Absurdy i paradoksy śledztwa w sprawie zabójstwa gen. Papały [OPINIA]

Były komendant główny policji Marek Papała (fot. arch. PAP/CAF-Andrzej Rybczyński)

25 czerwca mija 20 lat od chwili, kiedy nieustalony do tej pory zabójca oddał śmiertelny strzał do byłego komendanta głównego policji gen. Marka Papały.

Wdowa po gen. Papale twierdzi, że nie widziała „Patyka” na miejscu zbrodni

zobacz więcej

25 czerwca 1998 roku gen. Papała późnym wieczorem podjechał pod dom na warszawskim Mokotowie. Kiedy wysiadał z auta, podszedł do niego nieznany mężczyzna, pytając go o coś, a kiedy ten otworzył drzwi, mężczyzna oddał jeden strzał, trafiając w środek czoła generała policji.

Po upływie dwudziestu lat śledczy i prokuratura są niemal w tym samym miejscu co owego wieczoru, kiedy zobaczyli na przednim siedzeniu samochodu marki Daewoo nieżyjącego komendanta. 20 lat, które minęło, obnażają wszystkie słabości polskiej policji i prokuratury. Pamiętam jakby to było dziś.

Dwa dni po zabójstwie, a w pierwszy dzień po powołaniu kilkuosobowej, specjalnej grupy najlepszych polskich specjalistów w sprawach zabójstw, ówczesny komendant główny policji Jan Michna zapewniał mnie, że to kwestia dni, kiedy zostanie wyjaśniona sprawa, wykonawca złapany, a ewentualni zleceniodawcy ustaleni.

– To sprawa priorytetowa dla polskiej policji oraz grupy pod kryptonimem „Generał” – mówili najwyżsi oficerowie komendy głównej. – Nie może zakończyć się inaczej jak tylko szybkim złapaniem zabójcy – mówili.

Dziś już wiemy, że zapowiedź ta nie została nigdy spełniona. Co więcej, możemy powiedzieć, że istnieją niewielkie szanse, aby ten stan kiedykolwiek się zmienił. Prawdopodobnie zabójcy, jak i zleceniodawców tej zbrodni nigdy już nie dosięgnie ręka sprawiedliwości. Zbyt wiele czasu upłynęło, aby dziś można było wierzyć w powodzenie odkrycia tajemnicy zabójstwa gen. Papały. Śledczy i prokuratorzy do dziś nie mają najważniejszego elementu każdego dochodzenia w sprawie o morderstwo. Punktu wyjścia, będącego podstawą wykrycia zbrodni – motywu zabójstwa. Sposób, w jaki dokonano tej zbrodni, wskazuje, że była to zaplanowana egzekucja. Lecz jaki był jej powód, nikt do tej pory nie potrafił tego określić.

Oskarżenie w sprawie zabójstwa gen. Papały jeszcze w maju. Prokuratura: nie było na niego zlecenia

To może być finał śledztwa dotyczącego zabójstwa szefa policji gen. Marka Papały. W najbliższych dniach do warszawskiego sądu ma trafić akt...

zobacz więcej

W pierwszych latach za główny motyw zbrodni przyjęto w śledztwie ochronę interesów niezdefiniowanej dokładnie grupy przestępczej nowego formatu. Tworu charakterystycznego dla pierwszych lat wolnej Polski. Wspólnoty dawnych oficerów służb specjalnych z czasów PRL oraz gangsterów, którzy w przeszłości współdziałali ze służbami jako ich tajni współpracownicy. Zdegenerowane służby, do których w czasach PRL ciągnęły jak pszczoły do miodu ludzie sprzedajni, nastawieni na komfortowe życie, w zamian za gorliwe wykonywanie najpodlejszych, niejednokrotnie przestępczych zleceń, zaczęły działać ręka w rękę ze zwykłymi kryminalistami.

Ten trop śledztwa doprowadził policję i prokuraturę do narzucającego się kręgu osób, wśród których z wielu względów pierwszorzędną rolę odgrywał amerykański biznesmen polskiego pochodzenia, Edward Mazur. Persona poruszająca się na pograniczu obydwu światów – tajnych służb i niejasnych interesów. Cały wysiłek policji i prokuratury skupił się na wzmocnieniu tej wersji zabójstwa. Zaś postać Edwarda Mazura stała się mimowolnym mitycznym kluczem do rozwiązania zagadki zabójstwa gen. Papały. Trzeba było tylko znaleźć związki Edwarda Mazura ze sprawą, które go obciążą.

Niestety, prokuratura obrała kurs na przyspieszone zebranie dowodów, kosztem ich wiarygodności. Gorszego świadka oskarżenia Mazura nie mogła wybrać. Znalazła przebywającego od kilku lat w Polsce gangstera rosyjskiego Artura Zirajewskiego, siedzącego w więzieniu, zamieszanego w sprawę współudziału w porwaniu gdańskiego biznesmena i jego zabójstwa.

Zirajewski, nieformalny członek „klubu płatnych zabójców” na Wybrzeżu, najprawdopodobniej w rewanżu za obiecany przez prokuraturę niższy wyrok w sprawie, w której był oskarżony, zgodził się zeznać, że kilka tygodni przez zabójstwem gen. Papały „ten człowiek na zdjęciu” (a był nim Edward Mazur) gościł w hotelu Marina na Wybrzeżu. Był w towarzystwie dwóch znanych kryminalistów – Marka Boguckiego i Andrzeja Zielińskiego, pseud. „Słowik”. Chciał wynająć specjalistę od „mokrej roboty”, aby zabić „wysoko stojącego” policjanta – twierdził Zirajewski niecały rok po zabójstwie gen. Papały. Raczej jest pewne, że w tej „ustawce” swoją rolę odegrała też policja.

Trzy lata później, w lutym 2002 roku, podczas pobytu w Polsce Edwarda Mazura, prokuratura zatrzymała go w Gdańsku i przewiozła do Warszawy celem przesłuchania i ewentualnego postawienia zarzutów.

Prokurator krajowy nie zgodził się na zatrzymanie podejrzewanego w areszcie. Edward Mazur następnego dnia wyleciał do Stanów Zjednoczonych i już więcej nie pojawił się w Polsce. Wszystkie nadzieje prokuratura zaczęła pokładać w ekstradycji Edwarda Mazura do Polski, jako skarbnika prawdziwej wiedzy o zbrodni.

Do procesu ekstradycyjnego doszło w maju 2007 r. Wniosek o ekstradycję został zbudowany wokół oskarżenia Artura Zirajewskiego. Zeznania gangstera z Wybrzeża na temat Mazura przekonały polskich prokuratorów, ale nie amerykańskiego sędziego Arlandera Keysa, który zmiażdżył wniosek o ekstradycję Mazura. Odrzucając wniosek, znany w Chicago sędzia Keys stwierdził: „Polski rząd postanowił oprzeć swą prośbę ekstradycyjną na fragmentach zeznań znanego łajdaka i niczym nieograniczonego kłamcy, odrzucając te fragmenty jego zeznań, które zaprzeczają fragmentom wybranym przez rząd”.

Czy ta wiedza zabiła gen. Papałę?

– Nikodem Skotarczak ps. Nikoś chwalił się znajomością z Edwardem Mazurem i interesami, które wspólnie robią – zeznał prywatny detektyw Jerzy...

zobacz więcej

Muszę powiedzieć, że – mimo iż dziś ta wersja jest już głęboko zakopana, a na wbitej w ziemię nad nią tabliczce widnieje napis „Fałszywa” – ciągle zakładam, że w sprawę zamieszane były służby. A blisko nich był zawsze Edward Mazur… i w czasach PRL, i w wolnej Polsce po 1989 roku.

Od momentu rozsypania się możliwości sprowadzenia Edwarda Mazura do Polski prokuratura w Warszawie skierowała swoje reflektory na ewentualnych uczestnikach zbrodni po stronie polskiej. Po kilku latach na ławie oskarżonych przed sądem warszawskim znalazło się dwóch gangsterów: Marek Bogucki z Bielska-Białej i Andrzej Zieliński ps. „Słowik” związany z gangiem pruszkowskim.

Ryszard Bogucki oskarżony był o obserwowanie miejsca zabójstwa Papały i bezskuteczne nakłanianie w 1998 r. znajomego gangstera do zabicia byłego szefa policji. Andrzeja Zielińskiego oskarżono zaś o nakłanianie płatnego zabójcy Artura Zirajewskiego, ps. „Iwan” do zabicia generała. Andrzej Z. miał proponować za to 40 tys. dolarów, a Ryszard Bogucki - 30 tys. dolarów. W procesie przed sądem warszawskim, który skończył się latem 2013 r., obydwaj gangsterzy zostali uniewinnieni.

Jednocześnie pod koniec 2009 r. decyzją prokuratora krajowego śledztwo zostaje przeniesione do Łodzi. Po trzech latach prokuratura łódzka dokonuje kolejnego „przełomu” w śledztwie. Odkrywa – jak twierdzi – prawdziwego zabójcę. Ma być nim znany złodziej samochodów związany z gangiem pruszkowskim Igor Ławrynowicz, pseud. „Patyk”.

Jednakże po ogłoszeniu przez prokuraturę oficjalnego komunikatu opisującego dramatyczne zdarzenie okazuje się, że śledczy przyjęli niewiarygodną wręcz wersję, co praktycznie przesądza o tym, że prawdziwy sprawca nie został wykryty.

W założeniach prokuratury jest kilka absurdów. Zabójstwo generała miało się odbyć w ramach napadu rabunkowego na właściciela samochodu marki Daewoo. Gang „Patyka” był grupą złodziei wyspecjalizowanych w kradzieżach samochodów. To byli fachowcy. Ale uwaga – kradli tylko samochody wysokich zachodnich marek. Takie, które można było błyskawicznie przemycić za granicę, na wschód, i tam wziąć za nie duże pieniądze. To były auta na zamówienie. Kto by zamawiał daewoo espero? Samochód przeciętnej marki, nienowy, w dodatku należący do generała policji – kto by się na taką kradzież porywał? Wyspecjalizowana grupa „Patyka”, zanim przystąpiła do bezpośredniej akcji, robiła dokładne rozpoznanie co do jakości pojazdu, oceniali jego wiek, przebieg kilometrów i oczywiście ustalali, kto jest jego właścicielem.

Co jednak najważniejsze – złodzieje samochodów praktycznie nie chodzili z bronią na akcje. Prokuratura przyjmuje, nie wiadomo czym się kierując, że zabójstwo „było wypadkiem przy pracy”. Niezamierzonym. Nieplanowanym. Tymczasem od pierwszych tygodni po zabójstwie wiadomo, że broń, której użyto do zastrzelenia Papały, była bronią egzekutora. Po pierwsze, jest niemal pewne, że Papałę zabito z takiej broni. Pistolet z tłumikiem to natomiast broń zawodowego egzekutora.

Po wtóre, pocisk, który trafił w głowę gen. Papały, utkwił w siedzeniu kierowcy. Okazało się, że kula ma stępiony przód. To również sygnał, że mieliśmy do czynienia z zawodowym zabójcą. Płatni mordercy spiłowują czubek pocisku, by uległ on większym zniszczeniom. Gdy czub jest ostry, pocisk przelatuje nienaruszony. Wtedy pozostawia niejako znaki szczególne, pozwalające na identyfikację broni, z jakiej został wystrzelony. Stępiony czub utrudnia identyfikację, ponieważ pocisk ulega dodatkowemu spłaszczeniu i zniszczeniom. Również to wskazuje na egzekucję, a nie przypadkowe zabójstwo.

W sprawie zabójstwa gen. Papały wychodzi na jaw stała słabość polskiej prokuratury – dążenie za wszelką cenę do sukcesu. Inna sprawa, czy policja i prokuratura nie były wprowadzane na fałszywe tropy przez służby specjalne.

Wreszcie doszło do nieznanego wcześniej paradoksu. W śledztwie o tak ogromnym ciężarze gatunkowym, wszak w sposób przypominający wykonanie wyroku w porachunkach gangsterskich, zastrzelony zostaje policjant numer jeden w kraju, dwie wojewódzkie prokuratury rywalizują ze sobą o to, której z nich uda się rozwikłać tajemnicę.

Zamiast wzajemnej współpracy mamy do czynienia z niezrozumiałą walką konkurencyjną. Niebywały jest też objaw, świadczący katastrofalnie o profesjonalizmie polskich prokuratorów. Jak to możliwe, że dwie prokuratury w tej samej sprawie dochodzą do skrajnie różnych wniosków?

źródło:
Zobacz więcej