Migrant i uchodźca to nie to samo! [OPINIA]

Aylan Kurdi został pochowany w Syrii (fot. PAP/ EPA DICLE NEWS AGENCY)

Media i politycy obu stron politycznego sporu przyjęli taką narrację, w której słowa „migrant” i „uchodźca” stosowane były zamiennie. Niezrozumiałe jest, gdy te same osoby, które mówią o „uchodźcach” płynących na łódkach z Libii do Włoch, wyśmiewają stwierdzenia polskiego rządu, że Polska „przyjęła milion uchodźców z Ukrainy”. Warto przestać powtarzać bzdury i uporządkować te pojęcia – pisze dla portalu tvp.info korespondent wojenny Witold Repetowicz.

„Nie możemy odwracać wzroku”. Zdjęcie martwego chłopca na plaży rozgrzało dyskusję na temat uchodźców

Zdjęcie martwego chłopca, którego fale wyrzuciły na brzeg tureckiej plaży wstrząsnęło całym światem. Szokujący obraz stał się „hitem” internetu,...

zobacz więcej

Gdy w 2015 r. wybuchł kryzys migracyjny, niektóre media narzuciły narrację, w której wymiennie stosowano pojęcia migranta i uchodźcy. Celem tej manipulacji było przekonanie opinii publicznej do przyjmowania migrantów ekonomicznych jako uchodźców, rzekomo uciekających przed bombami.

W rzeczywistości, nawet jeśli byli to Syryjczycy czy Irakijczycy, to przeważnie uciekali oni nie przed wojną, tylko przed marazmem i biedą, spowodowanymi niedostateczną pomocą na miejscu, w tym brakiem wsparcia odbudowy zniszczonych miast.

Za ilustrację medialnych manipulacji mogą posłużyć dwa zdjęcia. Pierwsze to fotografia przedstawiająca łódź wypełnioną czarnoskórymi mężczyznami i podpisana „syryjscy uchodźcy”. Oczywiście w Syrii czarny kolor skóry jest równie powszechny, co w Polsce. Drugie zdjęcie przedstawiało małego, martwego chłopca, wyrzuconego na plażę koło Bodrum. Rozpowszechnianie tej fotografii miało uzasadniać „przyjmowanie uchodźców”, choć ów chłopiec, Alan Kurdi, nie był uchodźcą, lecz właśnie ekonomicznym migrantem. Uciekał on nie przed „kulami i bombami”, ale z powodu braku zainteresowania świata odbudową jego miasta – Kobane.

Aylan Kurdi, chłopiec z plaży. Z rodziny ocalał tylko ojciec. „Dłonie dzieci wymsknęły mi się z rąk”

Ustalono tożsamość dziecka, którego zwłoki morze wyrzuciło na plaży tureckiego kurortu Bodrum. Zdjęcie małego chłopca leżącego bezwładnie z twarzą...

zobacz więcej

Chłopczyk utonął we wrześniu 2015 r., podczas gdy w Kobane wojna skończyła się w styczniu 2015 r. Później doszło tam tylko do jednego zamachu terrorystycznego, w czerwcu 2015 r. Adwokaci „przyjmowania uchodźców” takich jak Alan twierdzili jednak, że na miejscu pomagać nie można, bo trwa wojna, a z chłopca cynicznie uczynili symbol, który miał poruszyć sumienia i przekonać nie do odbudowy takich miejsc jak Kobane, ale przyjmowania migrantów z Afryki.

Niestety, manipulacja się powiodła, choć połowicznie. Skutek był bowiem odwrotny do zamierzeń. Zamiast uznać migrantów za uchodźców, znaczna część opinii publicznej uznała, że nie ma w ogóle żadnych uchodźców i wszyscy są migrantami, no i oczywiście muzułmanami.

Polska nie przyjmuje uchodźców?

Media i politycy obu stron politycznego sporu przyjęli taką narrację, w której słowa „migrant” i „uchodźca” stosowane były zamiennie. Doprowadziło to do absurdalnych stwierdzeń, że „Polska nie przyjmuje uchodźców”, czy też że nie ma u nas muzułmańskich imigrantów.

Gdy rząd Morawieckiego wprowadził politykę wspierania legalnej imigracji do pracy w Polsce, środowiska narodowe zaczęły bić na alarm i oskarżać Prawo i Sprawiedliwość o to, że oszukał wyborców. Tyle że to nieprawda.

Premier: Najważniejsze, że nie będzie przymusowych relokacji uchodźców

Wzmocniliśmy naszą pozycję w procesie negocjacyjnym, ale najważniejsze, że nie będzie przymusowej relokacji uchodźców, nasze racje tutaj zostały w...

zobacz więcej

Warto przestać powtarzać bzdury i uporządkować pojęcia. PiS nigdy nie deklarowało, że Polska nie będzie przyjmować uchodźców, w tym muzułmanów. Nigdy również nie twierdziło, że nie wpuści do Polski żadnego muzułmańskiego imigranta. Obóz rządzący w Polsce deklarował natomiast, że nie pozwoli na to, by przyjeżdżali do naszego kraju nielegalni imigranci, których tożsamości nie można zweryfikować. Dlatego właśnie rząd nie godził się i nie godzi na relokację.

Ponadto PiS, jeszcze będąc w opozycji, krytykował stanowisko ówczesnego rządu Ewy Kopacz w sprawie pomocy dla uchodźców, gdyż słusznie uważał, że pomoc na miejscu jest po pierwsze tańsza, po drugie - bardziej efektywna, po trzecie zaś - nie wiąże się z szeregiem zagrożeń związanych z masową migracją uchodźców.

Nieporozumienie dotyczące tego, co PiS w istocie deklarował, związane jest niestety z tym, że wielu polityków tej partii używa w sposób błędny pojęć „imigrant” i „uchodźca”. Nie dotyczy to oczywiście tylko ich, ale w przypadku partii rządzącej wywołuje wrażenie niespójności z polityką rządu, a często prowadzi do tego, że pojawiają się stwierdzenia wręcz szokujące swoją niezgodnością z rzeczywistością.

Nieprawdziwy obraz Polski

Choć mogą one podobać się części wyborców, to jest to ślepy zaułek. Z drugiej strony takie sformułowania służą budowaniu nieprawdziwego, negatywnego obrazu Polski za granicą jako rzekomo państwa rasistowskiego. Warto zatem zerwać z tą kakofonią i uporządkować pojęcia.

Polska przyjmowała, przyjmuje i będzie przyjmować uchodźców, realizując w ten sposób swoje zobowiązania wynikające z konwencji genewskiej. Żadna poważna partia w Polsce nie zgłaszała nigdy postulatu, by wypowiedzieć tę konwencję, więc deklaracje o „nieprzyjmowaniu muzułmańskich uchodźców” są po prostu czczą gadaniną.

Należy jednak zrozumieć, kto jest, a kto nie jest uchodźcą. Upraszczając, uchodźców można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to dysydenci, prześladowani przez różne reżimy. Problem w tym, że nie każda osoba ścigana z przyczyn politycznych zasługuje na miano uchodźcy.

Z drugiej strony totalitarne reżimy zwykle twierdzą, że ścigani przez nich opozycjoniści są terrorystami. Gdy mamy do czynienia z działaczami opozycji demokratycznej, obrońcami praw człowieka itp., to sprawa jest jasna, ale komplikuje się, gdy chodzi o osoby, które nie walczą o demokrację, ale o wprowadzenie innego rodzaju reżimu totalitarnego, np. muzułmańskich ekstremistów propagujących dżihad i szariat.

Radykalny mułła musi trzymać się z dala od Oslo. Zamieszka 500 km od stolicy

Co najmniej 500 kilometrów od Oslo musi trzymać się radykalny islamski, mułła Nadżmaddin Faradż Ahmad. Do egzekwowania tego nakazu norweski wymiar...

zobacz więcej

Niestety, Europa od dawna popełnia w tej sprawie błędy. Skrajnym, ale niejedynym takim przypadkiem jest sprawa Mela Krekara, kurdyjskiego dżihadysty z Iraku, który w 1991 r. otrzymał azyl w Norwegii. Nie przeszkodziło mu to założyć później dżihadystyczną organizację Ansar al-Islam, winną wielu zamachów i mordów w Iraku.

Krekar pojechał nawet do Iraku w 2002 r. i następnie wrócił do Norwegii. Choć powinno to doprowadzić do pozbawienia go statusu uchodźcy, to nie stało się tak, bo Norwegia uznała, że w Iraku grozi mu kara śmierci. Nie zmieniła decyzji nawet wówczas, gdy wezwał on do zamordowania innego uchodźcy w Norwegii (uznał go za „bluźniercę”) ani też gdy zaczął wspierać Państwo Islamskie. Takie osoby po prostu nie zasługują na ochronę, a to, czy państwo, z którego pochodzą, chce je powiesić, torturować czy ściąć, nie powinno nas obchodzić.

Nie każdy muzułmanin to dżihadysta i każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie. Również nie każda osoba przybywająca z kraju totalitarnego to uchodźca. Wątpliwości budzi masowe nadawanie takiego statusu Erytrejczykom, którzy uciekają przed służbą wojskową, podczas gdy w ich kraju nie ma jakiegoś masowego ruchu opozycyjnego.

Kiedy uchodźca staje się migrantem

Drugi rodzaj uchodźców to natomiast członkowie mniejszości (etnicznych, religijnych itp.), którzy tylko ze względu na to, kim są, poddawani są represjom, w tym ludobójstwu. Trzeci rodzaj to natomiast uchodźcy wojenni, uciekający przed toczącą się w ich kraju wojną. Jednak gdy znajdą się w kraju bezpiecznym, to ich dalsza migracja nie jest już motywowana obawą o życie, ale pragnieniem lepszego życia. Wtedy nie są oni już uchodźcami, lecz migrantami.

W Polsce zdecydowana większość uchodźców pochodzi z tej pierwszej grupy - dysydentów prześladowanych przez reżim. Wynika to z faktu, że poza wojną w Donbasie żaden inny konflikt nie toczy się u naszych granic, a konwencja genewska mówi jasno, że tylko osoby przybywające bezpośrednio ze strefy konfliktu czy miejsca prześladowania mają prawo nielegalnie przekraczać granicę państwa, w którym szukają schronienia.

Jak zatem uchodźcy znajdują się w Polsce? To proste - przeważnie przybywają tu legalnie. Jak to wygląda liczbowo?

„Od samego początku sprzeciwialiśmy się mechanizmom stałej relokacji”

– Od samego początku byłem zwolennikiem tezy, że Polska może przyjąć, wyjątkowo, kilkaset kobiet i dzieci i tego typu były zobowiązania, które...

zobacz więcej

W 2017 r. wnioski o ochronę w Polsce złożyło 5 tys. cudzoziemców, w tym 3,5 tys. z Rosji, 670 z Ukrainy i 150 z Tadżykistanu. Ochronę udzielono 520 osobom, w tym 276 z Ukrainy, 87 z Rosji i 35 z Tadżykistanu. Te liczby nie różnią się znacząco od statystyk z poprzednich lat, w tym z czasów rządów PO.

Dlaczego przyjmujemy uchodźców? Ponieważ taki jest nasz system wartości, że nie będziemy się przyglądać, jak mordują niewinnych ludzi. To kwestia moralna. Tylko że nie dotyczy to nielegalnych imigrantów szturmujących Europę z Afryki.

Włochy mają problem nie z uchodźcami, lecz z nielegalnymi imigrantami, wśród których uchodźcy stanowią znikomy procent. Dlatego twierdzenie, że relokacja „uchodźców” ma cokolwiek wspólnego z pomocą uchodźcom, jest absurdem. Ponadto gdyby mechanizm relokacyjny został uruchomiony, to Włochy zostałyby „udrożnione” i nie służyłoby to podejmowaniu działań na rzecz ochrony południowej granicy Europy.

Wreszcie w przypadku osób przedostających się nielegalnie do Włoch i Grecji to po prostu nie wiemy, kim one są, skąd w rzeczywistości przybywają. Wiemy natomiast, że takie duże strumienie ludzkie są zawsze infiltrowane przez terrorystów, a weryfikacja tożsamości tych ludzi jest po prostu niemożliwa.

Zamiast poważnych odpowiedzi - „Jezus uciekający do Egiptu”

Wiemy również, że przemytnicy każą sobie słono płacić, co skłania do zadania sobie pytania: kto zapłacił za przemyt „samotnych dzieci” i dlaczego? Liderzy unijni i zwolennicy otwartych granic nie chcą, żeby takie pytania były zadawane, bo nie mają odpowiedzi. Dlatego zaczynają wrzeszczeć o bombach, „Jezusie uciekającym do Egiptu” i polskich uchodźcach w Iranie w czasie wojny, kończąc wszystko wyzywaniem przeciwników od rasistów.

Ukraińcy dobrze się czują w Polsce. Chcą tu zostać i pracować

Ponad sześciu na dziesięciu migrantów z Ukrainy zamierza zostać w naszym kraju na dłużej. Połowa z nich chętnie osiedliłaby się tu na zawsze, tym...

zobacz więcej

Dlatego kuriozalne jest to, że te same osoby, które mówią o „uchodźcach” płynących na łódkach z Libii do Włoch, wyśmiewali stwierdzenia premier Beaty Szydło o tym, że Polska „przyjęła milion uchodźców z Ukrainy”. Tak naprawdę sytuacja Polski niewiele się różni od sytuacji Włoch, a to, że sposób przedostawania się migrantów afrykańskich wiąże się z narażeniem ich życia, to skłania do pytania, czy jeśli Ukraińcom na granicy z Polską Straż Graniczna każe się tarzać w drucie kolczastym, to przemieni ich w uchodźców?

Nie sądzę. To dlaczego Malijczyk w Trypolisie, jak pójdzie do ambasady włoskiej, to nie otrzyma tam statusu uchodźcy, ale jak wsiądzie na kajak i wypłynie na morze, a następnie wyłowi go „organizacja humanitarna”, to przekształci się w „uchodźcę”? To oczywisty absurd.

Pozostaje jeszcze jeden problem - legalnych imigrantów. Nie ma żadnej sprzeczności między tym, że Polska sprzeciwia się relokacji i przyjmowaniu osób, o których nie wie, kim są, a które nie uciekają bezpośrednio ze strefy konfliktu, a tym, że jednocześnie coraz bardziej otwiera się na azjatyckich pracowników czy też studentów z Bliskiego Wschodu. Różnica jest bowiem fundamentalna.

Wiemy, kogo przyjmujemy

W przypadku legalnej imigracji doskonale wiemy, kogo przyjmujemy i po co. Fakt, że są wśród tych osób muzułmanie, jest bez znaczenia, bo - wbrew narracji oszczerców - Polska nie jest ani islamofobiczna, ani rasistowska. Nie będzie jednak w Polsce żadnych stref szariatu czy zgody na rozwój ruchów islamistycznych. Istotne są tu proporcje. Nie jest to migracja masowa, która mogłaby zagrozić bezpieczeństwu kulturowemu Polski.

źródło:
Zobacz więcej