RAPORT

Propozycja podziału Ukrainy? Sikorski na cenzurowanym

Uzależnieni od Kurka? Dwa oblicza polskich siatkarzy [ANALIZA]

Gdy Bartosz Kurek gra dobrze, reprezentacja wygrywa (fot. PAP/Maciej Kulczyński)
Gdy Bartosz Kurek gra dobrze, reprezentacja wygrywa (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

Najnowsze

Popularne

Gdy wydawało się, że jesteśmy za burtą, że odpadamy, że nie mamy szans, przyszedł mecz z Serbią – prawdopodobnie jeden z najlepszych, jakie reprezentacja Polski rozegrała w ostatnich latach. Szczęśliwie czy nie, nasi siatkarze znaleźli się w szóstce najlepszych drużyn świata. Czy powalczą o medale?

„Michał Kubiak przesadził. Siatkówka jest trudniejsza od piłki, ale...”

Polscy siatkarze znakomicie rozpoczęli mundial. Pięć zwycięstw w pięciu meczach obudziło w kibicach medalowe nadzieje, ale nastroje – przynajmniej...

zobacz więcej

Polacy rozpoczęli te mistrzostwa niemal doskonale. O zwycięstwach z Kubą (3:1), Portoryko (3:0) czy Finlandią (3:1) wnukom opowiadać pewnie nie będą, ale już efektowne wygrane nad Iranem (3:0) i Bułgarią (3:1) mogły robić wrażenie. I dawały nadzieję, że zespół Vitala Heynena będzie groźny dla każdego.

W drugiej fazie grupowej trafiliśmy na Argentynę, Francję i Serbię. Dzięki zmianie przepisów, na którą organizatorzy pozwolili sobie już w trakcie turnieju, awansowaliśmy do niej z punktami pierwszej rundy – jako lider.

Założenia były proste: wygrać z Argentyną, od której – wszystko na to wskazywało – jesteśmy lepsi, a dalej „jakoś to będzie”: jak nie z pierwszego, to pewnie uda się przejść z drugiego miejsca.


***

Chciał być jak Spiderman, teraz podbija świat siatkówki

Ma 24 lata i od kilku sezonów pozostaje filarem czołowych polskich klubów. Po udanych występach w Lidze Narodów, Jakub Kochanowski chce udowodnić,...

zobacz więcej

Na drodze do raju pojawiła się mała przeszkoda: kontuzja Michała Kubiaka. Kapitan rozpoczął mundial z problemami żołądkowymi, grał słabiej, niepewnie, ale gdy doszedł do siebie, był już bardzo ważną częścią kadry i jednym z najlepszych zawodników w starciach z Iranem i Bułgarią. Potem spadły jednak na niego wszystkie plagi egipskie: gorączka, przeziębienie, problemy z kolanami czy ścięgnem Achillesa. Nie pojechał z reprezentacją na pierwszy mecz, nie wiadomo było, co z kolejnymi.

Choć to ważny zawodnik, choć wielu nazywa go nawet „niezastąpionym”, nikt nie spodziewał się, że jego absencja wywrze na zespół aż taki wpływ.

Mecz z Argentyną zaczął się świetnie. W pierwszym secie Polacy prowadzili nawet 11:3, by ostatecznie wygrać go do 16. W drugim też przeważali, prowadzili 11:9, aż stało się coś, co trudno wyjaśnić.

– Stanęli. Po prostu stanęli. Czasami na takich turniejach przychodzi dzień, gdy nic nie wychodzi. Z kim by nie grali, na kogo by nie trafili, to po prostu nie daliby rady – przekonuje Krzysztof Ignaczak, były libero reprezentacji, mistrz świata z 2014 roku.

– Nie da się jasno wyjaśnić przyczyny takiej, a nie innej postawy Polaków. Na pewno nie był to ich dzień, opętał ich jakiś marazm, zmęczenie, nie wiem… Byli bez świeżości, bez dynamiki. Co się mogło z nimi stać w tak krótkim czasie? – zastanawia się Ireneusz Mazur, były selekcjoner kadry.

Michał Kubiak od wielu lat jest kapitanem i jedną z największych postaci w naszej kadrze (fot. PAP/Maciej Kulczyński)
Michał Kubiak od wielu lat jest kapitanem i jedną z największych postaci w naszej kadrze (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

– Myślę, że brak Kubiaka mógł mieć spore znaczenie. Nie chodzi nawet o umiejętności, bo ta kadra budowana jest w taki sposób, żeby wchodził kolejny zawodnik i kolejny, a różnica nie była widoczna, ale o samą jego obecność na parkiecie. Ci młodzi ludzie potrzebują obok siebie takiego lidera, takiej osobowości. Człowieka, który w ważnych momentach powie: „ty stań tu, ty zagraj tak, ja przyjmę…”. Bez niego byliśmy jak dzieci we mgle – przekonuje Mazur.

– Każda reprezentacja potrzebuje takiego zawodnika. Francuzi mają N’Gapetha, Serbowie Atanasijevicia, a my – Kubiaka. Nawet jak nie jest w formie, to stanowi ogromny dodatek dla drużyny. Wierzę, że takim kimś może być w przyszłości Artur Szalpuk, bo już pokazuje pewne predyspozycje, ale zarówno on jak i reszta młodych musi jeszcze okrzepnąć. Wszystko przyjdzie z czasem, na mecz z Argentyną dotrzeć nie zdążyło – wyjaśnia Ignaczak.

Pomimo słabej gry, Polacy byli o krok od wygranej. Wygrali czwartego seta, doprowadzili do tie-breaka, w którym prowadzili 14:11 i… stracili pięć punktów z rzędu.

– To było absurdalne. Nie tylko dlatego, że przegraliśmy, ale dlatego, że – moim zdaniem – przegrać nie powinniśmy. Przecież ten atak Szalpuka był „czysty”, to było lekkie, szybkie obicie bloku, w pełni legalne. To powinno zakończyć mecz – wścieka się Daniel Pliński, były środkowy kadry.

Już w trakcie mistrzostw FIVB uznała, że mijanie piłki nadgarstkiem ustawionym do boku jest przewinieniem: przepis ten ma zapobiec sytuacjom, w których atakujący „przytrzymuje” piłkę na dłoni, nie dając blokującym właściwie żadnych szans na skuteczną interwencję.

– Wiem, że większość ekspertów i zawodników oburza się, że coś takiego wymyślono, ale moim zdaniem to bardzo dobry ruch władz. Przecież w niektórych przypadkach to była piłka ręczna, a nie siatkówka! – tłumaczy Pliński.

– Problem w tym, że ani nie powinni robić tego w trakcie tak wielkiej imprezy, ani to zagranie Szalpuka nie wyglądało mi na nieczyste. Szkoda, że tego nie sprawdziliśmy, że się nie wykłóciliśmy, bo to był błąd sędziego.

Porażka z Argentyną wyraźnie przybiła Polaków, którzy na starcie z Trójkolorowymi wyszli w mocno eksperymentalnym ustawieniu. Rozgrywał Grzegorz Łomacz, w pierwszej szóstce zabrakło miejsca dla Bartosza Kurka i Piotra Nowakowskiego, wciąż oszczędzano też Kubiaka. Efekt? Szybka porażka (1:3) i uzależnienie swoich losów w turnieju od starcia z Serbią, pewną już awansu.


***

Oceniamy Polaków: najlepsi Szalpuk i Kochanowski, najgorszy...

Faza grupowa mistrzostw świata za nami. Polscy siatkarze przebrnęli przez nią jak burza, wygrywając wszystkie pięć spotkań, tracąc po drodze...

zobacz więcej

Kilka tysięcy kilometrów dalej przysługę naszym siatkarzom postanowili wyświadczyć… Rosjanie, którzy po niezwykle emocjonującym meczu pokonali Włochów (3:2) i właściwie zapewnili sobie drugie miejsce w grupie i grę w „szóstce”.

Siatkarze Sbornej są wśród dwóch, trzech faworytów turnieju, których każdy chciałby możliwie najdłużej unikać. Serbowie, wiedząc, że mogą to zrobić, jeśli tylko z nami przegrają (spadliby wtedy na drugie miejsce, a dwie drużyny z drugich miejsc spotkać się ze sobą w „szóstce” nie mogą), postanowili skorzystać z okazji. U bukmacherów kursy na Polskę leciały na łeb, na szyję, a tuż przed rozpoczęciem spotkania byliśmy już wyraźnymi faworytami. To nie przypadek.

– Nie wierzę, że wyszli z nastawieniem, że muszą przegrać. Na takim poziomie nie ma aż takiego znaczenia, czy gra się z Rosją, czy z Brazylią. Pierwszy set pokazał, że chcą Polaków pokonać, ale szybko się zorientowali, że im się to nie uda. W drugiej części spotkania rzeczywiście odpuścili, ale wynikało to z niemocy wobec tego, jak grała nasza reprezentacja – przekonuje Ignaczak.

– Myśmy im wybili siatkówkę z głowy! – upiera się Pliński. – Wyszli najmocniejszym składem, ale tego dnia nikt, żadna reprezentacja na świecie, nie pokonałaby Polski. To, co robiliśmy na zagrywce i w przyjęciu… Przecierałem oczy ze zdumienia, że możemy tak grać.

– Mecz z Serbią pokazał, że nawet nie tyle od Kubiaka, co od Kurka jesteśmy najbardziej uzależnieni – przekonuje były środkowy. – Proszę zobaczyć: z Iranem i Bułgarią, dwa ważne mecze, dwa świetne występy Kurka, dwa zwycięstwa. Z Argentyną i Francją fatalny, przegraliśmy. Z Serbią zagrał genialnie. I co? 3:0. Jak on zaczyna „odpalać” na zagrywce i w ataku, to wszyscy inni też grają lepiej. Pytanie tylko, czy jest w stanie taki występ powtórzyć, czy może to robić regularnie.

– To nie do końca kwestia Kurka – uważa Ignaczak. – To kwestia pozycji, na jakiej gra. My jesteśmy zbudowani w ten sposób, że atakujemy głównie skrzydłami. Jak działa tylko jedno z nich, to jest źle. Jak się budzi Kurek, no to – siłą rzeczy – rozgrywający ma więcej możliwości, reszta drużyny wygląda mocniej, zaczyna się dziać coś dobrego.


Wtóruje mu Mazur. – Gra na bardzo odpowiedzialnej, może najważniejszej w naszym systemie pozycji. Większość piłek idzie do niego. Inna sprawa, że ja bym nie zrzucał dobrych i złych rzeczy na karb jednego człowieka. Z Argentyną i Francją był Kurek, nie było Kubiaka, przegraliśmy. Z Iranem przy 20:22 bohaterem został Kochanowski, wcześniej świetnie grał Szalpuk… Trzymajmy się tego, że jesteśmy drużyną, każdy może zaskoczyć.

– Inna sprawa, że Heynen obiecał, że Kurek wygra nam jakiś mecz, no i słowa dotrzymał. Nie wiem, czy miałbym do niego aż tyle cierpliwości – zwraca uwagę Ignaczak.


***

W poniedziałek przed południem doszło do losowania dwóch grup Final Six. W pierwszej zagrają Amerykanie, Rosjanie i Brazylijczycy, w drugiej – Serbowie, Włosi i Polacy. Do półfinałów wyjdą po dwie najlepsze.

– Mieliśmy wielkie „szczęście”. W cudzysłowie, bo ja w takie rzeczy nie wierzę. Gospodarzem są Włosi, oni tu wszystko „trzymają”, więc wybrali sobie dwie drużyny, które uważają za najsłabsze i wrzucili do siebie. My na tym korzystamy w ten sposób, że ta druga grupa jest zdecydowanie lepsza – twierdzi były selekcjoner. – Obyśmy im utarli nosa i pokazali, że popełnili błąd.

– Włosi wyglądają na tym turnieju bardzo dobrze i mogą być poza zasięgiem. Mają Juantorenę i Zajcewa na skrzydłach, nieco gorszy środek, ale ze wsparciem kibiców, w tej formie, pewnie wygrają i z nami, i z Serbami – uważa Ignaczak. – My mamy jednak przewagę psychologiczną nad rywalami z Bałkanów. Wygraliśmy z nimi przed chwilą znaczącą różnicą, łatwo, wyraźnie… To na pewno zostanie w ich głowach.

Osmany Juantorena to jeden z najlepszych siatkarzy świata (fot. PAP/Maciej Kulczyński)
Osmany Juantorena to jeden z najlepszych siatkarzy świata (fot. PAP/Maciej Kulczyński)

W „przewagę psychologiczną” nie wierzy Ireneusz Mazur. – Wystarczy spojrzeć na Bułgarię i Iran. W pierwszej fazie zagrali ze sobą i Iran się po nich „przejechał”. Spotkali się kilka dni później, Bułgaria wygrała 3:0. Nie ma reguły. Równie dobrze może być tak, że podrażniliśmy ich ambicje, a my z kolei będziemy przesadnie rozluźnieni. To żaden argument. Na dziś Serbowie są mocniejsi od Polski, a my musimy wierzyć, że ta niemoc z meczów z Francją i Argentyną była przejściowa i dalej będziemy prezentować się wyłącznie dobrze.

– Najgorsze jest to, że drugiego takiego meczu, jak ten w niedzielę, już tu nie zagramy. Tak płynnego, z aż taką dominacją. Nie wierzę w to, nie da się – sugeruje Pliński.


***

Rywalizacja zostanie wznowiona w środę. O godz. 17 zagrają ze sobą USA i Rosja, o 20.30 – Włosi z Serbami. Dzień później do akcji wkroczą Polacy, którzy wieczorem (20.30) znów staną oko w oko z zespołem Nikoli Grbicia. Jeśli gospodarze – zgodnie z przewidywaniami – wygrają na inaugurację, ten mecz może być dla naszych siatkarzy starciem o półfinał. Oby wygranym.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej