Niedoszły szef stołecznej policji oczyszczony z zarzutów molestowania i mobbingu

Andrzej Krajewski na własną prośbę przeszedł na emeryturę (fot. arch.PAP/Jakub Kamiński)

Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie molestowania seksualnego i mobbingu w Komendzie Stołecznej Policji. Śledczy nie znaleźli dowodów wskazujących, że były wiceszef tej jednostki Andrzej Krajewski dopuścił się wspomnianych przestępstw. Oficer, który miał być Komendantem Stołecznym, nie zajmie już żadnego stanowiska kierowniczego. Przed kilkunastoma dniami odszedł na emeryturę.

Zrezygnował szef stołecznej policji. Ma go zastąpić insp. Andrzej Krajewski

– Komendant stołeczny policji insp. Rafał Kubicki zdecydował o przejściu na emeryturę; kandydatem na to stanowisko jest zastępca komendanta...

zobacz więcej

Prokuratura Okręgowa w Płocku od grudnia 2017 r. prowadziła śledztwo dotyczące m.in. molestowania seksualnego i mobbingu w Komendzie Stołecznej Policji. Wszczęto je po tym, jak w listopadzie jedna z naczelniczek stołecznej policji złożyła doniesie, że była molestowana seksualnie i poddawana mobbingowi przez ówczesnego zastępcę komendanta stołecznej policji Andrzeja Krajewskiego.

Do molestowania miało dojść w kilka miesięcy wcześniej. Co ciekawe, zawiadomienie wpłynęło, gdy pojawiły się informacje, że Krajewski ma zostać szefem KSP.

Oficer od początku zapewniał o swojej niewinności. W środowisku policyjnym mówiło się, że Krajewski padł ofiarą prowokacji ludzi związanych z Biurem Spraw Wewnętrznych i jednym z byłych komendantów głównych policji.

Zastraszanie i mobbing. W malborskiej policji pachnie aferą

Przez rok byli zastraszani i gnębieni. Teraz malborscy policjanci nie są już w stanie dłużej pracować w takich warunkach. Zgłosili się do...

zobacz więcej

Śledztwem objęto siedem wątków. – Wątek dotyczący molestowania został umorzony wobec braku danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa. Nie było bezpośrednich świadków popełnienia przestępstwa. Wersje kobiety i zastępcy komendanta były diametralnie różne – mówiła prok. Iwona Śmigielska-Kowalska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Płocku.

W czasie śledztwa przesłuchano 25 świadków, w tym 18 policjantek. Żadna z kobiet nie zeznała, że wiceszef KSP zachowywał się wobec nich w sposób niestosowny. Jednak niektóre kobiety potwierdziły, że naczelniczka opowiadała im, o tym, że padła ofiarą molestowania.

Z kolei wątek dotyczący mobbingu został umorzony z „brak znamion czynu zabronionego”. Śledczy nie dopatrzyli się w postępowaniu Krajewskiego znamion złośliwości, poniżania czy dokuczania.

Decyzja o umorzeniu postępowania jest nieprawomocna.

Będzie kontrola formacji mundurowych. Jest projekt nowelizacji ustawy

Projekt nowelizacji ustawy powołującej Biuro Nadzoru Wewnętrznego trafił do Sejmu. Podlegająca szefowi MSWiA komórka ma się zajmować...

zobacz więcej

Afera wybuchła w listopadzie 2017 r., gdy KGP poinformowała, że Biuro Spraw Wewnętrznych zdobyło informację, że jeden z wiceszefów KSP mógł się dopuścić przestępstwa. Akta sprawy przesłano Prokuraturze Okręgowej. Jednak w końcu przesłano je do Prokuratury Regionalnej w Łodzi, a ta wyznaczyła do prowadzenia śledczych z Płocka.

Szefostwo policji i MSWiA przekonywali, że w razie oczyszczenia z zarzutów Andrzej Krajewski odzyska stanowisko. Nikt temu nie dawał wiary; nie zdarzyło się jeszcze, by zdymisjonowany komendant wrócił na stare stanowisko. Przez ponad pół roku, Krajewski był w tzw. rezerwie kadrowej KGP.

Portal tvp.info zapytał KGP, czy w związku z oczyszczeniem Krajewskiego będzie on mógł wrócić do służby na podobnym stanowisku, jakie zajmował przed dymisją.

– Na chwilę obecną nie mamy oficjalnej informacji o decyzji prokuratury. Co do pana Andrzeja Krajewskiego, to kilkanaście dni temu, na własną prośbę, przeszedł na emeryturę – powiedział portalowi tvp.info Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

źródło:
Zobacz więcej