Wpadki GRU. Kiepski kabaret czy szatańska intryga? [OPINIA]

Agenci GRU są już znani nie tylko służbom innych państw. (fot. ERIK S. LESSER)

Czy oficerowie GRU są amatorami? Czy wywiad rosyjski stał się tak nieudolny? A może to wielopoziomowa operacja dezinformacyjna na niespotykaną skalę? Po ostatnich kompromitujących wpadkach rosyjskiego wywiadu wojskowego najłatwiej byłoby dołączyć do grona tych, którzy wyśmiewają nieudolność służb Moskwy. Jednak skala tej kompromitacji jest tak porażająca, że można zacząć mieć wątpliwości. Zwłaszcza, gdy spróbujemy poszukać odpowiedzi na pytanie: kto tak naprawdę na tym traci, a kto zyskuje?

Domniemany współpracownik zamachowców z Salisbury namierzony

Rosyjski portal Fontanka podał, że Wielka Brytania „jest gotowa wskazać” współpracownika dwóch agentów rosyjskiego wywiadu (GRU), którzy dokonali...

zobacz więcej

Gdyby wnioskować wyłącznie na doniesieniach medialnych i komunikatach rządów całkiem pokaźnej grupy zachodnich państw, można by dojść do wniosku, że agentom rosyjskiego wywiadu wojskowego bliżej dziś do Akroyda i Chase’a z kultowej komedii „Szpiedzy tacy jak my”, niż do bohaterów powieści Suworowa. Wydawało się, po ujawnieniu tożsamości trucicieli z Salisbury, że gorzej być już nie może. A tymczasem mamy kompromitację w Holandii, gdzie przy jednym z agentów znaleziono rachunek za taksówkę: za kurs z siedziby GRU (gwoli ścisłości, to stara nazwa, obecnie służba ma inną, bardziej rozbudowaną nazwę) na moskiewskie lotnisko… Masa dość łatwych do znalezienia choćby w internecie (!) informacji demaskujących rosyjskich szpiegów wręcz poraża. Czy to zapowiedź upadku legendarnej służby mającej siedzibę w Akwarium?

Szczypta historii

Władimir Putin, jako człowiek z Łubianki, nigdy nie miał powodu, by szczególnie przepadać za GRU. To służby powstałe na gruzach KGB były zawsze jego faworytami. Wojna z Gruzją, choć zwycięska, przyniosła też falę zarzutów pod adresem wywiadu wojskowego – GRU miało fatalnie informować o zamiarach przeciwnika. Znalazł się pretekst, by spróbować przetrącić kręgosłup służbie, która przez cały sowiecki okres była rywalem KGB i uchodziła za bardziej profesjonalną i skuteczną, niż koledzy z Łubianki. W ramach radykalnych reform, jakie od jesieni 2008 r. zaczął wprowadzać w wojsku Anatolij Sierdiukow, mocno zredukowano wpływy GRU, choćby odbierają mu większość jednostek specnazu. To były ciężkie czasy dla „wojskówki”, naznaczone licznymi wpadkami (choćby w Gruzji) i zagadkowymi zgonami oficerów z kierownictwa służby (np. rzekome utonięcie wiceszefa służby, gen. Jurija Iwanowa w morzu w Syrii, w 2010 r.).

Drugi zamachowiec z Salisbury zidentyfikowany. To oficer GRU

Aleksander Miszkin – tak według brytyjskiego portalu śledczego Bellingcat nazywa się drugi sprawca ataku w Salisbury. Ma on być lekarzem pracującym...

zobacz więcej

Ale fortuna kołem się toczy… W 2011 r. zdolny i energiczny Igor Siergun, z krwi i kości oficer GRU, zastępuje Aleksandra Szliachturowa, uważnego we własnym środowiska za mięczaka, którego jedynym zadaniem było pozwolić Sierdiukowowi na osłabienie służby. W roku następnym nastąpiła zmiana na stanowisku ministra obrony. Znienawidzonego w Akwarium Sierdiukowa zastępuje Siergiej Szojgu. Ten hamuje reformy poprzednika, a niektóre cofa – m.in. część utraconych wpływów, kompetencji i zasobów ludzko-materiałowych odzyskuje GRU. Tłuste lata nadchodzą jednak wraz z agresją przeciwko Ukrainie (2014). Wywiad wojskowy staje się coraz ważniejszy – wszak państwo prowadzi de facto wojnę. Rok później dochodzi kolejna wojna, w Syrii. W 2016 roku zmienia się też szef służby. Generał Igor Siergun umiera w dość zagadkowych okolicznościach, podobno na serce. Przez krótki czas trwa próba sił – Putin próbuje wstawić do Akwarium swojego zaufanego człowieka. Przegrywa. Wojsko okazuje się już tak silne, że może się przeciwstawić prezydentowi. Nowym naczelnikiem GRU zostaje jego doświadczony oficer Igor Korobow, a nie żaden „spadochroniarz” z b. KGB. Pod jego rządami wywiad wojskowy zaczyna wykraczać daleko poza typowe kompetencje. GRU-nicy nie tylko szkolą rebeliantów w Donbasie i żołnierzy Asada w Syrii. Nie tylko – jako pracownicy wojskowych attachatów – zbierają informacje o siłach zbrojnych i nowoczesnych technologiach innych państw. Ruszają również na cyberwojnę z Zachodem. I polują na „zdrajców” w rodzaju Skripala. Zachód szybko ustala, że za różnymi grupami hakerów stoi właśnie GRU. Ale przełomowe staje się ustalenie, że to ludzie wywiadu wojskowego próbowali zabić Skripala.

Prostytutki i narkotyki. Jak oficerowie GRU „zwiedzali” Wielką Brytanię

Pojawiło się nowe świadectwo pobytu w Wielkiej Brytatnii Aleksandra Pietrowa i Rusłana Boszirowa, Rosjan podejrzanych o próbę zamordowania...

zobacz więcej

Nieudolność czy dezinformacja?

Giennadij Gudkow, były pułkownik KGB, a dziś polityk opozycji, uważa, że łatwość, z jaką już nawet nie służby specjalne Zachodu, ale internetowi śledczy dziennikarze odkrywają kolejne kompromitujące wywiad wojskowy dane w sieci, to symbol systemowego kryzysu, w jakim pogrąża się rosyjskie państwo i jego filary, czyli służby. Wydaje się na przykład, że Rosjanie zlekceważyli tak ważny fakt, jak coraz większą dostępność do informacji w tzw. źródłach otwartych. Przykład? Śledczy dziennikarze z Bellingcat nie mają większych problemów, by na podstawie szczątkowych informacji w Internecie (choćby zdjęcia i wpisy w mediach społecznościowych) odtwarzać całe operacje wywiadowcze Rosji i demaskować agentów oraz wojskowych.

Większość zachodniej prasy pisze o „ośmieszeniu się” słynnego GRU. Ale wielu ekspertów ostrzega: możliwe, że mamy do czynienia ze świadomą strategią rosyjską. Moskwa doprowadza do perfekcji swoją działalność dezinformacyjną, wypuszczając choćby całą masę fałszywych tropów, półprawd i zwyczajnych kłamstw. Im większy chaos i szum informacyjny, tym trudniej odkryć prawdę. Wciąż choćby zagadką pozostaje, dlaczego Rosjanie wystawili do mediów oskarżanych przez Londyn o zamach na Skripala dwóch mężczyzn (wywiad dla RT), skoro to tylko ułatwiło ich identyfikację jako oficerów GRU. Warto zwrócić uwagę, że cała ta wielowątkowa historia z ujawnianiem agentów GRU zaczęła się właśnie od… osobistego polecenia Putina, by dwaj poszukiwani przez Brytyjczyków zamachowcy z Salisbury pojawili się w telewizji. Nie wiadomo, czy Kreml liczył na to, że to sprawę zamknie, a Zachód „łyknie” historyjkę o dwóch turystach-gejach, co to chcieli zobaczyć słynna katedrę w Salisbury. Skończyło się na tym, że ustalono prawdziwą tożsamość obu panów. Nagle pojawili się świadkowie, którzy potwierdzili, że Boszyrow i Pietrow to tak naprawdę oficerowie GRU. Do tego śledczy dziennikarze z Bellingcat i Insidera ustalili, że obaj mężczyźni dostali numerowane po kolei paszporty specjalnym trybem. Potem wybuchła kolejna bomba. Holendrzy pokazali wizerunku czterech Rosjan, którzy mieli próbować włamać się do systemów komputerowych OPCW.

Dali wywiad i zniknęli. Milczą komórki Rosjan podejrzanych o atak w Salisbury

Rosjanie podejrzewani o atak chemiczny w brytyjskim mieście Salisbury zaginęli. Poinformowała o tym szefowa telewizji RT (wcześniej Russia Today)...

zobacz więcej

Jeden z podejrzanych agentów w Holandii zarejestrował pięć samochodów pod pewnym adresem w północno-wschodniej części Moskwy. Pod tym adresem mieści się siedziba GRU, słynne Akwarium. Dlaczego 1 października najbardziej wpływowy rosyjski tabloid „Komsomolskaja Prawda” opublikował wywiad z anonimowym „wykładowcą uniwersyteckim”, który potwierdził, że zamieszany w otrucie Skripala „Aleksandr Pietrow” to agent GRU? Czasem można wręcz odnieść wrażenie, agenci z premedytacją pozostawiają ślady. Tak jak w przypadku oficera, który wysłał pieniądze działającej w Serbii grupie mającej przeprowadzić pucz w Czarnogórze na jesieni 2017 r. Rosjanin przesłał środki via Western Union, używając adresu... siedziby GRU w Moskwie. Większość zdemaskowanych agentów można znaleźć w… Internecie. Jeden z nich, niejaki Aleksiej Moreniec, haker w służbie GRU, założył nawet profil na portalu randkowym.

Inny grał w amatorskiej drużynie piłkarskiej w Moskwie znanej z tego, że gracze pracują w służbach specjalnych. Czy profesjonalny agent wywiadu bierze taksówkę z siedziby GRU na lotnisko w Moskwie i leci na Zachód by wziąć udział w akcji specjalnej, z rachunkiem z taxi w kieszeni? Daniel Hoffman, były oficer CIA, z doświadczeniem operacyjnym w Moskwie w ubiegłej dekadzie, uważa, że nie wolno traktować GRU jako nieprofesjonalnej służby. Jego zdaniem, wysyp tropów i dowodów łączących Rosję z zamachem w Salisbury czy z próbą włamania się do systemów OPCW może być częścią kremlowskiej strategii mającej na celu zastraszenie Zachodu i jednocześnie podsycającej antyzachodnie nastroje w kraju. „GRU wie, jak wykonywać swoją robotę czysto, i potrafią to robić, jeśli chcą. Jeśli chcą przeprowadzać akcje bezpiecznie i z najwyższym stopniem profesjonalizmu, mogą to zrobić. Wybrali, by tego nie robić”.

Nawet medialny przeciek o rzekomej naradzie kierownictwa GRU, na której miało paść wiele grubych słów, może być elementem informacyjnej gry.

Polski urzędnik oskarżony o szpiegowanie dla GRU

Były urzędnik w Ministerstwie Gospodarki Marek W. został oskarżony o współpracę z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU – dowiedział się portal...

zobacz więcej

Jak to na wojnie?

Prof. Mark Galeotti, jeden z najlepszych znawców rosyjskich służb na Zachodzie, nie ma wątpliwości: ostatnie wydarzenia nie świadczą wcale o tym, że GRU wymknęło się spod kontroli Kremla, ale że przeciwnie, GRU robi dokładnie to, czego chce Kreml. Nasilenie wrogich operacji, w tym także „mokrej roboty”, jest naturalnym skutkiem polityki Kremla, który de facto prowadzi z Zachodem wojnę. Choć nie jest to otwarty militarny konflikt. GRU dostało wolną rękę.

Ostatnie wpadki wywiadu wojskowego tłumaczyć można drastycznym zwiększeniem aktywności operacyjnej. Im więcej akcji się przeprowadza, im więcej jest w to zaangażowanych agentów i im większe ryzyko (a cele wrogich działań są coraz bardziej ambitne), tym większe prawdopodobieństwo popełnienia błędu. Jednocześnie zwiększeniu aktywności nie towarzyszy adekwatny wzrost środków i finansowych, i logistycznych i kadrowych. Jeśli do Wielkiej Brytanii na ryzykowną akcje wysyła się oficera, który wcześniej działał na Ukrainie i w Turcji, to oczywiste jest, że potencjalne negatywne skutki wpadki są dużo większe.

Dlatego nie należy oczekiwać czystek w Akwarium. Wszelkie personalne roszady ograniczyłyby, a nawet sparaliżowały aktywność wywiadu wojskowego. A przecież toczy się wojna. Pytany o ewentualne zmiany w kierownictwie GRU rzecznik Kremla stwierdził, że „niska jakość zarzutów wobec GRU nie usprawiedliwia takich zmian”. Kreml ani nie ograniczy aktywności wywiadu, ani nie będzie w nim robił czystek (przynajmniej dopóki GRU jest na pierwszych stronach gazet na świecie) z jednego prostego powodu: w putinowskiej logice taki krok byłby odebrany przez wrogów jako słabość Rosji. Jeśli Putin publicznie oświadcza, że Skripal to „kanalia i zdrajca ojczyzny”, to jest to jednoznaczny sygnał i dla wrogów Rosji i dla samego GRU. W ten sposób prezydent rozgrzesza wywiad wojskowy i zachęca tak naprawdę do dalszych tego typu akcji.

Kontekst rosyjski

Zachodnie media wyśmiewają brak profesjonalizmu GRU. Tymczasem w samej Rosji całe to zamieszanie wokół wywiadu wojskowego odbiera się zupełnie inaczej. „Jeśli ktoś miał wątpliwości, że nasi ludzie operują wszędzie, teraz nie powinien mieć tych wątpliwości” - puszy się w państwowej telewizji deputowany Konstantin Zatulin. Z rosyjskiej perspektywy ostatnie wpadki wywiadu to żadna katastrofa. Jak pisze były wysoki rangą dyplomata rosyjski, Władimir Frołow, „To, co zostało pokazane, to nic więcej ponad robocze przeszkody w nadzwyczaj ryzykownych, ale skutecznych operacjach, które osiągają główne zamierzone cele”. Wpadki GRU i eskalacja oskarżeń ze strony Zachodu nie zaszkodzą notowaniom Putina w kraju. Przeciwnie. Oto mamy kolejną odsłonę wojny z Zachodem, więc to tylko powinno mobilizować Rosjan wokół przywódcy. Wielu rodaków Putina, z jednej strony krytykujących go za reformę emerytalną, jednocześnie popiera agresywną politykę zagraniczną Rosji. Nagłośnienie wojny wywiadów może więc tylko Kremlowi pomóc na swoim podwórku.

Szpiedzy, komandosi, dywersanci – imperium GRU

„Podpalili” Donbas i bez wystrzału przejęli Krym. GRU (Główny Zarząd Wywiadowczy) to jedna z najwszechstronniejszych służb wywiadowczych na...

zobacz więcej

Sporą popularnością cieszy się teoria, że ostatnia fatalna passa GRU to w dużym stopniu zasługa konkurencyjnych służb rosyjskich. Lub że przynajmniej służby te z radością skorzystają z problemów wojskowego rywala, aby zwiększyć własne wpływy. Innym służbom, zwłaszcza FSB i SWR, może nie podobać się rosnące znaczenie GRU w działaniach hybrydowych przeciwko Zachodowi. Służby rywalizują (jak chyba w każdym kraju, także demokratycznym) - to fakt. Ale ogranicza się to bardziej do informacyjnych przecieków do mediów. A nie zdrady aktywności kolegów z innych służb, co jest równoznaczne ze zdradą stanu i ujawnieniem tajemnicy państwowej.

Na pewno też nie wszystkich ważnych politycznych graczy w Moskwie zmartwiły problemy wojskowego wywiadu. Należy pamiętać, że obecny minister obrony jest przez niektórych uważany za potencjalnego kandydata do zastąpienia w przyszłości Putina na Kremlu. Choć do armii przyszedł z zewnątrz (przez wiele lat kierował ministerstwem ds. sytuacji nadzwyczajnych), generałowie uznali go już za „swojego”. Zupełnie inaczej było z cywilem Anatolijem Sierdiukowem, który swoimi reformami poważnie osłabił GRU i zredukował polityczną pozycję wojska w państwie, czy nawet Siergiejem Iwanowem, „intruzem” z b. KGB. Wojny z Ukrainą i w Syrii zwiększyły polityczne znaczenie armii i ministra obrony. W naturalny też sposób spowodowały, że wywiad wojskowy wysunął się na pierwsze miejsce w działaniach poza granicami Rosji. Ale przecież wojnę wywiadowczą z Zachodem prowadzi nie tylko GRU. Z Macedonii i Grecji wyrzuceni zostają agenci SWR, a agenci FSB stają się niechlubnymi bohaterami dochodzenia prokuratora Muellera w USA. Nie są to wpadki takiego kalibru, jak te z udziałem „wojskówki”, ale oznaczają, że je też można wykorzystać przeciwko szefom tych służb.

Nagły przypływ nieudolności? Zbyt wiele zadań, zbyt mało środków? Świadoma operacja Moskwy mająca odwrócić uwagę od naprawdę ważnych operacji? Wojna między służbami? Pytań nasuwa się mnóstwo. I nikt się nie odważy zdecydowanie postawić na którąś z tych opcji. Jedno jest pewne, poważnym błędem byłoby teraz zlekceważyć rosyjskie służby. Choć wywiad wojskowy stał się już przedmiotem niewybrednych żartów, to należy bacznie przyglądać się rosnącemu wpływowi armii na politykę państwa. Co też dziwić nie powinno – wszak od czterech lat Rosja jest w stanie nieustannej wojny, a dokładniej dwóch wojen. Z Ukrainą i w Syrii. Do tego jeszcze dodać należy „zimną wojnę” z NATO i USA. Jeszcze się może okazać, że z całej tej awantury „jastrzębie” w Moskwie wyjdą nie osłabione, a wzmocnione.

źródło:
Zobacz więcej