O dobrej i złej pedofilii [OPINIA]

Księża są jak samoloty – mówi się głównie o tych kilku, co upadli, a nie o tych dziesiątkach tysięcy, którzy nadal wykonują swoje zadania (fot. Shutterstock/ambrozinio)

„Gazeta Wyborcza” ogłosiła newsa. I, jak to zazwyczaj bywa u nich, news w godzinę okazał się fejkiem. Tym razem chodziło o tajną zmowę PiS i Kościoła, mającą na celu wykreślenie z rejestru pedofilów księży. Kłamstwo? Tak. Ale udało się „GW” sprowokować kilkugodzinny wylew najbardziej prymitywnego antyklerykalizmu. Zapewne tylko o to chodziło. Warto jednak zauważyć, że temat pedofili w Kościele regularnie wraca. I warto się nad tym pochylić.

Ziobro: Kłamstwem jest, że chronimy księży pedofilów

Kłamstwem i insynuacją jest twierdzenie, że celowo jest prowadzona operacja ukrywania księży skazanych za pedofilię – powiedział w piątek minister...

zobacz więcej

Rzeczywistość nigdy nie jest idealna. Zło zawsze znajdzie dla siebie miejsce. Czy Kościół jest wolny od pedofilii? Niestety nie. Tak jak nie jest wolny od korupcji, złodziei itd. Dokładnie tak jak każda instytucja tego świata. Warto tylko znać proporcje.

Niegdyś pewien kapłan dobrze to skomentował. Księża są jak samoloty – mówi się głównie o tych kilku, co upadli, a nie o tych dziesiątkach tysięcy, którzy nadal wykonują swoje zadania. Oczywiście konsekwencją tego jest też powinność Kościoła, bezpardonowa walka z „czarnymi owcami”. Ale cokolwiek by mówić o księżach potworach – krzywdzili oni dzieci nie w zgodzie ze swoją wiarą, ale łamiąc jej najważniejsze zasady.

Tymczasem lewa strona, dziś tak ochoczo strojąca się w moralizujące szaty, ma w tej materii dużo więcej na sumieniu. To lewa strona potrafi nieść na swoich sztandarach postulaty, których realizacja de facto ułatwiłaby pedofilom życie. I nie chodzi tu o znane z naszego podwórka ostentacyjne przykłady hipokryzji – jak wielbiony przez „GW” Daniel Cohn Bendit, rozpisujący się swego czasu o tym, jak lubi erotyczne zaloty kilkuletnich dziewczynek, czy Jan Hartman, nawołujący do zmiany kryteriów oceny kazirodztwa. Mowa raczej o stale obecnym (chociaż najsilniej widocznym w czasie tzw. rewolucji seksualnej) nurcie detabuizacji kolejnych przestrzeni życia ludzkiego i rozpatrywaniu ich właśnie w kontekście seksualnym - oczywiście w imię rozbicia zniewalających naszą wolność przestarzałych norm obyczajowych.

I pal licho, póki ten bełkot tyczy się dorosłych – niestety jak bumerang powraca temat seksualności dzieci, tejże seksualności uwolnienia. Ponieważ postulowana rewolucja, zmiana świata, ma być wszechogarniająca. Niezależnie także od wieku człowieka. I wszystko co było wcześniej – było złe i jest do wymiany.

Tyle że rewolucjoniści nie widzą lub nie chcą widzieć, że w ich nowej, wspaniałej rzeczywistości znikną bariery, które przez wieki chroniły ludzi – w tym dzieci. Ci sami, którzy tak piętnują Kościół, już nie chcą pamiętać, jakie były konsekwencje lewicowej rewolucji seksualnej – jak chociażby usankcjonowanie wśród wielu środowisk zachowań seksualnych względem dzieci.

Franciszek zwołuje szczyt episkopatów z całego świata. Zajmie się problemem pedofilii

Papież Franciszek zwołał na luty przyszłego roku szczyt z udziałem przewodniczących episkopatów z całego świata na temat pedofilii – ogłosił...

zobacz więcej

Oczywiście, z czasem powrócił zdrowy rozsądek i nawet zachodnie społeczeństwa, na szczęście, okazały się niegotowe na zmiany postulowane przez lewicę. A Cohn Bendit przestał rozpisywać się o tym, jak lubi, gdy małe dziewczynki głaszczą go po różnych częściach ciała. Ale warto pamiętać, do czego, gdy miała okazję, doprowadziła ta obyczajowa rewolta. Bo nasi rewolucjoniści, w swoim szale destrukcji, zamknięci w intelektualnych banałach albo po prostu fałszach – wykorzystują prawdziwe przypadki okrucieństwa i niesprawiedliwości jako argument za światem, w którym to zło, z którym walczą, będzie miało jeszcze łatwiej.

Ta sytuacja tyczy się nielicznych, tych, którzy – czy z powodu głupoty, braku refleksji (często połączonego z realną krzywdą jakiej niegdyś doświadczyli), czy nienawiści – naprawdę w to wierzą. Ale za nimi kroczy armia zwykłych koniunkturalistów, chcących być odpowiednio modnymi, oraz banda cyników, którzy wiedzą, że w postulowanym świecie z płynnymi zasadami będą mogli rozszerzyć swoją władzę. Którzy, jak wspomniana tu „GW”(chociaż to tylko przykład, de facto nieistotna na skalę opisywanych tu zmian banda głupców), będą wykorzystywać to rozbicie granic, by dowolnie okładać swoich przeciwników politycznych inwektywami. Wyzywając ich raz od faszystów a raz od pedofilii, powoli tworząc świat, w którym te słowa nic nie znaczą. A więc rzeczywistość, w której prawdziwym faszystom i pedofilom będzie bardzo łatwo się ukryć oraz zachować nawet status autorytetów, jak przytaczany już tym tekście myśliciel.

W pewnym sensie to można nazwać największym zwycięstwem zła – gdy pod sztandarami walki z samym sobą, jeszcze bardziej rozszerza swoją władzę.

źródło:
Zobacz więcej