Złośliwości Tuska, śniadanie Stoltenberga [OPINIA]

Donald Tusk podczas szczytu NATO (fot. arch. PAP/OLIVIER HOSLET)

Już się praktycznie przyzwyczailiśmy do krytycznych uwag Trumpa – to komentarz niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen. Ale ani ona, ani kanclerz Angela Merkel nie pozwalają sobie na nawet jedno mocniejsze słowo wobec prezydenta USA, mimo że jego wypowiedzi o Niemcach są – stosując dotychczasowe normy przyjęte w zachodniej dyplomacji – wręcz szokujące. Jest jednak jeden polityk w Brukseli, który jakby nie dostrzegał, że ma do czynienia z przywódcą jedynego supermocarstwa na świecie.

Burzliwa sesja NATO. Trump żąda od przywódców 4 proc. PKB na obronność

Na zamkniętej sesji szczytu NATO w Brukseli doszło do sporu na temat wydatków obronnych. Prezydent Trump zażądał od przywódców wydatków wysokości...

zobacz więcej

W przeddzień szczytu NATO, także w Brukseli, sekretarz generalny NATO i szefowie instytucji Unii Europejskiej podpisują deklarację w sprawie bezpieczeństwa europejskiego. Występują Jens Stoltenberg i Donald Tusk. Nieoczekiwanie szef Rady Europejskiej postanawia odpowiedzieć na krytykę Trumpa pod adresem europejskich sojuszników NATO.

Chodzi o gorący temat, czyli kwestię wydatków na obronność. Wiadomo, że nazajutrz prezydent USA będzie szczególnie naciskał na sojuszników właśnie w tej sprawie. Tusk odrzuca zarzuty stawiane przez Trumpa. I wbija szpilę: mówi, by Ameryka doceniła swoich europejskich sojuszników, bo „nie ma ich tak wielu”. Po raz kolejny były premier Polski atakuje prezydenta USA, działając w interesie Niemiec – bo to wszakże Berlin jest głównym obiektem zarzutów ze strony Trumpa.

Bardziej niemiecki niż Niemcy

Chyba w żadnej innej kwestii Tusk nie daje tylu powodów, by mówiono, że słuszne są zarzuty, iż na brukselskim stanowisku jest de facto wykonawcą polityki Angeli Merkel. Występując z pozycji eurokraty, pozwala sobie nie raz na oświadczenia, których nie wypadałoby wygłaszać kanclerz Niemiec. Choćby właśnie wobec Trumpa.

Zresztą problemy szefa Rady Europejskiej z obecnym prezydentem USA zaczęły się, zanim został on zaprzysiężony. Tuż przed amerykańskimi wyborami – na Twitterze – Tusk skomentował wyścig za oceanem tweetem: „Najnowszy komentarz mojej żony: jeden Donald to więcej niż trzeba”. „A co jeśli Trump wygra? Czy to będzie pomocne?” – zareagował jeden z twitterowiczów.

Jak się szybko okazało, miał wiele racji. Tusk chyba uwierzył w propagandę, że Clinton ma wygraną w kieszeni. A niefortunny tweet stał się symbolem złych relacji dwóch Donaldów. Przy czym Trump ani przez chwilę nie zostawia wątpliwości, że Tusk nie jest dla niego partnerem do rozmowy. Dobitnie pokazując to podczas spotkań w szerszym gronie (np. G7).

Stoltenberg: Kraje NATO muszą wydawać więcej na obronność

– Wszystkie państwa NATO zgadzają się, że kraje członkowskie wydające mniej niż 2 proc. PKB na obronność muszą te wydatki zwiększyć - powiedział...

zobacz więcej

Polityka nowego przywódcy Ameryki nie mogła podobać się wielu krajom w Europie, ale szczególnie Niemcom. Mamy luty 2017 roku – szef Rady Europejskiej wysyła list do przywódców państw członkowskich Wspólnoty. Pisze w nim, że Unia musi się obecnie mierzyć z wieloma niebezpieczeństwami. Wśród nich Tusk wymienia m.in. agresywną Rosję, radykalny islam i... administrację nowego prezydenta USA. „Zmiana w Waszyngtonie stawia Unię Europejską w trudnej sytuacji; nowa administracja zdaje się kwestionować ostatnich 70 lat amerykańskiej polityki zagranicznej” – pisze wtedy Donald Tusk.

W marcu br. Trump ogłasza plany nałożenia 25-proc. cła na import stali oraz 10-proc. cło na aluminium. To fatalna informacja dla części krajów europejskich. Ale akurat nie dla Polski. Na pewno zaś dla Niemiec. Na konferencji prasowej w Luksemburgu Tusk mówi: „Oświadczenie prezydenta Trumpa może mieć reperkusje dla naszych obywateli i europejskich przedsiębiorstw, nie wspominając o globalnej gospodarce. Zaproponuję, by przywódcy Unii Europejskiej odbyli nadzwyczajną debatę handlową na zbliżającym się szczycie”.

Robią swoje

Stany Zjednoczone robią jednak swoje. Do tego dochodzi decyzja Trumpa o wycofaniu się z porozumienia z Iranem, co wywołuje najpoważniejszy dotąd kryzys w relacjach transatlantyckich po 2016 r. Znów głos zabiera Tusk, i znów ostro atakuje Amerykanów: „Patrząc na ostatnie decyzje prezydenta Trumpa, ktoś mógłby nawet pomyśleć: jak się ma takich przyjaciół, to po co komu wrogowie?”.

W połowie maja na konferencji prasowej w Sofii mówi: „Możemy podziękować prezydentowi Trumpowi, bo dzięki niemu w Europie pozbyliśmy się złudzeń. Dał nam do zrozumienia, że jeśli potrzebujesz pomocnej dłoni, to znajdziesz ją... na końcu własnego ramienia”. Tusk zaznacza, że obok tradycyjnych politycznych wyzwań, z którymi mierzy się Europa – rosnącej potęgi Chin i agresywnej postawy Rosji – UE spotyka się z nowym fenomenem: „kapryśną asertywnością amerykańskiej administracji”.

Na ostatnią impertynencję Tusk dostał odpowiedź szybko. Już następnego dnia, tuż przed rozpoczęciem szczytu NATO. Podczas śniadania z sekretarzem generalnym Paktu Północnoatlantyckiego Jensem Stoltenbergiem Trump kolejny raz skrytykował sojuszników za zbyt niskie wydatki na obronność. Nowością było, że przy kamerach, zaatakował Niemcy w niespotykany dotąd sposób. Jak komentują niektóre media na Zachodzie, „szokująco i nieuprzejmie, ale bez wątpienia prawdziwie”.

MSZ Niemiec: Nie jesteśmy więźniami Rosji i USA

Nie jesteśmy więźniami Moskwy czy Waszyngtonu – tak szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas odpowiedział na zarzut prezydenta Donalda Trumpa, że...

zobacz więcej

– To przykre, gdy Niemcy zawierają ogromne umowy z Rosją dotyczące ropy i gazu, podczas gdy USA mają je chronić przed Rosją; Niemcy płacą Rosji miliardy dolarów rocznie. Chronimy Niemcy, chronimy Francję, chronimy te wszystkie kraje, a one zawierają umowy na rurociągi z Rosji, wpłacając do jej skarbca miliardy dolarów – mówił Trump.

Prezydent USA sprawił, że prawdę, o której głośno mówiła od dawna choćby Polska, Ukraina i kraje bałtyckie, poznał cały świat. Zresztą Trump porównał postawę Berlina i Warszawy w kwestii współpracy gazowej z Rosją, nie pozostawiając wątpliwości, kto postępuje tak, jak powinien postąpić członek NATO, sojusznik Waszyngtonu.

„Niemcy to zakładnik Rosji”

– Są takie kraje jak Polska, które nie zaakceptowałyby gazu; niech pan przyjrzy się innym krajom, które by go nie przyjęły, bo nie chcą być zakładnikiem Rosji. Niemcy są na przykład zakładnikiem Rosji, ponieważ zależą w tak dużym stopniu od jej energii. My mamy chronić Niemcy, a one kupują energię od Rosji – mówił do Stoltenberga Trump.

Amerykańskiego przywódcę oburza to tym bardziej, że Niemcy kupując rosyjski gaz, finansują zbrojenia rosyjskie, a jednocześnie sami skąpią na własną armię (nieco ponad 1 proc. PKB), a więc i potencjał obronny całego NATO. – To niewłaściwe. Chronimy Niemcy, chronimy Francję, chronimy wszystkich i to my płacimy duże pieniądze. To się dzieje od dekad – przekonywał prezydent USA. Jego zdaniem kraje Sojuszu powinny zacząć płacić odpowiednie sumy nie w perspektywie 10 lat, ale natychmiast.

Trump przypomniał, że były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, wciąż licząca się postać współrządzącej w Berlinie socjaldemokracji (liderzy SPD są za zacieśnianiem współpracy ekonomicznej z Moskwą, a jednocześnie za ograniczaniem wydatków na obronę), piastuje kluczowe stanowiska w projektach Nord Stream i Nord Stream 2 i zrobił już wiele na rzecz zwiększenia rosyjskiej obecności gazowej w Niemczech.

„Obrona, gotowość, mobilność”. Przywódcy ogłosili deklarację szczytu NATO

NATO pozostaje sojuszem, którego głównym celem jest obrona państw członkowskich; przygotowuje się na zagrożenia ze wszystkich kierunków, będzie...

zobacz więcej

– To nigdy nie powinno się wydarzyć. Niemcy są całkowicie kontrolowane przez Rosję, bo biorą od niej 60-70 proc. energii przez nowy gazociąg. Powiedzcie mi, czy to właściwe? Ja sądzę, że nie. I sądzę, że to bardzo złe dla NATO – mówił Trump, podkreślając, że to oznacza, iż „Niemcy to zakładnik Rosji; pozbyli się elektrowni węglowych, elektrowni atomowych, biorą ogromne ilości ropy i gazu z Rosji”.

Merkel: to nasza sprawa

Kilka godzin po tym bezpardonowym ataku Trumpa, spotkał się on z Merkel. Powiedział potem dziennikarzom, że poruszył kwestie wydatków Berlina na obronę oraz Nord Stream 2, ale zaznaczył, że ma „bardzo dobre” stosunki z Merkel. Ta z kolei powiedziała, że rozmawiała z Trumpem o handlu i migracji.

Przed spotkaniem kanclerz odrzuciła krytykę projektu Nord Stream 2, mówiąc, że Niemcy mogą podejmować swoje „własne decyzje”. Jens Stoltenberg zaś, na sugestię Trumpa, że NATO powinno przyjrzeć się projektowi gazociągu, odparł: „Są różne poglądy na gazociąg Nord Stream. Nie jest rzeczą NATO decydować”. Co natomiast z wydatkami na obronę? Trump dostał wsparcie z Waszyngtonu. Przewodniczący Izby Reprezentantów, republikanin Paul Ryan powiedział, że NATO „jest nieodzowne”, ale prezydent Donald Trump miał rację, krytykując Niemcy za niedostateczne nakłady na obronę.

Zgodnie z opublikowanymi przez NATO szacunkami Niemcy znajdują się obecnie na 17. miejscu wśród 29 członków Sojuszu pod względem procentu PKB przeznaczanego na obronność. Kanclerz Merkel zapewniła jednak, że Berlin czuje się zobowiązany, aby dążyć do przeznaczania 2 proc. PKB na obronność. – Robimy to z roku na rok, także na rok 2018 i 2019. W roku 2024 będziemy wydawali o 80 proc. więcej na obronność niż w 2015 r. – zapewniła. Problem w tym, że to mocno naciągane zapewnienia. Berlin wydaje teraz zaledwie 1,24 proc. PKB. Czyli tylko nieznacznie więcej, niż w 2014 roku, gdy Niemcy zobowiązały się do zwiększania tych nakładów.

Bez wątpienia, publiczne postawienie przez Trumpa zarzutów Niemcom w sprawie Nord Stream 2 i wydatków na obronę oraz żądania w tych kwestiach są korzystne dla Polski, NATO i więzi transatlantyckich. No i zgodne z przyjętymi wcześniej przez Sojusz (a więc też Berlin) zobowiązaniami. Jeśli mimo to Niemcy będą nadal ignorować niezadowolenie USA, faktycznie może skończyć się to i sankcjami na niemieckie firmy współpracujące z Rosjanami, i przeniesieniem choćby części sił amerykańskich z Niemiec do Polski.

W tych kwestiach Trump wyraźnie działa przeciwko osi Berlin-Moskwa, co jest korzystne dla Polski. Jest to też istotne w kontekście zbliżającego się szczytu Trump-Putin. Skoro teraz prezydent USA nie zostawia suchej nitki na niemieckim sojuszniku za flirt z Moskwą, to jak miałby sam pójść na jakiś groźny dla Europy układ z Kremlem za dni kilka w Helsinkach?

źródło:
Zobacz więcej