Złamane standardy dziennikarskie. Mój problem z „prowokacją” Maciążka

Na Twitterze powstał fikcyjny profil „Piotra Niewiechowicza”, który wchodził w interakcje z dziennikarzami i ludźmi zajmującymi się polityką energetyczną (fot. Shutterstock/Lifestyle discover)

Jeśli się dobrze przyjrzeć temu, co przedstawiane jest jako godna pochwały prowokacja dziennikarska, „obnażająca słabość państwa”, okazuje się, że obnażona została słabość jej autora. Niezależnie od prawdziwych motywacji Piotra Maciążka, który wymyślił projekt fikcyjnego eksperta, jego działania uderzają w podstawowe zasady etyki dziennikarskiej.

Fake news po niemiecku. Z kulturysty „zrobiono” 16-letniego uchodźcę

„16-letni uchodźca dzielnie mierzy się z nazistowskim oficerem policji deportacyjnej. Koloryt 2018” – taki podpis zamieszczono na niemieckim...

zobacz więcej

22 maja na portalu Energetyka24 pojawił się tekst pt. „Zagadka Piotra Niewiechowicza – jak wymyślony ekspert publikował teksty, zdobywał niejawne informacje o Baltic Pipe i obnażał słabość państwa”.

Autorzy publikacji, Piotr Maciążek i Jakub Wiech, tymi słowami opisywali swoje działanie: „Mieliście Państwo kiedyś wymyślonego przyjaciela? Dzieci tworzą czasem w swojej wyobraźni takie fikcyjne postacie, by dotrzymywały im towarzystwa. My, redaktorzy serwisu Energetyka24, poszliśmy o krok dalej: stworzyliśmy fikcyjnego eksperta, któremu udało się wejść w tok branżowej debaty, pozyskiwać wrażliwe dla spółek energetycznych informacje z otoczenia jednego z ministrów, a nawet opublikować tekst na jednym z największych portali biznesowych w Polsce. Zrobiliśmy to wszystko – używając wyłącznie konta na Twitterze i skrzynki mailowej – żeby przekonać się, jak czujni są dziennikarze, politycy i eksperci.”

Jakie są fakty?

Rzeczywiście na Twitterze powstał fikcyjny profil „Piotra Niewiechowicza”, który wchodził w interakcje z dziennikarzami i ludźmi zajmującymi się polityką energetyczną. Ostatecznie udało mu się złapać internetowy prywatny kontakt m. in. z jednym z współpracowników sekretarza stanu w Kancelarii Premiera, Pełnomocnika Rządu do spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej Piotra Naimskiego i napisali do „redaktora naczelnego jednego z największych portali biznesowych w Polsce z pytaniem, czy zgodziłby się opublikować tekst na ten temat łamach swojego serwisu”.

I tu zaczynają się pytania, które z pewnością nie spodobają się Piotrowi Maciążkowi. Czy etyczne z dziennikarskiego punktu widzenia jest wykorzystywanie fikcyjnego profilu, by (pod płaszczykiem troski o bezpieczeństwo polskiego państwa) uderzyć w konkurencyjny portal internetowy?

Co ciekawe, nie tylko jeden portal „przy okazji” stał się celem ataku fejkowego eksperta. Tajemniczy Niewiechowicz, prowadzony przez Maciążka niejako przypadkiem postanowił skrytykować... wygląd strony BiznesAlert prowadzonej przez Wojciecha Jakóbika.

Interesujący jest również moment, w którym odpalona zostaje „prowokacja”. Pisała o nim na Twitterze Ewelina Zygadlo.

Co zrobił w odpowiedzi Piotr Maciążek? Próbował ją zdyskredytować. W tym celu opublikował screen rozmowy Zygadlo z Niewiechowiczem. Co prawda nie było w niej nic kompromitującego dla autorki (zadała jedynie pytanie, zaczepiona przez fejka prowadzonego przez Maciążka).


Jeśli przykładać miarę do działalności Maciążka, jaką on stosuje wobec konkurencyjnego portalu (zarzut opublikowania tekstu od zmyślonego eksperta), to sam Maciążek powinien wyjaśnić fakt swojej współpracy z prorosyjskim ośrodkiem ECAG (Europejskie Centrum Analiz Geopolitycznych). Siedem lat po tym jak skończył z publikowaniem swoich artykułów na portalu ECAG, sam z gorliwością punktuje konkurencję za fakt opublikowania JEDNEGO nadesłanego redakcji tekstu.

Przypomina się biblijna przypowieść o nielitościwym dłużniku, który tuż po tym, jak darowano mu dziesięć tysięcy talentów długu, sam wtrącił do więzienia tego, który winny był mu sto denarów.

Polityczna inspiracja?

Piotr Maciążek zaklina się, że intencje dokonanej prowokacji były czyste. Być może rzeczywiście tak jest, ale możliwe jest również to, że prawdziwym pomysłodawcą był też ktoś inny.

Skłonności Maciążka do pełnienia roli przekaźnika wykazał chociażby w listopadzie 2017 r., gdy z pozycji „eksperta” pisał o szykowanym resecie PiS w stosunkach z Rosją. „Na czym nowy reset, o którym szepcze się w warszawskich knajpach przy wódce, miałby polegać?” – pisał na swoim blogu. Na Twitterze chwalił się również, że znany z marzeń o zamachu na Antoniego Macierewicza. Dziennikarz „Faktu”: Zorganizowałbym zamach na Antoniego Macierewicza
Dziennikarz „Faktu” to jego kompan od picia piwa.


To wszystko, co dotyczy naruszeń etyki dziennikarskiej, stawia Piotra Maciążka w bardzo niekorzystnym świetle jako „eksperta”, za którego chciałby uchodzić. Już po samej publikacji, w jednej z rozmów na Twitterze otwarcie zasugerował, że wynikiem opublikowania jego działań powinna być… dymisja ministra Piotra Naimskiego.

źródło:
Zobacz więcej