Niewielka gmina, duże przekręty. Jak wójt „inwestuje” w Warlubiu

Mała gmina w województwie kujawsko-pomorskim, położona niedaleko Grudziądza, jest rządzona przez wójta Krzysztofa M. Jest on podejrzany o działanie na jej szkodę. Z pieniędzy gminnych miał zapłacić prawie 80 tys. zł za fikcyjny remont wiaduktów kolejowych i boksów na odpady firmie z Grudziądza. Wcześniej ten sam wójt był oskarżony o prowadzenie auta pod wpływem alkoholu. Teraz pogrążają go zeznania podległych mu pracowników i mieszkańców Warlubia, a także tłumaczenia, które sam składa.

Długi Rewala sięgały 150 mln złotych. Były wójt stanie przed sądem

Były wójt Rewala Robert S. stanie przed sądem. Po pięciu latach prokuratura zakończyła śledztwo w sprawie zadłużenia nadmorskiej miejscowości....

zobacz więcej

– To mała gmina, wszystkim w niej w zasadzie zarządza wójt Krzysztof M. Ten materiał, który mamy, w pełni uzasadnia skierowanie aktu oskarżenia wobec wójta – powiedział w rozmowie z portalem tvp.info prokurator rejonowy w Świeciu Janusz Borucki.

Wszystko zaczęło się w lipcu 2016 r., kiedy to podległy wójtowi Urząd Gminy podpisał z firmą z Grudziądza w trybie bezprzetargowym umowę na remont dwóch wiaduktów kolejowych w Warlubiu i Rulewie za 50 tys. zł. Kilka miesięcy później – we wrześniu – kolejną umowę, tym razem na ok. 30 tys. zł – z tą samą firmą – zawarto na odnowę boksów na odpady w pobliskich Lipinkach.

Śledczych powiadomili mieszkańcy, nie gmina

O tym, że w gminie mogło dojść do nadużyć, organy ścigania powiadomili mieszkańcy Warlubia, którzy na własne oczy widzieli, że żadne prace nie zostały wykonane.

– Pobraliśmy z gminy odpowiednie faktury. Sprawdziliśmy, że na wiaduktach i przy boksach na odpady rosną wielkie chwasty – mówi w rozmowie z reporterką „Alarmu!” Adam Szczodrowski, który złożył z mieszkańcami zawiadomienie do prokuratury.

– Z wykształcenia jestem budowlańcem i dla mnie to było oczywiste, że te prace nie zostały wykonane – mówi. Jak dodaje, poinformował pracowników gminy o możliwych przekrętach, lecz nikt z tym nic nie zrobił.

– Wiemy, że pani kierownik referatu wystąpiła z notatką urzędową bezpośrednio do wójta. Wójt zaprzeczył, czyli potwierdził naszym zdaniem nieprawdę – twierdzi Szczodrowski.

Co istotne, koperty zawierające ofertę firmy z Grudziądza – która później „remontowała” wiadukty i boksy na odpady – wójt miał sam przynieść do urzędu, a następnie zadecydować, która to oferta będzie wybrana. Zdaniem prokuratury i naocznych świadków grudziądzka firma Damiana Sz. nie dokonywała żadnych faktycznych prac, zmierzających do poprawy zarówno infrastruktury kolejowej, jak i boksów na odpady.

Prace budowlano-remontowe jak w lipcu 2016 r. się rozpoczęły, tak też w lipcu tego roku się zakończyły. Damian Sz. wystawił dwie faktury za remont obu wiaduktów na ponad 50 tys. zł. Pozostała tylko kwestia zapłaty i odebrania „odnowionych” obiektów.

Protokoły odbioru robót podpisali wójt Warlubia Krzysztof M. i inny Krzysztof M., pracownik Zakładu Usług Komunalnych tej miejscowości, który miał być wyznaczony właśnie przez wójta do podpisu protokołu odbioru. Wójt mógł podpisać protokół odbioru, bo miał do tego wymagane prawem uprawnienia budowlane. Wobec drugiego Krzysztofa M. pracownika ZUK prokuratura sprawę umorzyła z braku przesłanek – powiedział portalowi tvp.info prokurator Borucki.

Do pracownika ZUK-u dyspozycję do podpisania miała zanieść inspektor do spraw planowania przestrzennego i infrastruktury technicznej w Urzędzie Gminy w Warlubiu, która zeznawała już w tej sprawie przed sądem.

„Ale mnie urządziłaś”

– Zaniosłam pracownikowi ZUK, który zwykle pracował jako kierowca, dokumenty, a ten spojrzał na mnie i wyraźnie zdenerwowany powiedział: „Ale mnie urządziłaś” – zeznała. – Nie miał ochoty tego podpisać, ale zrobił to – dodała. Sama nie udała się na miejsce „remontu” wiaduktów, by obejrzeć, jak postępowały prace.

Najbogatsi i najbiedniejsi. Znamy dochody gmin

Z kwotą wpływów podatkowych na poziomie blisko 32 tys. zł na jednego mieszkańca, Kleszczów w woj. łódzkim pozostaje najbogatszą gminą w Polsce -...

zobacz więcej

Przed sądem zeznawał również sam pracownik ZUK, który powiedział, że nigdy umowy nie widział, a prac nigdy nie kontrolował, zaś sam dokument odbioru podpisał. – Uznałem, że skoro wójt podpisał, to nie ma sensu tego kontrolować ani czytać – tłumaczył się M.

Jako świadek w sprawie gminnych defraudacji swoje zeznanie złożył też miejscowy kucharz, który niemal codziennie – w dniach kiedy miały odbywać się remonty – przejeżdżał koło wiaduktu w Rulewie. Jak wynika z zeznań mężczyzny, tylko raz widział on, jak przy wiadukcie „coś było malowane”.

Za mówienie prawdy straciła pracę

Kolejnym świadkiem była sekretarka wójta, która miała przygotowywać dokumenty ws. remontu wiaduktów. Wśród nich znalazła się także opinia co do zasadności ich przeprowadzenia, którą odręcznie przepisywała.

– Obszerna, z odręcznego pisma pana wójta. Przepisywałam ją kilka dni. Gdy czegoś nie rozczytałam, prosiłam wójta o wyjaśnienie, co jest napisane. Potem wójt nanosił poprawki, które ja wprowadzałam do pliku na komputerze. Na końcu miałam dopisać „opracowanie: Benedykt Reder”, ale według mnie to wójt jest faktycznym autorem opinii – zeznawała w sierpniu była już sekretarka wójta Warlubia.

W rozmowie z reporterką programu „Alarm!” sekretarka opowiada o tym, jakie były konsekwencje mówienia przez nią „prawdy”. – Myślę, że jest to konsekwencja mojej postawy. Odważyłam się jako jedna z nielicznych u nas w urzędzie powiedzieć prawdę – wskazuje była sekretarka wójta.

– Pamiętam, jak jechałam na zeznania w 2017 r. Wówczas sekretarz podpowiedział mi, żeby mówić „nie wiem, nie pamiętam”, kiedy ja wiele rzeczy pamiętałam i nie chciałam się zasłaniać niepamięcią, jak robiło to wiele osób z urzędu, które składało zeznania na policji – mówi.

Korupcja i anonimy o romansie. Wielka afera w małej gminie

Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Szczecinie policjanci zatrzymali wójta, sekretarza oraz skarbnika gminy Bielice w powiecie pyrzyckim....

zobacz więcej

Dokumenty z „mokrej trawy”

Podczas pierwszej we wrześniu rozprawy wójt M. odniósł się do przepisanej przez sekretarkę opinii.

– Miałem tylko kilka dni na znalezienie eksperta. Część z tych, do których się o to zwróciłem, odmówiła. Zgodę wyraził jeden, ale pod warunkiem, że zrobi to odręcznie. Ja miałem się zająć przepisaniem. Odebrałem pewnego dnia te dokumenty, ale wypadły na mokrą trawę i w części się pozamazywały co do pisowni – zeznawał.

– Przepisałem je, dając do sprawdzenia autorowi. Kiedy potwierdził, że jest dobrze, spytałem sekretarkę, czy przepisze – dodawał na rozprawie.

W rozmowie z „Alarmem!” wójt Warlubia stwierdził, że przepisana opinia „nie istnieje w trawie”.

– Innej opinii nie ma, tylko jedna została wytworzona – stwierdził włodarz, który sam kazał przepisać oryginał pisma sekretarce, bo ubrudził się na mokrej trawie. Tym samym – według słów wójta – dokument spisany przez urzędniczkę nie mógł być oryginałem z samego faktu jego przepisania.

– Nie przyznaję się do winy. Wszystkie prace zostały wykonane bez zarzutów i w terminie. Mam na to świadków: mieszkańców, którzy widzieli ludzi z firmy Damiana Sz., wykonujących remonty i pracowników ZUK-u, koszących w pobliżu trawę przy drogach – przekonywał podczas poprzednich posiedzeń sądu sam wójt.

Obecny włodarz Warlubia Krzysztof M. jest oskarżony przez prokuraturę rejonową w Świeciu o przekroczenie uprawnień i niedopełnienie ciążących na nim obowiązków, poświadczenie nieprawdy dla osiągnięcia korzyści majątkowej oraz o oszustwo – potwierdził prokurator rejonowy.

Wójt w najbliższych wyborach ponownie wystartuje.

Akt oskarżenia przeciwko M. został skierowany przez prokuraturę 30 kwietnia. 9 sierpnia, 30 sierpnia i 12 września odbyły się posiedzenia Sądu Rejonowego w Świeciu w tej sprawie. – Nie sądzę, żeby to był koniec – powiedział portalowi tvp.info prokurator.

źródło:
Zobacz więcej