Biała śmierć. Jego karabin siał panikę wśród Rosjan

Fin Simo Häyhä jest najskuteczniejszym snajperem w historii (fot. Wiki)

Składałem się do strzału i celowałem prosto w środek celu. Nie czułem nic do wrogów. Strzelałem i przeładowywałem broń, dopóki miałem ich przed sobą – wyznał staruszek ze straszliwie zmasakrowaną twarzą. Te proste słowa wypowiedział najskuteczniejszy snajper w historii, autor ponad 500 potwierdzonych, a zapewne ponad 700 trafień w ciągu niecałych stu dni udziału w Wojnie Zimowej. Samo jego imię budziło wśród Rosjan lęk. Nazywali go „Biełaja smiert”. Simo Häyhä. Legenda.

Pani Śmierć. Jak robotnica stała się najbardziej zabójczym snajperem

Strzelcy wyborowi to elita. Już samo ich nazwisko nierzadko wzbudzało paniczny strach wśród wrogów. Wśród mistrzów snajperskiego rzemiosła należne...

zobacz więcej

Wybitni strzelcy wyborowi są bardzo potrzebni w wojsku. Nie tylko, żeby czynili swoje rzemiosło, ale również podłamywali morale wrogów i podbudowywali własnych żołnierzy. Bywają wykorzystywani propagandowo, jak Ludmiła Pawliczenko, którą wysłano na tournee po Stanach Zjednoczonych, czy celebryta Chris Kyle.

Ich całkowitym przeciwieństwem był Simo Häyhä, który choć bił wszystkich na głowę osiągnięciami, nie gonił za sławą. – Robiłem, co mi kazano, najlepiej jak potrafiłem. Nie byłoby Finlandii, gdyby wszyscy inni nie postępowali w taki sam sposób – powiedział opisując swój wkład w powstrzymaniu sowieckiej inwazji podczas II wojny światowej. Kim był żołnierz, którego imię już na zawsze stało się synonimem snajpera? Fascynujący wgląd w jego życie i historię daje nowa książka Tapio A.M. Saarelainena „Biały Snajper” (Vesper, 2018).

Urodził się 17 grudnia 1905 roku w wiosce w gminie Rautjärvi w Karelii Południowej. Wówczas Finlandia była autonomiczny wielkim księstwem, choć połączonym unią personalną z Imperium Rosyjskim. Naturalnie każdorazowo wielkim księciem był rosyjski car.

Proste rozrywki

Simo przyszedł na świat w chłopskiej rodzinie, jako drugie najmłodsze spośród ośmiorga dzieci Juhy Häyhy i Katriiny z domu Vilkko. Jego rodzina będąca wyznania luterańskiego gospodarowała na 50 ha. Od dziecka lubił proste rozrywki – jazdę na nartach, wędkowanie i polowanie, jak jego rówieśnicy.

Jako 20-latek podjął się służby wojskowej w II batalionie cyklistów. Podczas ćwiczeń przełożeni kładli duży nacisk na orientację w terenie, co później stało się jego znakiem rozpoznawczym. Wymagająca praca na farmie w ciężkim klimacie i myślistwo nauczyły go również pokory i cierpliwości. Kombinacja tych cech okazała się przepisem na snajpera doskonałego.

Zabójca Chrisa Kyle'a, bohatera filmu „Snajper” skazany na dożywocie

Eddie Ray Routh został we wtorek skazany na dożywotnie więzienie, bez prawa do wcześniejszego zwolnienia, za zabójstwo słynnego amerykańskiego...

zobacz więcej

Häyhä ukończył szkołę podoficerską ze stopniem kaprala. Do musztrowania szeregowych się nie nadawał, ale szybko okazało się, że ma smykałkę do strzelania. Po przejściu do cywila zapisał się do ochotniczego oddziału samoobrony w Viipuri (ros. Wyborg) i tam rozwijał swoje wyjątkowe umiejętności. Z powodzeniem startował w zawodach strzeleckich. Potrafił w ciągu minuty oddać aż 16 celnych strzałów do celu oddalonego o 150 metrów. Rosjanie nie mieli pojęcia, że pod ich nosem wyrasta przyszły kat setek żołnierzy Armii Czerwonej.

Ciesząca się od 1917 roku niepodległością Finlandia była solą w oku sowietów. Zajęcie jej otwierało drogę do rozprzestrzeniania rewolucji na Skandynawię. Strategicznym celem było również odsunięcie bardziej na północ granicy fińsko-radzieckiej, która przebiegała zaledwie 32 km od Leningradu, drugiego największego miasta ZSRR.

Pakt Ribbentrop-Mołotow

Kreml czekał na dogodny moment, żeby przejąć dawne carskie włości. Do tego czasu prowadził brutalną kampanię propagandową polegającą m.in. na obrażaniu przeciwników. Premiera Aimo Cajandera nazywano „padalcem i marionetką rozmazującą krokodyle łzy na swojej brudnej gębie taniego klauna”. Okazja do dokonania agresji nadarzyła w 1939 roku, gdy III Rzesza zawarła z ZSRR niesławny pakt Ribbentrop-Mołotow. Tajny protokół zakładał, że kraje bałtyckie – Estonia, Łotwa i właśnie Finlandia staną się strefą wpływów Moskwy.

Mając zapewniony spokój ze strony Niemiec Józef Stalin rozkazał zajęcie Finlandii, z pełną świadomością, że – podobnie jak w przypadku Polski – złamie podpisany w 1932 roku pakt o nieagresji. Zaczęło się od żądań terytorialnych. Sowieci wystąpili o przekazanie nadgranicznego pasa o szerokości 25 km, zamieszkanego przez fińską ludność etniczną, na którym znajdowała się linia umocnień, zwana linią Mannerheima.

Simo Häyhä zastrzelił ponad 700 żołnierzy Armii Czerwonej (fot. Wiki)

Kula snajpera leciała... ponad trzy kilometry. I trafiła do celu

Kanadyjski snajper pobił w Iraku rekord świata w długości potwierdzonego śmiertelnego strzału. Wystrzelona przez niego kula przeleciała 3540...

zobacz więcej

Fiński rząd odmówił, w efekcie czego Rosjanie przeprowadzili prowokację w stylu Abwehry. 26 listopada 1939 roku ostrzelali własną wioskę Mainilę i oskarżyli Helsinki o agresję. Kreml dowodził, że „artyleria fińska dokonała tego wrogiego aktu, w wyniku czego życie straciło wielu żołnierzy radzieckich”.

Ponownie zażądano odsunięcia oddziałów wojskowych 20-25 km na zachód od granicy, czyli de facto opuszczenia linii Mannerheima. Finowie, którzy już wcześniej wycofali artylerię, żeby zapobiec prowokacjom, odmówili. Rosjanie wraz z garstką fińskich komunistów, którzy jakimś cudem przeżyli Wielką Czystkę, musieli zorganizować „braterską pomoc”. 30 listopada Armia Czerwona zaatakowała niepodległy kraj. Na początek zbombardowano Helsinki, co było jedną z wielu radzieckich zbrodni wojennych.

Agresja

Sowieci rzucili przeciwko niewielkiemu państewku 23 dywizje, przeszło pół miliona żołnierzy. Byli pewni swego. Andriej Żdanow, sekretarz Komitetu Centralnego KPZR i lider partii w Leningradzie zapewniał, że szybko podbije Finlandię jedynie siłami leningradzkiego okręgu wojskowego.

Fiński marszałek Carl Gustaf Mannerheim mógł liczyć na około 230 tys. ludzi. Przewaga w sprzęcie była jeszcze bardziej druzgocąca. Finowie mieli do dyspozycji 60 przestarzałych czołgów, głównie francuskich z okresu I wojny światowej, podczas gdy Rosjanie przeszło 6,5 tysiąca czołgów i pojazdów opancerzonych. Liczba samolotów to 3600 do 121 na korzyść agresorów. O przewadze w działach nawet nie ma co wspominać.

Były jednak czynniki, które wyrównywały potencjał militarny stron. Po pierwsze, zamarznięty Bałtyk mocno ograniczył możliwość użycia floty. Po drugie, kadra Armii Czerwonej była przetrzebiona po okresie Wielkiej Czystki. Rosjan zgubiła też zbytnia pewność siebie. Żołnierzom nie wysłano nawet białej odzieży maskującej, mieli zająć kraj z marszu.

„Amerykański snajper” trochę nakłamał w autobiografii

Przydałoby się kolejne, poprawione wydanie autobiografii Chrisa Kyle’a. Z dokumentów sił specjalnych amerykańskiej marynarki wojennej Navy Seals...

zobacz więcej

Po trzecie, co było pochodną czystki, Armia Czerwona była fatalnie dowodzona. Czego jednak spodziewać się po wojsku, któremu przewodził marszałek Kliment Woroszyłow, czyli – jak wyraził się o nim Stalin – „dureń, ale nie pchający się do władzy”. Sowieci potrafili wysyłać bez zwiadu zagony pancerne wąskimi traktami leśnymi. Dla mobilnych fińskich narciarzy był to idealny cel – zamaskowani podjeżdżali znienacka, rzucali granaty i butelki z benzyną, ostrzeliwali zaskoczonych Rosjan z pistoletów maszynowych, po czym znikali jak duchy. Straty były gigantyczne.

Taktyka spalonej ziemi

Po czwarte, Finowie bronili swojej ojczyzny. Byli doskonale przystosowani do panujących warunków, świetnie znali teren. Zastosowali też od razu taktykę spalonej ziemi, oddając Rosjanom pole, z którym ci nic nie mogli zrobić. I mieli po swojej stronie chłopa o nazwisku Simo Häyhä, którego imię miał wkrótce poznać cały świat.

Po sowieckiej agresji kapral został oddelegowany do 6. kompanii Jalkaväkirykmentti 34 (34 Regiment Piechoty), który stacjonował w okolicach rzeki Kollaa. Na wojnę zabrał Sako M 28-30 o numerze seryjnym 60974, kopię mosina naganta, niezawodną konstrukcję produkcji rosyjskiej, wzór z 1891 roku, choć ulepszonego przez fińskich inżynierów.

Na front trafił 7 grudnia 1939 roku. Dowodzona przez generała Uiluo Tuompo jednostka musiała stawić czoła aż dwóm armiom radzieckim – 9. i 14. Podczas jednej z bitew Finowie zmierzyli się z dwunastoma dywizjami liczącymi około 160 tys. żołnierzy. Proporcje wynosiły wówczas mniej więcej 1:125.

Błędy Rosjan i nie liczenie się z własnymi żołnierzami sprawiały, że w rzeczywistości proporcje był znacznie bardziej wyrównane. Nieuchwytni Finowie strzelali do czerwonoarmistów ubranych w brązowe szynele i doskonale widocznych na śniegu jak do kaczek.

Finowie zadali Rosjanom ogromne straty podczas Wojny Zimowej (fot. Wiki)

Brytyjski komandos odstrzelił głowę dżihadyście, gdy ten uczył jak ścinać głowy

Brytyjski snajper jednym strzałem trafił terrorystę z Państwa Islamskiego, który właśnie uczył innych dżihadystów ścinania wrogów. – Jego głowa...

zobacz więcej

Zakpili ze statystyk

W książce „Biały Snajper” Saarelainen zwraca uwagę, że – jak wynika z amerykańskich badań – podczas I wojny światowej jedno śmiertelne trafienie wymagało oddania przeciętnie siedmiu tysięcy strzałów z karabinu. W Wietnamie liczba ta wzrosła do 25 tysięcy. Profesjonalnie przeszkolony strzelec wyborowy potrzebuje statystycznie 1,3 pocisku, żeby oddać celny strzał. Finowie, w tym Häyhä, wręcz kpili z tych statystyk.

Kapral Juho Pössi potrafił jednego dnia zabić 42 Rosjan wystrzeliwując zaledwie 44 naboje. Czerwonoarmiejcy niemal sami szli mu pod lufę – zresztą nic dziwnego, skoro z tyłu mieli zaporowe oddziały NKWD strzelające do opornych – łącznie z oficerem, który śmiertelnie raniony ryczał wniebogłosy. Häyhä do takiej liczby jednego dnia nie doszedł, ale jego dorobek i tak przyćmiewa wszystko.

Wspomniany Chris Kyle korzystał z lunety powiększającej 25-krotnie. Jego fiński poprzednik nie bawił się w celowniki optyczne. Gdy dostał od pewnego Szweda mauzera z takim celownikiem, podziękował i pozostał przy swoim sako. Świetnie obchodził się też z pistoletem maszynowym suomi i pistoletem Lahti l-35, z których zabił około 200 Rosjan, spośród całkowitej liczby 705, których się doliczył.

Do wrogów mierzył przez muszkę i szczerbinkę, jak na odpustowej strzelnicy. Jak tłumaczył, dzięki temu podczas celowania nie musiał podnosić głowy znad śniegu, co musiałby robić w przypadku stosowania lunety, a co mogło być śmiertelnie niebezpieczne. Luneta zwiększała także ryzyko wykrycia w przypadku odbicia światła od soczewki.

USA: najsłynniejszy snajper zamordowany

zobacz więcej

Mistrz kamuflażu

Häyhä był również mistrzem kamuflażu. Ubieranie się całkowicie na biało to oczywistość, ale „Biała śmierć” poszedł o krok dalej. Jeżeli zamierzał dłużej pozostać w jednej kryjówce, polewał wodą śnieg, żeby zamarzł i podmuch podczas wystrzału nie zdradził jego pozycji. Miał również sposób na unikanie wydychania pary wodnej, która skrapla się podczas oddychania w niskich temperaturach i może ułatwić wrogom namierzenie. Wkładał do ust śnieg, co zatrzymywało parę wodną i uniemożliwiało wyśledzenie.

Saaralainen, oficer fińskiej armii, który przez przeszło dwie dekady sam szkolił strzelców wyborowych, zwraca również uwagę na dłonie Häyhy. Zimą 1939/40 temperatura nierzadko spadała do minus 40 stopni Celsjusza, tymczasem precyzyjne korzystanie z karabinu snajperskiego wymaga pewnego chwytu i czucia w palcach, jaki jest możliwy tylko z gołymi dłońmi. Rękawiczki Häyhä zabierał, ale kładł je pod łoże karabinu, żeby tłumiły wstrząsy. Pokorny i zaprawiony w surowym klimacie właśnie tak nieraz po kilka godzin cierpliwie czekał na swoich wrogów.

Miał również sokoli wzrok i umiał precyzyjnie określać odległość, czego nauczył go ojciec. Rzecz w przypadku strzelców wyborowych niezbędna, planując strzał trzeba bowiem wziąć poprawkę na wiatr, czy uwzględnić obniżenie lotu pocisku na większym dystansie, spowodowane przez grawitację, a nawet padający deszcz. Potrafił też wychwytywać anomalie w otoczeniu, co pozwalało nawet w gorszym świetle ustalić położenie wroga.

Jego skuteczność była porażająca. W ciągu pierwszych dwóch tygodni walki zastrzelił 138 żołnierzy Armii Czerwonej. Tylko 25 grudnia posłał na tamten świat 25. Rosjanie byli przerażeni perspektywą natrafienia na „Białą śmierć”. Za głowę snajpera wyznaczono nagrodę, przedsięwzięto poszukiwania.

Finowie nie ulegli przeważającym siłom Armii Czerwonej (fot. Wiki)

Bestia zeszła na ziemię. „Wyzwolenie” pod znakiem rzezi

Uznany reportażysta Filip Springer w książce „Miedzianka” porównał kolejne ciosy spadające na to nieistniejące już miasteczko na Dolnym Śląsku jako...

zobacz więcej

Artylerią w snajpera

Häyhę próbowano zlikwidować przy pomocy intensywnego ostrzału z karabinów maszynowych, a nawet moździerzy i ostrzału artyleryjskiego. Nasyłano też własnych strzelców wyborowych, którzy jednak sami stawali się jego ofiarami. Największym sukcesem Rosjan było uszkodzenie płaszcza Fina, w który zaplątał się odłamek szrapnela oraz eksplozja radzieckiego pocisku, który spadł kilka metrów od snajpera. Ten odniósł tylko niegroźne rany pleców.

Szczęście odwróciło się 6 marca 1940 roku podczas ciężkich walk w regionie Kollaa, gdzie obie strony próbowały przełamać pozycje przeciwnika. Dochodziło do walki na małym dystansie i sytuacja zmieniała się dynamicznie. Około godz. 14 w lesie Ulismaa Häyhä zobaczył obok siebie znaczną liczbę Rosjan. Wybrał jednego, który wyglądał na oficera i posłał mu kulkę w czoło, po czym zaczął się wycofywać.

Obok strzelca latały pociski i jeden z nich trafił go twarz, rozrywając lewy policzek i niszcząc szczękę. Mimo straszliwych obrażeń, zdołał jeszcze z pistoletu zastrzelić Rosjanina, który mu to zrobił. Kolega, który transportował go później do punktu medycznego wyznał, że „brakowało mu połowy twarzy”.

Häyhy zapamiętał jedynie jak leżąc na saniach podpierał się na rękach i unosił tułów, żeby łatwiej mu się oddychało. Wkrótce zapadł w śpiączkę. Wybudził się 13 marca. Symbolicznie. Tego dnia zawarto pokój i zakończyła się Wojna Zimowa. Dla snajpera koniec wojny oznaczał długą walkę o powrót do zdrowia. Przeszedł aż 26 operacji szczęki i nigdy nie odzyskał sprawności w mówieniu.

W Rosji niszczą dane o ofiarach represjonowanych przez ZSRR

„W Rosji na podstawie utajnionego rozporządzenia z 2014 r. niszczone są archiwalne karty ewidencyjne z informacjami o osobach represjonowanych w...

zobacz więcej

Rekordowy awans

W uznaniu zasług marszałek Mannerheim awansował kaprala do pierwszego oficerskiego stopnia – podporucznika. To najszybszy taki awans w historii Finlandii. Do bohatera jeszcze wrócimy, ale trzeba wiedzieć, jakim wynikiem zakończyła się wojna.

Choć Finowie dzięki takim żołnierzom, jak Häyhä bronili się dzielnie, nie mogli tego robić dłużej. Dawid był za słaby dla Goliata. Siły 4-milionowego kraju były na wyczerpaniu. Straty był poważne, brakowało też artylerii i amunicji. Stalin zaś zagroził inwazją na Skandynawię, jeżeli alianci wyślą przez Norwegię i Szwecję obiecywany liczący 135 tys. żołnierzy korpus ekspedycyjny.

Finowie musieli negocjować. Zależało na tym zresztą również samym Rosjanom, którzy obawiali się dołączenia Niemiec do ewentualnej koalicji antysowieckiej. Na papierze zwycięzcą był ZSRR. Finlandia utraciła 35 tys. km kwadratowych terytorium (ponad 11 proc. obecnej powierzchni Polski), a więc więcej niż zajęli Rosjanie podczas wojny. Na terenach tych mieszkało 430 tys. ludzi, około 12 proc. całej populacji. Naturalnie nie chcieli oni mieszkać w Kraju Rad i zostali ewakuowani wgłąb Finlandii.


Szwedzki zespół Sabaton nagrał utwór „White death” poświęcony fińskiemu snajperowi

Straty fińskich sił zbrojnych wynosiły: 22 849 ludzi (zabitych i zaginionych) oraz 43 557 rannych, z czego 10 tys. pozostało do końca życia inwalidami. Straty rosyjskie były bez porównania wyższe. Oficjalnie Moskwa przyznała się do 230 tys. zabitych, 1500 zniszczonych czołgów i 500 samolotów.

Nawet dwieście niemieckich obozów w Finlandii. Więcej niż przypuszczano

Skala zbrodniczej aktywności III Rzeszy w Finlandii zaskoczyła badaczy. Państwowy fiński nadawca radiowo-telewizyjny Yle poinformował, że na...

zobacz więcej

Kolos na glinianych nogach

Wiadomo jednak, że Moskwa – parafrazując dzielnego żołnierza Szwejka – kłamała, kłamie i będzie kłamać w przyszłości. Nikita Chruszczow napisał w pamiętnikach, że Związek Radziecki stracił milion ludzi – zabitych i rannych. Wojna, choć zwycięska, była dla Sowietów porażką. Wykazała słabości rządzonego przez komunistów kraju i armii, która była kolosem na glinianych nogach.

Dodatkowo zdobyty przez Rosjan teren nie miał żadnego znaczenia strategicznego, a Finlandia porzuciła politykę neutralności i pomogła rok później III Rzeszy w ataku na ZSRR. Działania na dalekiej północy związały znaczne siły Armii Czerwonej, które były potrzebne na innych odcinkach frontu. Finowie na jakiś czas odbili zgarnięte przez Rosjan tereny, ale w 1944 roku musieli oddać je Moskwie, łącznie z Viipuri, choć zachowali niepodległość.

W tych działaniach wojennych Häyhä już jednak nie uczestniczył. Dopiero wiele lat po wojnie zakończył rehabilitację. Choć był otoczony sławą bohatera narodowego, zamieszkał samotnie na wsi w gminie Rautjärvi, w której przyszedł na świat. Nigdy nie założył rodziny. Zajął się tym samym, co robił przed wojną – uprawiał ziemię, hodował psy i polował. Żył, jak gdyby nigdy nic i spokój mącili mu tylko wścibscy dziennikarze oraz święta państwowe, podczas których zapraszano go do stolicy innych miast.

Ostatnie lata życia spędził w małej wiosce Ruokolahti, leżącej 15 km od fińsko-rosyjskiej granicy, której z takim poświęceniem bronił. Dożył sędziwego wieku 97 lat. Zmarł 1 kwietnia 2002 roku. Do końca imponował pokorą. „Praktyka” – tak w 1998 roku odpowiedział na pytanie o sekret wyjątkowej celności. – Robiłem to, co mi kazano – najlepiej jak mogłem – wyjaśnił „Biała śmierć”.

źródło:
Zobacz więcej