Nie ma masowej migracji muzułmanów do Polski [OPINIA]

„Głównym powodem sprzeciwu wobec relokacji była troska o bezpieczeństwo Polski” – pisze Witold Repetowicz (fot. Shutterstock/ Krzysztof Winnik)

Narodowcy biją na alarm, że rzekomo rząd PiS oszukał wyborców, bo masowo sprowadza muzułmańskich migrantów. Natomiast PO dalej zarzuca rządowi szerzenie rasizmu i ksenofobii. Gdyby te dwie skrajne opinie skonfrontować, to wyszłoby, że premier Morawiecki ma diaboliczny plan i postanowił masowo sprowadzać muzułmanów do Polski po to, by byli na ulicach naszego kraju bici i katowani. Ostatnio popularność zdobywa też teza, jakoby sprzeciw Polski wobec relokacji był pozbawiony sensu, bo teraz przecież rzekomo masowo sprowadzamy muzułmańskich imigrantów do pracy.

„Przymusowa relokacja burzy naszą wolność i bezpieczeństwo”

– W sprawie pomocy uchodźcom, Polska nie uchyla się od swoich chrześcijańskich obowiązków. Jednak bezpieczeństwo polskich obywateli jest dla nas...

zobacz więcej

To teza równie prosta, co całkowicie oderwana od rzeczywistych argumentów, jakie przemawiały przeciw relokacji. Głównym powodem sprzeciwu wobec relokacji była troska o bezpieczeństwo Polski, i to nie w wymiarze potencjalnym, zmian kulturowych itp., ale bezpośredniego zagrożenia terroryzmem.

Nie jest bowiem prawdą, że nielegalni migranci przybywający do Grecji, a zwłaszcza do Włoch, byli zweryfikowani. Również nazywanie tych ludzi uchodźcami jest nadużyciem, gdyż nie wiedząc, skąd przybyli i dlaczego, nie można tylko na podstawie ich własnych deklaracji przyjmować, że są rzekomo Syryjczykami, uciekającymi przed bombami. Zwłaszcza że w większości wypadków wiadomo, że tak nie było.

Weryfikacja była fikcją, a polskie służby nie miały żadnej możliwości sprawdzenia kandydatów do relokacji pod względem ewentualnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego Polski.

Nielegalni migranci przybywający do Włoch i Grecji masowo pozbywali się dokumentów lub używali fałszywych, a potwierdzenie ich tożsamości, a także przeszłości, powiązań z licznymi organizacjami dżihadystycznymi czy służbami specjalnymi lub strukturami przestępczymi, było całkowicie niemożliwe. Bo niby jak, skoro na pewno nie za pośrednictwem syryjskich władz?

Wielu z tych, którzy twierdzili, że są Syryjczykami, nimi nie było i potwierdzały to raporty Frontexu, w których podkreślano, że większość migrantów przybywa bez dokumentów, a fałszywe deklaracje dotyczące pochodzenia są powszechne.

Premier: Najważniejsze, że nie będzie przymusowych relokacji uchodźców

Wzmocniliśmy naszą pozycję w procesie negocjacyjnym, ale najważniejsze, że nie będzie przymusowej relokacji uchodźców, nasze racje tutaj zostały w...

zobacz więcej

Frontex ostrzegał też, że poziom zabezpieczenia wielu dokumentów, zwłaszcza syryjskich czy somalijskich, był bardzo niski, a w Syrii w czasie wojny wiele blankietów paszportowych wpadło w ręce terrorystów i organizacji przestępczych. Powodowało to, że nawet tożsamość tych, którzy się nimi posługiwali, była wątpliwa.

Infiltracja dużych grup migracyjnych czy też uchodźców przez terrorystów i kryminalistów nie jest czymś wyjątkowym, lecz normą. Dlatego wszędzie, w Iraku, Syrii czy krajach sąsiednich, uchodźcy byli najpierw dokładnie filtrowani przez tamtejsze służby specjalne. Tam jednak było to możliwe. Polskie służby w czasie krótkiej wizyty w obozach w Grecji czy Włoszech nie miały żadnych narzędzi. Warto też pamiętać, że niektórzy autorzy zamachów terrorystycznych przeszli przez te obozy i ich fałszywa tożsamość została potwierdzona.

To samo dotyczy bardzo licznych wypadków uznania dorosłych za dzieci. Skoro nawet wieku nie można było zweryfikować, to jak można było oczekiwać, że zweryfikowane są informacje dotyczące niebezpiecznych powiązań?

Zwolennicy tezy, że obawy o bezpieczeństwo to bzdura, wyciągnęliby zapewne teraz zdjęcia jakichś miłych syryjskich bobasków i krzyknęli: „czy te dzieci stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa?”.

Problem w tym, że w wielu wypadkach odpowiedź byłaby twierdząca i żadne kpiny nie zmienią faktu, że migracja uchodźców do Europy była bardzo kosztowna.

Gdy rozmawiałem z syryjskimi uchodźcami w Libanie, to wielu mi mówiło, że chętnie poszliby do Europy, ale to kosztuje 20 tys. dolarów, więc ich na to nie stać. To skąd sieroty bez opieki miały takie środki?

Najbardziej optymistycznym wyjaśnieniem jest to, że nie są wcale sierotami i zaraz znajdzie się rodzina, więc z jednej sieroty zrobi się kilkanaście osób, o których oczywiście nic nie wiemy. Pesymistyczne wyjaśnienie to takie, że zostało to opłacone przez terrorystów lub mafię. Oczywiście nie z humanitarnej troski o dzieci.

Za, a nawet... przeciw, czyli jak PO przyjmowała uchodźców

Ustalenia unijnego szczytu o przekreśleniu relokacji uchodźców są zupełnie inne niż zapowiedzi Platformy Obywatelskiej z ostatnich lat dotyczące...

zobacz więcej

Relokacja szybko stałaby się stałym mechanizmem

Drugim fundamentalnym argumentem przeciwko relokacji było to, że udrożniłoby to kanały migracyjne. Włochy i Grecja zostałyby odciążone i na miejsce relokowanych przyszliby następni, bo poszedłby sygnał, że warto, że ruszyło i że nie utkną w obozie.

Polska swoim sprzeciwem wobec relokacji zmusiła Europę do obrony granic przed nielegalnymi migrantami. Oczywiście, jest tu ktoś poszkodowany. To Niemcy, które sobie założyły, że pod pretekstem humanitaryzmu będą uprawiać neokolonialny drenaż zasobów ludzkich z Bliskiego Wschodu i Afryki, a elementy zbędne będą wysyłać do Polski.


Oczywiście naszym zadaniem byłoby nie dopuścić, by wrócili do Niemiec, więc musielibyśmy ich trzymać w obozach koncentracyjnych. Wreszcie powstałyby „polskie obozy” i niemiecka telewizja mogłaby pokazać, jacy jesteśmy okropni.

Legalni migranci nie przyjeżdżają tu na stałe


Czym zatem się różnią owi nielegalni imigranci od osób, które legalnie przyjeżdżają do Polski? Przede wszystkim tym, że w procesie wydawania wizy sprawdzana jest ich tożsamość.

Po drugie tym, że przyjeżdżają oni w określonym celu (praca, studia, interesy, turystyka) do Polski, a nie po to, by czmychnąć do Niemiec.

I zostawiają tu swoje pieniądze lub ciężko pracują, a nie żerują na socjalu. Studenci z innych krajów po powrocie do domu to „nasi ludzie” w elitach tych krajów, co służy budowaniu międzynarodowej pozycji Polski i robieniu interesów. Wreszcie tym, że przytłaczająca większość z nich tu nie zostaje.

Tusk: polski rząd wyłamuje się z europejskiej solidarności ws. uchodźców

Szef RE Donald Tusk oświadczył, że polski rząd wyłamuje się z europejskiej solidarności, nie przyjmując uchodźców w ramach programu relokacji....

zobacz więcej

Teza o tym, że rząd masowo przyjmuje muzułmańskich migrantów i uchodźców (bo to przecież jeden diabeł), jest nieprawdziwa, a ci, którzy uporczywie odrzucają rozróżnianie uchodźcy i migranta, powinni wiedzieć, że nawet Ruch Narodowy, choć niechętnie, przyznaje, że również przyjmowałby muzułmańskich uchodźców.

Krzysztof Bosak przyznał na Twitterze, że nie mają w programie wypowiedzenia konwencji genewskiej ds. uchodźców. I nie jest znany przypadek, by narodowcy wykazali, że rząd Morawieckiego przyznał status ochronny jakiejś osobie nieuprawnionej w świetle konwencji.

Obecnie dokumenty uprawniające do pobytu w Polsce ma ok. 17,5 tys. osób pochodzących z krajów muzułmańskich, ale większość z nich nie przyjechała tu na stale (a relokowani „uchodźcy” byliby tu na stałe, o ile by nie zwiali do Niemiec, skąd by ich odsyłano do nas z powrotem). Osób z prawem pobytu nie obejmuje też prawo łączenia rodzin. Uchodźców natomiast tak, więc liczba 7 tys. mogła szybko urosnąć do 70 tys. Trzeba też zrozumieć, że to nie jest tak, że co roku Polska przyjmuje 17,5 tys. muzułmanów. Większość z nich po prostu wraca, a pobyt stały ma tylko 2899 osób z krajów muzułmańskich.

Trzeba mieć naprawdę małą wiarę w polską kulturę, by zakładać, że taka liczba może zagrozić bezpieczeństwu kulturowemu naszego kraju, zwłaszcza że nie są to bezrobotni siedzący na socjalu w gettach i budujący strefy szariackie.

Szef MSZ Węgier: Odrzucamy każdy system relokacji

Węgry nie zgodzą się na żaden kwotowy system relokacji uchodźców – oświadczył ponownie szef MSZ Peter Szijjarto. W wywiadzie dla włoskiego...

zobacz więcej

Nie ma żadnego zobowiązania do przyjmowania migrantów z Afryki

To dobrze, że jest dyskusja nad migracją, i dobrze, że rząd jest kontrolowany. Nie wolno jednak manipulować. Polskie władze nie odpowiadają za to, jak Niemcy czy Francja otworzyły się na masową migrację i jak utraciły nad tym kontrolę. W Polsce żadnej masowej migracji nie ma, a przytłaczająca większość przyjeżdżających tu do pracy nie robi tego z zamiarem stałego osiedlenia się.

Nieprawdą jest też to, że polski rząd podpisał jakieś zobowiązanie do masowego przyjmowania migrantów z Afryki. Głównym założeniem tzw. deklaracji z Marrakeszu, którą Polska podpisała, jest zwalczanie nielegalnej imigracji.

Wielu ekspertów uważa przy tym, że tzw. cyrkularna migracja osób zdobywających wiedzę i doświadczenie w krajach bardziej rozwiniętych będzie służyła edukacji i rozwojowi ich krajów, a przez to powstrzyma afrykańską bombę demograficzną i w rezultacie szturm Europy przez miliony nielegalnych migrantów.

Deklaracja nie zawiera przy tym żadnych zobowiązań, a jedynie deklarację promowania takiej migracji. I to rządy państw, które ją podpisały, same będą decydować, w jakim zakresie i skąd (z Afryki, Ukrainy, Wietnamu itp.) będą promować tę migrację.

źródło:
Zobacz więcej