Wybory 2020

Jak głosować w wyborach prezydenckich [PORADNIK]

Putin wsypał generałów, a minister zniknął. Kulisy wojny pięciodniowej

(fot. REUTERS/Gleb Garanich)

Mija dziesięć lat od wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej. To rocznica oficjalna, bo w rzeczywistości ciężkie walki zaczęły się dzień wcześniej. Dziś nie ma też wątpliwości, kto zaczął tę wojnę. Coraz więcej wiadomo o kulisach rosyjskiej inwazji. I nie są to szczegóły chwalebne dla Moskwy. Jak to często jednak bywa, Rosjanie ostatecznie zwyciężyli dzięki miażdżącej przewadze liczebnej.

Matka wszystkich wojen. Putin wyciągnął wnioski, Zachód – nie

Wojna z Rosją wisiała nad Gruzją niczym miecz Damoklesa od początku lat 90. ubiegłego wieku. Wyrok podpisali przywódcy Niemiec i Francji, blokując...

zobacz więcej

Wojnę w 2008 roku rozpoczęła Gruzja, uderzając na osetyjskie Cchinwali w nocy z 7 na 8 sierpnia – jedno zdanie, dwa mity od pierwszych godzin konfliktu rozpowszechniane przez rosyjską propagandę. Jak było naprawdę?

Według wersji Moskwy, która utrwaliła się niestety w dużym stopniu w świadomości opinii międzynarodowej, rosyjska armia interweniowała w konflikt gruzińsko-osetyjski, ponieważ musiała bronić własnych obywateli: cywilów i wojskowych. Ci pierwsi to zdecydowana większość mieszkańców separatystycznej Osetii Południowej, którym przed wybuchem wojny masowo przyznawano paszporty rosyjskie. Ci drudzy to niewielki kontyngent sił pokojowych stacjonujących w Cchinwali zgodnie z porozumieniem z lat 90. narzuconym Gruzji. Jak twierdzi Moskwa, szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że w tym czasie w pobliżu rejonu konfliktu pozostawały jeszcze jakieś jednostki rosyjskie po lipcowych manewrach Kaukaz-2008.

Taka wersja obowiązywała przez pierwsze kilka lat. Ale latem 2012 roku, a potem wiosną 2013 roku, paru rosyjskich generałów, weteranów konfliktu z Gruzją, odsłoniło kulisy wojny. Celem oskarżeń byli ich najwyżsi przełożeni z sierpnia 2008 r. (prezydent Dmitrij Miedwiediew, minister obrony Anatolij Sierdiukow, szef sztabu generalnego gen. Nikołaj Makarow), ale przy okazji wyszło na jaw mnóstwo interesujących informacji. Dwie najważniejsze: Rosja od dawna przygotowywała się do wojny z Gruzją, a latem 2008 r. ją sprowokowała.

Miedwiediew: Członkostwo Gruzji w NATO może „sprowokować straszny konflikt”

Premier Rosji ostrzegł Gruzinów przed wstąpieniem do NATO. Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie dla dziennika „Kommiersant” oświadczył, że członkostwo...

zobacz więcej

Zaplanowana prowokacja

Były szef sztabu generalnego – zwolniony z tej funkcji zaledwie dwa miesiące przed wybuchem wojny – gen. Jurij Bałujewskij przyznał, że pytanie o inwazję na Gruzję nie brzmiało „czy?”, ale „kiedy?”. Kilka lat później, już po powrocie na Kreml, Putin przyznał: Sztab Generalny Sił Zbrojnych przygotował plan militarnej akcji przeciwko Gruzji pod koniec 2006 roku, a ja go autoryzowałem na początku 2007 r.”. Wojskowi stratedzy przygotowali szczegółowy plan operacji, a dowódcy poszczególnych jednostek doskonale wiedzieli, co mają robić. W ich sejfach leżały zalakowane koperty z oficjalnym szczegółowym planem działania. Wystarczyło, by z Moskwy przyszedł rozkaz.

Decyzja, że wojnę należy rozpętać, zapadła jeszcze przed objęciem władzy na Kremlu przez Miedwiediewa (co nastąpiło niecałe trzy miesiące przed wybuchem konfliktu), gdy prezydentem był Władimir Putin. W połowie kwietnia 2008 r. polecił on rządowi wzmocnić współpracę z separatystami abchaskimi i osetyjskimi. Umożliwiło to swobodny przerzut do tych regionów dodatkowych sił i sprzętu wojskowego. W dokumencie dotyczącym zacieśnienia współpracy z Abchazją i Osetią Płd. pojawia się też zapis o „zobowiązaniu do ochrony mieszkających tam obywateli Rosji”. Pod koniec lipca na Północnym Kaukazie rosyjska armia przeprowadziła manewry z udziałem tysięcy żołnierzy i setek czołgów, pojazdów opancerzonych i dział samobieżnych. Scenariusz ćwiczeń mówił o „interwencji mającej na celu przywrócenie pokoju w strefie konfliktu”.

Potem wydarzenia potoczyły się tak, jak sobie zaplanowano. Uważany za jastrzębia premier Putin zapewnił sobie „olimpijskie alibi”, lecąc do Pekinu na otwarcie igrzysk. W kraju został prezydent Miedwiediew, z którym Zachód wiązał wielkie nadzieje na liberalizację Rosji (jak się szybko okazało, płonne). Agresywne działania paramilitarnych bojówek osetyjskich w końcu sprowokowały Gruzinów do reakcji na dużą skalę. Zresztą i w tym wypadku okazało się, że Rosja kłamie. Paramilitarne oddziały osetyjskie nie działały samodzielnie. Wiadomo, że ich szkolenie i zbrojenie było integralną częścią przygotowanego przez rosyjskich sztabowców planu wojny z Gruzją. A to oznacza, że Moskwa jest współodpowiedzialna za czystki etniczne w Osetii Południowej: niszczenie wsi zamieszkałych przez Gruzinów i ich wypędzanie z regionu.

Czaputowicz: Potwierdzamy poparcie dla integralności terytorialnej Gruzji

Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Litwy i Łotwy wezwali Rosję do cofnięcia decyzji o uznaniu niepodległości regionów Abchazji i Osetii...

zobacz więcej

„Kopnął w d*** Miedwiediewa”

Trzy lata później, w jednym z wywiadów prasowych, Condoleezza Rice, sekretarz stanu podczas wydarzeń 2008 r., przyznała, że Amerykanie od dawna obawiali się, że Rosjanie sprowokują znanego z porywczości Micheila Saakaszwilego. Była bliska współpracowniczka prezydenta Busha nie pozostawia też jednak wątpliwości, że to Putin dążył do tej wojny: „Rosjanie robili wszystko, usiłując sprowokować Gruzję. Ostrzał gruzińskich miejscowości przez rosyjskich sprzymierzeńców z Osetii Południowej - właśnie to posłużyło do rozpoczęcia wojny”.

Przyjęło się uznawać za początek wojny ofensywę gruzińską na Cchinwali wieczorem 7 sierpnia lub oficjalne wkroczenie pierwszych regularnych wojsk rosyjskich na terytorium Osetii Południowej kilka godzin później. Ale wojna zaczęła się dobę wcześniej, w nocy z 6 na 7 sierpnia, gdy osetyjscy separatyści dokonali zmasowanego ostrzału artyleryjskiego gruzińskiej wsi Avnevi, raniąc tam ciężko dwóch gruzińskich żołnierzy z kontyngentu sił pokojowych.

Można pójść nawet o krok dalej: dlaczego nie uznać za początek konfliktu 2 sierpnia, gdy Osetyjczycy rozpoczęli regularny ostrzał wsi gruzińskich? Wszak sam Putin przyznał po latach, że działania separatystów były wpisane do planu operacji przygotowanego w rosyjskim sztabie generalnym. Zresztą pod wydanym 5 sierpnia przez misję obserwacyjną OBWE raportem opisującym ataki Osetyjczyków na gruzińskie wsie podpisał się także gen. Marat Kułachmetow, dowódca rosyjskiego kontyngentu sił pokojowych w Osetii Płd. Był jednym z generałów uczestniczących w wojnie 2008, którzy cztery lata później w filmie dokumentalnym oskarżyli o nieudolność trzy najwyżej stojące w hierarchii sił zbrojnych osoby w państwie: prezydenta Miedwiediewa, ministra obrony Sierdiukowa, szefa sztabu generalnego Makarowa.

Zdaniem Kułachmetowa i jego towarzyszy, zwłoka z wydaniem rozkazu inwazji spowodowała, że straty po stronie rosyjskiej były większe, niż się spodziewano w starciu z tak słabym rywalem jak Gruzja.

Gdy Gruzini rozpoczęli regularną operację zajęcia Cchinwali, Moskwa zyskała pretekst do ataku. Wystarczyłby jeden rozkaz głównodowodzącego sił zbrojnych – prezydenta. Ale Miedwiediew z niezrozumiałych powodów zwlekał. Z relacji gen. Bałujewskiego wynika, że „dopiero gdy Putin zadzwonił z Pekinu i kopnął w d*** Miedwiediewa i ministra obrony, padł rozkaz ataku”. Gdyby Rosja zwlekała z wprowadzeniem swych sił w rejon konfliktu jeszcze kilka godzin, cały plan zakończyłby się fiaskiem. Gruzini zajęliby całe Cchinwali, przecięli strategiczną autostradę transkaukaską i zablokowali tunel Roki. Wówczas inwazja byłaby dużo trudniejsza, długotrwała i bardziej krwawa.

Słowa prezydenta Kaczyńskiego, które powstrzymały Rosję. Mija 9 lat

Trzy dni po zbombardowaniu przez rosyjskie lotnictwo gruzińskiego miasta Gori, leżącego około 40 km od Tbilisi do Gruzji przyleciał prezydent RP...

zobacz więcej

Błędy i wypaczenia

A i tak poczynaniom rosyjskiej armii od pierwszych godzin towarzyszył chaos. Największym grzechem okazał się kompletny brak współpracy między różnymi rodzajami wojsk. Na front rzucono siły lądowe, ale zapomniano o zapewnieniu im wsparcia z powietrza.

Dopiero gdy kolumny pancerne przechodzące przez tunel Roki na terytorium osetyjskie zostały zaatakowane przez gruzińskie samoloty, szef sztabu generalnego gen. N. Makarow wysłał do walki rosyjskie lotnictwo. Sztabowcy zapomnieli też o najlepiej wyszkolonych i mobilnych jednostkach powietrznodesantowych.

W momencie wybuchu wojny znajdowały się daleko na tyłach, zamiast na pierwszej linii walk. Prawdziwą katastrofą był jednak stan łączności. Najlepiej mówi o nim historia z wieczora 7 sierpnia, gdy Gruzini uderzyli na Cchinwali. Dowodzący na miejscu, na Kaukazie Północnym, generałowie wiedzieli, że zgodnie z planem operacji należy jak najszybciej uderzać. Ale potrzeba było formalnego rozkazu z Moskwy. Zatelefonowano do szefa sztabu generalnego, ale gen. Makarow polecił kontaktować się bezpośrednio z ministrem obrony. Tyle że telefon Sierdiukowa milczał – a minister gdzieś zniknął (nieżyczliwi twierdzą, że spędzał noc z kochanką na daczy).

W efekcie stracono dobrych kilka godzin. Ale w trakcie działań wojennych też nie było najlepiej, skoro sztabowcy w Moskwie musieli komunikować się z wojskowymi na Kaukazie za pomocą zwykłych telefonów komórkowych. Dlaczego? Akurat 8 sierpnia, mimo ostrzeżeń wywiadu o wzroście napięcia w Osetii Płd., zaczęła się przeprowadzka dwóch ważnych zarządów resortu obrony. Gdy wybuchła wojna, sprzęt przewożono do nowych lokali, dyżurni oficerowie nie mieli gdzie się podziać, a specjalne systemy wojskowej łączności były zdemontowane.

Mimo tych problemów Rosja nie mogła nie wygrać wojny ze słabiutką Gruzją, której armia na miejscu składała się z trzech niepełnych brygad zdolnych do działania. Najlepsza jednostka, cała brygada, była wówczas w Iraku, zbierając bojowe doświadczenia w koalicji międzynarodowej. A mimo to Gruzini zadali Rosjanom zaskakująco duże straty, szczególnie boleśnie odczuło je rosyjskie lotnictwo. Nic dziwnego, że zaraz po zakończeniu konfliktu w Moskwie zaczęły się rozliczenia. Poleciały głowy wielu generałów, jednym z kozłów ofiarnych uczyniono też GRU (niesłusznie, bo wywiad dostarczał wyczerpujące informacje o stronie przeciwnej, tyle że raporty trafiały w Moskwie do szuflady).

Sierdiukow dostał zielone światło, żeby reformować wojsko. I faktycznie, zmiany, jakie nastąpiły w następnych latach, były najgłębszymi od upadku ZSRR. Wnioski wyciągnięte z błędów podczas wojny 2008 roku pozwoliły poprawić wiele aspektów działania rosyjskiego wojska. Choć nadal jego duża część pozostawia wiele do życzenia, to reformy dowodzenia, struktur, szkolenia oraz szeroko zakrojona modernizacja znacznie podniosły potencjał bojowy armii rosyjskiej. Wielu generałów w rosyjskim sztabie generalnym, którzy uczestniczyli w inwazji na Gruzję, dziś pracuje nad planami nowych interwencji i ma za sobą aneksję Krymu, interwencję w Donbasie czy naloty w Syrii.

źródło:
Zobacz więcej