RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Chaszodżdżi po polsku. Jak PRL likwidowała zdrajców

Kpt. Władysław Mróz został zlikwidowany przez wywiad PRL (fot. Pixabay/IPN)

Brutalne morderstwo saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, skrytobójczy zamach na podwójnego szpiega Siergieja Skripala czy wcześniejszy na Aleksandra Litwinienkę i innych przeciwników Kremla wstrząsnęły opinią publiczną na świecie. Aż za dobrze zdaliśmy sobie sprawę z obecności żołnierzy cienia, którzy być może chodzą teraz również po polskich ulicach. Także zresztą nasz kraj ma w swojej historii podobny niechlubny incydent. Ofiarą wywiadu PRL padł kpt. Władysław Mróz, który śmiał uciec do Francji i wydał budowaną latami siatkę szpiegowską...

Bomba w torcie, czyli jak porwać samolot i uciec z PRL

World Trade Center, Czarny Wrzesień. Porwania samolotów są uważane za sól współczesnego terroryzmu. Ale nie tylko. W PRL doszło do około 20 takich...

zobacz więcej

Wieczór 27 października 1960 roku. Mieszkaniec Argenteuil, podparyskiego przedmieścia zamieszkałego głównie przez robotników, słyszy strzały dobiegające z pobliskiego wysypiska śmieci. Wzywa policję. Przeszukanie ogromnego terenu powinno zająć dużo czasu, ale funkcjonariusze mają szczęście i już pierwszej nocy odnajdują ofiarę. Zwłoki leżą w nieczynnej studni, byle jak przywalone ziemią i deskami.

Wstępnie ustala się, że ofiara to trzydziestokilkuletni mężczyzna. Jest zmasakrowany. Wprawdzie ma śmiertelną ranę postrzałową po kuli kaliber 7,62 mm nad prawym uchem, ale oprawcy okrutnie się z nim obchodzą. Ma kilkanaście ran postrzałowych świadczących, że pastwiono się nad nim po śmierci, oraz zmasakrowaną twarz, co ma utrudnić identyfikację. Przy denacie policjanci znajdują 6 franków, rachunki za zdjęcia oraz kilka gazet, w tym wydawane przez francuską Polonię pismo „Narodowiec”. Wszystko dokładnie odnotował historyk Leszek Pawlikowicz w pasjonującej książce „Tajny front zimnej wojny. Uciekinierzy z polskich służb specjalnych 1956-1964” (Wydawnictwo „Rytm”, 2004).

Cel – wytropić cyngli

Śledztwo szybko przejmuje francuski wywiad Direction de la Surveillance du Territoire (Dyrekcja Nadzoru Terytorium; DST). Smutni panowie są jeszcze bardziej smutni. Wiedzą, kim jest nieboszczyk oraz to, że powinni go chronić, gdyż był cennym współpracownikiem, przewerbowanym szpiegiem przekazującym informacje na temat wywiadu PRL. Trzeba szybko i dyskretnie ustalić sprawców, na szali leży autorytet państwa. Nie można pozwolić, żeby cyngle obcego wywiadu bezkarnie mordowali na terenie Francji.

To początek rozgrywki między wywiadami, ale historia sięga wiele lat wstecz. Zaczyna się 34 lata wcześniej na Kresach Wschodnich, gdzie Władysław Mróz przychodzi na świat. Gdy wybucha II wojna światowa, jego rodzina ucieka do ZSRR. Przypuszczalnie w 1944 roku jako 18-latek podejmuje studia na kursie wywiadowczym w szkole Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych, czyli niesławnego NKWD, w Kujbyszewie (obecnie Samara). Historycy nie są jednak tu zgodni, jak to często bywa w przypadku historii szpiegów.

Szpiegowanie żartami. Jak CIA rozpracowywało Sowietów

Wyścig zbrojeń, wyścig kosmiczny, wojny zastępcze – zimna wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim miała wiele oblicz....

zobacz więcej

Wiemy za to, że po wojnie wraca do Polski i wstępuje do Milicji Obywatelskiej, by w 1950 roku trafić do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Ponura sława urzędu nie zraża Mroza, ale trzeba pamiętać, że nie zajmuje się on torturowaniem i mordowaniem żołnierzy wyklętych. Podejmuje służbę w wywiadzie. Ma do tego smykałkę i szybko awansuje.

Jest wątpliwość, kiedy zaczyna pracę w MBP. Zbiegły w 1967 roku na Zachód ppłk Janusz Kochański, oficer Departamentu I MSW, czyli właśnie wywiadu, twierdzi, że już w latach 1947-49 Mróz był zaangażowany w organizowanie siatek szpiegowskich na terenie państw skandynawskich. Młody oficer instalował nielegałów, czyli głęboko zakonspirowanych agentów bez żadnego statusu dyplomatycznego, szpiegowską elitę.

Skoro młody oficer otrzymuje tak trudne i odpowiedzialne zadanie, wiadomo, że musi być niezwykle cenionym pracownikiem. Faktycznie, często wyjeżdża do Szwecji, posługując się fałszywym nazwiskiem obywatela jednego z krajów zachodnich. Dowodzi to, że władze darzą go ogromnym zaufaniem, a trzeba pamiętać, że w czasach Bolesława Bieruta stalinowska szpiegomania jest posunięta do granic. Każdy, nawet I sekretarz partii rządzącej, może być oskarżony o zdradę.

Kurier

W latach 1950-53, korzystając już z oficjalnego statusu kuriera Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Mróz podróżuje do Wielkiej Brytanii i Izraela. Jego zadanie nie jest nadzwyczaj skomplikowane. Odbiera oficjalną pocztę dyplomatyczną z ambasad PRL, do tego – już nieoficjalnie – materiały wywiadowcze uzyskane od oficerów obsługujących w imieniu komunistycznych władz miejscowe siatki szpiegowskie. Naturalnie, służby kontrwywiadowcze tych krajów wiedzą, że zawartość jego walizek to nie tylko koszule, skarpety i nudne biuletyny, ale też niezwykle cenne materiały na temat działalności agentów. Chroni go jednak status dyplomatyczny, więc MI5 oraz Mosad muszą obejść się smakiem.

Kpt. Mróz wyjechał z rodziną do Paryża (fot. Wiki)

Wciągnięty do auta i zakneblowany. Tak SB zatrzymało agenta CIA [WIDEO]

Moment wciągnięcia do nieoznakowanego radiowozu i zakneblowania wieloletniego agenta CIA Leszka Chrósta przez funkcjonariuszy SB widać na...

zobacz więcej

O rosnącej roli Mroza świadczy fakt, że ówczesny szef wywiadu płk Witold Sienkiewicz wyznacza go na swojego adiutanta. Wiadomo też, że jest faworytem szefa. Trzeba zaznaczyć, że nie oznacza to nic szczególnie nagannego. Dzieje się zawsze i wszędzie, niezależnie od obowiązującego systemu politycznego. Wystarczy trafić na odpowiedni moment, wsiąść na karuzelę i – dopóki patron jest u władzy – o przyszłość nie trzeba się martwić.

Dzięki zdobytemu doświadczeniu i pozycji w strukturach MBP Mróz zostaje wyznaczony do zorganizowania i nadzorowania pod okiem oficerów z bratniego ZSRR struktur wywiadu nielegalnego. Przekazanie 27-latkowi takiego zadania musi wzbudzić zawiść innych oficerów Wydziału I Departamentu VII MBP – bardziej godnych w swojej ocenie – do służby ludowej ojczyźnie na tym froncie walki o świetlaną przyszłość sojuszu robotniczo-chłopskiego i wyrwanie z pęt burżuazyjno-kapitalistycznego zacofania. Ale Mróz kompetencje ma, świadczy o tym fakt, że po służbie wykłada popołudniami w Szkole Oficerskiej departamentu VII, mieszczącej się przy ulicy Długiej w Warszawie.

Jak to zwykle bywa z młodzieńcami, u których buzują hormony, zakochuje się i wkrótce żeni. Wybranką serca jest Polka urodzona we Francji, która przyjeżdża do Polski z falą powojennej reemigracji. Siermiężna ojczyzna przodków jej jednak nie przekonuje. Polska jest zniszczona po wojnie, w PRL-u żyje się ciężko, nawet jeśli ma się męża będącego funkcjonariuszem organów. Młoda kobieta posiadająca francuskie obywatelstwo ponad wszystko chce wrócić do swojej prawdziwej ojczyzny.

Arcytrudne zadanie

Wprawdzie Mróz ma już sporą władzę, kieruje najważniejszymi operacjami Wydziału I Departamentu I Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego, to jednak rodzina jest jego słabą stroną i ulega namowom żony. Podejmuje decyzję o wyjeździe do Francji. Zadanie jest arcytrudne, mimo że czasy się zmieniają. Reżim, owszem, zelżał po śmierci Józefa Stalina i wygłoszeniu przez Nikitę Chruszczowa słynnego tajnego referatu, Władysław Gomułka wyszedł z więzienia i ponownie został I sekretarzem partii rządzącej, tym razem już PZPR. Mróz wie jednak, że informacje, które posiada, dyskwalifikują w oczach władz jego czteroosobową już rodzinę do emigracji.

Wywiad traktował jako swego informatora abp. Głodzia, gdy ten pracował w Watykanie

Arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia, gdy pracował w Watykanie, wywiad traktował jako swego informatora – te informacje to efekt wspólnego śledztwa...

zobacz więcej

Władza boi się ludzi, szczególnie oficerów, którzy nie chcą budować socjalizmu w PRL, tylko wolą wyjechać. Strach przybiera na sile po ucieczce Józefa Światły, który ujawnił zbrodnicze działania MBP. Mróz musi znaleźć inny sposób. Jeżeli nie może wyjechać legalnie, próbuje jako nielegał. Pojawiają się jednak nieprzewidziane okoliczności, które mogą zaszkodzić sprawie. Oficer ma problemy z płucami, przez co jako nie w pełni sprawny może nie otrzymać zgody na służbę na terenie obcego kraju. Rutynowy test medyczny zdaje dzięki wysłaniu na badanie swojego zaufanego kolegi.

Wreszcie w połowie 1959 roku wraz z żoną i dwójką dzieci przeprowadza się do Francji. Zamieszkuje w domu przy ulicy Dunkerque 37 w paryskiej dzielnicy Épinay-sur-Seine na północnych rubieżach miasta. Jego legenda to fotoreporter pracujący dla jednego z dzienników, ale jego prawdziwym zadaniem jest nadzorowanie siatek nielegalnych agentów polskiego wywiadu, podległych pod Wydział Ia Departamentu I Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Dostęp do de Gaulle’a

Mróz ma pod sobą kilkunastu nielegałów. Nie są to byle robotnicy opowiadający o nastrojach w fabryce, tylko osoby wpływowe, mające kontakty z ministrami, a nawet dostęp do prezydenta Charles’a de Gaulle’a. Nawet nie trzeba ich sowicie opłacać – swoją ojczyznę zdradzają z pobudek ideowych. Sympatie komunistyczne zawsze były silne we Francji, która nigdy nie doświadczyła realnego socjalizmu z jego wszystkimi absurdami i wynaturzeniami.

Siatka działa jak należy, nic nie wzbudza podejrzeń centrali. Komunikacja jest oparta o zwykłą pocztę. MSW przysyła zaszyfrowane rozkazy w listach od „rodziny”, zaś Mróz przekazuje zebrane materiały w paczkach żywnościowych dla „rodziny”. Z tego typu usług pocztowych korzystają tysiące Polaków za granicą. Dzięki nim w wielu prawdziwych rodzinach żyjących w PRL kłopoty aprowizacyjne nie są aż tak dotkliwe. Wywiad zdobywa cenne informacje wywiadowcze, a przy okazji kilku oficerów przynosi do domu szynkę, kawę i inne cenne wiktuały.

IPN oskarżył Ryszarda M. - gen. MO i b. wiceszefa MSW z okresu PRL

Pion śledczy IPN w Warszawie skierował akt oskarżenia przeciwko Ryszardowi M. – byłemu wiceministrowi spraw wewnętrznych w stopniu gen. bryg. MO –...

zobacz więcej

Mróz chce uzyskać prawo stałego pobytu we Francji, ale, jak wynika z francuskich źródeł policyjnych, nie zamierza występować o przyznanie sobie i swojej rodzinie azylu politycznego, przynajmniej do momentu otrzymania rozkazu o powrocie do Warszawy. Dowodzi to, że prowadzi bardzo ostrożną grę. Sytuacja się jednak zmienia i DST wpada na jego trop. Kontrwywiad otrzymuje informację o powiązaniach skromnego fotografa z Polski z wywiadem PRL.

Historyk Thierry Wolton twierdzi, że źródłem informacji jest zbiegły do USA oficer polskiego wywiadu. Kto? Nie ma pewności. Zapewne to jakiś uciekinier z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, czyli wywiadu wojskowego sztabu generalnego – mjr Seweryn Wilf, kpt. Marcin Sochaczewski, ppłk Adam Brandel albo ppłk Jerzy Bryn. Może to być również wysoki rangą oficer Departamentu I MSW ppłk Michał Goleniewski, który wprawdzie nie ucieka, ale od wiosny 1958 roku współpracuje z CIA. Kim by nie był informator, przekazuje Francuzom, że Mróz jest kurierem dyplomatycznym Ministerstwa Spraw Zagranicznych PRL. Oznacza to, że nasz bohater jest niezwykle skuteczny i jego prawdziwa rola nielegała kontrolującego własną siatkę nie jest wiadoma nawet w wyższych kręgach władz.

Podchody

Istnieje podejrzenie, że o działalności kpt. Mroza donosi DST również... jego żona. Z pewnością jest przekonana, że tylko Francuzi są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo rodzinie. Pierwsze podchody pod próbę sprawdzenia fotografa przeprowadza miejscowa prefektura policji mająca informacje od DST. Podczas wizyty funkcjonariuszy Mróz prosi o spotkanie z wysokim przedstawicielem kontrwywiadu. Zostaje zabrany do centrali mieszczącej się przy Rue des Saussaies, gdzie w czasie wojny urzędowało Gestapo.

Mróz wyznaje, że jest oficerem Wydziału I MSW w randze kapitana i składa formalny wniosek o przyznanie azylu politycznego. W siedzibie DST spędza kilka następnych dni, jest poddawany kolejnym przesłuchaniom. Zdradza najcenniejsze tajemnice, które funkcjonariusze kontrwywiadu oceniają jako informacje wielkiej wagi. Wyznaje, że w gabinecie naczelnika Wydziału IV Departamentu I MSW, który odpowiada za infiltrację krajów Europy Zachodniej i Watykanu, widział zdjęcia wielu oficerów DST, w tym szefa Sekcji Radzieckiej, kom. André Guerina. Wniosek nasuwa się nieciekawy – komunistyczne służby specjalne przeniknęły już do tej instytucji.

„Nielegałowie” pracujący dla MSW mieli dostęp nawet do prezydenta Charles’a de Gaulle'a (fot. Wiki/Pierre-Emmanuel Taittinger)

Tajne dokumenty naszego przedwojennego wywiadu w rosyjskich archiwach. Moskwa nie chce ich oddać

Tysiące teczek z dokumentami polskiego wywiadu i archiwami innych instytucji przedwojennej Polski odnaleźli niemieccy historycy w Moskwie....

zobacz więcej

Oficer wydaje również całą swoją siatkę i przekazuje wiedzę o innych agentach, w tym również pracujących w Wielkiej Brytanii i Izraelu. Ujawnia, że w izraelskiej służbie bezpieczeństwa wewnętrznego Szin Bet działa agent PRL Lucjan Levi. „Mróz wsypał nie jakąś tam zwykłą agenturę (...), to byli prawdziwi francuscy patrioci, lewicowcy, ludzie należący do elity politycznej, kulturalnej, gospodarczej, mający dojścia do premiera, ministrów, a nawet samego Charles’a de Gaulle’a. Budowano te kontakty latami. (...) Od tamtego czasu nasz wywiad już nigdy nie miał nad Sekwaną tej rangi współpracowników i życzliwych osób” – przyznaje później Marceli Wieczorek, były oficer Departamentu I MSW.

Francuzi rozgrywają swoją grę – nie dochodzi do zatrzymań agentów ujawnionych przez Mroza działających na terenie Francji, Wielkiej Brytanii i Izraela. DST chce zrobić z cennego informatora podwójnego szpiega, w efekcie – żeby się nie zdradzić przez Polakami – nie przydzielają mu osobistej ochrony, tylko wyznaczają ściśle zakonspirowane spotkania, które odbywają się nie częściej niż raz na dwa tygodnie. DST popełnia jednak błąd, za który Mróz zapłaci najwyższą cenę. Kontrwywiad nie wie, że polski wywiad dzięki swoim wtyczkom odkrywa prawdę o zdradzie.

KGB wpada na trop

Ppłk Janusz Kochański, oficer w Wydziale IA, zajmującym się obsługą logistyczną wywiadu nielegalnego Departamentu I MSW (również podwójny szpieg działający na rzecz CIA – przyp. red.), twierdzi, że sprawę niezidentyfikowanego informatora odkrywa KGB, mające swoje własne wtyczki. Latem 1960 roku, a więc kilka miesięcy po zdradzie Mroza, Sowieci przekazują informacje Warszawie, w tym tę o wydaniu siatki nielegałów. Jest nerwowo. Zapada decyzja o wygaszeniu kontaktów z dziesiątkami agentów. Zarządzono ewakuację dwunastu głęboko zakonspirowanych nielegałów z całej Europy, których przygotowywano od lat.

Trwa tropienie winnego. Polski kontrwywiad dochodzi do wniosku, że to efekt działania ppłk. Bryna z Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Bryn był sekretarzem Ambasady PRL w Tokio, który w 1958 roku zdecydował się na ucieczkę, ale po roku wrócił do Polski, gdzie skazano go na 25 lat pozbawienia więzienia jako amerykańskiego szpiega. MSW szybko jednak ustala, że Bryn, który w tym czasie jest już Polsce, nie jest źródłem przecieku. Podejrzanych zawęża się do personelu Wydziału I Departamentu I MSW.

IPN odkrył 12 tys. zmikrofilmowanych teczek agentury kontrwywiadu wojskowego

Instytut Pamięci Narodowej odkrył 12 tys. zmikrofilmowanych teczek tajnych współpracowników kontrwywiadu wojskowego z lat 1943-74; dokumentacja...

zobacz więcej

„Każdy był podejrzany oprócz Mroza, uważano nawet, że w wyniku przecieków we Francji może mu grozić niebezpieczeństwo ze strony francuskiego kontrwywiadu” – ujawnia ppłk Kochański, który w 1967 roku zbiegł do USA. „Postanowiliśmy zatem odwołać Mroza do Polski. Wszyscy byliśmy jednak zdziwieni, gdyż wciąż opóźniał swój przyjazd do kraju, usprawiedliwiając to różnorodnymi przyczynami, m.in. chorobą żony, ciążą z trzecim dzieckiem itd. Pomimo nadzwyczaj trudnej sytuacji operacyjnej, ignorował większość rozkazów centrali warszawskiej. W końcu upewniliśmy się, że informacje docierające na Zachód nie mogły pochodzić od nikogo innego jak od kpt. Władysława Mroza. Decyzja była szybka, Mróz powinien zostać zlikwidowany, zanim zdradzi wszystko i wszystkich, o ile już tego nie uczynił” – tłumaczy.

Plan likwidacji

Trzeba opracować metodę likwidacji zdrajcy. Pod uwagę bierze się porwanie go z Francji, ale stwarza to pewne przeszkody natury technicznej oraz ryzyko pozostawienia śladów. Pada sugestia, że zamachu trzeba dokonać na miejscu. W tym celu należy wywabić cel, który – jak się zakłada – znajduje się pod czujnym okiem francuskich służb.

Plan akcji opracowuje Henryk Sokolak, którego życie to również gotowy scenariusz na pasjonującą powieść. Dość powiedzieć, że całą wojnę przesiedział w niemieckim obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie, w którym działał w ruchu oporu, zaś pod koniec życia był nawet ambasadorem PRL w Tunisie. W mrocznym etapie swojej kariery działa jednak w Departamencie I MSW, w którym niedługo po zamachu na Mroza zostaje awansowany z wicedyrektora na szefa jednostki.

Plan, zatwierdzony przez dyrektora Departamentu I płk. Witolda Sienkiewicza, przewiduje skłonienie zdrajcy do opuszczenia prawdopodobnej strefy obserwacji francuskiego kontrwywiadu. Trzeba użyć podstępu. Pretekstem jest przekazanie w październiku 1960 roku nieprawdziwej informacji o poważnym wypadku ojca Mroza. Finezji w tym za grosz, ale plan jest skuteczny – jak pamiętamy, rodzina to jego pięta achillesowa.

„Możemy się spodziewać dużej porcji materiałów dot. wywiadu PRL i jego działalności”

– To są bardzo różne dokumenty. Generalnie bardzo duża część to są teczki osobowe funkcjonariuszy SB, ich karty uposażeń. Część to są sprawy...

zobacz więcej

W czwartek 27 października szpieg, niby to przypadkiem, natrafia w Paryżu na swojego starego przyjaciela z Warszawy, z którym zna się od podstawówki. Kolega zostaje przywieziony przez wywiad z Polski, być może nawet nie jest świadom swojej roli. Nie zdając sobie sprawy, że to prowokacja, Mróz umawia się z przyjacielem wieczorem na jednej ze stacji metra w celu przekazania listu do rodziny w Polsce.

Wywiedli DST w pole

DST również zostaje wywiedzione w pole. Rezydent wywiadu PRL, który obejmuje nadzorem zamach na Mroza, w tym czasie jest w innym miejscu – podejmuje uroczystym obiadem polskiego parlamentarzystę. Właśnie ta uroczystość skupia uwagę kontrwywiadu. Kilka kilometrów dalej rozgrywa się tragedia przewerbowanego przez Francuzów szpiega.

W miejscu, w którym Mróz umawia się z przyjacielem, czekają na niego trzej zamachowcy, ale żaden szwadron śmierci, tylko zwykli oficerowie wywiadu, którzy zgłaszają się na ochotnika. Wciągają go siłą do auta i wywożą na wysypisko śmieci. Co jest dalej – już z grubsza wiemy. Przypuszczalnie kaci tłumaczą, dlaczego musi zginąć, być może nawet ogłaszają wyrok. Potem strzał w głowę i pastwienie się nad zwłokami.

Dlaczego morderstwo jest tak prymitywne, zaś zwłoki okaleczone? Komunistyczne służby potrafią po cichu likwidować ludzi. Bułgarski dysydent Georgi Markow mieszkający w Wielkiej Brytanii umiera po ukłuciu w łydkę końcówką parasola, w której była igła z trującą rycyną. Po co więc pakować tyle kul w zwłoki, a potem jeszcze je masakrować? Pewności nie ma. Przypuszczalnie szpiedzy mają upodobnić egzekucję do tych wykonywanych przez mafię, żeby zmylić tropy. Być może mają odstraszyć innych agentów, którzy jak kpt. Władysław Mróz również mogą myśleć o ewentualnej zdradzie.

Jasny sygnał najpewniej nie przekonuje płk. Władysława Tykocińskiego, oficera Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i szefa Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie Zachodnim, który w 1965 roku po zwerbowaniu przez CIA zostaje przerzucony do USA. Umiera w tajemniczych okolicznościach dwa lata później. Przypuszczalnie również zostaje namierzony przez byłych kolegów. Błąd można wybaczyć, zdrady – nigdy.

źródło:
Zobacz więcej