„El Mencho” znaczy śmierć. Meksyk w odmętach wojny domowej

Ostatnie znane zdjęcie Nemesio Oseguery Cervantesa pochodzi sprzed kilku lat (fot. Miguel Tovar/LatinContent/Getty Images)

Ciała rozpuszczane w kwasie, zwłoki wywieszane na wiaduktach z wiadomościami od karteli, głowy poniewierające się po ulicach, brutalne morderstwa polityków, dziennikarzy czy policjantów to w Meksyku chleb powszedni. W kraju toczy się brutalna wojna domowa, która pod względem okrucieństwa nie ma w sobie równych. Stroną w tym konflikcie są potężne kartele narkotykowe. Na najważniejszego gracza wyrósł Nemesio Oseguera Cervantes. Przy „El Mencho” nawet niesławny Joaquin „El Chapo” Guzman to osiedlowy zbir.

Fortuna za pomoc w schwytaniu barona narkotykowego

30 mln peso (około 1,4 mln euro) nagrody oferuje prokuratura generalna Meksyku za pomoc w schwytaniu barona narkotykowego. Poszukiwany Nemesio...

zobacz więcej

Choć zaliczany do państw rozwijających się, Meksyk ma jedną z najważniejszych gospodarek na świecie. Zaopatruje Stany Zjednoczone w rozmaite produkty, wiele amerykańskich firm ma tam swoje zakłady, korzystając z taniej siły roboczej. Równolegle rozwija się nielegalna wymiana handlowa między tymi krajami. Jej wartość to setki miliardów dolarów rocznie, od których jedynym odprowadzanym podatkiem jest ludzka krew.

Meksyk pełni dwie kluczowe funkcje w obrocie narkotykami. Wytwarza się tam heroinę, marihuanę i metaamfetaminę, które zalewają Stany Zjednoczone. Do tego przez ten kraj transportowane są inne narkotyki z Ameryki Południowej, które dalej są przemycane do USA. Zyski są astronomiczne, nic zatem dziwnego, że chętnych do podziału tortu jest wielu i nie przebierają w środkach, żeby uszczknąć jak największy kęs.

Imperium

Do niedawna absolutnym numerem jeden był Joaquin Guzman, boss Kartelu Sinaloa. „El Chapo” stworzył imperium, które kontrolowało około 40 tys. km kwadratowych Meksyku, czyli mniej więcej jedną ósmą powierzchni Polski. Szacuje się, że pracowało dla niego nawet pół miliona osób. Po jego upadku na szczyt wspiął się „El Mencho”, ale warto poświęcić chwilę „Grubaskowi”.

Joaquin Archivaldo Guzman Loera pochodzi z biednej wioski La Tuna w stanie Sinaloa. Od najmłodszych lat miał kontakt z przestępczością wymuszoną przez trudną sytuację ekonomiczną. Ojciec uprawiał mak, niezbędny do produkcji opium i heroiny. Produktami handlował jego wuj, przy którym mały Joaqin uczył się przestępczego rzemiosła. W wieku 15 lat założył pierwszą własną plantację marihuany, a do pracy zatrudnił kuzynów.

Po śmierci wujaszka dołączył do rozbitego, niewielkiego Kartelu Gallardo, który dodatkowo przetrzebił, żeby stać się bossem. Kolejny krok to przejęcie Kartelu Sinaloa, z którego uczynił jedną z najgroźniejszych organizacji przestępczych na świecie. Wielki sukces małego człowieka (165 cm) nie spodobał się szefom innych karteli. W 1993 roku Kartel z Tijuany przeprowadził na niego zamach na lotnisku w Guadalajarze. Guzman przeżył, ale zginęło kilku jego ochroniarzy oraz przypadkowe osoby, m.in. arcybiskup Guadalajary kard. Juan Jesus Posadas Ocampo.

Uprawa, przemyt i handel narkotykami zapewnia kartelom miliardowe zyski (fot. Sarah L. Voisin/The Washington Post/Getty Images)

Internauta obraził barona narkotykowego. Zginął w brutalnej egzekucji

Juan Luis Lagunas Rosales, 17-letnia gwiazda internetu, nie żyje. Meksykanin zginął, ponieważ obraził w sieci Nemesia Oseguerę „El Mencho”...

zobacz więcej

Również władze uwzięły się na niesfornego „Grubaska” i po złapaniu doprowadziły do skazania na 20 lat więzienia. Trafił do zakładu o zaostrzonym rygorze Punta Grande. Oczywiście zaostrzony rygor był dla innych. Zza krat boss kontrolował swoje imperium, które rozrastało się w szybkim tempie. Choć ledwo potrafił czytać i pisać, był geniuszem zła.

Pączek w maśle

W więzieniu żył jak pączek w maśle, dostawał wszystko, co chciał – narkotyki, luksusowe prostytutki. Przychodził pracownik Guzmana, pokazywał klawiszom zdjęcia jego rodziny i nie było gadania. Sielanka skończyła się w 2001 roku gdy Sąd Najwyższy USA zgodził się na ekstradycję przywódcy Kartelu z Sinaloa do Stanów. Już następnego dnia „El Chapo” dał drapaka. Oficjalnie, wyjechał z celi i zakładu w wózku z brudnym ubraniem.

Guzman stał się najbardziej poszukiwanym człowiekiem w Meksyku, ale nie po to stworzył imperium, żeby chować się po norach jak jakiś Pablo Escobar. Gdy chciał wyskoczyć np. na obiad do restauracji, poruszał się ze swoją kilkudziesięciosobową gwardią przyboczną. Zachowywał się trochę jak filmowy Tony Montana. Gdy przychodził się stołować, jego kompani odbierali ludziom telefony komórkowe i zamykali lokal, zaś gdy już się posilił i wyszedł – telefony były zwracane, zaś rachunki gości opłacane.

Równolegle rozgorzała brutalna wojna między kartelami, która trwa do dziś i w której od 2006 roku zginęło co najmniej 200 tys. osób, w znacznej mierze niewinnych cywilów. Do tego wrócimy. W lutym 2014 roku „El Chapo” ponownie został zatrzymany. Trafił do więzienia w mieście Almoloya de Juarez, ale oczywiście nie miał zamiaru biernie czekać na ekstradycję do USA.

Uciekł w jeszcze bardziej spektakularny sposób, którego nie powstydziliby się hrabia Monte Christo i John Dillinger. Podwładni Guzmana wykopali 10 metrów pod ziemią półtorakilometrowy tunel, wysoki na 170 cm, w którym ułożono tory dla motocykla. Gangster długo nie nacieszył się wolnością. Został zatrzymany po kilkunastu miesiącach w styczniu 2015 roku w mieście Los Mochis w swym rodzinnym stanie Sinaloa. Wysłano przeciwko niemu żołnierzy piechoty morskiej, bo wiadomo, że policji nie można było ufać. Doszło do bitwy, w której zginęło dziesięciu gwardzistów „El Chapo”, a kilku zostało rannych.

Żona bossa kartelu narkotykowego zarządzała majątkiem mafii

Meksykańskie władze poinformowały o aresztowaniu żony szefa najpotężniejszego kartelu narkotykowego w kraju. – Rosalinda Gonzalez Valencia...

zobacz więcej

Groził Państwu Islamskiemu

To był koniec kariery budzącego grozę Guzmana, który mordował albo groził każdemu, kto mu podpadł. Gdy Państwo Islamskie zniszczyło przeznaczony dla niego ładunek heroiny, zagroził ekstremistom, że podlegli mu gangsterzy „wymuszą rekompensatę”, jeśli ci „będą mieszać się w jego operacje”. „Moi ludzie zniszczą was. Świat nie jest urządzony pod wasz dyktat. Współczuję każdemu, kto będzie próbował przeszkadzać w interesach Kartelu Sinaloa. Wyrwę mu serce i język” – oświadczył Guzman. „Wasz bóg nie ochroni was przed prawdziwym terrorem, który stworzą wam moi ludzie” – obiecał.

Znając jego metody, należy przypuszczać, że nie były to czcze obietnice, choć szkoda, że akurat tych nie spełnił i już zapewne nie spełni. Po ekstradycji do USA przebywa obecnie w więzieniu w Nowym Jorku, gdzie oczekuje na proces, który ma ruszyć w listopadzie. Nazwisko Guzman cały czas jednak pracuje na swoją zbrodniczą reputację.

Kilka tygodni temu amerykańska agencja antynarkotykowa DEA umieściła syna „El Chapo” na liście dziesięciu najbardziej poszukiwanych osób. Śledczy uważają, że Jesus Alfredo Guzman Salazar „Alfredillo” otrzymał w spadku, bądź przejął kontrolę nad wieloma szlakami przerzutowymi z Meksyku do USA. Guzman junior nie ma jednak takiej energii jak jego ojciec i raczej ma niewielkie szanse, żeby stać się królem narkotykowego podziemia, będzie co najwyżej księciem.

„Alfredillo” musi uważać, żeby ponownie nie wpaść w ręce innego numeru na liście DEA, właśnie „El Mencho”, nowego króla. Tym razem może nie być jak 2016 roku gdy wraz z pięcioma innymi członkami Kartelu Sinaloa został porwany przez sicarios, czyli zabójców Nowej Generacji Kartelu z Jalisco (CJNG). Wtedy wszystkich wkrótce wypuszczono, ale skutkiem następnego spotkania z Cervantesem może być dla niego śmierć poprzedzona okrutnymi torturami i rozpuszczenie w beczce z kwasem.

Wojna między gangami, która rozgorzała ze zdwojoną siłą po ekstradycji „El Chapo” do USA wysunęła na czoło ambitnego gangstera, potrafiącego wyciągnąć właściwe wnioski z historii Escobara i Guzmana. Drogę na szczyt miał równie długą i krętą, co jego niesławni poprzednicy. Nemesio Oseguera Cervantes urodził się około 1966 roku, ale nie wiadomo dokładnie kiedy, ani gdzie. Zresztą tego typu tajemnice dotyczące jego życia osobistego to jeden z charakterystycznych motywów nowego króla meksykańskiego półświatka. Dzięki tej aurze tajemniczości budzi dodatkowy strach, do tego trudniej go namierzyć.
Przez lata najważniejszym bossem w Meksyku był Joaquin „El Chapo” Guzman (fot. Miguel Tovar/LatinContent/Getty Images)

Syn „El Chapo” na liście najbardziej poszukiwanych przez DEA

Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Syn osławionego przywódcy Kartelu z Sinaloa Joaquína „El Chapo” Guzmána trafił na listę 10 najbardziej...

zobacz więcej

Przypuszczalnie urodził się w wiosce Naranjo de Chila w stanie Michoacan, albo – jak twierdzi DEA – w Guadalajarze. Nie wiadomo nawet jak się nazywa. Jest kilka wersji. To Ruben i/lub Nemesio Oseguera Cervantes, inne aliasy to „Nemecio”, „Ruben Acerguera Cervantes”, „Lorenzo Mendoza” i „Nemesio Oseguera Ramos”. Przypuszczalnie urodził się jako Ruben, ale potem zmienił imię na Nemesio na część swojego ojca chrzestnego. Pseudonim „El Mencho” pochodzi od imienia Nemesio.

Własna plantacja marihuany

Pochodzi z biednej rodziny, która trudniła się uprawą awokado. Ma pięciu braci, z którymi – jak Al Capone – działał w narkotykowej branży, pnąc sie na szczyt. Szkoły nie ukończył. Zrezygnował po piątej klasie podstawówki, żeby pomóc rodzicom na roli. Chłopska dola mu nie odpowiadała. W wieku 14 lat najął się do pilnowania plantacji marihuany. Takie życie za kilka marnych pesos jednak też mu nie odpowiadało. Kusił mit USA, ziemi obiecanej.

Do Stanów nielegalnie wyemigrował w latach 80. Posługiwał się kolejnymi nazwiskami, jak „Ruben Avila”, „Jose Lopez Prieto”, „Miguel Valadez”, „Carlos Hernandez Mendoza” i „Roberto Salgado”. Niezmienna była jedynie jego niechęć do uczciwej pracy. W 1986 roku został aresztowany za kradzież i posiadanie broni bez zezwolenia. Został deportowany, ale zasmakowawszy życia w USA, uznał, że tam jest jego miejsce i wielokrotnie nielegalnie przekraczał granicę.

DEA i meksykańscy śledczy ustalili, że zajął się wówczas produkcją i przemytem do Kalifornii metamfetaminy. Był to interes rodzinny prowadzony ze swoim szwagrem Abigaelem Gonzalezem Valencią, „El Cuinim”. Mimo ogromnych ambicji był jednak tylko podrzędnym narco. W dodatku w 1989 roku znów został aresztowany w San Francisco za handel narkotykami. Po kilka miesiącach deportowano go, ale oczywiście znów się przedostał, ponownie osiadł w San Francisco i dalej zajmował się obrotem narkotykami.

Krajobraz po wyborach – jeden burmistrz zniknął, drugi w śpiączce po postrzeleniu

Zawód polityka w Meksyku należy do najniebezpieczniejszych na świecie. Po ostatnich wyborach w tym kraju burmistrz jednego z miast został porwany i...

zobacz więcej

Kolejny raz wpadł we wrześniu 1992 roku w Sacramento. Razem z bratem Abrahamem miał przeprowadzić transakcję sprzedaży pięciu uncji heroiny za 9,5 tys. dolarów. Abraham miał dokonać sprzedaży, zaś Nemesio stał na czatach. Znacznie młodszy od brata Nemesio miał więcej rozumu i odkrył, że pieniądze od partnerów są podejrzanie ładne. Ostrzegł brata, że to podpucha, co nagrali policyjni wywiadowcy. Bracia zwinęli się, ale po trzech tygodniach wpadli.

Ochronił brata

Oczywiście przed sądem „El Mencho” poszedł w zaparte. Heroina? Nigdy się tym nie zajmowałem, gliny kłamią. Prokuratura chciała pójść z nim na układ. Umoczy brata, który miał już wyroki za handel narkotykami, to się wywinie. Abrahamowi groziło dożywocie i Nemesio zdecydował się go chronić. Brat został ostatecznie skazany na 10 lat więzienia, a on sam na 5 lat, ale nie odsiedział całego wyroku. Po trzech latach pobytu w Big Spring Correctional Center w Teksasie, w którym znaczna część więziennej populacji to nielegalni imigranci, ponownie deportowano go do Meksyku.

Do końca nie wiadomo, co nim motywowało, ale w ojczyźnie został... policjantem, najpierw w mieście Cabo Corrientes a potem Tomatlan w stanie Jalisco. Praca w policji stwarzała możliwości dorobienia na boku, ale wiązała się z ryzykiem śmierci ze strony karteli. Żeby je zmniejszyć Nemesio dołączył do jednego, dokładnie do Kartelu Milenio działającego w stanie Michoacan. Żeby wzmocnić swoją pozycję, wziął ślub z siostrą jednego z bossów, Rosalindą Gonzalez Valencią. Teraz wreszcie mógł powalczyć o odpowiadającą jego ambicji pozycję.

Wspinaczkę zaczął od dołu. Był zwykłym sicario, członkiem szwadronu śmierci Armando Valencii „El Maradony” i jego ochroniarzem. Zmiana nastąpiła w sierpniu 2003 roku. Patron został aresztowany, zaś równolegle rywalizujący kartel Los Zetas wraz z Kartelem z Zatoki szykował się do rozprawy z Milenio. Przewaga konkurentów była ogromna. Rodzina Valencia musiała uciekać z Michoacan. Schroniła się w Jalisco. Sam „El Mencho” zamieszkał ze swoim teściem Jose Luisem Gonzelezem Valencią „El Quinim”.

W Meksyku toczy się wojna domowa (fot. Miguel Tovar/LatinContent/Getty Images)

Ponad 150 rozkładających się ciał w ciężarówce. Władze o wszystkim wiedziały

W meksykańskim mieście Guadalajara odkryto ciężarówkę wypełnioną rozkładającymi się zwłokami. To ciała ofiar krwawej wojny Meksyku ze zorganizowaną...

zobacz więcej

Rozbity kartel potrzebował potężnego sojusznika. Udało się dogadać z Ignacio Coronelem „Nacho”, współpracującym z „El Guzmanem” i jego Kartelem Sinaloa, ale posiadającym własną strukturę. Podlegając „Nacho” uciekinierzy z Jalisco rozwinęli się, okrzepli i nawet częściowo wrócili do stanu, z którego wygonili ich Los Zetas. Oczywiście niosło to za sobą śmierć i zniszczenie.

Chwytać okazje

Gangsterka to dynamiczne zajęcie, wygrywa ten, kto szybciej wykorzysta nadarzające się okazje. „El Mencho” posiadł tę umiejętność, a warunki mu sprzyjały. W październiku 2009 roku aresztowano bossa Kartelu Milenio Oscara Orlando Nava Valencię „El Lobo”, pół roku później jego brata Juana Carlosa Valencię „El Tigre”, zaś sam Coronel zginął w strzelaninie z meksykańskim wojskiem. Droga po władzę stanęła otworem.

Naturalnie nie wszyscy w Milenio chcieli, by jakiś wieśniak nimi kierował. Doszło do rozłamu na grupy La Resistencia oraz Los Torcidos, którym przewodził Cervantes. Złe języki oskarżyły grupę „El Mencho”, że wydały „El Lobo” policji. Ten przekazał służbom informację o wymuszeniach dokonywanych przez La Resistencia wobec lokalnych biznesmenów i przedstawicieli władz.

Krew na ulicach Guadalajary popłynęła bardziej wartkim nurtem. Los Torcidos wygrali i zmienili nazwę na Cartel de Jalisco Nueva Generacion (Nowa Generacja Kartelu Jalisco), której skrót CJNG budzi grozę w Meksyku. Wkrótce w zasadzie cała zachodnia część kraju dostała się pod kontrolę grupy, która okrucieństwem i bezwzględnością bije wszystkie kartele, doprowadzając wojnę domową do poziomu wręcz absurdalnego. Po zatrzymaniu Guzmana, wskaźnik morderstw wzrósł o 20 proc. W 2016 roku zamordowano ponad 20 tys. osób, więcej niż w Iraku czy Afganistanie. W kolejnym już 28 tys., zaś 37 tys. osób uważa się za zaginione.

Stojąc na czele własnego, potężnego kartelu Cervantes zaczął prowadzić typową w takich sytuacjach politykę rozszerzania zasięgu wpływów poprzez brutalne morderstwa oponentów oraz korumpowanie i zastraszanie policjantów, urzędników i polityków. Dołożył również kilka własnych oryginalnych koncepcji, takich jak kaźnie w miejscach publicznych na oczach zszokowanych cywilów, czy ataki na funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa jakby prowadził działania wojenne.

„El Chapo” Guzman przekazany USA. Ekstradycja barona narkotykowego zakończona

Narkotykowy baron Joaquin „El Chapo” Guzman odpowie za swoje zbrodnie przed amerykańskim sądem. Przywódca kartelu z Sinaloa został w czwartek po...

zobacz więcej

Naturalnie rosnący zasięg CJNG wywołał opór innych potężnych karteli, jak Los Zetas znad Zatoki Meksykańskiej oraz Los Caballeros Templarios ze stanu Michoacan. Brutalna wojna nie przeszkodziła, a wręcz wzmocniła „El Mencho”, który opanował znaczną część północnego Meksyku. Do 2016 roku jedynym poważniejszym niepowodzeniem była utrata kontroli nad stolicą kraju.

Miliardowe zyski

Poza granicami Meksyku kartel Cervantesa zdobył przyczółki w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej, Europie, Azji i Afryce, zapewniające miliardowe zyski z przemytu kokainy oraz produkcji i dystrybucji metaamfetaminy i heroiny. Jak duże są te zyski? Meksykańscy śledczy porachowali, że majątek CJNG to około 50 miliardów dolarów i stale rośnie.

Przewagę nad konkurencją daje elastyczność. „El Mencho” wie jak zaspokoić gusta klientów. Wie kiedy jest zapotrzebowanie na metę, a kiedy większe zyski zapewni heroina. Stałym źródłem dochodu są również porwania dla okupu. Zwykle stawka dla small businessu to 15 tys. dolarów za miesiąc. Komu nie udaje się zebrać takiej kwoty, kończy zamordowany po torturach i rozpuszczony w beczce z kwasem albo zakopany na pustyni. Kartel nie gardzi jednak żadną metodą zarobku. Szczególnie popularne ostatnio stały się kradzieże paliwa.

O sukcesie decyduje również – przyznają sami śledczy – doskonała organizacja. Kartel nie działa jak grupa stref wpływów tylko jak jednolita organizacja paramilitarna, w której służy kilkanaście, a być może kilkadziesiąt tysięcy świetnie wyszkolonych i uzbrojonych po zęby żołnierzy (w ubiegłym roku przejęto fabrykę broni należącą do CJNG, w której wyprodukowano co najmniej 100 karabinów AR-15 z części odlanych na miejscu i przeszmuglowanych z USA). Do tego dochodzą setki tysięcy innych współpracowników. Gangsterzy nie chcą, a przede wszystkim nie mogą się wycofać. Takie próby oznaczają przykładną śmierć słabej jednostki oraz jego bliskich. Samo podejrzenie nielojalności może się skończyć „zniknięciem”.

CJNG to najgroźniejszy kartel w Meksyku (fot. YT)

Depresja gangstera. „El Chapo” uskarża się, że więzienie to „psychologiczna tortura”

Więzienie ma zły wpływ na meksykańskiego barona narkotykowego Joaquina „El Chapo” Guzmana. Przywódca kartelu z Sinaloa narzeka na depresję,...

zobacz więcej

Błyskotliwy sukces organizacji wywołują zazdrość nie tylko konkurencyjnych konsorcjów, ale również niezdrowe zainteresowanie władz. Policja Federalna i wojsko (policje stanowe są w większości zastraszone i przekupione) oraz lat tropią Cervantesa, który imponuje zmysłem bezpieczeństwa, nie mniejszym niż handlowym. Gdy kartel dowiedział się, że służby odkryły, iż boss znajduje się w Guadalajarze, zablokowano autostrady prowadzące do miasta poprzez podpalenie kilkudziesięciu aut i ustawienie ich w poprzek dróg.

Zasadzka na policjantów

Często próby dorwania „El Mencho” kończył krwawymi jatkami. W marcu 2015 roku boss miał spotkanie w Ocotlan w stanie Jalisco. Żeby odwrócić uwagę służb, jego sicarios zorganizowali zasadzkę na konwój Policji Federalnej, w której zginęło 10 osób, w tym pięciu funkcjonariuszy. Gdy służbom udało się zabić Heriberto Acevedo Cardenas „El Gringo”, ważnego przywódcę kartelu, Cervantes nakazał zemstę. 6 kwietnia 2015 roku w zasadzce w San Sebastian del Oeste w stanie Jalisco zginęło 15 policjantów, zaś pięciu zostało rannych. tego samego dnia dokonano zamachu na szefa policji w mieście Zacoalco de Torres.

Krytykowany za nieudolność w walce z kartelami prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto wydał im wojnę. W rejony, gdzie operowały gangi skierowano wojsko. 1 maja 2015 roku rozpoczęto „Operację Jalisco” w stanie będącym matecznikiem CJNG. Ustalono, że „El Mencho” ukrywa się w Tonaya i tam skierowano oddziały. W okolicach miasta doszło do regularnej bitwy, zaś walki ogarnęły trzy sąsiednie stany. W miejscowości Villa Purificacion gangsterzy zestrzelili wojskowy helikopter przy użyciu granatnika przeciwpanernego. Zginęło 9 żołnierzy. Żeby umożliwić bossowi ucieczkę, kartel podpalił 39 autobusów, 11 banków i 16 stacji benzynowych.

Taka zabawa w kotka i myszkę trwa od lat. Władze nie są w stanie namierzyć „Ducha”, jak zaczęto nazywać Cervantesa, choć stale zwiększają nagrodę za informacje prowadzące do jego zatrzymania. Ostatnia kwota to 6,5 mln dolarów oferowana wspólnie przez meksykański rząd i DEA. Dowody jego aktywności są natomiast obserwowane każdego dnia. To brutalnie prowadzony handel narkotykami, walka z rywalizującymi kartelami, także słabnącym Kartelem Sinaloa, kierowanym przez byłego partnera Guzmana, słabowitego cukrzyka Ismaela „El Mayo” Zambadę, oraz siłami bezpieczeństwa. Do tego dochodzą liczne morderstwa polityków i dziennikarzy.

Meksyk: Od początku kampanii wyborczej zabito już 133 polityków

Od początku kampanii przed zaplanowanymi na najbliższą niedzielę wyborami w Meksyku zabitych zostało już 133 polityków. Część ofiar to kandydaci.

zobacz więcej

Fatalny błąd

Pojawiają się też spektakularne akcje, mające pokazać kto jest panem życia i śmierci w Meksyku. 17-letni gwiazdor internetu Luis Lagunas Rosales, mający milion followersów na Facebooku, zginął gdyż śmiał w sieci obrazić „El Mencho”, dobroczyńcę ludzkości. Do morderstwa w Culiacan w stanie Sinaloa doszło podczas imprezy, na której internauta o pseudonimie „El Pirata de Culiacan” bawił się z przyjaciółmi. Grupa sicarios wtargnęła do baru, odnalazła nastolatka i zaczęła strzelać. W ciele chłopaka lekarze odnaleźli 15 pocisków. Rosales został namierzony po tym, jak oznaczył swoją lokalizację na Instagramie.

Głośno było również o porwaniu przez CJNG syna „El Chapo” Guzmana, do którego doszło w sierpniu ubiegłego roku. Podobne okoliczności jak poprzednio. „Alfredillo” bawił się ze znajomymi w restauracji w nadmorskim kurorcie Puerto Vallarta. Do lokalu wparowało siedmiu sicarios z bronią maszynową. Rozdzielili kobiety od mężczyzn i wytypowali Guzmana juniora, którego uprowadzili wraz z pięcioma kompanami. Cała akcja trwała raptem dwie minuty i nie padł żaden strzał. Właściciel restauracji przyznał, że była „brutalna, ale bardzo czysta”. Jeden z przywódców Kartelu Sinaloa został wypuszczony po tygodniowych negocjacjach. Celem Cervantesa było przejęcie szlaków przemytniczych, które kontrolowali konkurenci.

Do tego dochodzi naiwna propaganda. CJNG potrafi wywiaszać w Guadalajarze plakaty... przepraszające mieszkańców za przemoc. Publikowane są również nagrania w serwisie YouTube, na których zamaskowani, uzbrojeni po zęby członkowie kartelu oświadczają, że ich celem jest ochrona ludności cywilnej przed „wymuszeniami, porwaniami i przemocą” stosowaną choć przez Los Zetas. Do sieci trafiają też nagrania, na których ci Robin Hoodzi „wymierzają sprawiedliwość” na członkach konkurencyjnych karteli, którzy podnieśli rękę na Bogu duch winnych cywilów oraz na „skorumpowanych” urzędnikach. Hipokryzja do sześcianu.

Sam „El Mencho” tak chętny do występowania przed kamerami nie jest. Wystarczy mu, że jest na szczycie i ma niemal nieograniczoną władzę. Podlega mu połowa Meksyku, w tym obie granice lądowe. Sam prokurator generalny Raul Cervantes przyznaje, że CJNG to „najmocniej wszechobecny” kartel w kraju.

Kartele pochowały tysiące ofiar w masowych grobach (fot. Manuel Velasquez/Anadolu Agency/Getty Images)

Meksyk: 166 ciał w masowym grobie

Meksykańscy śledczy odkryli 166 ciał w masowym grobie w centralnej części stanu Veracruz, leżącego nad Zatoką Meksykańską. Jest to rejon, w którym...

zobacz więcej

Śmierć i zniszczenie

Cervantesowi (wstyd, że to nazwisko nie kojarzy się już tylko z wybitnym hiszpańskim pisarzem!) ukrywanie się idzie dobrze, ale przytrafiają się wpadki. W maju w Guadalajarze aresztowano jego żonę Rosalindę, którą śledczy podejrzewają o zarządzanie majątkiem kartelu. Wpływ na działanie kartelu może mieć to jednak niewielki. Organizacja działa jak świetnie naoliwiona maszyna, siejąc śmierć i zniszczenie.

O ile w przypadku Guzmana, śmierć, także osób postronnych, była częścią biznesu, o tyle „El Mencho” zdaje się lubować w makabrycznych spektaklach. Świadczą o tym zbrodnie bez żadnego logicznego wytłumaczenia, jak torturowanie, zamordowanie i wyrzucenie na ulicach miasta Veracruz ciał 35 osób, czy podpalenie 10-letni dziewczynki. W 2015 roku gangsterzy z CJNG nagrali telefonami komórkowymi jak detonują laski dynamitu przyklejone taśmą do ciał mężczyzny i jego kilkuletniego syna, rżąc przy tym ze śmiechu. Poziom Państwa Islamskiego.

Skojarzenie z islamistami jest jak najbardziej słuszne. Zdaje się, że celem Cervantesa jest śmierć sama w sobie. Gdy „El Chapo” Guzman był u szczytu władzy, w kraju panował względny spokój, który badacz najnowszych dziejów Meksyku Don Winslow nazwał wręcz „Pax Sinaloa”. Obecna aktywność CJNG i adaptujących się do nowych warunków konkurencyjnych gangów wywołała stan permanentnej wojny domowej, w której nie ma postronnych osób. Każdy może być celem, jak Miriam Rodriguez, aktywistka społeczna walcząca o prawdę o śmierci córki, zamordowana roku temu w stanie Tamaulipas w Dzień Matki.

Jest pewne, że ewentualne złapanie „El Mencho”, o ile do niego dojdzie, nie zakończy wojny, tylko rozpali ją jeszcze bardziej. Jedyną szansą jest sprawienie, że Amerykanie przestaną zażywać narkotyki i działalność CJNG i innych syndykatów zbrodni stanie się zbędna. Na to oczywiście nie ma co liczyć. Meksyk dalej będzie pogrążał się w wojnie domowej, zaś jej milczącymi świadkami będą odkrywane regularnie kolejne masowe groby ofiar karteli.

źródło:
Zobacz więcej