Znalazł się w oku cyklonu i został najsłynniejszym fotoreporterem świata

Praca fotoreportera nie należy do najłatwiejszych... (fot. REUTERS/Carl Recine)

Yuri Cortez długo był tylko „jednym z wielu”. Szef meksykańskiej agencji fotograficznej jeździł po Rosji i – jak reszta kolegów z branży – przemierzał boiska wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu odpowiednich ujęć. Aż do środy.

Oberwanie chmury w Poznaniu. Strażacy mieli pełne ręce roboty

Blisko 130 razy interweniowali w środę wielkopolscy strażacy po ulewnych deszczach, które wieczorem przeszły nad regionem. Najwięcej pracy mieli w...

zobacz więcej

Mecz Anglii z Chorwacją. W 109. minucie Ivan Perisić zagrał piłkę między obrońców, dopadł do niej Mario Mandzukić i strzelił gola na 2:1. Gola – jak się okazało – na wagę awansu do finału mistrzostw świata.

Chorwaci oszaleli z radości. Cały zespół zebrał się w narożniku boiska, padając sobie w ramiona. Większość fotoreporterów zdążyła się odsunąć, „pechowy” okazał się tylko Cortez. Sympatyczny Meksykanin bycia staranowanym przez kilkunastu piłkarzy prawdopodobnie jednak nie żałuje…

Gdy Chorwaci zorientowali się, że mogą zrobić mężczyźnie krzywdę, zabrali się do pomocy. Ten, świadomy unikalnych ujęć, szeroko się uśmiechał i… robił zdjęcia. W istnym „oku cyklonu” sfotografował piękne, prawdziwe emocje szczęśliwych finalistów. – Przez długi czas nawet nie wiedzieli, że tam jestem – tłumaczył po spotkaniu. – W końcu mnie znaleźli, pomogli wstać i zapytali, czy wszystko w porządku. Jeden podniósł moje okulary, drugi dał mi buziaka – cieszył się. „Tym drugim” był Domagoj Vida, a romantyczną scenę uchwyciły kamery.

źródło:
Zobacz więcej