Sąd blokuje reportaż TVP o sędzim. „To cenzura prewencyjna”

Sędzia Piotr Gąciarek pozwał TVP (fot. arch.PAP/Tomasz Gzell)

Decyzja Sądu Okręgowego w Poznaniu o nakazie wstrzymania reportażu programu „Alarm!”, który przedstawiał w niekorzystnym świetle jednego z poznańskich sędziów, to „cenzura prewencyjna” – uznał Instytut Staszica.

Sędzia Gąciarek: sędzia na telefon poniósł karę, orzeka w innym mieście

– Są zarzuty, że sędziowie rzekomo byli ulegli, wobec jakiejś poprzedniej władzy, ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Jest podawany czasem taki...

zobacz więcej

Materiał TVP wskazał, że sędzia Piotr Gąciarek wykorzystał swoją pozycję i znajomości, aby doprowadzić do skazania poznanej w sieci kobiety. W programie wyemitowanym pod koniec maja autorzy programu „Alarm!” zarzucili mężczyźnie, że mścił się z powodu nieodwzajemnionych uczuć. Ustalono, że sędzia miał wręczyć kobiecie kilkanaście tysięcy złotych, a później rzekomo wpłynąć na jej skazanie.

Gąciarek wytoczył Telewizji Polskiej proces o naruszenie dóbr osobistych. W pozwie domagał się zakazania rozpowszechniania materiału oraz złożenia oświadczenia, że zawiera on informacje nieprawdziwe i krzywdzące. Sąd Okręgowy przychylił się do prośby i udzielił zabezpieczenia powództwa poprzez zakazanie rozpowszechniania reportażu.

Instytut Staszica wyraził zaniepokojenie tą decyzją sądu. „Jest to kolejny przypadek zastosowania wobec mediów przepisu, który od lat budzi ogromne wątpliwości” – zwrócił uwagę think tank. „Umożliwia on zastosowanie zakazu rozpowszechniania spornych materiałów jeszcze przed ostatecznym rozstrzygnięciem postępowania. Zdaniem Instytutu, może to stanowić rodzaj cenzury prewencyjnej i wywoływać tzw. efekt mrożący wobec mediów, które chcą zajmować się kontrowersyjnymi tematami” – podkreślono.

Moderacja czy cenzura? Rośnie niezadowolenie internautów

– Portale społecznościowe nazywają to moderacją. Ale jeżeli opiszemy istotę zjawiska, czyli tak naprawdę arbitralne kasowanie treści często w...

zobacz więcej

Zbyt ogólne określenie

„Zakaz ma obowiązywać na czas trwania postępowania, co jest określeniem dość ogólnym, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę problemy polskich sądów z przewlekłością postępowań. Jeżeli po kilku latach wymiar sprawiedliwości ostatecznie uzna, że reportaż może być wyemitowany, nie będzie on już ani trochę aktualny” – wskazał Instytut.

Eksperci przypomnieli, że Trybunał Konstytucyjny w orzeczeniu z 9 listopada 2010 roku uznał regulację dotyczącą instytucji zabezpieczenia powództwa za niezgodną z konstytucją. „Wyrok nie odnosił się jednak do całej instytucji, lecz jedynie zakazu publikacji w sprawach przeciwko »środkom społecznego przekazu« o ochronę dóbr osobistych. Zdaniem TK przepis był niekonstytucyjny, gdyż nie określał ram czasowych zabezpieczenia – przypomniał think tank.

„W wyniku orzeczenia TK z 2010 r. doszło do nowelizacji Kodeksu postępowania cywilnego, która wprowadzi nowe brzmienie art. 755 paragraf 2 Kodeksu postępowania cywilnego. Ustawodawca dopuścił możliwość zabezpieczenia roszczeń o ochronę dóbr osobistych w drodze orzeczenia zakazu publikacji, zastrzegając jednocześnie, że taki sposób zabezpieczenia jest niedopuszczalny, jeżeli sprzeciwia się mu ważny interes publiczny” – wskazał Instytut. W przypadku działań sędziego bez wątpienia można mówić o ważnym interesie publicznym.

Komentujący decyzję Sądu Okręgowego w Poznaniu think tank podkreślił, że „można mówić o pewnego rodzaju cenzurze prewencyjnej stosowanej wobec mediów”. „Nie należy także zapominać o prawie obywateli do informacji, zwłaszcza informacji dotyczącej aktualnych wydarzeń. Trudno o takowym mówić, gdy materiał nie może być rozpowszechniany przez dłuższy okres czasu, w wielu przypadkach nawet jeszcze zanim się ukazał” – dodano.

źródło:
Zobacz więcej