Jak Capone tępił bimbrownictwo

Vincenzo Capone tropił producentów i przemytników alkoholu w czasach Prohibicji (fot. Wiki/Library of Congres)

Nazwisko Capone zna cały świat. Dzięki Alowi stało się w zasadzie synonimem amerykańskiej przestępczości zorganizowanej i brutalności pozbawionej wszelkich granic. Mniej znanym posiadaczem tego nazwiska był Vincenzo, brat bossa mafii chicagowskiej i jego całkowite przeciwieństwo. Był m.in. funkcjonariuszem walczącym z dystrybucją alkoholu w okresie prohibicji, żołnierzem odznaczanym w czasie I wojny światowej, a nawet członkiem trupy cyrkowej. Udawał też pół Indianina i zmienił nazwisko na cześć gwiazdy westernów...

Zamieszkaj jak Al Capone. Dom słynnego gangstera wystawiony na sprzedaż

To niepozorny, dwupiętrowy domek z cegły. Stoi pod numerem 1 przy Garfield Place na Brooklynie. To tu przed wyjazdem do Chicago mieszkał Al Capone,...

zobacz więcej

W filmie „Bracia”, przejmującym dramacie Jima Sheridana ze wspaniałymi rolami Tobeya Maguire'a i Jake'a Gyllenhalla z 2009 r., traktującym o zespole stresu pourazowego w wojsku, przeciwstawiono dwóch braci – w uproszczeniu bohatera wojny w Afganistanie i drobnego kombinatora z wyrokami. Fascynujący wgląd w to, jak różne potrafi być rodzeństwo, daje nie tylko filmowa fikcja, ale też prawdziwa historia braci Capone.

Vincenzo Capone urodził się 28 marca 1892 r. w Angrii we włoskiej Kampanii jako najstarszy syn Gabriele i Teresiny, fryzjera i szwaczki. W 1894 r. rodzina zdecydowała się na emigrację do ziemi obiecanej, czyli Stanów Zjednoczonych, w poszukiwaniu lepszego życia. Osiedlili się w Navy Yard, jednej części Brooklynu.

Łącznie państwo Capone doczekali się dziewiątki dzieci, z czego trójka zeszła na przestępczą drogę. To oczywiście Alphonse oraz Raffaele James, czyli „Ralph Butelki” i Salvatore nazywany „Frankiem”. Ich historia jest dość dobrze znana, dlatego warto skupić się na najstarszym Vincenzo. On w odróżnieniu od braci, których pociągała bandyterka, był miłośnikiem przyrody. Szczególnie ukochał konie.

Być jak Buffalo Bill

Od małego czas najchętniej spędzał w stajniach i na pastwiskach na Staten Island, godzinami potrafił jeździł konno. W końcu ojciec załatwił mu pracę w stajni, widząc fascynację syna, który uwielbiał również Buffalo Billa i jego widowisko cyrkowe Wild West Show, przedstawiające prawdziwe i zmyślone wydarzenia z historii Dzikiego Zachodu oraz innego westernowego performera, Pawnee Billa.

Był do tego stopnia zafascynowany kulturą Dzikiego Zachodu, że w wieku 16 lat bez słowa uciekł z domu, najpewniej dołączając do trupy cyrkowej organizującej przedstawienia o kowbojach, Indianach i tym podobnych. Biograf Vincenza Jeff McArthur ustalił, że nastolatek w dniu ucieczki opiekował się swoim młodszym bratem Alem. Zabrał ośmiolatka na przystań promową, powiedział mu, że nie może go zabrać ze sobą i odpłynął w nieznane. Rok później napisał do rodziny z Kansas, że podróżuje z trupą cyrkową.

Brawurowa ucieczka z Alcatraz jednak się powiodła? Jest dowód...

„Nazywam się John Anglin. Uciekłem z Alcatraz w czerwcu 1962 roku z moim bratem Clarence'em i Frankiem Morrisem. Mam 83 lata...” – tak zaczyna się...

zobacz więcej

Nie wiadomo, co bezpośrednio pchnęło młodego człowieka do takiego ruchu. Pojawiło się kilka wersji, między innymi taka, że musiał uciekać, gdyż zabił kogoś, broniąc młodszych braci. Nie byłoby zresztą to nic nadzwyczajnego w tamtych czasach, ale akurat nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie tej teorii.

Inna wersja jest taka, że ojcu nie podobała się gra syna na skrzypcach. Wiadomo, że Vincenzo miał pociąg ku temu instrumentowi, który był jednak odwrotnie proporcjonalny do skali jego talentu. Ponoć Gabriele raz nie wytrzymał, słysząc koszmarne dźwięki i rzekomo rozbił skrzypce na głowie najstarszego syna. Miało to nastąpić tuż przed tym, jak Vincenzo opuścił rodzinny dom.

Szczeble przestępczej kariery

Warto dodać, że sam Al w wieku 16 lat zdobył już doświadczenie w młodzieżowych gangach Brooklyn Rippers i Forty Thieves Juniors. Miał dołączyć do jednej z największych nowojorskich grup przestępczych Five Points Gang, na czele której stał Frankie Yale. Dzięki działalności w tym gangu i późniejszemu wyeliminowaniu Yale'a, Capone wypłynął na szerokie wody przestępczej działalności.

Gdy Al przy pomocy Raffaele i Salvatore rządził już podziemnym imperium, Vincenzo, któremu nadano pseudonim „Dwie spluwy”, aresztował przemytników alkoholu, złodziei i wszelkiej innej maści męty, od Nebraski po Spokane w stanie Waszyngton. Był niezłomnym agentem prohibicji z przekonaniem o tym, co jest dobre, a co złe, zdecydowanie stojącym po jednej stronie w wyidealizowanym, czarno-białym świecie prawa i zbrodni. Ale do tego była jeszcze daleka droga.

Vincenzo był początkowo członkiem trupy Miller Brothers Ranch Wild West Show i zmienił nazwisko na Richard James Hart, na cześć Williama S. Harta, gwiazdy wczesnych westernów. Pracował też usilnie nad pozbyciem się włoskiego akcentu, żeby ukryć swoje pochodzenie. Gdy grupa wyjechała na tournée po Europie, Capone zaciągnął się do armii pod nazwiskiem James Richard Hart. Przed komisją wojskową skłamał, twierdząc, że pochodzi z Indiany i pracował na farmie.

Al Capone nie poszedł w ślady starszego brata (fot. Keystone/Getty Images)

Ten zegarek nosił sam Al Capone. Na aukcji kosztował fortunę

Wyjątkowe pamiątki po legendarnym amerykańskim gangsterze Alu Capone zostały sprzedane na aukcji w Stanach Zjednoczonych. Licytację przeprowadzono...

zobacz więcej

Hart/Capone został skierowany do Meksyku, gdzie brał udział w pościgu za oddziałami przywódcy chłopskiej rebelii Pancho Villi. Samo wojowanie Amerykanów z Villą zasługuje na oddzielną opowieść. W ramach służby Vincenzo, czy też już James Richard, trafił do Francji, gdzie dosłużył się stopnia porucznika i został uhonorowany Krzyżem za Wybitną Służbę za „nadzwyczajny heroizm na polu walki”. Odznaczenie ustanowione przez prezydenta Woodrowa Wilsona było niezwykle prestiżowe. Spośród przeszło 2 mln Amerykanów walczących w I wojnie światowej otrzymało go ledwie 5133.

Antywłoskie uprzedzenia

Po zwolnieniu ze służby osiadł w niewielkim miasteczku Homer w stanie Nebraska, leżącym nad rzeką Missouri. Zaczął się wówczas podawać za pół Indianina, przypuszczalnie po to, żeby uniknąć uprzedzeń przeciwko Włochom, które się wówczas szerzyły w kolebce współczesnej demokracji.

Wkrótce po przyjeździe został bohaterem Homer. Zdarzyło się, że miasteczko nawiedziła powódź, podczas której Hart – tak już go będziemy nazywali – uratował wielu mieszkańców. Jedną z uratowanych była niejaka Kathleen Winch, która wkrótce została żoną swojego wybawiciela. Co ciekawe, mąż nawet przed nią ukrył swoje pochodzenie i prawdziwą tożsamość.

Wdzięczni mieszkańcy Homer wybrali Harta na szeryfa. Doświadczenie zebrane podczas wyłapywania meksykańskich rebeliantów, na froncie I wojny światowej oraz służba w Homer przygotowały Harta do zajęcia, dzięki któremu zapisał się w historii jako przeciwieństwo swojego najbardziej znanego brata.

Można przypuszczać, co skłoniło bohatera wojennego do zostawienia nieco nudnej mieściny i dołączenia do formujących się oddziałów agentów prohibicji. Nie była to chęć władzy czy pokątnych zysków płynących z potencjalnie korupcjogennego stanowiska, ale poszukiwanie przygód. Mimo doświadczeń wojennych, to wciąż był w głębi duszy mały chłopiec, bawiący się w szeryfów i rewolwerowców. W końcu mógł spełnić sen z dzieciństwa, wizję Dzikiego Zachodu zaadaptowaną do realiów lat 20.

Walentynki À la Capone

Krwawa masakra gangsterów w dniu św. Walentego w 1929 roku miała swoje polskie akcenty. Celem zamachowców wysłanych przez Ala Capone miał być...

zobacz więcej

Ucieleśnienie marzenia

Hart był świetnie przygotowany do służby, w odróżnieniu od większości agentów. W skórzanych butach kowbojskich z ostrogami, kapeluszu, z pistoletami o uchwytach z masy perłowej („Dwie spluwy”) na klaczy o imieniu Buckskin Betty był ucieleśnieniem własnego marzenia. Od razu rzucił się wir tropienia bimbrowników, pośredników w handlu gorzałą, przemytników i innych alkoholowych przestępców. Działał z wdziękiem godnym legend Dzikiego Zachodu. Przy jednej okazji posłużył się na przykład przez siebie aresztowanym łotrem, żeby przyskrzynić innego.

Vincenzo, były członek trupy cyrkowej, wiedział, jak należy robić show. Lubił popisywać się umiejętnościami bokserskimi, akrybatycznymi i strzeleckimi. Nabyte umiejętności wykorzystywał nie tylko w pracy, ale również ku uciesze mieszkańców. Imponował takimi sztuczkami, jak stanie na rękach na koniu czy strzelanie do celu z kilkuset metrów. Organizował też pokazowe walki bokserskie z każdym, kto zechciał z nim się zmierzyć w ringu.

Stróż prawa był powszechnie lubiany, wielu agentów próbowało nawet naśladować jego styl. Sceptycznie nastawieni byli tylko zwierzchnicy, którzy krytykowali Harta za lekkomyślność. Ale taki to był typ – był człowiekiem czynu, którego nudziła praca biurowa i który gardził procedurami, przez co wielokrotnie miał kłopoty. Wolał iść na następną akcję zamiast opisywać, co wydarzyło się podczas ostatniej. Wyatt Earp razy Pat Garrett.

Nazwisko Harta szybko stało się znane w środkowo-zachodnich i zachodnich stanach, w znacznej mierze dzięki opisywanych w prasie jego akcjach wymierzonych w złoczyńców. Naturalnie znający wagę public relations agent sam wielokrotnie podsuwał redakcjom relacje, przy czym nie nam oceniać, czy były stuprocentowo zgodne z faktami.

Mający reputację dobrego, choć niepokornego stróża prawa, syn włoskich imigrantów został w 1926 r. skuszony pracą w federalnym Biurze ds. Indian. W tym czasie rezerwaty, zresztą obecnie również, zmagały się problemem powszechnego ubóstwa i alkoholizmu. Hart ochoczo wziął się do pracy niesienia pomocy rdzennym Amerykanom. Trzeba go przy tym pochwalić za ogromne zaangażowanie, uczył się bowiem języków Indian, czym zaskarbił sobie ich szacunek.
Zafascynowany Dzikim Zachodem Vincenzo uciekł z domu i zmienił nazwisko (fot. TT/James McArthur)

Pędzili bimber, zostali wydaleni ze służby

Najciemniej pod latarnią. Z takiego założenia wyszli dwaj milicjanci z Witebska, którzy dorabiali sobie do mundurowej pensji produkcją i sprzedażą...

zobacz więcej

Bracie, gdzie jesteś?

W tym czasie jego młodszy brat Alphonse budował swoje przestępcze imperium. Miało ono wkrótce objąć zasięgiem tereny, których przed takimi jak on strzegł Vincenzo. Wiadomo, że Al poszukiwał swojego brata, zamieszczał m.in. ogłoszenia w prasie. Wiele osób twierdziło, że spotkali się w latach 20. bądź 30.

Chicagowski fotoreporter Tony Berardi twierdził, że spotkał ich razem w 1924 r. i że „Człowiek z blizną” przedstawił mu Harta jako swojego najstarszego brata, który miał być oficerem prohibicji w Nebrasce. Naturalnie wszystkie te doniesienia nie wypływały poza Chicago.

Biograf Vincenza twierdzi, że Al był bardzo dumny ze swojego brata i nie było między nimi żadnych animozji, choć pod względem zawodowym byli na przeciwnych barykadach. Lubił chodzić z bratem na mecze baseballa, czy po prostu po mieście. Dziwna sytuacja, bimbrownicy i przemytnicy chowali się w najciemniejszych norach, żeby tylko Hart ich nie wypatrzył, a król chicagowskiego podziemia spokojnie pokazywał się w towarzystwie agenta. Co ciekawe, najbliżsi Harta jeszcze długo nie wiedzieli o jego związkach z Capone'em.

Bracia mieli też zawrzeć pakt, że żaden nie będzie wkraczał zawodowo na terytorium drugiego. Żeby nie doszło do konfliktu, Hart przeprowadził się do Dakoty Południowej z żoną i czterema synami, których się doczekał. Agent opiekował się Indianami z plemienia Lakota w rezerwacie Cheyenne River, ale regularnie wyjeżdżał, przypuszczalnie, żeby spędzać czas z braćmi gangsterami.

„Kojot”

Gdy prezydent Calvin Coolidge gościł w Dakocie Południowej, właśnie Harta wyznaczono do jego ochrony. Potem wrócił do służby jako agent, ale zrobił się do tego stopnia niepokorny i tak zaszedł zwierzchnikom za skórę, że go przeflancowano do stanu Idaho. Tam również szybko zaczął zaprowadzać swoje szeryfowskie porządki. Jeden z oficerów był świadkiem jak Hart złapał na ulicy pijanego Indianina za koszulę i zaczął się na niego wydzierać, żeby mu powiedział, skąd wziął alkohol. Ten wystraszony od razu wszystko wyśpiewał. Agent poszedł pod wskazany adres i aresztował handlarza. Dzięki podobnym akcjom doczekał się drugiego pseudonimu „Kojot”, gdyż był niezwykle przebiegły i szybki.

Zaczęła produkować nielegalny alkohol, bo... chciała sobie dorobić w ciąży

30-letnia kobieta prowadziła w centrum Piły melinę. Przed policją tłumaczyła, że chciała dorobić w ciąży. Pieniądze które zarobiła na nielegalnym...

zobacz więcej

Po pewnym czasie władze Biura ds. Indian miały dość niepokornego Harta i podziękowały mu za współpracę. Wrócił wówczas z rodziną do Homer, gdzie ponownie wybrano go na szeryfa.

Pełniąc tę funkcję brał udział z niezwykle delikatnej operacji. Zaczęło się od tego, że 17 września 1930 r. dokonano napadu na Lincoln National Bank w mieście Lincoln w Nebrasce. Sześciu rabusiów ukradło 2,7 mln dolarów (około 30 mln na dzisiejsze pieniądze).

Hart wiedział, że zamieszani mogli być członkowie gangu jego braci i postanowił negocjować z Alem, wiedząc, że akurat napady na bank go nie interesowały. Faktycznie, okazało się, że to właśnie jego ludzie dokonali rabunku na własną rękę. Capone złożył bratu obietnicę, że – choć nie on stał za napadem – bank odzyska pieniądze i faktycznie tak się stało. Wkrótce sam mafioso trafił na 11 lat do więzienia za przestępstwa podatkowe.

Na garnuszku

Wielki kryzys lat 30. mocno dotknął Harta i zmusił do zacieśnienia relacji z rodziną Capone'ów, od których otrzymywał pomoc finansową. Agent zaczął częściej spotykać się z matką, braćmi i siostrą Mafaldą. Odwiedził także Ala, który, cierpiący na syfilis (przykra pamiątka po pracy w roli ochroniarza w domu publicznym Vincenza „Big Jima” Colosimo na początku przestępczej kariery w Chicago) po zwolnieniu z więzienia zamieszkał na Florydzie.

Po zakończeniu służby Hart nie miał zbyt wielu oszczędności, ale mógł liczyć szczególnie na brata Ralpha, który przekazywał mu pieniądze na nazwisko Walter Hart. „Butelkom”, który wszędzie szukał okazji do interesu, było to jak najbardziej na rękę, gdyż dzięki temu mógł prać brudne pieniądze.

W Homer zaczęto spekulować, że poważany szeryf miał związki z Capone'ami. Podejrzenia potwierdziło dochodzenie IRS, czyli amerykańskiej skarbówki przeciwko Ralphowi. Pamiętamy, że Al trafił do więzienia właśnie w związku z nieujawnionymi zarobkami, więc sprawa była poważna.

Śledczy byli szczególnie ciekawi, skąd Ralph, żyjący z zasiłku, mógł sobie pozwolić na posiadłość w Mercer w stanie Wisconsin. Ralph zapewniał, że należy ona do jego brata Richarda i w 1951 r. został on wezwany przed sąd.

Prohibicja w USA trwała od 1919 do 1930 roku (fot. Wiki/Library of Congres)

Częściowa prohibicja w stolicy Białorusi. Ma spaść przestępczość

Od poniedziałku w godzinach nocnych nie będzie można kupić alkoholu w mińskich sklepach. Władze miasta wprowadziły zakaz sprzedaży po...

zobacz więcej

Przesłuchanie nie rozwiało wątpliwości dotyczących własności nieruchomości. Pojawiły się za to inne – czy Richard faktycznie jest zaginionym Capone'em, czy też tylko figurantem przekupionym i wynajmowanym przez gangsterów w celu płacenia niższych podatków. Obrona Ralpha dowodziła, że dom wybudowano dla Ala z pieniędzy zostawionych przez ojca.

Skaza

Było oczywiście sporo niejasności, ale wydaje się, że Hart został po prostu wykorzystany przez młodszego brata, który założył mu nawet skrzynkę pocztową w Cicero na przedmieściach Chicago, żeby mieć zabezpieczenie do swoich szwindli. To oczywiście rzuciło cień na byłego niezłomnego agenta federalnego. Współcześni uznali jednak, że jeżeli Hart był czemuś winny, to zrobił to nie dla zysku, ale żeby pomóc rodzinie, od której przecież również otrzymywał pomoc.

Proces odbił się szerokim echem w Stanach Zjednoczonych i Hart już nie był w Homer traktowany jak wcześniej. Przestał być tym poważanym agentem i szeryfem, który samych podejrzanych o zabójstwo aresztował ponad dwudziestu. Miał skazę.

Cała ta historia sprawiła, że mocno podupadł na zdrowiu. Na emeryturze chciał spełnić jeszcze jedno marzenie: zostać gwiazdą westernów, jak jego idol z dzieciństwa; nie zdążył. Zmarł 1 października 1952 r. na zawał, w wieku 60 lat. Na jego nagrobku w ukochanym miasteczku są tylko napisy „Hart” oraz „Richard J.”. Żadnego napisu „Capone” nie wyryto.

źródło:
Zobacz więcej