„Byliśmy nieprzytomni 40 minut. Nie pamiętam, jak przeszliśmy te 500 metrów”

– Piekło. To było piekło. Ale wiedziałem, że przyjdą po nas. Nie ma takiej opcji, aby odpuścili i nas zostawili – opowiadał w programie „Alarm!” Łukasz Baranowski, jeden z uratowanych górników kopalni Zofiówka. – Gdy mnie wyciągnęli, zrozumiałem, że wielu osobom zależy na mnie. Że żona bardzo mnie kocha, a rodzina jest najważniejsza – dodał Mateusz Obrzut, drugi z ocalonych.

Ratownicy dotarli do kolejnego górnika. Lekarz stwierdził, że mężczyzna nie żyje

Kolejny z górników poszukiwanych po tąpnięciu w kopalni Zofiówka został wydobyty przez ratowników. Prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej Daniel Ozon...

zobacz więcej

Do najsilniejszego w prawie 50-letniej historii kopalni Zofiówka wstrząsu górotworu, o sile szacowanej od ok. 3,4 do 3,9 w skali Richtera, doszło w sobotę 5 maja ok. godz. 11. Pod ziemią pozostało siedmiu górników – jeszcze tego samego dnia ratownicy uratowali dwóch, którzy w dobrym stanie trafili do szpitala.

Przez dziewięć dni akcji ratunkowej wydobyto ciała czterech górników.

Łukasz Baranowski i Mateusz Obrzut, dwaj górnicy, którzy zostali uratowani po tąpnięciu w kopalni Zofiówka, udzielili wywiadu dziennikarzom program „Alarm!” w TVP.

Pierwszy z górników przyznał, że po tąpnięciu nie zdawał sobie sprawy, jak długi odcinek pokonał z kolegą, szukając ratunku w absolutnej ciemności, wypełnionej duszącym pyłem i metanem.

– To było piekło. Nie pamiętam momentu tąpnięcia. Straciliśmy przytomność na 40 minut, a gdy się obudziliśmy, próbowaliśmy się wydostać za wszelką cenę. Nie pamiętam tych 500 metrów – opowiadał.

Z kolei Mateusz Obrzut zapamiętał, że nie odczuwał wtedy bólu, choć miał uszkodzoną łopatkę i kręgosłup. – Gdy mnie wyciągnęli zrozumiałem, że wielu osobom zależy na mnie. Że żona bardzo mnie kocha, a rodzina jest najważniejsza. Cieszyłem się, widząc trawę i słońce, jakbym je zobaczył pierwszy raz – dodał.

źródło:
Zobacz więcej