Euforia w Chorwacji. „Teraz wszyscy nas znają!”

Chorwaci po raz pierwszy w historii zagrają w finale mistrzostw świata (fot. PAP/EPA)

Trzy z rzędu dogrywki to za mało, by złamać Chorwatów. Po niezwykle emocjonującym starciu, piłkarze Zlatko Dalicia ograli Anglików (2:1) i – po raz pierwszy w historii – zagrają w finale mistrzostw świata. Nic więc dziwnego, że w małym kraju na Bałkanach wybuchła prawdziwa euforia.

Chorwacja w wielkim finale! Pokonali Anglię po dogrywce

W dogrywce półfinałowego spotkania pomiędzy Chorwatami a Anglikami na mundialu w Rosji bramkę dla reprezentacji Chorwacji zdobył jej napastnik –...

zobacz więcej

Zaczęło się fatalnie. Gol Kierana Trippiera, strzelony już w 5. minucie, wyraźnie podciął skrzydła Chorwatom. Po 120 minutach walki przeciwko Danii i Rosji wydawało się, że nie starczy im sił, by odpierać kontrataki wybieganych Anglików. Gra im się nie kleiła, trudność sprawiały proste zagrania, aż do przerwy nie wyglądali na zespół, który może zaraz awansować do finału najważniejszej piłkarskiej imprezy.

A może taki był plan? Może Zlatko Dalić chciał, by jego piłkarze zostawili więcej sił na kolejne fragmenty spotkania? Faktem jest, że na drugą połowę wyszedł zespół odmieniony. Systematycznie, z coraz większym rozmachem, zaczęli przyciskać Anglików, aż ci popełnili błąd: w 69. minucie, po dośrodkowaniu Sime Vrsaljko z prawej strony boiska, odrobinę przestrzeni w polu bramkowym znalazł Ivan Perisić, wyrównując wynik.

Energii było w Chorwatach tyle, że szybko mogli i powinni strzelić kolejnego gola. To był prawdziwy szturm, choć przecież mieli szybko opaść z sił… – Angielscy kibice i eksperci nas nie docenili – mówił po spotkaniu Luka Modrić. – Wszystko, co mówili i pisali, docierało do nas. Myśleliśmy sobie: „dobrze, zobaczymy, kto będzie zmęczony”. Powinni być bardziej pokorni. Powinni bardziej szanować przeciwników.

Trzecia z rzędu dogrywka, i to na przestrzeni nieco ponad tygodnia, dla większości drużyn brzmiałaby jak wyrok. Nie dla ambitnych Chorwatów. W 109. minucie Perisić wygrał walkę o górną piłkę, posłał ją między zagubionych angielskich obrońców, zza których wyskoczył nagle Mario Mandzukić, strzelając – jak się okazało – zwycięskiego gola.

I gdy rywale się cieszyli, Anglicy chytrze próbowali jeszcze wznowić grę…

Genialny plan się nie powiódł, nie powiodła się także misja „powrotu piłki nożnej do domu”. Chorwaci tymczasem, czemu zupełnie nie można się dziwić, oszaleli ze szczęścia.

Z radości oszalały też tamtejsze media. Pełne dumy i radości okładki zalały dziś tamtejsze (i nie tylko) kioski.

„Jesteśmy Chorwatami!”
„Finał będzie ognisty”
„Teraz wszyscy znają Chorwację. Jest tak blisko!”
„Chorwaci na księżycu”
Finał już 15 lipca (niedziela) o godz. 17:00 na moskiewskich Łużnikach. Chorwaci zagrają w nim z Francuzami.

źródło:
Zobacz więcej