To Polacy pomogli ocalić świat przed tajną bronią Hitlera

W kwietniu mija 75. rocznica odkrycia przez Romana Trägera faktu budowy tajnej broni, która miała uratować świat Adolfa Hitlera – przypomina „Polska The Times”. Wówczas 19-latek z Bytomia opowiedział ojcu, co zobaczył na wyspie Uznam.

„Szanujcie naszych bohaterów”. Inka, Ulmowie i Pilecki w spocie #RespectUs

W ramach kampanii #RespectUs ukazał się nowy film, w którym młodzi Polacy przedstawiają postaci polskich bohaterów II wojny światowej. – Szanujcie...

zobacz więcej

Roman Träger pochodził ze spolszczonej, austriackiej rodziny. Podczas wojny został wcielony do Wehrmachtu. Został skierowany do ściśle tajnego ośrodka w Peenemünde na wyspie Uznam, gdzie produkowano „cudowną broń” Hitlera.

O tym, co zobaczył w tajnym osrodku, Roman opowiedział w 1943 roku swojemu ojcu, Augustynowi Trägerowi, który pracował w polskim wywiadzie. W ten sposób informacje dotyczące niemieckich rakiet V-1 i V-2, testowanych na wyspie Uznam, trafiły do aliantów.

Młody Träger zdobył nawet paliwo do rakiet, a próbkę przywiózł ojcu w buteleczce, ryzykując życiem. Narysował też plan bazy w Peenemünde. Dzięki jego informacjom, w nocy z 16 na 17 sierpnia 1943 roku alianci przeprowadzili nalot, niszcząc tajny ośrodek i znacznie opóźniając produkcję rakiet.

Ojciec i syn przeżyli wojnę. Augustyn został aresztowany przez NKWD pod zarzutem współpracy z gestapo. Sprawę umorzono w 1947 r. , jednak żył pod stałą kontrolą jako „element niepewny”. Zmarł w 1957 roku. Jego syn do Polski wrócił w 1948 roku, zmarł w roku 1987. „Urodziłem się w Bytomiu. Czułem się również Polakiem, gdyż mój ojciec był Polakiem” – napisał w liście do Michała Wojewódzkiego, autora książki „Akcja V-1, V-2”.

Teraz Trägerowie są w Bytomiu prawie nieznani, ale jest szansa, że to się zmieni. Ich imieniem nazwano odrestaurowany i otwarty w kwietniu na pl. Akademickim schron przeciwlotniczy.

źródło:
Zobacz więcej