Weronika Marczuk oczyszczona z zarzutów

Weronika Marczuk od początku twierdziła, że jest niewinna i nie popełniła żadnego przestępstwa (fot. PAP/Radek Pietruszka)

Prokuratura umorzyła śledztwo przeciwko Weronice Marczuk, podejrzanej o przyjęcie łapówki za pomoc w prywatyzacji Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Zadecydować o tym miało m.in. podejrzenie śledczych, że CBA nielegalnie inwigilowało Marczuk. W tej sprawie wszyto odrębne śledztwo.

– Materiał dowodowy zebrany w toku śledztwa nie dawał podstaw do uznania, że działanie Weroniki M. wyczerpało znamiona przestępstwa płatnej protekcji. Z ustaleń prokuratorów wynika, że potencjalnych nabywców spółki WNT łączyła z Weroniką M. zwykła umowa cywilno-prawna doradztwa w procesie inwestycyjnym w związku z prowadzoną sprawą prywatyzacyjną wydawnictwa – powiedziała tvp.info prokurator Monika Lewandowska, rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej.

Prokurator Lewandowska dodała, że dowody nie wskazują także, aby Weronika Marczuk powoływała się na jakiekolwiek wpływy w celu sfinalizowania transakcji z agentami CBA udającymi biznesmenów. – W związku z tym, że w trakcie postępowania prokurator powziął wątpliwości, co do legalności materiałów niejawnych wytworzonych podczas kontroli operacyjnej m.in. przez agenta CBA, nie były one brane pod uwagę w czasie tego śledztwa. Materiały dotyczącego ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego zostały w czwartek wyłączone do odrębnego śledztwa. Jeszcze nie zapadła decyzja, kto je poprowadzi – dodała prokurator Lewandowska.

Uznanie za potencjalnie nielegalnych działań CBA oznacza, że śledczy nie brali pod uwagę stenogramów z podsłuchów z telefonu Marczuk a także informacji zbieranych przez „agenta Tomka”. CBA sugerowało wcześniej, że właśnie te dowody najlepiej pokazują, że celebrytka popełniła przestępstwo. Nie wiadomo, dlaczego akcję CBA wobec Marczuk uznano za potencjalnie nielegalną. Uzasadnienie tej decyzji pozostaje niejawne.

Weronika Marczuk została zatrzymana we wrześniu 2009 r. w ramach specjalnej operacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Prokuratura postawiła jej zarzut powoływanie się na wpływy oraz żądanie i wzięcie łapówki za pośredniczenie w korzystnym rozstrzygnięciu procesu prywatyzacyjnego Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Chodziło o 450 tys. zł, z których w czasie spotkania a agentem udającym biznesmena miała przyjąć pierwszą transzę w wysokości 100 tys. zł. Tym przykrywkowcem był słynny „agent Tomek”, ten sam, który rozpracowywał wcześniej Beatę Sawicką. Niedługo po zatrzymaniu Marczuk, agenci CBA zatrzymali Bogusława S., prezesa WNT. Postawiono mu zarzut korupcji.

Od samego początku Weronika Marczuk twierdziła, że jej kontakty z agentem CBA nie miały charakteru korupcyjnego. Przekonywał, że w dniu zatrzymania przez CBA nie przyjęła łapówki od agenta, ale otrzymała wynagrodzenie „za obsługę prawną”. Dowodziła, że jej kancelaria oficjalnie reprezentowała spółkę Estate Management Poland Ltd, na co ma odpowiednie dokumenty.

„Pani Weronika działała na zlecenie i w imieniu przedstawicieli Spółki, znanych jej wcześniej. Podjęła się ona wyłącznie obsługi prawnej inwestora, który miał przystąpić do przetargu. Pani Weronika Marczuk-Pazura nie przyjęła łapówki, lecz wynagrodzenie należne kancelarii za obsługę prawną” – napisała agentka Marczuk w oświadczeniu dla mediów, wydanym po postawieniu zarzutów celebrytce.

Prokuratura w dalszym ciągu prowadzi śledztwo w sprawie prezesa WNT – Bogusława S.

Zobacz więcej