedności irackiej jest teraz znacznie silniejsze niż sektariańska więź łącząca irańskich i irackich szyitów.

Na początku października wybrano nowego prezydenta, Kurda Barhama Saliha oraz premiera, szyickiego Araba Adela Abd al-Mahdiego. Wcześniej przewodniczącym parlamentu został sunnicki Arab Mohammad al-Halbusi, a jednym z jego zastępców Kurd Baszir Hadad. Wybór Saliha, który był w przeszłości wicepremierem Iraku oraz premierem Regionu Kurdystanu, był bardzo dobrą wiadomością dla USA, natomiast sunnity al-Halbousiego – dla Iranu. Z kolei z wyboru Abd al-Mahdiego zadowolona była Kurdyjska Partia Demokratyczna (KDP) Masuda Barzaniego. Ta sama, która rok temu zorganizowała referendum niepodległościowe. Nowy premier w latach 90-tych prowadził bowiem w Kurdystanie działalność opozycyjną przeciwko Saddamowi.

Gwałt jako narzędzie wojny

Od dawna decyzje Norweskiego Komitetu Noblowskiego dotyczące przyznawania Pokojowej Nagrody Nobla budzą wątpliwości. Dlatego zaskoczeniem może być...

zobacz więcej

Rząd technokratów

Adel Abd al-Mahdi, choć w przeszłości piastował różne funkcje we władzach Iraku, to od kilku lat pozostawał w cieniu i nie jest nawet członkiem parlamentu. Podobnie zresztą jak większość jego ministrów, z których znaczna część to technokraci. Pojęcie „rządu technokratów” robiło od kilku lat zawrotną karierę w Iraku, gdzie dotychczas panowała zasada muhasasa, czyli równego dzielenia tortu władzy. Jednym z głównych krytyków tego systemu był Muktada as-Sadr (ten sam, z którego Armią Mahdiego wiele lat temu polscy żołnierze walczyli w Karbali). Siła systemu jednak była zbyt duża. Jak się okazuje, do czasu.

Nowym szefem irackiego MSZ jest zawodowy dyplomata Mohammad Ali al-Hakim, który od 2013 roku reprezentował Irak w ONZ. Z kolei na czele ministerstwa ropy stanął Samir al-Ghadhban, który zajmował różne stanowiska w tym resorcie od 1989 r. do 2005 r. Technokratami są też m.in. ministrowie rolnictwa, elektryczności, telekomunikacji i zdrowia, czyli resortów kluczowych ze względu na postawienia tego zrujnowanego ale bogatego kraju na nogi. Cztery teki, w tym ministra finansów, otrzymali Kurdowie. Póki co obsadzono tylko 14 spośród 22 stanowisk w rządzie. Wśród wakatów jest m.in. resort obrony, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Kandydatką na to ostatnie stanowisko jest kobieta-chrześcijanka.

Nowy rząd ma bardzo słabe zaplecze polityczne w parlamencie, jednak wcale nie musi to go skazywać na porażkę. Trzeba bowiem zrozumieć, że iracka demokracja ma swoją specyfikę. Jedną z jej wyjątkowych cech jest rola szyickiej elity religijnej, która nie miesza się w rządy bezpośrednio ale interweniuje w sytuacjach kryzysowych. Sunnici w ostatnich latach dostali natomiast bardzo bolesną lekcję, że prowadzenie polityki w Iraku w oparciu o sektarianizm i partyjniactwo przynosi im tylko zgubę i zniszczenie.

Ropa i bezpieczeństwo

Jedną z pierwszych decyzji nowego rządu jest wstrzymanie sprzedaży ropy z Kirkuku do Iranu w związku z amerykańskimi sankcjami. Zamiast tego będzie sprzedawać tę ropę kurdyjskim rurociągiem prowadzącym do Turcji. Oznacza to uspokojenie relacji między irackim rządem federalnym i władzami kurdyjskimi, a także stwarza perspektywę zwiększenia przez Irak sprzedaży ropy w 2019 nawet do 5,5 mln baryłek dziennie, czyli prześcignięcie pod tym względem Rosji.

Sikorski likwidował obecność Polski na Bliskim Wschodzie, teraz czas na powrót

Gdy w końcu sierpnia wiceminister spraw zagranicznych Andrzej Papierz spotkał się w Damaszku ze swoim syryjskim odpowiednikiem Fajsalem...

zobacz więcej

Irak staje się coraz bezpieczniejszy. Kilka dni temu Irbil, będący stolicą Regionu Kurdystanu, został uznany za piąte, najbezpieczniejsze miasto na świecie. Natomiast w irackiej stolicy prezydent Barham Salih wyszedł wraz z żoną na spacer na zatłoczoną ulicę Mutanabbiego, a następnie do najbardziej popularnej bagdadzkiej herbaciarni. Adel Abd al-Mahdi zorganizował natomiast pierwsze posiedzenie rządu poza osławioną Zieloną Strefą.

Stosunki polsko-irackie

Polska dołożyła swoją cegiełkę do tej poprawy sytuacji w Iraku. W 2016 roku MON podjęło decyzję o wysłaniu polskich żołnierzy do Iraku z misją szkoleniową. Później doszła też misja techniczna, pomagająca w naprawie postsowieckiego sprzętu wojskowego znajdującego się w dyspozycji irackiej armii. Decyzje te wywołały w Polsce zbędne kontrowersje, a niektóre media i politycy wieszczyli nowych poległych i zamachy IS, które miały rzekomo wynikać ze zwrócenia uwagi terrorystów na Polskę. Nic takiego nie nastąpiło, a zamiast tego zyskaliśmy sobie wdzięczność władz Iraku. To bowiem oddziały irackie szkolone przez NATO-wskich specjalsów stanowią dziś awangardę sił zbrojnych tego kraju, wolną od podziałów sektariańskich i etnicznych.

Polska powinna jednak bardziej wykorzystać potencjał jaki daje współpraca z Irakiem. Czas wrócić do czasów gdy polskie firmy były wszechobecne nad Eufratem i Tygrysem, a na polskich uczelniach kształciła się iracka elita. Irakijczycy o tym pamiętają i chcą byśmy wrócili. Wprawdzie zamknięcie polskiej ambasady w Bagdadzie przez Radosława Sikorskiego było dla nich niczym plunięcie w twarz ale całe szczęście ten błąd został szybko naprawiony przez nowy rząd, który również bardziej otworzył polskie uczelnie na przyjazd studentów z Iraku. Warto jednak zintensyfikować te kontakty i przywrócić bezpośrednie połączenia lotnicze (zwłaszcza, że maja je prawie wszyscy nasi sąsiedzi). Dobrze by było gdyby wreszcie doszło też do rządowej wizyty w Iraku.

banner

źródło:
Zobacz więcej