RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Matka wszystkich wojen. Putin wyciągnął wnioski, Zachód – nie

Rosja sprowokowała wojnę w Gruzją (fot. Burak Kara/Getty Images)
Rosja sprowokowała wojnę w Gruzją (fot. Burak Kara/Getty Images)

Wojna z Rosją wisiała nad Gruzją niczym miecz Damoklesa od początku lat 90. ubiegłego wieku. Wyrok podpisali przywódcy Niemiec i Francji, blokując na szczycie NATO wiosną 2008 roku uruchomienie kolejnego etapu integracji Gruzji z Sojuszem. Gdyby nie desperacka misja prezydenta Lecha Kaczyńskiego i innych przywódców państw regionu, mogło się skończyć podporządkowaniem Gruzji Moskwie. Zachód nie wyciągnął wniosków, nie ukarał Rosji za inwazję. Cenę zapłaciła Ukraina w 2014 roku. Przed czym przestrzegał prezydent Kaczyński – na wiecu w Tbilisi, gdy do rogatek miasta zbliżały się rosyjskie czołgi.

Miedwiediew: Członkostwo Gruzji w NATO może „sprowokować straszny konflikt”

Premier Rosji ostrzegł Gruzinów przed wstąpieniem do NATO. Dmitrij Miedwiediew w wywiadzie dla dziennika „Kommiersant” oświadczył, że członkostwo...

zobacz więcej

Źródeł konfliktu należy szukać na początku lat 90. XX wieku, gdy separatystyczne regiony Abchazji i Osetii Południowej ogłosiły niezależność od władz w Tbilisi. Rosja poparła separatystów politycznie, wsparła bronią i najemnikami. Narzuciła słabej Gruzji rozmowy w formacie czterostronnym (Gruzja-Rosja-Abchazja-Osetia Płd.).

Od tamtej pory Abchazja i Osetia Płd., formalnie będąc częścią Gruzji, były de facto protektoratami rosyjskimi. Przeżywająca kolejne polityczne kryzysy, słaba militarnie i gospodarczo Gruzja nawet nie próbowała odzyskać kontroli nad regionami.

Sytuacja zaczęła zmieniać się po zwycięstwie tzw. rewolucji róż (2003). Do władzy doszedł prozachodni, a przede wszystkim zdeterminowany zmieniać kraj obóz młodych reformatorów. Prezydent Micheil Saakaszwili ogłosił, że jednym z jego priorytetów będzie przywrócenie terytorialnej integralności kraju. Ale to nie obawy przed powrotem gruzińskiej władzy do zbuntowanych regionów skłoniły Moskwę do podjęcia przygotowań do ataku. Gruzja była zbyt słaba militarnie i dopiero zaczynała proces odbudowy armii przy pomocy Amerykanów.

Prawdziwym powodem, dla którego Rosja postanowiła ukarać krnąbrny kaukaski kraj, był sukces reform wewnętrznych i determinacja, by wejść do NATO. Kreml rozzłościło, że w pogrążonej w stagnacji i beznadziejności postsowieckiej przestrzeni pojawił się kraj, który bardzo szybko wydźwignął się z dołka. I to bez pomocy czy zgody Moskwy.

Czaputowicz: Potwierdzamy poparcie dla integralności terytorialnej Gruzji

Ministrowie spraw zagranicznych Polski, Litwy i Łotwy wezwali Rosję do cofnięcia decyzji o uznaniu niepodległości regionów Abchazji i Osetii...

zobacz więcej

Zielone światło

Pierwszy ważny krok w procesie przygotowań Rosji do wojny z Gruzją nastąpił niemal niezauważenie i początkowo nikt nie wiązał tego z sytuacją na Kaukazie. Oto Duma uchwaliła nową ustawę o obywatelstwie. Umożliwiło to uruchomienie procesu masowego przyznawania paszportów Federacji Rosyjskiej mieszkańcom separatystycznych regionów gruzińskich. W efekcie ponad 2/3 Abchazów i 4/5 Osetyjczyków stało się obywatelami Rosji. Jak się miało potem okazać, było to bardzo ważne.

Decyzja o wojnie zapadła w kwietniu 2008 roku, zaraz po szczycie NATO w Bukareszcie, na którym Sojusz nie zdecydował się przyznać Gruzji (i Ukrainie) Planu na Rzecz Członkostwa (MAP – Membership Action Plan) – co oznaczało zamrożenie procesu integracji Gruzji z Sojuszem.

Weto postawiły Niemcy i Francja, a tylko dzięki nieugiętej postawie prezydenta Lecha Kaczyńskiego w deklaracji końcowej znalazło się w ogóle, dość ogólnikowe, sformułowanie na temat możliwego przyszłego wejścia Gruzji i Ukrainy do Sojuszu. Na razie jednak Kreml uznał wyniki szczytu za swój sukces i gwarancję, że z bardzo wysokim stopniem prawdopodobieństwa uderzenie na sąsiada pozostanie bezkarne.

W maju do Abchazji zaczęto przerzucać liczne oddziały rosyjskie i przygotowywać logistykę do przyszłego uderzenia. Już wcześniej na lipiec zaplanowano na Kaukazie Północnym wielkie manewry Kawkaz-2008. Po ich zakończeniu duża część jednostek pozostała w regionie. To je miano potem wykorzystać do inwazji na Gruzję.

Trzeba było jednak wcześniej znaleźć pretekst. Łatwiej o to było w Osetii Południowej, gdzie stacjonował kontyngent sił pokojowych złożony z Rosjan, Gruzinów i miejscowych separatystów, a wokół zamieszkałego głównie przez Osetyjczyków Cchinwali leżały wsie gruzińskie. Wszystko przypominało przysłowiową beczkę prochu.

Słowa prezydenta Kaczyńskiego, które powstrzymały Rosję. Mija 9 lat

Trzy dni po zbombardowaniu przez rosyjskie lotnictwo gruzińskiego miasta Gori, leżącego około 40 km od Tbilisi do Gruzji przyleciał prezydent RP...

zobacz więcej

Saakaszwili w pułapce

Dzwonki alarmowe powinny rozbrzmieć nie tylko w Tbilisi, ale też gabinetach polityków na Zachodzie już 3 sierpnia. Wtedy separatystyczne władze zaczęły ewakuację dzieci z Osetii Płd. do Rosji, Abchazi odwołali swój udział w planowanych na 15 sierpnia międzynarodowych rozmowach pokojowych w Berlinie, zaś MSZ Rosji wydał komunikat: „Groźba działań militarnych na dużą skalę między Gruzją a Osetią Południową staje się coraz bardziej realna”.

Dwa dni później znów MSZ Rosji ostrzega („Jeśli wypadki potoczą się według najgorszego scenariusza, Rosja nie pozwoli sobie na to, aby pozostać obojętną”), ale jednocześnie zapowiada coś świadczącego wręcz o deeskalacji sytuacji: 7 sierpnia w Cchinwali odbędzie się spotkanie przedstawicieli Gruzji i Osetii Płd. To ma być pierwsze bezpośrednie spotkanie obu stron od ponad dekady.

Nazajutrz separatyści odwołują swój udział, zaś 7 sierpnia MSW Gruzji ogłasza, że w Osetii Południowej siły rządowe toczą już z separatystami walki na dużą skalę. Wieczorem, o godz. 21, gdy cały świat ogląda transmisję z rozpoczęcia igrzysk olimpijskich w Pekinie, Saakaszwili ogłasza w telewizji jednostronne zawieszenie broni, proponuje negocjacje i ponawia ofertę autonomii dla Osetii Płd., której gwarantem mogłaby być Rosja. Jednak separatyści kontynuują ostrzał gruzińskich wsi wokół Cchinwali.

Pojawia się informacja – kolportowana przez rosyjskie agencje prasowe, że doszło do porozumienia osetyjsko-gruzińskiego ws. zawieszenia broni. Tbilisi dementuje. – Nawet po kilku godzinach od jednostronnego ogłoszenia przez nas zawieszenia broni separatyści wciąż ostrzeliwują gruzińskie wioski – mówi sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Lomaja. Saakaszwili postanawia działać zdecydowanie – o godz. 23 jednostronne zawieszenie broni przez Gruzję dobiega końca. Rusza operacja „przywrócenia konstytucyjnego porządku” w Osetii Południowej.

Tak oto Moskwa dostaje wyczekiwany pretekst. W rosyjskich mediach rozpętuje się propagandowa ofensywa: Gruzini oskarżani są o wręcz ludobójstwo na cywilnej ludności osetyjskiej. Jedna z telewizji nadaje znad granicy gruzińskiej rozmowę z urzędnikiem z Osetii Północnej (część Osetii leżąca w granicach Federacji Rosyjskiej). – Setki ochotników z Północnej Osetii i Abchazji są w drodze do Osetii Południowej. Nie możemy ich zatrzymać ani powstrzymać ich, by tam nie szli – mówi Tajmuraz Mamsurow. Zaś rosyjski generał Murat Kułachmietow melduje, że „korpus rosyjskich sił pokojowych w strefie konfliktu gruzińsko-osetyjskiego zostanie postawiony w stan pełnej gotowości”.

Wojna w Gruzji była dla Władimira Putina poligonem doświadczalnym (fot. Burak Kara/Getty Images)
Wojna w Gruzji była dla Władimira Putina poligonem doświadczalnym (fot. Burak Kara/Getty Images)

Prezydent Duda: Gruzja jest ważnym partnerem Polski

Prezydent Andrzej Duda gości w Gruzji, gdzie wziął udział w otwarciu Forum Ekonomicznego w tym kraju. W przemówieniu podkreślił, że kraj ten jest...

zobacz więcej

Wyścig do Cchinwali

8 sierpnia nad ranem do Osetii Płd. wkraczają pierwsze oddziały rosyjskie. Mogą jednak nie zdążyć – bo większość Cchinwali jest już w rękach armii gruzińskiej. W rosyjskiej telewizji pojawiają się doniesienia, że Gruzini z premedytacją ostrzeliwują koszary rosyjskich sił pokojowych, mają być zabici i ranni. – Konieczna jest interwencja wojskowa, by powstrzymać wojnę – mówi przedstawiciel Osetii Płd. w Moskwie Dmitrij Miedojew. Rosja widzi, że może nie zdążyć – jeśli Cchinwali upadnie, sytuacja strategiczna stanie się bardzo korzystna dla Gruzinów.

W przestrzeń powietrzną Gruzji wlatują trzy pierwsze rosyjskie bombowce Su-24. Atakują cele naziemne. Bomby spadają na miasto Gori. Prezydent Dmitrij Miedwiediew na zwołanym w Moskwie nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa jest stanowczy: „Nie dopuścimy do bezkarnego zabijania naszych rodaków. Winni poniosą zasłużoną karę”.

Mówiąc o rodakach, ma na myśli nie tylko oddział rosyjskich „mirotworców”, ale przede wszystkim osetyjskich cywilów z rosyjskimi, niedawno przyznanymi paszportami. Około południa na terytorium Osetii Południowej od strony Rosji wjeżdża strategicznym tunelem Roki kolumna 150 rosyjskich czołgów i pojazdów opancerzonych, co pokazuje na żywo rosyjski Kanał Pierwszy. Zaczyna się regularna otwarta wojna Rosji z Gruzją.

Ósmego sierpnia Rosjanie bombardują pozycje gruzińskie wokół Cchinwali i miasto Gori. Do 10 sierpnia Cchinwali jest już całe pod kontrolą armii rosyjskiej. Gruzja ogłasza wycofanie sił z Osetii Płd. i rozejm. Rosjanie nie przyjmują tego do wiadomości. 11 sierpnia bombardują Gori, nadmorskie Poti i przedmieścia Tbilisi.

Na zajętych terenach w Osetii Płd. najemnicy oraz miejscowe bojówki realizują systematyczne czystki etniczne niszcząc całe gruzińskie wsie. Tymczasem Rosja atakuje także na drugim froncie – z Abchazji, oraz blokuje Gruzję od strony morskiej. Kulminacyjnym momentem wojny jest dotarcie rosyjskich czołgów na odległość zaledwie około 30 km od Tbilisi. Legalne władze Gruzji przed militarną katastrofą i upadkiem ratuje misja Lecha Kaczyńskiego i przywódców paru innych państw naszego regionu.

Rany po wojnie się zabliźniają. Rosja i Gruzja rozważają wznowienie stosunków dyplomatycznych

Moskwa i Tbilisi rozważają wznowienie stosunków dyplomatycznych. Dziennik „Izwiestia” sugeruje, że kwestia ta może zostać podniesiona w trakcie...

zobacz więcej

Ryzykowali życie

Ryzykujący życiem przywódcy lecą do stolicy kraju ogarniętego wojną przez przestrzeń powietrzną pełną rosyjskich samolotów bojowych. Przemawiają na wielkim wiecu w Tbilisi – Rosjanie nie ważą się bombardować miasta. Jednocześnie z Rosjanami negocjuje w imieniu Unii Europejskiej, a de facto całego Zachodu, prezydent Francji. 12 sierpnia Nicolas Sarkozy uzgadnia postanowienia rozejmu.

Ustalenia przewidują wstrzymanie ognia, powrót wojsk gruzińskich do koszar, a rosyjskich na pozycje zajmowane przed wybuchem wojny. Po grze nerwów i próbach poprawienia tekstu rozejmu, 15 sierpnia podpisuje go Saakaszwili. Nazajutrz robi to Miedwiediew – 16 sierpnia to oficjalna data końca wojny.

Wojnę sprowokowali dowódcy paramilitarnych bojówek osetyjskich, w większości etniczni Rosjanie lub oddelegowani z Rosji kadrowi oficerowie FSB i wojska. To prowadzony przez nich ostrzał cywilnej ludności gruzińskiej wywołał siłową reakcję Tbilisi. To zaś posłużyło Moskwie za pretekst do otwartej inwazji. Do której Rosja była zresztą przygotowana.

W ciągu tygodnia walk Gruzja straciła ponad 400 ludzi, a Rosja – około 70. Moskwa nie osiągnęła celu maksimum: nie obaliła prozachodniego rządu i nie zainstalowała w jego miejsce posłusznej sobie ekipy. Rosjanie utrwalili za to swe panowanie nad Abchazją i Osetią Płd. 26 sierpnia oficjalnie uznali niepodległość tych regionów, co umożliwiło oficjalne już wprowadzenie na ich terytorium (oficjalnie wciąż jest to w świetle prawa międzynarodowego terytorium Gruzji) dużych sił wojskowych. Potem niepodległość tych quasi-państewek uznało jeszcze tylko sześć krajów: Nikaragua, Wenezuela, Syria, Nauru, Vanuatu i Tuvalu.

„Putin to profesjonalny zabójca. A na liście jego wrogów Lech Kaczyński był pierwszy”

Były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili był gościem programu „Minęła dwudziesta”.

zobacz więcej

Gruziński poligon

Swoje wtargnięcie na terytorium Gruzji Rosja uzasadniała rzekomym ludobójstwem dokonywanym na ludności cywilnej przez Gruzinów. Prezydent Dmitrij Miedwiediew mówił o „tysiącach ofiar”, separatyści oceniali liczbę zabitych na ponad dwa tysiące. Tymczasem Human Rights Watch oceniła tuż po zakończeniu wojny, że liczba cywilów zabitych w walkach w Osetii Płd. wyniosła raczej „dziesiątki”, a nie tysiące.

To pokazuje, że wojna 2008 roku była jednym z pierwszych dużych poligonów, na których Rosjanie ćwiczyli swe umiejętności prowadzenia wojny informacyjnej. Sześć lat później twórczo to jeszcze rozwinęli. Doświadczenie pozyskanie w Gruzji miały też ogromne znaczenie dla rosyjskiego wojska. Przebieg działań wojennych uświadomił decydentom i generałom, że armia jest w kiepskim stanie. Szczególnie wstydliwe były duże straty w sprzęcie (lotnictwo) w starciu z wielokrotnie słabszym przeciwnikiem. Już kilka tygodni po wojnie minister obrony Anatolij Sierdiukow ogłosił początek wielkiej reformy sił zbrojnych. Choć nie do końca ją zrealizowano, bez wątpienia podniosła poziom rosyjskiego wojska.

Przekonały się o tym Ukraina i świat w 2014 roku. Zresztą aneksji Krymu i walk w Donbasie nie byłoby bez wojny 2008 roku. To zwycięstwo nad Gruzją utwierdziło prezydenta Władimira Putina w przekonaniu, że siła militarna pozostaje najbardziej skutecznym i łatwym w użyciu narzędziem polityki Moskwy. Putin nauczył się jeszcze jednego: uderzać słabszego i tylko wtedy, gdy jest pewność, że nikt nie przyjdzie mu z pomocą.

Zachód popełnił ogromny błąd, nie wyciągając odpowiednich wniosków z tamtej wojny. Wygodnie było potraktować ją jako kolejny niewielki lokalny konflikt na chronicznie niestabilnym Kaukazie. Nie posłuchano prezydenta Kaczyńskiego, który mówił jasno, że po Gruzji przyjdzie kolej na Ukrainę, a potem na innych. Gruzja przetrwała pierwszy szok i nadal dąży do integracji z Zachodem. Tyle że minęło 10 lat, a do członkostwa w NATO jest wciąż bardzo daleko. Już to świadczy, że Rosjanie osiągnęli cel.

– Jeśli w 2008 roku byśmy się zawahali, to mielibyśmy dzisiaj inny układ geopolityczny. Cały szereg krajów, które w sztuczny sposób próbowano wciągnąć do Sojuszu Północnoatlantyckiego, prawdopodobnie już by tam było – przyznał Miedwiediew jesienią 2011 roku na spotkaniu z wojskowymi w Osetii Północnej.

źródło:
Zobacz więcej