„ACTA 2 to przede wszystkim jest nabijanie kabzy wielkim koncernom medialnym”

Dyskusja o wolności jest dyskusją o idei, o naszych prawach jako użytkownikach Internetu, ale w tle tej dyrektywy są ogromne pieniądze – ocenił w programie „Woronicza 17” Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta, komentując przegłosowanie przez Parlament Europejski dyrektywy ACTA 2. Senator Jan Libicki wyraził nadzieję, że „w dalszych pracach i na skutek jakiegoś społecznego niezadowolenia ta dyrektywa nie wejdzie w życie”.

ACTA2 - nowa, wspaniała sieć? [OPINIA]

Protesty w sprawie ustawy ACTA były jedynym krytycznym głosem społecznym, którego Platforma Obywatelska posłuchała się w czasie ośmiu lat swoich...

zobacz więcej

– ACTA 2 to przede wszystkim jest nabijanie kabzy wielkim koncernom medialnym. Dyskusja o wolności jest dyskusją o idei, o naszych prawach jako użytkownikach Internetu, ale w tle tej dyrektywy są ogromne pieniądze. Dyrektywa dlatego miała tak wielu sponsorów w Parlamencie Europejskim, że to szansa na ogromne dochody dla największych koncernów, które będą tak naprawdę głównymi beneficjentami tych regulacji – zaznaczył minister Szczerski.

Według szefa gabinetu prezydenta „twórcy gdzieś tam są w tle”. – (Koncerny) posługują się nimi, żeby wywołać wokół tego wrażenie, że to jest dla ich dobra, a to jest dla dobra wielkich koncernów. Jak ktoś ma interes ekonomiczny, to nie patrzy na wolność innych ludzi, czy swobody dyskusji, tylko chce zarobić. Dlatego ta dyrektywa jest tak forsowana – chodzi o pieniądze – podkreślił.

Stan naturalny

– Wolność w Internecie jest dla mnie czymś absolutnie naturalnym. Trudno sobie wyobrazić Internet i nasze funkcjonowanie bez tej wolności, dlatego jestem tym zdumiony. Pan europoseł Boni (Michał Boni z PO – przyp. red.) mówi, że będzie można się odwoływać od sytuacji, że kogoś to ACTA 2 dotknie, ale ja sobie nie wyobrażam, że udostępniam jakiś materiał, jestem za to przywoływany do porządku i teraz poświęcam swój czas, żeby się odwoływać – zwrócił uwagę na zagrożenie senator Libicki. – Mogę wyrazić nadzieję, że w dalszych pracach i na skutek jakiegoś społecznego niezadowolenia ta dyrektywa nie wejdzie w życie – dodał.

Platformę skrytykował również Wojciech Skurkiewicz, wiceszef MON i polityk PiS. Przypomniał, że wcześniej lider tej partii zapowiadał, iż jego ugrupowanie będzie przeciwne dyrektywie. – Platforma skłamała, po raz kolejny nie stanęła na wysokości zadania – wskazał. Dodał, że Ministerstwo Cyfryzacji wyraziło jednoznacznie negatywny stosunek do tych zapisów.

– Własności należące do twórców są szczególnie ważne, ale Internet też jest obszarem wyjątkowym. Rzecz, która dziś żyje w Internecie, jutro jest przestarzała. Wszelkie memy, które są prostą formą wyrazu, są szybką reakcją na różnego rodzaju działania. Przez te przepisy praktycznie nie będą mogły funkcjonować. Dlatego my się temu sprzeciwiamy. Jestem przekonany, że podobnie uważa większość krajów – zaznaczył.

PE poparł projekt dyrektywy o ACTA2. „Czarny dzień dla wolności w internecie”

Parlament Europejski poparł w środę projekt dyrektywy o prawie autorskim dotyczącym internetu. Za projektem opowiedziało się 438 europosłów,...

zobacz więcej

W ocenie Piotra Apela (Kukiz’15) przyjęcie dyrektywy jest dopiero „początkiem drogi”. – Ta dyrektywa dojrzewa. Ten zapis, który teraz jest, jest lepszy od tego, który był na wiosnę. Tamten mówił de facto o likwidacji memów, teraz to zostało ucięte i jest zapis, że w przypadku prywatnego użytkownika ten zapis nie obowiązuje – wskazał.

Zagrożenie monopolizacją rynku

– Ale to jest nadal niebezpieczne, ponieważ doprowadzi do monopolizacji rynku. Mało który portal będzie stać na zamontowanie filtrów, które będą badać zgodność z prawem autorskim. YouTube pracuje nad tymi filtrami ponad dwa lata. Proszę sobie wyobrazić, że którykolwiek z polskich portal będzie stać na takie filtry – zasugerował. Jako inne zagrożenie wskazał także prace nad sztuczną inteligencją, na które Bruksela chce wydać do 2020 roku 20 mld euro.

Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej przypomniał, że cenzura Internetu już funkcjonuje. – Ci, którzy sądzili, że nie da się cenzurować Internetu chyba nie wiedzą, że jest on cenzurowany, chociażby w Chinach. Trochę jest tak, że idziemy drogą chińska – zwrócił uwagę. – Ja się dziwiłem, że tak długo trwa ta wolność w Internecie. To jest zresztą problem z demokracją – zaczyna się sytuacja, w której głosuje się pakietami akcji, a obywatel już nie ma na to wszystko wpływu – ocenił.

Dodał, że „jedyną zaporą” będzie „jak młodzież wyjdzie na ulicę”. – Mam nadzieję, że to młode pokolenie, które korzysta z wolności w Internecie, pokaże, że wolność znaczy dla nich więcej i że „obywatel”, „demokracja” opierają się na komunikacji społecznej, a ona jest swobodna dzisiaj już tylko w Internecie – zaznaczył.

Zdaniem Adama Andruszkiewicza (Wolni i Solidarni) przegłosowanie dyrektywy „to krok w stronę świata George’a Orwella”. – Ten świat wydawał nam się straszny, niewyobrażalny, ale teraz się powoli do niego zbliżamy. Z jednej strony słyszymy o likwidacji pieniądza, w sensie gotówki, żeby były tylko karty, to boję się, że ktoś jednym przyciskiem będzie mógł zablokować moje płatności – argumentował.

– Przy tym Internet to sprawa bardzo poważna. Z jednej strony są korporacje, pieniądze, a z drugiej dobór treści w ten sposób, żeby cenzurować Internet i dawać ludziom takie informacje jakie ktoś inny uzna za stosowne, na przykład polityczne. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że automaty będą w stanie cenzurować sformułowania jak „islamscy terroryści”, żeby to się nie wyświetlało, żeby ludzie nie wiedzieli, co się dzieje na świecie. Być może byśmy się nie dowiedzieli, w jakim stanie pan Juncker zarządzą Unią Europejską – przekonywał.

źródło:
Zobacz więcej