RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

Komuniści nie mogli go złamać. Bez niego doszłoby do masakry

W rolę kard. Stefana Wyszyńskiego w filmie Teresy Kotlarczyk wcielił się Andrzej Seweryn (fot. Materiały prasowe)
W rolę kard. Stefana Wyszyńskiego w filmie Teresy Kotlarczyk wcielił się Andrzej Seweryn (fot. Materiały prasowe)

Niewielu Polaków mogło zgromadzić na swoim pogrzebie takie tłumy. Śmierć niewielu mogła zmuszać do powszechnego pytania o przyszłość, zadawanego ze szczerym lękiem. Tak było dokładnie 37 lat temu w Warszawie podczas pogrzebu Stefana Wyszyńskiego, nazwanego przez ludzi niekoronowanym Królem Polski, a przez Jana Pawła II Prymasem Tysiąclecia. Wkrótce może nawet błogosławionego.

Tajemnice kardynała Wyszyńskiego

W Polsce jest 260 szkół im. Kardynała Stefana Wyszyńskiego – to jedno ze świadectw recepcji nauczania prymasa zebranych w niedawno opublikowanej...

zobacz więcej

Na uroczystości według różnych źródeł przybyło od 300 do 500 tys. ludzi. Komuniści, którzy go więzili i z którymi walczył, nawet nie próbowali przeciwstawić się tej ogromnej manifestacji. Wiedzieli, że nie mogą jej pokonać, postanowili się więc do niej przyłączyć. Ogłosili trzydniową żałobę, w kraju pojawiły się chorągwie z czarnym kirem.

Z drugiej strony NSZZ Solidarność przerwała strajki. Jak pisze dr Ewa Czaczkowska w swojej książce „Kardynał Wyszyński. Biografia”, „kolejka do trumny prymasa Wyszyńskiego wystawionej w kościele seminaryjnym przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie stała przez trzy dni i trzy noce”.

Obawy Polaków, co będzie po śmierci prymasa, były jak najbardziej uzasadnione. Rzeczywistość w kraju nie wyglądał dobrze. Wprawdzie trwał ciągle „karnawał” Solidarności, ale do ludzi przedostawały się mniej lub bardziej kontrolowane pogłoski o możliwej „bratniej pomocy” radzieckiej armii. Jak pisze Ewa Czaczkowska, „w takim trudnym przełomowym zarazem momencie odszedł ktoś, kto w powszechnym przekonaniu był jedynym gwarantem stabilizacji. Jedynym w kraju autorytetem, z którym liczyły się obie strony: i Solidarność, i komunistyczne władze”.

W obawie przed masakrą

Prymas Wyszyński chciał za wszelką cenę uniknąć zbrojnej konfrontacji w Polsce. Ciągle pamiętał rok 1956. W dużej mierze właśnie Wyszyńskiemu Władysław Gomułka, stojący wówczas na czele PRL, zawdzięcza rezygnację I sekretarza KC KPZR Nikity Chruszczowa z bratniej masakry, jaką sowiecki przywódca dokonał w Budapeszcie.

„Aresztowali i torturowali sekretarza Prymasa Wyszyńskiego, by zeznawał w pokazowym proteście”

Dziennikarka Jolanta Hajdasz, opisała na antenie TVP Info sprawę bpa Antoniego Baraniaka , sekretarza i kapelana prymasa Stefana Wyszyńskiego,...

zobacz więcej

To Gomułka wysłał swoich emisariuszy z prośbą, by kardynał wrócił do Warszawy z Komańczy, gdzie został osadzony w klasztorze sióstr nazaretanek. Komuniści nie znosili Wyszyńskiego, ale nie mogli sobie pozwolić na zignorowanie wielotysięcznych tłumów skandujących nazwisko prymasa i żądających jego powrotu do rezydencji przy ul. Miodowej w Warszawie. Wiedzieli, że lada moment nastroje Polaków, gotowych już na wszystko, sięgną temperatury wydarzeń w Budapeszcie. To oznaczałoby koniec również dla nich. Nastroje mógł nieco wyciszyć tylko ktoś z taką charyzmą jak Stefan Wyszyński.

Gomułka początkowo wcale nie miał w planach uwalniania Wyszyńskiego z miejsca odosobnienia w Bieszczadach. Prymas został uwięziony trzy lata wcześniej. Ten czas w sfabularyzowanej wersji spopularyzowała Teresa Kotlarczyk w filmie „Prymas. Trzy lata z tysiąclecia” z genialną rolą Andrzeja Seweryna.

Przebaczenie dla konfidentów

Hart ducha kardynała musiał wówczas zaskoczyć samych komunistów. Prymas nie dał się złamać mimo ciągłego zagrożenia życia i otocznia pełnego konfidentów. Usługującą mu siostrę zakonną Marię Leonię Graczyk, ps. Ptaszyńska, która najpewniej już wcześniej podjęła współpracę z UB, sam podejrzewał o donosicielstwo.

Pełnym zaufaniem kard. Wyszyńskiego cieszył się natomiast przydzielony mu kapelan, ks. Stanisław Skorodecki. Jak przyznają historycy badający sprawę, w IPN można znaleźć wiele tomów z jego donosami i raportami na kardynała. Ks. Skorodecki z przypisanym pseudonimem Krystyna nigdy nie przyznał się do tego, by szkodził prymasowi, a na jego raporty rzeczywiście skarżyli się ubecy.

Wyszyński na konklawe oddał głosy Wojtyle

Kardynał Stefan Wyszyński otrzymał głosy elektorów na konklawe w październiku 1978 r. Wycofał się i zabiegał o wybór Karola Wojtyły – pisze...

zobacz więcej

Sam Stefan Wyszyński nigdy jednak nie chciał ani szukać, ani oceniać swoich zdrajców czy konfidentów. Wybaczył siostrze zakonnej i zezwolił jej na odejście z zakonu, a z ks. Skorodeckim, jak mówił ten ostatni, pozostawał w kontakcie niemal do swojej śmierci.

Komuniści po ‘56 roku wcale nie zamierzali przestać szkodzi Wyszyńskiemu. Nie mogli go ponownie zamknąć, ale intrygi i pomówienia prześladowały prymasa niemal do końca. Do ich klasyki można zaliczyć m.in. paszkwil zatytułowany „Memoriał o niektórych aspektach kultu maryjnego w Polsce”. „Dzieło” SB i współpracujących z nią księży zaadresowano do ojców Soboru Watykańskiego II.

Paszkwil w „trosce” o Kościół

Prowokację stworzono z inspiracji i pod redakcją Zenona Kliszki, prawej ręki Gomułki. W ten sposób powstał list pełen udawanego zaangażowania i troski o dobro Kościoła. Czytamy w nim m.in.: „Śmieszność, której nie potrafi uniknąć w swych kazaniach i programach Wielkiej Nowenny ks. kardynał prymas Wyszyński, mobilizuje przeciwników ideowych Kościoła, daje im broń do ręki, którą zwalczają bez trudu wiarę u młodszego zwłaszcza pokolenia. Chcemy, by Kościół w Polsce był instytucją poważną, szanowaną, nawet ideologicznie zwalczaną, ale nie wyśmiewaną”.

Wspomniany program Wielkiej Nowenny Tysiąclecia opracowany przez kard. Wyszyńskiego miał odnowić duchowo Polaków przed rocznicą chrztu Polski. To przedsięwzięcie miało ogromny wpływ na społeczeństwo i zaplanowane było na dziewięć lat poprzedzających obchody tysiąclecia.

Prymasa Polski spotykały kłopoty nie tylko ze strony komunistów. Znany był też jego konflikt z tzw. postępowymi kręgami katolickimi, a wśród nich „Tygodnikiem Powszechnym” wykazującym się z czasem spolegliwością wobec ówczesnych władz.

Prymas zdołał jednak zadać najcięższy cios komunistom. To on pierwszy zorientował się, jaki potencjał tkwi w kardynale Karolu Wojtyle, to on promował go i wskazywał drogę do papieskiego tronu. Paradoksalnie, Wojtyła był w jakiś sposób nadzieją komunistów, liczących, że młody kardynał przeciwstawi się konserwatywnemu prymasowi i nastąpi rozłam w polskim Kościele...

Papież podpisał dekret o heroiczności cnót prymasa Stefana Wyszyńskiego

zobacz więcej

Ostatnia notatka

Ksiądz prymas zmarł 28 maja 1981 roku. Choroba nowotworowa dała o sobie znać około dwa miesiące wcześniej. 4 kwietnia pisał w swoich notatkach: „Od pierwszego kwietnia zaczynam być »na chorobie« jak leniwy robotnik. Właściwie nie wiem, na co choruję; moi lekarze też jeszcze nie wiedzą. Czekają na dalsze wyniki analiz”.

Z dalszych zapisków wynika, że największe cierpienie sprawia mu nie tyle choroba, co brak możliwości czynnego udziału w mszach wielkanocnych. Ostatni wpis opatrzony jest datą 13 maja, czyli dniu zamachu na papieża Jana Pawła II. „Strzały do Ojca Świętego na Placu Świętego Piotra. Zawsze się tego bałem” – odnotował.

18 grudnia 2017 roku papież Franciszek podpisał tzw. dekret o heroiczności cnót kard. Stefana Wyszyńskiego. W ten sposób zakończył się pierwszy etap procesu beatyfikacji. Prymasowi przysługuje teraz tytuł Czcigodny Sługa Boży.

Do pełnej beatyfikacji potrzebne jest jeszcze uznanie cudu. Taki przypadek został już zgłoszony i dotyczy nagłego uzdrowienia 19-letniej dziewczyny z nowotworu tarczycy w 1989 roku. Medyczną analizę prowadzą już specjaliści w Watykanie i według o. Gabriela Bartoszewskiego, który ten przypadek zgłosił, niewykluczone, że jej efekty poznamy już jesienią.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej