Kaci Stalina. Mordowanie w imię sprawiedliwości społecznej

Liczba ofiar NKWD sięga milionów (fot. mat. pras. filmu „Katyń”)

Stalinizm to jedna z najczarniejszych epok w historii Europy. Porównywany z nazizmem i terrorem jakobińskim spowodował śmierć znacznie większej liczby osób – dziesiątek milionów ofiar. Inicjatorów tego horroru znamy, ale już bezpośredni wykonawcy zginęli w mrokach dziejów oraz/lub w sowieckich kazamatach. Czasem jednak wypłynie na światło dzienne nazwisko kata. Rosyjski historyk Konstantin Bogusławskij dokopał się do Iwana Nagornego, zwanego „Katem z Kijowa”. Ocenia się, że własnoręcznie zastrzelił on nawet 10 tys. osób, co czyni go jednym z najefektywniejszych morderców w historii, godnym towarzyszem niesławnego Wasilija Błochina.

Dziesiątki odkrytych zbiorowych mogił ofiar NKWD. „Czerwony terror” wciąż pełen tajemnic

Rosyjscy badacze zbrodni stalinowskich ogłosili nowe dane dotyczące miejsc pochówku ofiar NKWD. Wieloletnie badania archeologiczne pozwoliły na...

zobacz więcej

Najsłynniejszym, choć nie jest to właściwe słowo, rzeźnikiem NKWD był Wasilij Błochin, śmierć uosobiona. „Kat Stalina” jak w soczewce skupia w sobie losy podobnych sobie morderców. Dzięki swojej bezwzględności sięgnął szczytów komunistycznych władz, ale też spotkał go koniec na jaki zasługiwał. Podobnie Nagorny.

Zbrodnia przeciwko ludzkości

Wypada przeprosić Czytelnika za pewien skok, ale jest on niezbędny w opowieści. W 1994 roku prokurator rosyjskiej Głównej Prokuratury Wojskowej Anatolij Jabłokow zamknął rosyjskie śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej. Wobec śmierci winnych umorzył sprawę, ale wskazał, że Józef Stalin i jego najbliżsi współpracownicy, członkowie Biura Politycznego WKP(b): Wiaczesław Mołotow, Kliment Woroszyłow, Michaił Kalinin, Łazar Kaganowicz, Anastar Mikojan i będący szefem NKWD Ławrentij Beria wraz z wykonawcami masakry Polaków są winni zbrodni przeciwko pokojowi, zbrodni wojennej i zbrodni przeciwko ludzkości, czyli zbrodni określonych w Statucie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego w Norymberdze.

Śledztwo, podczas którego rozmawiał z wieloma świadkami, spowodowało wykluczenie Jabłokowa z prokuratury wojskowej, ale też dało wyjątkowe świadectwo. To bezpośredni wgląd w tryby zbrodniczej machiny. Prokurator rozmawiał m.in. z gen. Dmitrijem Tokariewem, który w 1940 roku był szefem Obwodowego Zarządu NKWD w Kalininie (obecnie Twer – przyp. red.). Na podległych mu terenach doszło rzezi więźniów obozu w Ostaszkowie, jednej z wielu, na którą składa zbrodnia katyńska. Tokariew opisał, jak wyglądały przygotowania Błochina do własnoręcznego mordowania polskich oficerów.

„To było już w pierwszy dzień. Tak więc poszliśmy. I wówczas zobaczyłem całą tę grozę. Przyszliśmy tam. Po kilku minutach Błochin włożył swoją odzież specjalną: brązową skórzaną czapkę, długi skórzany brązowy fartuch, skórzane brązowe rękawice z mankietami powyżej łokci. Na mnie wywarło to ogromne wrażenie – zobaczyłem kata” – opowiadał Tokariew.

Wasilij Błochin był ulubionym katem Józefa Stalina (fot. Wiki)

Sowieci zamordowali co najmniej 111 tys. Polaków. Ukraińcy przekażą nam dokumenty

Do Instytutu Pamięci Narodowej trafi tysiące dokumentów z ukraińskich archiwów dotyczących tzw. operacji polskiej NKWD. W poniedziałek w stołecznym...

zobacz więcej

Wasilij Błochin. To nazwisko na zawsze stanie się synonimem okrucieństwa enkawudzistów. Okrucieństwa totalnego, ale jednak nie zezwierzęcenia. Dowody tego akurat zjawiska dawali żołnierze Armii Czerwonej na podbijanych terenach zajmowanych wcześniej przez III Rzeszę oraz w samych Niemczech. Funkcjonariusze NKWD byli raczej zaprogramowanymi robotami mordującymi z zimną krwią i w systematyczny sposób, czekając na nagrodę – wódkę.

Pastuch

Błochin urodził się w 7 stycznia 1895 roku w Suzdalu w guberni włodzimierskiej. Pochodził z chłopskiej rodziny. W dzieciństwie i młodości pracował jako pastuch, stajenny i murarz, później pomagał ojcu w gospodarstwie. Walczył na frontach I wojny światowej, jako młodszy podoficer w 82 pułku piechoty z Włodzimierza i starszy podoficer 218 Gorbatowskiego Pułku Piechoty na froncie niemieckim.

Gdy wybuchła rewolucja październikowa wybrał bolszewików. Wiosną 1921 roku został funkcjonariuszem Czeka. „Karierę” kata rozpoczął w sierpniu 1924 roku, gdy na Łubiace zastrzelił swoją pierwszą ofiarę. Był już wówczas naczelnikiem Wydziału Komendanckiego w Zarządzie Administracyjno-Gospodarczym OGPU (poprzedniczki GRU). Typowa sowiecka nazwa zaciemniała prawdziwe zadanie jednostki, której celem była likwidacja realnych i wyimaginowanych przeciwników Kremla.

Źródła dotyczące działalności Błochina są niestety dość skromne w odróżnieniu od liczby jego ofiar. Wiadomo jednak, że osiągnął w swojej branży pewną renomę i wpadł w oko samemu Stalinowi, który zlecał mu zadania określane przez siebie mianem „czernaja rabota”. Skrzydła rozwinął w połowie lat 30., gdy Stalin zdobył pełnię władzy i mógł zrealizować swoje marzenie o wymordowaniu starych komunistów, co przerodziło się w Wielką Czystkę.

Białoruscy uczniowie uczą się, że NKWD nie mordowało Polaków w Katyniu

Skandaliczny podręcznik do historii przygotowany dla białoruskich uczniów. Autor pozycji prof. Jauhien Nowik przekonuje, że nie ma potwierdzenia w...

zobacz więcej

Błochin był ulubionym katem wodza. Otrzymywał zadania szczególnej wagi. Na liście jego ofiar znaleźli się m.in. Lew Kamieniew, Grigorij Zinowjew czy Nikołaj Jeżow, jego były zwierzchnik i upadły organizator Wielkiej Czystki. Zamordował również choćby marszałka Michaiła Tuchaczewskiego czy pisarza Izaaka Babla.

Czernaja rabota

Morderca miał szczególny status. Zarządzanie wewnętrznym więzieniem na Łubiance nie wiązało się w jego przypadku z koniecznością wykonywania żadnej roboty papierkowej. Jego zadaniem było tylko i wyłącznie mordowanie więźniów. Na szczyty morderczego rzemiosła wzniósł się jednak nie w trakcie Wielkiej Czystki.

Licznik na dobre rozkręcił się podczas realizacji zbrodni katyńskiej. Pozwolił też stworzyć teoretyczne podwaliny. Na podstawie doświadczeń i obserwacji Błochin doszedł do wniosku, że należy zamienić szybko nagrzewające się i zacinające siedmiostrzałowe rewolwery Nagant wz. 1895 niemieckimi Waltherami PP. Choć również te dość szybko się zużywały, pozwoliły jednak później sowietom twierdzić, że to Niemcy stoją za zbrodnią. Nakazał również zaadaptowanie skórzanych fartuchów rzeźnickich tak, aby mundur funkcjonariusza NKWD pozostał „zawsze czysty i schludny”.

Stalin wyznaczył swojego ulubionego kata do organizacji i wykonania egzekucji na tysiącach przetrzymywanych od jesieni 1939 roku polskich oficerach, duchownych i innych przedstawicielach elity. Błochin wraz z majorem NKWD Nikołajem Siniegubowem i kombrygiem Michaiłem Kriwienką kierował egzekucjami i wykonywał je osobiście w obozie w Ostaszkowie. Właśnie tam swoje ponure spostrzeżenie zanotował Tokariew.

Józef Stalin jest odpowiedzialny za niewyobrażalny ogrom ludzkiej tragedii (fot. Hulton Archive/Getty Images)

IPN przypomina o „operacji polskiej” NKWD. „Wyzwanie, by przywrócić pamięć o tym ludobójstwie”

– Przypadająca w 2017 r. 80. rocznica „operacji polskiej” NKWD była dla Instytutu Pamięci Narodowej wyzwaniem, by przywrócić pamięć o tym...

zobacz więcej

Morderstw dokonywano od 5 kwietnia 1940 roku w budynku przy ul. Sowieckiej 2 w Kalininie. Następnie ofiary były chowane w Miednoje na terenie ówczesnego ośrodka wypoczynkowego NKWD. Zamordowano co najmniej 6,3 tysiąca ludzi.

Związanie w zbrodni

– Wymienieni przeze mnie Błochin, Siniegublow i Krywienko mieszkali w wagonie-salonce, który stał na stacji, na ślepym torze. Łącznie około 30 osób uczestniczyło w rozstrzeliwaniach. Sam Błochin brał udział. Rozstrzeliwanie było wykonywane przez kierowców i zwierzchnictwo – wskazał były generał NKWD. Wyznaczanie do wykonywania egzekucji wszystkich funkcjonariuszy miało ich – zgodnie z zamierzeniem władz – związać w zbrodni i stłumić sumienie.

– Technologia była wypracowana przez Błochina, tak, i komendanta naszego Zarządu NKWD Andrieja Rubanowa. Obili oni wojłokiem drzwi wychodzące na korytarz, by nie było słychać strzałów w celach (na podłodze rozsypano trociny, które miały wchłaniać krew, zaś na podwórzu pracował głośny agregat, który dodatkowo maskował wystrzały – przyp. red.). Następnie wyprowadzali skazanych – tak będziemy mówić – przez korytarz, skręcali w lewo, gdzie była „czerwona świetlica”. W czerwonej świetlicy sprawdzali według listy – czy zgadzają się dane. Niezwłocznie zakładali mu kajdanki i wprowadzali do celi, gdzie dokonywano rozstrzelania. Ściany celi też były obite materiałem dźwiękochłonnym. Wprowadzali do celi i strzelali w potylicę – odnotował Tokariew.

– Pierwszy raz przywieziono 300 ludzi. Okazało się, że za dużo. Noc była krótka i trzeba było kończyć już o świcie. Następnie zaczęto przywozić po 250 – relacjonował Tokariew. – Z tej celi było wyjście na podwórko, tamtędy wyciągali trupy, ładowali na samochód i jechali. Brezentem wszystko się nakrywało. Gdy podniosłem problem robotników potrzebnych do kopania grobów, wyśmiano mnie. Naiwni dziwacy. Koparka potrzebna! Błochin przywiózł ze sobą dwóch operatorów koparki. Każdy, po każdej operacji, ile tam było rozstrzelanych walili do jednej kupy wszystkich, do jednego dołu – wspominał były enkawudzista.

„Zginęli, bo byli Polakami”. 73 lata temu NKWD zabiło blisko 600 działaczy Podziemia

W Gibach upamiętniono w niedzielę ofiary Obławy Augustowskiej. Uroczystość zorganizowana w 73. rocznicę największej zbrodni dokonanej na Polakach...

zobacz więcej

Rozstrzeliwania przeprowadzano w nocy, żeby nikt postronny się o nich nie dowiedział. Błochin i jego ludzie „pracowali” po dziesięć godzin każdej nocy. Sam „Kat Stalina”, budzący grozę nawet wśród swoich współpracownikach, zabijał średnio co trzy minuty. Na koniec częstował enkawudzistów wódką.

Tokariew zeznał, że egzekucje w Kalininie trwały około miesiąca. – A gdy już zakończyli tę całą brudną sprawę, to moskwianie urządzili w swoim wagonie-salonce coś w rodzaju bankietu. Widowisko to było najwidoczniej okropne, skoro Rubanow postradał zmysły, Pawłow, mój zastępca, zastrzelił się, sam Błochin – zastrzelił się. Oto, co to wszystko znaczy – przyznał Tokariew.

Order Czerwonego Sztandaru

Rozstrzeliwania zostały dobrze ocenione przez Moskwę. Szef NKWD nagrodził Błochina oraz 124 innych katów w rozkazie z 26 października 1940 roku za „pomyślne wykonanie zadań specjalnych”. Na liście nie ma jednak gen. Tokariewa. Sam Błochin został nagrodzony premią w wysokości miesięcznego uposażenia, wcześniej potajemnie został również kawalerem Orderu Czerwonego Sztandaru, wysokiego odznaczenia wojskowego, które z założenia przyznawano za wyjątkowe poświęcenie, męstwo i odwagę na polu walki oraz jednostkom i związkom taktycznym za wybitne zasługi wojenne. W tym przypadku Stalin docenił „umiejętności i organizację w efektywnym wykonaniu zadań specjalnych”.

Przyszły też kolejne awanse – na pułkownika w 1943 roku oraz generała majora bezpieczeństwa państwowego w lipcu 1945 roku. Ile łącznie zabił osób? Historycy nie są pewni. Craig Glenday, naczelny redaktor publikacji Księgi Rekordów Guinnessa, przyznał mu w 2010 roku rekord „najbardziej płodnego kata”, podając liczbę 7 tys. egzekucji wykonanych w ciągu 28 dni. Liczba ofiar Błochina była jednak znacznie wyższa i wyniosła co najmniej 10 tysięcy ofiar, ale mogło ich być nawet 50 tysięcy.

Walther PP był ulubioną bronią Błochina (fot. Vitaly V. Kuzmin)

Szpiegowanie żartami. Jak CIA rozpracowywało Sowietów

Wyścig zbrojeń, wyścig kosmiczny, wojny zastępcze – zimna wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim miała wiele oblicz....

zobacz więcej

Jedna z najbardziej ponurych postaci w historii niestety tylko częściowo odpowiedziała za zbrodnie. Po śmierci Józefa Stalina Błochin został wysłany na emeryturę, wprawdzie jeszcze Beria zwalniając go pochwalił za „nienaganną służbę”, ale szybko kat doświadczył destalinizacji. Już 23 listopada 1954 roku Rada Ministrów ZSRR w rozporządzeniu nr 2349-1118ss pozbawiła go stopnia generała. Wskazano go jako osobę, która „zdyskredytowała się w czasie pracy w organach” i uznano za „niegodnego w związku z tym zaszczytnego stopnia generała”.

Niestety, nie podzielił losu Berii, który został zabity na rozkaz Nikity Chruszczowa. Zmarł 3 lutego 1955 roku, oficjalnie na zawał serca, choć jak twierdzi Tokariew, a nie ma powodu mu nie wierzyć, Wasilij Michajłowicz Błochin zastrzelił się. Został pochowany w alei zasłużonych Cmentarza Dońskiego w centrum Moskwy. Wystawiono mu pomnik nagrobny ozdobiony krzyżem prawosławnym i napisem: „Wieczna pamięć”, wyryto również jego wizerunek w mundurze generalskim. Nieopodal leży wiele jego ofiar, często w anonimowych grobach...

Teczka numer 3852

Liczba zamordowanych w okresie stalinizmu jest liczona w milionach. Wiadomo, że wykonawców zbrodni było więcej. Wielu katów wykonujących egzekucje jeszcze w trakcie Wielkiej Czystki padło jej ofiarą. Ostatnio wypłynęło nowe nazwisko. Rosyjski badacz Konstantin Bogusławskij odkrył dokumenty dotyczące Iwana Nagornego świadczące o jego zbrodniczej służbie w latach 1936-38. Ponurą historię zdradza teczka numer 3852 znajdująca się w archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.

Podobnie jak Błochin, Nagorny pochodził z nizin społecznych, zanim wstąpił do organów, był ślusarzem. Trampoliną w karierze urodzonego w 1902 roku Rosjanina, jak to zwykle bywało w takich okolicznościach, stała się bezgranicznie wierna służba w organach. Można przypuszczać, że właśnie to zdecydowało, iż piął się po kolejnych szczeblach, stając się „naczelnym likwidatorem Kijowa” – jak go nazwał dziennik „Swoboda”.

Liczba Polaków wymordowanych przez NKWD większa, niż przypuszczano

W siedzibie Stowarzyszenia Memoriał w Moskwie odbyło się spotkanie poświęcone przechowywanym w archiwach dokumentom związanym z operacją polską...

zobacz więcej

W szczytowym okresie „jeżowszczyzny” Nagorny zorganizował w stolicy Ukraińskiej SSR przemysł śmierci, którego był dyrektorem wykonawczym. Wiadomo, że 22 września 1936 roku osobiście rozstrzelał 37 wrogów ludu. Szpiedzy? Sabotażyści? Ukraińscy nacjonaliści? Nic z tych rzeczy. To profesorowie i wykładowcy okolicznych uniwersytetów. Nieśmiertelne zdają się być słowa francuskiego sędziego, który 150 lat wcześniej skazując na gilotynę twórcę chemii nowożytnej Antoine'a Lurent'a de Lavoisiera ironicznie oświadczył: „Republika nie potrzebuje uczonych”...

Specjalne zasługi

Dwa miesiące po zamordowaniu rzeczonych wrogów ludu Nagorny otrzymał – podobnie jak Błochin – Order Czerwonej Gwiazdy. Tego akurat kata nagrodzono wojskowym odznaczeniem za „specjalne zasługi dla ustanawiania socjalistycznego sposobu życia”. W wystawionej przez siebie referencji pochwalił się, że jest „dobrym kierownikiem”, który wie jak „kształcić swoich podwładnych”.

Osobiste przeprowadzanie egzekucji było jednak tylko jednym z zadań lejtnanta NKWD. Jak ustalił Bogusławskij, Nagorny zatwierdzał i podpisywał również listy osób przeznaczonych do likwidacji. – Przejrzałem około stu takich list osób z Kijowa i okolic. Każda zawiera dziesiątki, a niekiedy setki nazwisk. Trzy czwarte z nich jest podpisanych przez Nagornego – powiedział badacz brytyjskiemu dziennikowi „Daily Mail”.

– Biorąc pod uwagę, że w Kijowie zastrzelono ponad 20 tysięcy osób należy przyjąć, że co najmniej 10 tysięcy zostało zabitych przez Nagornego osobiście, albo przynajmniej brał udział w egzekucjach – wskazał historyk. – Te liczby są porażające. Mniej osób zostało poddanych egzekucji w Stanach Zjednoczonych przez cały XX wiek, niż zostało zabitych przez ślusarza Nagornego w ciągu tylko 18 miesięcy w Kijowie. Trudno jednak zliczyć wszystkie jego ofiary, również w innych miastach, których może być znacznie więcej – podkreślił.

NKWD zorganizował Wielkią Czystkę i wiele innych zbrodni Kremla (fot. Wiki)

Białoruscy uczniowie uczą się, że NKWD nie mordowało Polaków w Katyniu

Skandaliczny podręcznik do historii przygotowany dla białoruskich uczniów. Autor pozycji prof. Jauhien Nowik przekonuje, że nie ma potwierdzenia w...

zobacz więcej

Dowód śmierci

Podobnie jak „Kat Stalina”, również Nagorny miał swoją ulubioną procedurę wynikającą z czci, jaką otaczał nieskazitelny mundur NKWD. Kazał on swoim podwładnym rozbierać ofiary przed egzekucją i nakładać ich ubrania, żeby to na nie spadała krew i nie brukała munduru. Czasem miało to osobliwe konsekwencje. Zdarzało się, że podwładni sprzedawali potem ubrania ofiar w lombardach. Jedna z kobiet znalazła w ten sposób zakrwawiony przyodziewek męża. W ten sposób dowiedziała, że go zabito, bo ostatnią informacją, jaką miała na jego temat to to, że został aresztowany.

Świetnie rozwijającą się karierę Nagornego przerwała śmierć tuż przed 40. urodzinami. Nie wiadomo, jak zmarł. Jedna z teorii wskazuje, że zastrzelił się. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego. Tak przecież skończyło wielu likwidatorów biorących udział w zbrodni katyńskiej i innych makabrycznych wynaturzeniach bolszewizmu.

Ilu podobnych Błochinów/Nagornych wychował komunistyczny reżim? Kim byli? Tego przypuszczalnie nigdy się nie dowiemy. Należy przypuszczać, że archiwa rosyjskiego FSB nigdy nie zostaną otwarte dla niezależnych historyków. Służba odpowiada niezmiennie, że ujawnienie zawartości archiwów „skrzywdziłoby żyjących dziś bliskich ofiar” oraz „zakłóciłoby bezstronną ocenę historyczną okresu 1937-53”...

Zostawmy te pokrętne tłumaczenia dowodzące co najwyżej, że Rosja Władimira Putina coraz bardziej przypomina mroczne czasy genseków. Nie to zresztą zdaje się być najbardziej intrygujące, a odpowiedź na pytanie, co sprawia, że zwykły człowiek potrafi zmienić się w potwora oddanego służbie Złu.

źródło:
Zobacz więcej