RAPORT

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Kulisy działań policji w sprawie afery podsłuchowej. „Historia od A do Z była polityczna”

Restauracja „Sowa i Przyjaciele” (fot. Jakub Kamiński/PAP)

W latach 2014 – 2015 policjanci z policyjnej grupy w Komendzie Głównej Policji włamywali się na prywatne skrzynki mailowe dziennikarzy. Chodziło o ustalenie kto stał za „aferą taśmową” i skąd dziennikarze otrzymywali nagrania. „Historia od A do Z była polityczna” – mówi źródło policyjne w KGP na które powołuje się były redaktor naczelny gazety „Wprost” Sylwester Latkowski. Tygodnik opublikował pierwsze stenogramy taśm zarejestrowanych w restauracji „Sowa i Przyjaciele”.

Afera podsłuchowa. Kogo nagrali kelnerzy?

Zamieszczamy fragmenty rozmów nagranych 7.02.2014 r. w restauracji „Sowa i przyjaciele”, dzień po publikacji „Faktu” nt. odbywającej się tam...

zobacz więcej

Dziennikarz opisuje, jak po wielu staraniach udało mu się dotrzeć do jednego z policjantów, który działał w latach 2014 – 2015 w specjalnej grupie operacyjnej Komendy Głównej Policji, która miała za zadanie rozwikłać aferę podsłuchową. Policyjne źródło Latkowskiego opowiada, że informacja o „wejściu” na skrzynki dziennikarzy miała paść na jednej z policyjnych odpraw.

– Weszli bez procedur. Nie powinni tego tak zrobić – stwierdził policjant. Dalej dodaje, że stali za tym funkcjonariusze z wydziału zajmującego się przestępczością w internecie. Sylwester Latkowski opisuje, że w operacyjnym zainteresowaniu policji była także jego żona. Policjanci mieli się zastanawiać w jaki sposób objąć ją inwigilacją.

„Historia była polityczna”

– Była duża niechęć w CBŚP do robienia tej sprawy. A to dlatego, że historia od A do Z była polityczna. To znaczy bohaterami nagrań byli politycy i politycy oczekiwali szybkich efektów przy jej wyjaśnianiu. Na dodatek była to sprawa, która nigdy nie powinna się znaleźć w obszarze zainteresowania CBŚP. Biuro zajmuje się zorganizowaną przestępczością, zabójstwami, przestępstwami najcięższego kalibru. A tutaj kwestia dotyczyła nielegalnego nagrywania, co jest zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności – stwierdził informator Latkowskiego.

Informator dodał, że tam gdzie są „politycy, zainteresowanie mediów, presja ministrów, zawsze jest potencjalny syf. Dlatego nikt z nas nie chciał robić tej sprawy.” W trakcie śledztwa dochodziło do wielu nieprawidłowości.

Koligacje rodzinne

Rozmówca Latkowskiego poinformował też, że jeden z szefów grupy policyjnej badającej sprawę podsłuchów miał pozostawać w osobistej relacji rodzinnej z jedną z podsłuchiwanych osób w restauracji „Sowa i Przyjaciele”.

Policjant z którym rozmawiał Latkowski stwierdził również, że „sprawa była robiona dziwnie”, a służbom miało zależeć na tym, by śledztwo było jak najszybciej zakończone. Na koniec dodał, że materiały dotyczące śledztwa były niszczone.

– Dokumentacja była prowadzona skandalicznie. De facto przy takim jej sporządzaniu można było non stop wychodzić poza reguły prawa – opisuje policyjne źródło dziennikarza.

źródło:
Zobacz więcej