Janda o Polakach: Popierają zmiany, bo nie myślą. Mam problem ze znalezieniem gosposi

Zdaniem Krystyny Jandy wyborcy PiS „chcą się zemścić” (fot. arch.PAP/Rafał Guz)

– Każdy mógł sobie z tą wolnością zrobić, co chciał. To był raptownie kraj wielkich, oszałamiających możliwości. Mogli sobie na to zapracować – mówi Krystyna Janda pytana przez dziennikarza „Gazety Wyborczej” o to, czy na PiS głosowali ci, którzy „chcieli żyć jak wygrani transformacji”.

„Irracjonalny obłęd”. Krystyna Janda niezadowolona z polskich kibiców

Krystyna Janda skrytykowała polskich kibiców. „Przy byle sukcesie dostają zupełnie irracjonalnego obłędu” – powiedziała w programie „Drugie...

zobacz więcej

Gdy redaktor prowadzący wywiad wskazuje, że „nie wszyscy mieli taką możliwość”, aktorka – a zarazem reżyserka i właścicielka Teatru Polonia – stwierdza kategorycznie, że „wszyscy”, nawet mieszkańcy małych wsi z zamkniętymi PGR-ami, „jeśli się uparli”.

Niestety, w Polsce, jej zdaniem, „nie ma pozytywnego snobizmu na pracę, wiedzę, lepsze życie, przesuwanie się wyżej w hierarchii społecznej”. Aktorka m.in. skarży się, że „przez 45 lat dorosłego życia ma problem ze znalezieniem gosposi”. – Wolę zagrać w teatrze i w nim zarobić pieniądze, żeby dobrze zapłacić gosposi. Ale nie ma takich osób – skarży się aktorka, jednak pociesza, że „na szczęście są panie z Ukrainy”.

– Tak jak we Francji: przychodzi pan do fryzjerki, a ona pyta, czy widział pan ostatni film. Ona uważa, że powinna być na premierze w teatrze, w kinie i przeczytać gazety, żeby mieć o czym rozmawiać z klientkami – wskazuje aktorka.

Krystyna Janda wyznaje, że w jej przekonaniu przedstawiciele drugiej strony politycznego sporu w Polsce jej nienawidzą. Przypuszcza, że „w dużej części są to ludzie, którzy chcą się zemścić”. – Tylko nie wiem za co. To są ludzie zmanipulowani. Nie chce się zastanowić nad tym, co popierają. Myślą wyłącznie o sobie. Albo nie myślą – ocenia.

Zmanipulowani, według Jandy, przez „obecną władzę i obecną propagandę”. – Jeżdżę bardzo dużo po Polsce i tam wielu ludzi w ogóle nie korzysta z innych mediów poza publicznymi – tłumaczy aktorka, która dodaje, że wprawdzie wcześniej też z nich korzystali, „ale wtedy nie były propagandowe”.

Początkiem manipulacji miałyby być „pierwsze dwa lata od 2005 r.” czyli okres gdy Janda, o czym w wywiadzie nie wspomina, otrzymywała na swoją działalność milionowe dotacje z ministerstwa kultury, a także – w okresie, gdy PiS sprawował władzę także w warszawskim samorządzie – ze stołecznego ratusza.

Ostatnia broń totalnej opozycji. Ona pozwoli przetrwać jej fanom [OPINIA]

Na naszych oczach powstaje nowa elita przyszłego państwa Koalicji Obywatelskiej. Jej szeregi z każdym miesiącem dają się coraz łatwiej policzyć, a...

zobacz więcej

Bezpośrednim pretekstem do udzielonego „Gazecie Wyborczej” wywiadu jest premiera spektaklu „Mój pierwszy raz” w reżyserii Krystyny Jandy. Przedstawienie, jak informuje dziennik, opowiada o seksualnych doświadczeniach ludzi, którzy dzielą się swoimi opowieściami na pewnym portalu internetowym.

W nawiązaniu do tematyki spektaklu Janda stwierdza, że w sferze seksualnej „w takich krajach jak nasz wszystko jest obwarowane zakazem, karą, strachem” ponieważ „jesteśmy katolickim krajem i doktryna nie pozwala na seks bez prokreacji” (uznawana przez krytyków za restrykcyjną encyklika Humanae Vitae Pawła VI jednoznacznie dopuszcza takie współżycie – przyp. red.).

Aktorka żali się także na warunki Sakramentu Pokuty, wśród których jest żal za grzechy i postanowienie poprawy, co dotyczy także sfery seksualnej, a o czym Janda, jak mówi „teraz się dowiedziała”. – Wszystko, co dotyczy seksu, jest w Polsce oparte na piramidalnym kłamstwie. Dlatego postanowiłam wyreżyserować ten spektakl – tłumaczy.

źródło:
Zobacz więcej