Sprawa Chaszodżdżiego: festiwal hipokryzji [OPINIA]

Sprawa saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego, który zniknął 2 października w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Stambule, przede wszystkim obnaża ogromną hipokryzję światowej opinii publicznej. Niezwykle istotny jest tu też geopolityczny kontekst zdarzenia i zaangażowania w tę sprawę niektórych państw. Jest on jednak pomijany w większości komentarzy.

Arabia Saudyjska potwierdza: Chaszodżdżi został zabity w konsulacie w Stambule

Ponad dwa tygodnie od zaginięcia krytycznego wobec władz w Rijadzie saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego Arabia Saudyjska przyznała, że...

zobacz więcej

Osoby biorące udział w tym przedstawieniu, zarówno w rolach pierwszo-, jak i drugoplanowych, to istna plejada gwiazd. Mamy więc przede wszystkim młodego i ambitnego księcia, saudyjskiego następcę tronu Mohammada bin Salmana, zwanego popularnie MBS-em. Arabia Saudyjska, jak wiadomo, zawsze była krajem umiarkowanego islamu, zaangażowanym we wspieranie praw człowieka na świecie. Jakże by mogło być inaczej? Przecież sam nasz wielki noblista Lech Wałęsa przyznał królowi Abdullahowi (stryjowi MBS-a) nagrodę swojego imienia w 2008 r. za „dialog międzyreligijny”. Co prawda jak opowiadałem o tym na uniwersytecie w irackiej Kufie, na tamtejszym Wydziale Islamu, to moi rozmówcy mało się nie zakrztusili ze śmiechu. Ale kto by zwracał uwagę na taki szczegół, że od stworzenia Arabii Saudyjskiej w kraju tym nawet za posiadanie Biblii czy krzyżyka może komuś spaść głowa. Nie w przenośni, ale dosłownie. Kaci zawsze mieli tam pełne ręce roboty.

Nieco wcześniej, w 2007 r., Abdullah dostał Order Uśmiechu za zasługi na rzecz dzieci. W tym samym roku saudyjski sąd skazał na śmierć przez ścięcie Rizanę Nafik, służącą ze Sri Lanki, aresztowaną w wieku 17 lat pod budzącymi duże wątpliwości zarzutami. Ścięto ją w 2013 r. Niedługo później Abdullah kazał też uwięzić własne cztery córki i zaczął je głodzić. Wszystko dlatego, ze ich matka uciekła od niego do Europy. Według niej laureat Orderu Uśmiechu po prostu lubił znęcać się nad dziećmi.

W 2012 roku aresztowano natomiast dziennikarza Raifa Badawiego, który wpadł na pomysł, by w kraju rządzonym przez laureata nagrody Wałęsy założyć portal o nazwie Wolni Saudyjscy Liberałowie. Dostał karę 10 lat i 1000 (słownie: tysiąc) batów. Miał być chłostany etapami, żeby za szybko nie wyzionął ducha. W styczniu 2016 roku Arabia Saudyjska ścięła natomiast Nimra al-Nimra, przywódcę miejscowych szyitów. Ale kto by się tam szyitami przejmował. Dlatego też los jego bratanka Alego Mohammada, uwięzionego w wieku 18 lat, od 6 lat torturowanego w więzieniu i skazanego na ukrzyżowanie, nie wzbudza większego zainteresowania. Kanada za to zainteresowała się kilka tygodni temu planem ścięcia Isry al-Ghomgham, która wymyśliła sobie, że zostanie obrończynią praw człowieka w Arabii Saudyjskiej. MBS, bo to już jego czasy, wpadł we wściekłość i Arabia Saudyjska zażądała od Kanady przeprosin. Wszystkie inne kraje profilaktycznie schowały głowy głęboko w piasek.

Błyskawiczna kariera MBS-a zaczęła się w chwili śmierci Abdullaha w styczniu 2015 roku. Wtedy to na tron wstąpił ojciec MBS-a, 82-letni obecnie Salman. 29-letni MBS został wówczas ministrem obrony, a po dwóch pałacowych roszadach awansował w 2017 r. na następcę tronu, stając się faktycznym władcą królestwa. Dziedziczenie tronu przez syna aktualnego monarchy jest sprzeczne z długą tradycją tej rodziny, do której należy kilkuset książąt, znacznie starszych od MBS-a jego wujków i kuzynów. Dlatego MBS ma wielu wrogów, którzy chętnie ujrzeliby upadek ambitnego księcia. Ten natomiast zaczął wprowadzać duże zmiany, m.in. w zakresie obyczajowym. Ale oczywiście na miarę Arabii Saudyjskiej. Czyli przejście z ery kamienia łupanego do wczesnej starożytności.

Zaginięcie dziennikarza. Turcja obciąża Arabię Saudyjską: To morderstwo

Turecka policja twierdzi, że zaginiony we wtorek w Stambule saudyjski dziennikarz został zamordowany w saudyjskim konsulacie w tym mieście –...

zobacz więcej

Tureckie j'accuse!

W rolach głównych występuje też Turcja ze swym führerem Erdoganem na czele. Turecki przywódca osobiście zaangażował się w sprawę i grzmi, żądając międzynarodowych konsekwencji wobec straszliwej zbrodni. A media tureckie opisują kolejne makabryczne „ustalenia” śledztwa tureckiej policji. Erdogan znany jest z tego, że chroni dziennikarzy. Czy istnieje bezpieczniejsze miejsce niż więzienie? Według Komitetu Obrony Dziennikarzy (CPJ) w tureckich więzieniach w 2017 r. było 73 dziennikarzy, co zapewnia Turcji najwyższe miejsce na podium. Drugie Chiny mają na swoim koncie „tylko” 41 dziennikarzy za kratkami. Ale to przecież nie dziennikarze, to szpiedzy i terroryści. Bo to Erdogan ustala, kto jest, a kto nie jest dziennikarzem i sprawa jest prosta.

W Turcji nie ma kary śmierci, więc kraj ten radzi sobie inaczej. W styczniu 2013 r. zwerbowany przez MIT Turek udający Kurda, niejaki Omer Guney, zastrzelił w Paryżu trzy ważne kurdyjskie aktywistki: Sakine Cansiz, Fidan Dogan oraz Leylę Saylemez. Gdy francuski sąd ustalił, że najprawdopodobniej mord zleciły tureckie władze, sprawca nagle wyzionął ducha w więzieniu i sprawa ucichła.

Natomiast w czerwcu tego roku szwedzkie radio ustaliło, że Turcja planowała dokonać serii zamachów na tureckich uchodźców w Danii. Wykonawcą miała być terrorystyczna organizacja Osmanen Germania, która, zgodnie z ustaleniami niemieckiej telewizji ZDF, finansowana jest przez rządzącą w Turcji partię AKP. Deputowany tej partii Metin Kulunk przekazywał tureckim terrorystom w Niemczech pieniądze na broń i listę osób do likwidacji. Niemcy się o tym dowiedzieli, zapobiegli zamachom i szybko sprawę zatuszowali. Więcej szczęścia mają Turcy w procederze masowego porywania przeciwników reżimu Erdogana. Trafiają do więzienia, z którego jednak nie wszyscy wychodzą żywi.

Do więzienia nie trafił natomiast Tahir Elci, przewodniczący Rady Adwokackiej w kurdyjskim Diyarbakir w Turcji. W listopadzie 2015 r., gdy protestował przeciwko wojnie, jaką turecka armia prowadziła w Turcji przeciw kurdyjskiej młodzieży, został zastrzelony w trakcie wiecu: w biały dzień, w centrum miasta, w obecności kamer telewizyjnych, dziennikarzy i tajniaków. Sprawców nigdy nie ustalono, a międzynarodowa opinia publiczna oczywiście schowała głowę w piasek. Kilka miesięcy później Tusk, w trakcie swojej wizyty w Turcji, rozpływał się w zachwytach nad tym krajem i jego władzami.

Donald Trump: Dziennikarz „Washington Post” prawdopodobnie nie żyje

Donald Trump po raz pierwszy publicznie wyraził opinię, że Chaszodżdżi prawdopodobnie został zabity. – Tak mi się wydaje i jest to bardzo smutne –...

zobacz więcej

Chaszodżdżi, „demokrata” spod znaku Bractwa Muzułmańskiego

Główny bohater tego dramatu został okrzyknięty przez światowe media wielkim bojownikiem o demokrację. Tymczasem przez większość swojej kariery zawodowej był on ściśle związany z tą jakże miłującą wolność elitą panującą w Arabii Saudyjskiej, choć, na swoje nieszczęście, akurat nie z MBS-em. Był za to przez lata powiązany z saudyjskimi służbami specjalnymi, a także z Bractwem Muzułmańskim, czyli organizacją, która chciała wykorzystać Arabską Wiosnę do zbudowania państwa islamskiego, zgodnie z wizją żyjącego w pierwszej połowie XX w. Sajjida Kutby. W tym celu postanowił stworzyć nową organizację o nazwie Demokracja dla Świata Arabskiego Teraz, której celem było zorganizowanie nowej „Arabskiej Wiosny”.

Chaszodżdżi w ostatnim artykule, który ukazał się już po jego zniknięciu, narzekał, że tylko jeden kraj arabski jest „wolny” według rankingu Freedom House, a trzy inne są tam sklasyfikowane jako „częściowo wolne”. Reszta jest „nie wolna”. Tyle, że tak samo sklasyfikowana jest tam Turcja, z której gościny i wsparcia Chaszodżdżi korzystał. Co więcej Chaszodżdżi w swym artykule chwalił Katar za wspieranie „ducha Arabskiej Wiosny”.

Nic dziwnego zatem, że katarska telewizja Al Jazeera (obok tureckich mediów reżimowych) przodowała w bombardowaniu „informacjami” dotyczącymi losu Chaszodżdżiego. Wiarygodność Al Jazeery jest tu oczywiście zerowa. Po pierwsze dlatego, że źródłem wszystkich „ustaleń” jest turecka policja, a po drugie bo Al Jazeera należy do katarskiej rodziny panującej, która jest w ostrym konflikcie z MBS-em.

Francuski minister odwołuje wizytę w Arabii Saudyjskiej. Przyczyną zaginięcie dziennikarza

Francuski minister ekonomii i finansów Bruno Le Maire odwołał zaplanowaną na przyszły tydzień wizytę w stolicy Arabii Saudyjskiej, w Rijadzie....

zobacz więcej

Geopolityczne tło

W marcu 2018 roku MBS zdefiniował bliskowschodni trójkąt zła, do którego zaliczył Turcję, Iran oraz „ekstremistyczne grupy muzułmańskie” (w domyśle Bractwo Muzułmańskie, Al-Kaidę i Państwo Islamskie). Wcześniej, w czerwcu 2017 roku MBS wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi doprowadził do arabskiej izolacji Kataru za konszachty tego państwa z Iranem oraz wspieranie przez nie Bractwa Muzułmańskiego i zbliżonych do Al-Kaidy salafitów. Turcja wysłała wówczas wojsko do Kataru, by uchronić ten kraj przed saudyjsko-emiracką interwencją zbrojną.

Mniej więcej w tym samym czasie MBS zaczął zacieśniać nieformalne stosunki saudyjsko-izraelskie, a także układać się z Kurdami z Demokratycznej Federacji Północnej Syrii. Tymi samymi, którzy według Erdogana są „terrorystami z PKK”, a którzy współpracując z USA zwalczają Państwo Islamskie.

Obecna układanka na Bliskim Wschodzie jest niezwykle skomplikowana i niewiele tam „tych dobrych”. Natomiast usunięcie jakiegokolwiek elementu tej układanki doprowadzi do całkowitej zmiany układu sił. A już z całą pewnością jeśli tym elementem będzie MBS. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że upadkiem MBS-a zainteresowana jest znaczna część saudyjskiej rodziny królewskiej, Turcja, Iran, Katar, Bractwo Muzułmańskie, a także Rosja. Ta ostatnia skorzystałaby w szczególności z kryzysu w relacjach saudyjsko-amerykańskich, co może być konsekwencją medialnego nacisku na Trumpa. Rosja nie będzie miała wówczas żadnego problemu z wyciągnięciem pomocnej dłoni do Saudów, choć teraz jej media typu Russia Today nakręcają antysaudyjską nagonkę. Sugestia, że w Arabii Saudyjskiej może się pojawić rosyjska baza wojskowa, już się pojawiła.

Sezonowi moraliści w akcji

Wbrew nachalnej propagandzie mediów tureckich i katarskich, bezkrytycznie powielanej przez media międzynarodowe, narzucana tam makabryczna wersja o zamordowaniu Chaszodżdżiego w konsulacie przez komando nasłane przez MBS-a nie jest jedyną możliwą wersją wydarzeń. Nie uwiarygadnia jej też nagła śmierć głównego podejrzanego.

Choć wiadomo już, że Chaszodżdżi rzeczywiście zginął, to nie przesądza to odpowiedzialności MBS-a (choć oczywiście jest ona wysoce prawdopodobna). Młody książę, choć bardzo dużo wysiłku włożył w konsolidację swojej władzy, to jednak w ciągu niespełna 4 lat z całą pewnością nie był w stanie zniwelować budowanych przez dekady wpływów swoich starszych wujków i kuzynów. Dlatego nie można wykluczyć, że zabójstwo Chaszodżdżiego jest misterną intrygą grupy saudyjskich książąt, której celem jest doprowadzenie do upadku MBS-a.

Jednak bez względu na to, jaka jest prawda o całym zdarzeniu, nałożenie przez USA jakichkolwiek sankcji na Arabię Saudyjską w związku ze sprawą Chaszodżdżiego byłoby śmieszne. Oburzonym takim postawieniem sprawy chciałbym przypomnieć kilka faktów z niezamierzchłej przeszłości.

W sierpniu tego roku 40 jemeńskich chłopców w wieku 9-11 lat zostało usmażonych w autobusie szkolnym, który został zbombardowany przez saudyjskie lotnictwo. Szef brytyjskiej dyplomacji Jeremy Hunt stwierdził wówczas, że Arabia Saudyjska jest zbyt ważnym partnerem by to zdarzenie mogło wstrzymać sprzedać brytyjskiej broni do tego kraju.

Dla równowagi Niemcy sprzedały Turcji sprzęt wojskowy wart 4,4 mln EUR w trakcie tureckiej inwazji na kurdyjski region Afrin w Syrii na początku tego roku. W wyniku działań tureckiej armii zginęło wówczas około 500 cywilów, a co najmniej 200 tys. zostało wygnanych ze swoich domów. W obu przypadkach nie było mowy o tym, by wyciągnąć jakieś konsekwencje i nałożyć sankcje.

źródło:
Zobacz więcej