Wielki Brat patrzy. Ponura rzeczywistość Korei Północnej

Mieszkańcy Korei Północnej są poddawani ciągłej propagandzie (fot. mat.pras.)

Bezwzględny totalitarny reżim czy tylko chwiejący się bezduszny system tuż przed upadkiem? Jaki jest stan dyktatury w Korei Północnej to obecnie jedno z najważniejszych pytań w polityce międzynarodowej. Ciekawe świadectwo daje niejaki Travis Jeppesen, pierwszy Amerykanin, który studiował na północnokoreańskiej uczelni. Jego wspomnienia, to świat bycia szpiegowanym na każdym kroku, ale i pokątnie kupowanych pirackich płyt DVD z burżuazyjnymi filmami.

Półroczny kurs na dyktatorową. Kim jest żona Kima?

Ostatnia niespodziewana wizyta Kim Dzong Una w Pekinie daje realną perspektywę uspokojenia sytuacji na Półwyspie Koreańskim i obniżenia rosnącego...

zobacz więcej

Korea Północna to ostatni komunistyczny kraj, w którym od dziesięcioleci funkcjonuje reżim wprost wyjęty z najczarniejszego okresu stalinizmu. Mimo to, z konieczności ostrożnie kończy z izolacją i otwiera się na świat. Eksperci sugerują, że przywódca Kim Dzong Un zdaje sobie sprawę, iż bez delikatnych liberalnych reform gospodarczych jego rządy upadną.

Celem tego otwarcia jest zachęcenie społeczności międzynarodowej do wycofywania sankcji, co pozwoliłoby na odżycie gospodarcze państwa znajdującego się w permanentnym kryzysie ekonomicznym. Może się wydawać, że są to działania pozorne wobec ostatniej eskalacji zbrojeń i prób jądrowych oraz testów balistycznych, ale w tym przypadku są to zjawiska raczej niezależne. Być może częściowo nawet agresywna polityka Kima ma zainteresować Zachód jego krajem i zmusić je do ustępstw.

Potrzebne dewizy

Nawet najbardziej twardogłowi komunistyczni kacykowie zdają sobie sprawę, że Korea Północna potrzebuje zagranicznych dewiz jak kania dżdżu. Wie to też komunistyczna wierchuszka z Kimem na czele, co skutkuje wieloma gestami, m.in. ułatwieniami w przyjeździe obcokrajowców na północ od 38. równoleżnika.

Taką podróż odbył 36-letni Travis Jeppesen, który latem 2016 roku uczestniczył w miesięcznym kursie języka koreańskiego na Uniwersytecie im. Kim Hyong Jika w Pjongjangu. Został pierwszym Amerykaninem, który studiował w Korei Północnej. Swoje spostrzeżenia opisał w książce „See you in Pjongjang: Journey into Kim Jong Un's North Korea”, która niedawno ukazała się w USA.

Jeppesen w przeszłości trzykrotnie odwiedzał Koreę Północną, żeby pisać o sztuce i architekturze tego kraju dla różnych magazynów. W 2016 roku otrzymał prawo studiowania w KRL-D. Przyjechał z dwoma innymi obcokrajowcami – francuskim studentem oraz Australijczykiem, który zajmuje się organizowaniem wycieczek do tego komunistycznego skansenu.

Kim Dzong Un dyktuje fryzjerskie trendy. Władze Korei Płn. na tropie „kapitalistycznych” fryzur

Dwa centymetry to maksymalna długość włosów, jaką mogą mieć mężczyźni w Korei Północnej. Wprowadzono listę oficjalnych fryzur, wśród których jest...

zobacz więcej

Amerykański student nie zamieszkał w żadnej bursie – zakwaterowano go w luksusowym hotelu Sosan w Pjongjangu. Zapewne w obawie, żeby nie zatruwał północnokoreańskim studentom głowy nieprawomyślnymi ideami.

Cieknąca klimatyzacja

Co ciekawe, jak odnotował, w całym hotelu byli jedynymi gośćmi. Zakwaterowano ich na 28. piętrze. „Mój pokój ma dwa nowe ogromne łóżka, chińską pościel i meble, wielką szafę, balkon z widokiem na miasto oraz cieknącą klimatyzację” – opisywał.

O to, żeby Jeppesen nie zajmował się rzeczami, które nie były dla niego przeznaczone, dbali dwaj towarzyszący mu podczas każdego wyjścia z hotelu agenci. Żeby się zbytnio nie interesował, co się dzieje w kraju, przestrzegli go konfidencjonalnie uczestnicy konferencji ekonomicznej w hotelu, których spotkał w restauracji. Był to bowiem okres gwałtownie narastającego napięcia na linii Pjongjang-Waszyngton i spychania przez Kima świata na krawędź wojny nuklearnej.

To, że się znajduje w totalitarnym państwie było pierwszą rzeczą, którą odnotowywał każdego poranka. Punktualnie o godz. 5 rano budziła go puszczana z głośników pieśń „Gdzieżeś jest Drogi Generale?” poświęcona zmarłemu w 1994 roku założycielowi Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Ir Senowi.

– To było bardzo, bardzo mroczne i dziwne. Brzmiało prawie jak z coś z filmów Davida Lyncha. To jedna z rzeczy, które przypominają ci, że „Najdroższy Przywódca” jest z tobą gdziekolwiek pójdziesz, przez cały czas – powiedział Jeppesen w rozmowie z dziennikiem „New York Post”.

Travis Jeppesen przez rok studiował w Korei Północnej (fot. Travis Jeppesen)

Mugabe nie jest ginącym gatunkiem. Dyktatorzy trzymają się mocno

Upadek Roberta Mugabego w Zimbabwe nie musi być znakiem czasów oznaczającym kres dyktatur. Wydawało się, że cezurą będzie rozpad ZSRR, który...

zobacz więcej

Trzeci świat

Amerykanin przyznał, że same studia nie były szczególnie wymagające. Odbywały się rano przez dwie godziny od poniedziałku do piątku. Popołudniami odrabiał prace domowe i miał organizowane dokładnie zaplanowane przez władze wycieczki. Krótkie zajęcia mogły częściowo wynikać z faktu, że uniwersytet, jak niemal wszystko w Korei Północnej zwykle był pozbawiony energii elektrycznej, światła, zaś toalety na ogół nie działały.

– Korytarze były ciemne, hydraulika w łazienkach była ciągle zepsuta. Na każdym kroku dawało się odczuć, że to naprawdę kraj trzeciego świata. Wszystko było surowe – opowiadał student.

Jeppesen zwrócił uwagę, że mimo przerw w dostawach energii elektrycznej jest jedna rzecz, która doskonale funkcjonuje w Korei Północnej. To permanentne szpiegowanie w stopniu o jakim zapewne nie marzyli nawet szefowie niesławnej wschodnioniemieckiej tajnej policji Stasi. Nie dotyczy ono oczywiście tylko przybysza ze zgniłego Zachodu, ale każdego obywatela tego nieszczęsnego kraju.

W każdym domu wielorodzinnym funkcjonuje legalna instytucja inminbanjanga, czyli oficjalnej wtyczki komunistycznego reżimu, którego obowiązkiem jest obserwowanie lokatorów i sąsiadów oraz składanie raportów władzom. Zwykle tę funkcję pełni kobieta w średnim wieku lub staruszka. Jej zadaniem jest „wzmacnianie rewolucyjnej czujności” – jak głoszą propagandowe plakaty.

Inminbanjang

– Dokładnie śledzi, co się dzieje w przydzielonym jej bloku. Stara się wiedzieć wszystko w najdrobniejszych szczegółach. Dobra inminbanjang wie precyzyjnie, ile łyżek i pałeczek do ryżu znajduje się w każdej kuchni i może w każdej chwili przekazać tę informację wyżej – wyjaśnił Jeppesen.

Spotkanie Trump-Kim. „Osiągnęliśmy duży postęp”

To był historyczny moment. Po raz pierwszy rozmawiali twarzą w twarz przywódcy USA i Korei Północnej. Donald Trump i Kim Dzong Un spotkali się w...

zobacz więcej

Student odnotował, że inminbanjangowie nie są monolitem i wśród nich zdarzają się osoby przymykające oko na to i tamto. Poznał kobietę, która „wynajmowała swój drugi pokój na godziny jako miejsce płatnych, miłosnych schadzek”. Oczywiście taka rzecz nie ujdzie uwadze nawet agenta amatora, tym bardziej, że prostytucja w Korei Północnej jest zakazana i surowo karana. Fakt jednak, że proceder, którym zajmuje się znajoma Jeppesena funkcjonuje, świadczy, iż można robić w tym kraju nielegalne rzeczy. Sam Amerykanin nie chwali się, czy przypadek ten poznał w trakcie korzystania z przybytku rozkoszy.

Jeppesen zwrócił również uwagę, że coraz mniej powszechna opinia na temat Koreańczyków z Północy jako obywatelach zuniformizowanego społeczeństwa odpowiada rzeczywistości. Student przyznał, że widywał wielu mężczyzn w kolorowych koszulach z krótkimi rękawami. Niektórzy popisywali się nawet zegarkami marki Rolex, ale zapewne znaczna część z nich musiała być chińskimi podróbkami.

Szpilki ze skarpetami

Także moda kobiet, przynajmniej w Pjongjangu, poszła w ostatnim czasie daleko do przodu. Na ulicach można zobaczyć krótkie spódniczki, a nawet jeansy, choć te ostatnie są – jak przekonuje autor – zastrzeżone są tylko dla uprzywilejowanych kobiet mających konkretną pozycję. Ciekawym zjawiskiem, na które zwrócił uwagę, jest trend noszenia szpilek wraz ze skarpetami frotte.

Ciekawostki modowe nie zrobiły jednak na studencie takiego wrażenia jak wizyta w ogrodzie zoologicznym. Zanotował, że w zoo znajduje się ponad 6 tys. zwierząt, przedstawicieli 650 gatunków, ale większość to... psy i koty. – Posiadanie zwierząt domowych nigdy nie było częścią północnokoreańskiej kultury. To od początku był biedny kraj i władze zawsze miał problem z wykarmieniem obywateli. Trzymanie zwierząt, które trzeba karmić, kiedy samemu ma się zbyt mało ryżu, żeby normalnie funkcjonować to dla Koreańczyków luksus podchodzący pod skandal – tłumaczył Jeppesen.

Życie w Korei Północnej jest bardzo ciężkie (fot. PAP/EPA/JEON HEON-KYUN)

Strzyżcie się na Kim Dzong Una, nowe zalecenie w Korei Północnej

Na jeża, na pazia albo na zapałkę, a najlepiej na „zaczes”. Fryzury dla panów à la Kim Dzong Un wdraża reżim Północnej Korei. I nikt się nie...

zobacz więcej

W zoo, odnotował, miał miejsce nieprzyjemny incydent. Na terenie ogrodu zobaczył staruszkę handlującą lodami. Władze chciały ukryć widoki nędzy przez Amerykaninem, kobieta została więc usunięta z niezwykłą brutalnością przez dwóch milicjantów. „Próbowałem dyskretnie śledzić, gdzie ją zabierają, ale straciłem ją z oczu. Cała historia chyba źle się dla niej skończyła” – zapisał w książce.

Permanentna propaganda

W Korei Północnej zamiast rozrywki jest permanentna propaganda. Wieczorne wiadomości są poświęcone przeglądowi aktywności Niezłomnego Przywódcy Partii, Państwa i Armii towarzysza Kim Dzong Una. Towarzyszy mu radosna muzyka marszowa i natchniona narracja prowadzących program. O tym, że jest to ciężkostrawne, można przekonać się oglądając w serwisie YouTube wycięte materiały.

Mieszkańcy Korei Północnej nie są jednak aż tak odcięci od świata jak mogłoby się wydawać. Jeppesen ze zdziwieniem przyjął, że gdy gościł wieczorem u jednego oficjela, ten wyłączył wiadomości i puścił na odtwarzaczu DVD piracką kopię animowanego filmu „Zootopia”, który ledwie kilka tygodni wcześniej miał premierę.

Na funkcjonowanie nielegalnego rynku pirackich filmów zwróciła również uwagę dziennikarka „Los Angeles Times” Barbara Demick w fascynującej książce „Światu nie mamy czego zazdrościć”. Opisała w niej m.in. największy w kraju bazar znajdujący się w mieście Chongijn leżącym niedaleko granicy z Chinami, przez którą szmuglowane są zakazane artykuły.

Korea Płn.: w tym roku stracono 15 osób, w tym ministra leśnictwa. Za podważanie autorytetu Kim Dzong Una

Przywódca Korei Północnej od początku tego roku nakazał stracenie 15 osób, w tym urzędników wysokiego szczebla. Informację podała agencja prasowa z...

zobacz więcej

Na bazarze można kupić nawet niemieckie piwo i rosyjską wódkę. Handlarze otwarcie handlują też ryżem i kukurydzą z worków, wskazujących, że trafiły do KRL-D jako pomoc humanitarna. Władze patrzą na to z przymkniętym okiem, zdając sobie sprawę, że choć częściowo rozwiązuje to problemy z aprowizacją.

Pod obserwacją

Sam Jeppesen nie musiał oddawać lwiej części marnych zarobków, żeby kupić na bazarze trochę ryżu jak przeciętny Koreańczyk z Północy. Miał zapewniony wikt w hotelu. Dla niego największym problemem była świadomość, że jest cały czas pod ścisłą obserwacją i, zapewne nie bez racji, zakładał, jego komputer był kontrolowany zaś rozmowy telefoniczne podsłuchiwane.

– Pod względem psychologicznym było to dla mnie trudne i stresujące. Miało to także niespodziewane efekty. Były momenty, kiedy wreszcie byłem sam i nikt mnie nie obserwował, a mimo to czułem się dziwnie, bo zdążyłem przywyknąć do ciągłego śledzenia – stwierdził. – Dodatkowo, nawet kiedy nie byłem śledzony przez agentów, ludzie i tak się na mnie gapili. Jestem biały, a oni nie są przyzwyczajeni do oglądania obcokrajowców – dodał.

Jak przyznał, odczuwał „psychologiczny stres” związany z faktem, że nie może się komunikować z rodzicami i partnerką. Wprawdzie miał prawo kupić kartę SIM do telefonu komórkowego, dzięki której miałby łączność z internetem i mógłby dzwonić do bliskich, ale wolał tego uniknąć, żeby bezpieka nie mogła włamać się do jego poczty elektronicznej.

Przywódca KRL-D Kim Dzong Un jest otoczony kultem jednostki (fot. PAP/EPA/MAST IRHAM)

„Ojciec narodu” został... ojcem. Kim Dzong Un ma trzecie dziecko

Przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un na początku roku po raz trzeci został ojcem – podała agencja Yonhap, powołując się na południowokoreańską agencję...

zobacz więcej

Jeppesen ukończył kurs i wrócił do USA, a potem wiosną ubiegłego roku jeszcze raz odwiedził Koreę Północną. Ostatnio kolejny raz starał się o możliwość wyjazdu do KRL-D, ale tym razem mu się nie udało. Wiąże się to z historią innego amerykańskiego studenta, który przebywał w kraju rodem z powieści Orwella. Historią tragiczną, po której amerykańskie władze wydały zakaz podróży obywateli USA do Korei Północnej.

15 lat ciężkich robót

Otto Warmbier wybrał się na wycieczkę do KRL-D. 2 stycznia 2016 roku został aresztowany pod zarzutem próby kradzieży z hotelu plakatu propagandowego. W szybkim procesie skazano go na 15 lat ciężkich robót za dokonanie „wrogiego aktu przeciw państwu” oraz przynależność do tajnej organizacji kierowanej przez CIA.

Dzięki staraniom amerykańskich władz został zwolniony po ponad 17 miesiącach. Do Stanów Zjednoczonych wrócił w stanie śpiączki i nigdy się z niej nie wybudził. Został skatowany przez funkcjonariuszy północnokoreańskiej służby bezpieczeństwa. Pjongjang zaprzeczył, żeby Warmbier był torturowany bądź poddawany okrutnym praktykom medycznym. Śpiączka – twierdzi północnokoreańska agencja prasowa KCNA – miała być natomiast efektem połknięcia przez studenta tabletki nasennej i zatrucia jadem kiełbasianym.

Po negocjacjach w Singapurze pomiędzy prezydentem USA Donaldem Trumpem a Pierwszym Przewodniczącym Narodowej Komisji Obrony Kim Dzong Unem świat odetchnął z ulgą. Być może wizja wojny nuklearnej została odsunięta. Być może Korea Północna pójdzie drogą reform gospodarczych, może nawet stanie się lokalnym tygrysem gospodarczym, choć na to szansa jest raczej znikoma. Niestety, raczej pewne jest, że jeden z najbrutalniejszych reżimów się utrzyma i będzie dalej przynosił niewyobrażalne cierpienia i terror swoim poddanym, umieszczał i mordował ich w obozach koncentracyjnych oraz zagrażał pokojowi na świecie.

źródło:
Zobacz więcej