Jak działa machina zbrodni [OPINIA]

Siergiej Skripal z córką, która również została otruta (fot. PAP/RUSSIAN LOOK )

Po półtora miesiąca od dnia otrucia rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala i jego córki Julii pojawił się pierwszy sygnał, mówiący o związku rosyjskich służb specjalnych z wydarzeniami w Salisbury.

Ślady nowiczoka w dziewięciu miejscach. Kosztowne odkażanie

Brytyjski rząd poinformował, że wykorzystana w ataku na byłego podwójnego agenta Siergieja Skripala broń chemiczna nowiczok była w postaci płynnej....

zobacz więcej

Muszę przyznać, że gdyby ta wiadomość za jakiś czas się potwierdziła, byłby to ogromny sukces angielskich tajnych służb śledczych oraz policji kryminalnej. Nie wszyscy sobie bowiem uświadamiamy, że śledztwa w tak skomplikowanych i tajemniczych sprawach jak skrytobójstwa są niezwykle trudno wykrywalne. Zaś szczególnie dotyczy to zamachów przy użyciu trucizn, które zaaplikowane sprawiają wrażenie, że śmierć lub choroba ofiary jest naturalna, lub skutkują objawami, które wprowadzają w błąd chorych oraz medyków. Dochodzenia w takich sprawach trwają latami i rzadko kończą się sukcesem.

Tylko w niektórych z nich czasami udaje się ustalić sprawców, co jest dziełem przypadku lub autodemaskacji samych zabójców pod wpływem wyrzutów sumienia lub innych okoliczności niezależnych od prowadzących śledztwo. Tak zdarzyło się w przypadku zamordowania Stepana Bandery przy użyciu wystrzelonej z papierośnicy śmiertelnej, działającej błyskawicznie trucizny. Zabójstwa dokonał agent KGB Bohdan Staszynski jesienią 1959 roku w Monachium, na klatce schodowej przed mieszkaniem ukraińskiego nacjonalisty. Dwa lata później oddał się w ręce Amerykanów i przed CIA odkrył tajemnicę swoich dwóch skrytobójczych zbrodni.

Dwa lata przed zabójstwem Bandery, w październiku 1957 roku, Staszynski za pomocą pistoletu nabitego ładunkami kwasu pruskiego wystrzelił w twarz ukraińskiego działacza niepodległościowego Lwa Rebeta, działającego podobnie jak Bandera na emigracji. Trucizna wywoływała symptomy zbliżone do ataku serca i spowodowała natychmiastową śmierć.

Nowiczok pochodził z laboratorium w obwodzie saratowskim

Brytyjski rząd przekazał sojusznikom informację, że środek chemiczny nowiczok użyty przy próbie zabójstwa byłego podwójnego Siergieja Skripala...

zobacz więcej

Większość tego rodzaju zamachów pozostaje na zawsze nierozwiązaną zagadką. Do dziś nie udało się ustalić zabójców byłego oficera rosyjskich służb specjalnych Aleksandra Litwinienki otrutego 1 listopada 2006 roku, który po 23 dniach zmarł w straszliwych męczarniach. W sposób pośredni ustalono jedynie, że zleceniodawcą zbrodni był najprawdopodobniej Władimir Putin, który po uzyskaniu przez Litwinienkę azylu politycznego w Wielkiej Brytanii pałał do niego zapiekłą nienawiścią. Przede wszystkim za krytykę bestialskich poczynań prezydenta Rosji w Czeczenii.

Dopiero w 2013 roku, po 35 latach od momentu skrytobójczej egzekucji w Anglii dysydenta bułgarskiego Georgiego Markowa, władze Bułgarii zdecydowały się umorzyć śledztwo w sprawie jednego z najbardziej tajemniczych zgonów z czasów zimnej wojny. Markow, uznany pisarz i dziennikarz, został zabity zatrutą końcówką parasola, w której umieszczona była trująca rycyna. Był politycznym zbiegiem, który w 1969 roku uciekł z komunistycznej Bułgarii do Anglii i osiedlił się w Londynie. 11 września 1978 roku na londyńskim moście Waterloo zaczepił go jakiś nieznany mężczyzna, który lekko trącił Markowa parasolem.

Bułgar nie przywiązywał wagi do tego incydentu. Dopiero po kilku godzinach poczuł się na tyle źle, że znalazł się na ostrym dyżurze lekarskim. Zmarł po czterech dniach pobytu w szpitalu. Po jakimś czasie do zbrodni przyznała się KGB, ale sprawcy nie udało się nigdy ustalić.

„The Telegraph”: Zidentyfikowano podejrzanych o atak na Skripala

Śledczy w Wielkiej Brytanii zidentyfikowali podejrzanych o atak chemiczny na byłego agenta wywiadu wojskowego GRU Siergieja Skripala i jego córkę –...

zobacz więcej

Brak wykrycia sprawców w skrytobójczych zamachach jest o tyle zadziwiający, że choć zbrodnie te są supertajnymi akcjami, zwykle zaangażowanych jest w nie kilka, a niekiedy i kilkanaście osób. Ponadto wymagają one bardzo starannych i długotrwałych przygotowań. Aby zobrazować przeciętną liczbę „specjalistów”, jacy są „zamieszani” w tajne akcje, prześledźmy je od początku do końca.

Pierwszym krokiem jest zapadnięcie decyzji o „cichej” likwidacji osoby wskazanej przez służbę lub kogoś „z samej góry” władz. Kiedy zapada decyzja o przyjęciu zlecenia na wykonanie „mokrej roboty”, wyznaczony zostaje jej oficer prowadzący, którego zadaniem jest opracowanie planu operacyjnego. Zwykle ten powołuje do pomocy supertajny, kilkuosobowy zespół ekspertów. Oficer operacyjny sam lub wspólnie z powołaną wąską grupą określają czas i miejsce akcji oraz sposób, w jaki należy dokonać zabójstwa. Wybierają optymalne narzędzia do zrealizowania zadania – truciznę, broń palną czy broń białą. Następnie sporządzają listę proponowanych kandydatów na wykonawców. Muszą oni mieć odpowiednie umiejętności w zależności od przyjętych założeń, gdzie i w jakich okolicznościach ma być przeprowadzony „finał” operacji.

Wykonawca musi mieć także odpowiedni wygląd ułatwiający łatwe wtopienie się w tłum, nierzucający się w oczy w danych warunkach. Scenariusz akcji obejmuje także zaplanowanie sposobu dotarcia do kraju, w którym ma być przeprowadzona akcja. A także przygotowanie dokumentów podróży, stworzenie odpowiedniej legendy dla wykonawcy, miejsc i czasu jego pobytu w danym kraju oraz wariantów ucieczki po wykonaniu akcji.

0ficer operacyjny przygotowuje plan działań, które mają zatrzeć ślady po operacji lub zainscenizować ślady prowadzące śledczych na manowce lub na fałszywe tropy. Zawsze też dodatkowo opracowany jest plan rezerwowy na wypadek, gdyby plan główny zaczął się „sypać”.

Propozycje opracowane przez oficera operacyjnego wraz z zespołem ekspertów wędrują do szefa komórki, najczęściej jest to szczebel departamentu, odpowiedzialnego za zabójstwa własnych służb, dokonywane za granicą. Po wprowadzeniu korekt do otrzymanego scenariusza plan wędruje do osoby, która podejmuje ostateczną decyzję, przyzwalającą na przeprowadzenie akcji. Najczęściej kompetencję do powzięcia takiej decyzji ma tylko człowiek numer jeden w państwie. Jeśli decyzja jest na „tak”, scenariusz wraca do oficera operacyjnego, który, uwzględniając korekty, puszcza machinę zbrodni w ruch. Nadzorując ją do samego końca.

Brytyjskie MSZ usunęło tweeta o pochodzeniu nowiczoka

Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych przyznało, że usunęło z Twittera wpis, w którym zasugerowano, że substancja chemiczna nowiczok użyta w...

zobacz więcej

W następnej fazie pojawiają się wybrani wykonawcy lub wykonawca. Ćwiczą oni wykonanie zadania w zbliżonych warunkach do zaplanowanych. Imitują dokładnie planowane czynności, używając tych samych środków i narzędzi, które będą wykorzystywane podczas realnego wykonywania zadania. Treningi obserwuje grupa „asekuracyjna”. Jej zadaniem będzie śledzenie z ukrycia przebiegu operacji, a w razie konieczności – wpadki lub niespodziewanych trudności – niesienia pomocy, aby nie zdekonspirować zabójców. O czym wspomniałem wcześniej, plan ogólny operacji zawiera warianty rezerwowe na wypadek krachu planu podstawowego lub pojawienia się jakiejś nieprzewidzianej przeszkody.

Niezależnie od grupy „asekuracyjnej” są jeszcze dwa osobne zespoły. „Obserwacyjny” – jego zadaniem jest śledzenie przez kilka ostatnich tygodni „wybranego obiektu do likwidacji”, do momentu, kiedy „obiekt” przejmuje wykonawca. Jest też osobny zespół, który czeka w gotowości na zakończenie głównej akcji, aby jak najszybciej ewakuować wykonawców do przygotowanej wcześniej kryjówki lub pomóc im w dostaniu się do środków komunikacji publicznej, zapewniając dotarcie w bezpieczne miejsca.

W przypadku zamachu na Siergieja Skripala angielskim służbom, dzięki kamerom monitorującym ruch samochodowy w Salisbury, udało się ustalić auto, jakim przemieszczali się zamachowcy. To z kolei pozwoliło na kolejne ważne ustalenie: - obecnie sprawcy zamachu prawdopodobnie znajdują się na terenie Rosji.

Co więcej, podobno Anglicy zidentyfikowali Rosjanina, który może odpowiadać za atak chemiczny na Siergieja Skripala i jego córkę. Z informacji „Sunday People” wynika, że o próbę zabójstwa jest podejrzany 54-letni były agent służb rosyjskich o pseudonimie „Gordon”. Według śledczych mężczyzna nie działał sam. Zamach miała przygotować sześcioosobowa grupa.

Jak na ten gatunek sprawy byłby to przypadek niezwykły.

źródło:
Zobacz więcej