Po trupach do obalenia apartheidu. Zmarła żona Mandeli

Winnie Madikizela-Mandela była postacią kontrowersyjną (fot. PAP/EPA/JON HRUSA)

„Ikona walki z apartheidem”, „matka narodu”. Takimi określeniami opisywano Winnie Madikizela-Mandelę, byłą żonę Nelsona Mandeli, pierwszego czarnoskórego prezydenta Republiki Południowej Afryki. Ale to tylko jedna strona medalu. Wdowa miała też mroczne oblicze. Skazywano ją za defraudację, a nawet zlecenie morderstwa 14-letniego chłopca. Bojowniczka o prawa człowieka i przede wszystkim o swój własny dobrobyt, zmarła w wielkanocny poniedziałek w wieku 81 lat.

Korupcja, oszustwa i skandale obyczajowe. Historia bohatera, który sprzedał swoje ideały

Państwo to ja – rzekł król Francji Ludwik XIV. Podobną dewizę wyznaje prezydent RPA Jacob Zuma, dla którego ojczyzna najwyraźniej jawi się jako...

zobacz więcej

„Winnie Madikizela-Mandela była jedną z największych ikon walki z apartheidem. Walczyła mężnie i poświęciła swoje życie wolności kraju” – napisała w oświadczeniu przesłanym mediom pogrążona w żałobie rodzina. Rzecznik opowiedział, że „odeszła spokojnie otoczona przez rodzinę i ukochanych”.

Pani Madikizela-Mandela zmarła w Netcare Milpark Hospital w Johannesburgu w wyniku komplikacji po grypie, miała też cukrzycę i przeszła ostatnio kilka poważniejszych zabiegów. Choroba sprawiła, że od początku roku regularnie trafiała do szpitala. Żałoba jej bliskich z pewnością była szczera. Do ostatnich chwil w zasadzie ukochana matka, babka, prababka, ciotka i tak dalej walczyła, by poprawić ich los.

Brzmi patetycznie, ale w tym przypadku jest bardziej skomplikowana. Celem staruszki nie było zagwarantowanie rodzinie jeszcze lepszego, bardziej dostatniego życia, tylko już bardziej prozaicznie, zwiększanie własnego majątku, które naturalnie dopiero potem trafiłyby do bliskich.

Ikona walki o los uciśnionych do końca toczyła walkę nie tylko z chorobą, ale też batalię sądową o dom jej zmarłego męża. Także w tym przypadku prawda jest bardziej skomplikowana. Nikt nie chciał jej wyrugować z posiadłości. Mandelowa nigdy w niej nie mieszkała, przed śmiercią prezydenta w 2013 roku przez 17 lat byli rozwiedzeni. Po prostu była aż tak chciwa.

Żałoba niepowszechna

W naszym kręgu kulturowym przyjmuje się, żeby nie mówić źle o zmarłych, ale trudno nie czynić wyjątków. Jak tu chwalić Adolfa Hitlera, Józefa Stalina czy Pol Pota? Oczywiście wdowa po Mandeli nijak nie może się z nimi równać, ale żeby rzetelnie ją przedstawić, nie można pominąć jej niemoralnych zachowań. Bez wątpienia w RPA jest wielu, którzy po niej nie płaczą, choćby Burowie, którzy za jej sprawą byli wyrzucani z własnych domów, rodziny ofiar jej gangu. Tak – gangu.

Nomzamo Winifred Zanyiwe Madikizela urodziła się 26 września 1936 roku w wiosce Mbongweni leżącej nieopodal miasteczka Bizana w Prowincji Przylądkowej Wschodniej, którą afrykanerzy nazywali Oos-Kaap. Region był biedny i panował w nim wyzysk, jak to w apartheidzie. Jej imię w języku xhosa, Nomzamo, oznacza „ta, która próbuje”. Faktycznie, czego by o niej nie powiedzieć, próbowała i robiła wiele.

Winnie przez 38 lat była żoną Nelsona Mandeli (fot. PAP/EPA/STR)

„Czas białych ludzi w Południowej Afryce dobiegł końca”. Wstrząsający reportaż portalu tvp.info

zobacz więcej

Była czwartym z ósemki dzieci, miała sześć sióstr i brata. Jej rodzice Columbus i Gertrude byli nauczycielami. Ojciec był dyrektorem szkoły i nauczał historii, matka zajmowała się przedmiotami przyrodniczymi. Gertrude zmarła gdy Winnie miała 9 lat. Jej śmierć spowodowała rozpad rodziny, większość rodzeństwa zamieszkała z krewnymi.

Nie miała łatwego charakteru. Od małego wpływ na postrzeganie przez nią rzeczywistości miał fakt, że jej matka była w połowie biała. Czuła, że jej krew jest z tego powodu „zanieczyszczona”. Jej biografka Emma Gilbey wskazała, że matka była znienawidzona przez część rodziny z powodu swojej jaśniejszej skóry, błękitnych oczu i rudych włosów. „Jej dzieciństwo było piekłem rasowej nienawiści” – stwierdziła.

Winnie dobrze się uczyła i po liceum przeniosła się do Johanesburga. Podjęła studia w szkole im. Jana Hofmeyra, pierwszej, która kształciła czarnoskórych do pracy urzędniczej, zamkniętej zresztą później z tego powodu. Madikizela zdążyła jeszcze zdobyć tam wykształcenie. Po studiach pracowała w pomocy społecznej, a to w szpitalu, a to w urzędach w wielu miejscach. Po latach zdobyła dyplom ze stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Witwatersrand.

Zakochany bokser

Jej życie zmieniło się w 1957 roku. Piękną 22-latkę dostrzegł na przystanku autobusowym w Soweto były bokser i adwokat o imieniu Nelson Rolihlahla Mandela (Rolihlahla w języku xhosa oznacza „sprawiający problemy”). Wprawdzie 39-letni wówczas mężczyzna miał żonę Evelyn i dwójkę dzieci, ale miał też słabość do płci pięknej, zagadał więc, oczarował i zaprosił na obiad.

Szybko stali się parą, co ułatwiał fakt, że młoda kobieta była „uderzająco piękna”. W następnym roku, już po rozwodzie z pierwszą żoną Nelsona, wzięli ślub. Winnie urodziła dwie córki – Zenani, która przyszła na świat w 1958 roku i po dwóch latach Zindziwę.

Szczęście rodzinne nie trwało długo. Mieszkali w Soweto, mieście w którym najczęściej dochodziło do wystąpień przeciwko niesprawiedliwym rządom białych. Sam Nelson wraz z towarzyszami ze zdelegalizowanego Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC) aktywnie się w nie angażował.

Zmarł Nelson Mandela. „Był sumieniem narodu”

zobacz więcej

Po raz pierwszy prawnik aktywista został aresztowany w 1960 roku. W 1962 roku wpadł ponownie, tym razem ze swoimi towarzyszami został zatrzymany w kryjówce na przedmieściach Johanesburga. W 1963 roku został skazany na dożywocie za próbę obalenia ustroju podczas słynnego procesie Rivonia. Został zwolniony w 1990 roku i przez ten cały czas pozostawali małżeństwem. Co ciekawe, rozstali się już po zwolnieniu, gdy mieli więcej czasu dla siebie.

Winnie rozpoczęła własną walkę z apartheidem i rządzącą przy jego użyciu Partią Narodową. Odważna kobieta zaangażowała się w działalność ANC. Prowadziła kampanie na rzecz zrównania praw białych i czarnoskórych obywateli. Była też rzeczniczką więzionego męża.

Tortury i izolatka

Za swoją działalność regularnie trafiała do aresztu. Wielokrotnie poddawano ją torturom, w 1969 roku spędziła osiem miesięcy w więziennej izolatce w Centralnym Więzieniu w Pretorii. Do tego trafiała do aresztu domowego i była śledzona przez służby.

Zesłano ją do miasta Brandfort, które mogła opuszczać tylko, gdy odwiedzała męża w więzieniu na wyspie Robbeneiland. Mimo takich prześladowań nie przestawała walczyć o dobre imię męża. Jej relacje trafiały na Zachód i w znacznym stopniu przyczyniły się do stworzenia legendy Mandeli oraz jej własnej.

Sam Kongres wyznaczył jej rolę bohaterki. W 2008 roku wyciekł list ustępującego prezydenta RPA Thabo Mbekiego, do wyznaczonego na jego następcę Jacoba Zumy. Mbeki napisał, że „w kontekście walki o uwolnienie więźniów politycznych w naszym kraju, nasz ruch podjął decyzję o wskazaniu Nelsona Mandeli jako reprezentanta tych więźniów i użycia jego politycznej biografii oraz skazania także jego żony, żeby w dramatycznych relacjach pokazywać brutalność systemu apartheidu”.

Za walkę z segregacją rasową żona Mandeli została uhonorowana m.in. Nagrodą Praw Człowieka im. Roberta F. Kennedy'ego. W 1986 roku władze zezwoliły jej na powrót do Johannesburga. Niezłomna bojowniczka o sprawiedliwość społeczną było jednym z emploi Winnie. ANC i zagraniczni lewicowi publicyści nie chcieli w tym pomniku dostrzec skaz, a te były i się nasilały. Najprościej można ująć, że z żony Mandeli wyszło zło.
Miliony w RPA rozpaczają po śmierci Madikizeli-Mandeli (fot. PAP/EPA/STR)

Jak wydoić własny kraj. Francja bierze się za afrykańskiego satrapę

Dwa auta bugatti, liczne ferrari, lamborghini, dom w Paryżu za ponad 100 mln euro. To nie dorobek szpanerskiego miliardera, tylko skromnego...

zobacz więcej

Stanęła na czele radykalnego skrzydła Kongresu, które walczyło już nie tylko o zrównanie praw czarnoskórych, ale też sugerowało fizyczną likwidację białych. Sama żona Mandeli wzywała do wyzwolenia RPA przemocą. 13 kwietnia 1986 roku wygłosiła przemówienie w Munsieville, w którym zachęcała do „naszyjnikowania” białych, za chwilę wyjaśnimy.

Okrutna metoda

– Z naszymi pudełkami zapałek i naszyjnikami wyzwolimy ten kraj – przekonywała. Ten drugi rzeczownik zdaje się nie pasować, w tym przypadku nie oznaczał jednak biżuterii, a opony nakładane na szyje nieszczęśników, oblewane benzyną i podpalane. Trudno inaczej nazwać tą metodę niż patologicznie sadystyczną. Sama wytrwała żona czekająca na powrót ukochanego męża oddawała się w tym okresie pijaństwu, celowała szczególnie w najtańszej brandy.

Winnie stawała się okrutną morderczynią żyjącą z nazwiska męża, bezlitośnie strzegącą zdobytej władzy i profitów, które się z nią wiązały. Stworzyła amatorską drużynę piłkarską Mandela United (MUFC), która wprawdzie nigdy nie rozegrała meczu, ale też nie do tego została powołana. Była to jej osobista straż przyboczna, której zadaniem było terroryzowanie lokalnych społeczności, które w jej ocenie nie były dość radykalne w walce z białymi. Trochę to przypominało działalność wojsk wewnętrznych NKWD podczas II wojny światowej.

Członkowie MUFC jeździli ulicami Soweto niebieskim vanem Winnie tropiąc podejrzanych o bycie informatorami policji. Złapani byli przewożeni do wilii z basenem i ogrodzeniem pod napięciem, którą szefowa zdążyła się dorobić. W domu, który wyróżniał się na tle okolicznych slumsów dochodziło do straszliwych zbrodni.

Świadkowie opowiadali, że gospodyni osobiście chłostała zatrzymanych, nakładała im plastikowe torby na głowę i wydawała rozkazy swoim pachołkom, by spuszczali psy. Podczas tych kaźni spokojnie upijała się.

Zespół Mandela United jest wiązany z serią porwań, gwałtów i morderstw, do których dochodziło w ciągu dwóch lat drugiej połowy lat 80. ubiegłego wieku. Wiele zbrodni popełniono w stosunku do dzieci. W jednym z wielu makabrycznych przypadków „piłkarze” wycięli dwóm nastolatkom skrót ANC na skórze, a rany polali kwasem.

Prezydent morderca. Duterte nie przestaje zaskakiwać

Dziwolągi, wariaci, maniacy. Niezależnie od szerokości geograficznej, zawsze na scenie politycznej musi być miejsce dla jakichś cudaków. Zwykle...

zobacz więcej

Zamordowali chłopca

Najgłośniejszą zbrodnią, za którą odpowiada niestrudzona bojowniczka walki z apartheidem, było morderstwo 14-letniego Stompie Moeketsiego. Chłopiec został porwany 29 grudnia 1988 roku wraz z trzema kolegami Kennym Kgase, Pelo Mekgwe i Thabiso Mono z domu wielebnego Paula Verryna z Centralnego Kościoła Metodystów w Johanesburgu. Rzekomo chłopcy mieli być uwolnieni od duchownego, który miał ich wykorzystywać seksualnie.

Porwani byli bici, żeby zmusić ich do przyznania, że faktycznie Verryn dopuszczał się wobec nich takich praktyk. Dodatkowo Moeketsiemu zarzucono bycie policyjnym informatorem. 6 grudnia 1989 roku ciało 14-latka odnaleziono na polu. Chłopiec zginął od pchnięć nożyczkami w gardło. Na jego ciele były ślady tortur.

Były trener MUFC Jerry Musivuzi Richardson został skazany w 1991 roku za zamordowanie Moeketsiego. Zeznał, że to żona Mandeli zleciła mu oraz innym członkom gangu porwanie czterech nieletnich. Winnie została skazana na sześć lat więzienia, ale po apelacji karę zredukowano do grzywny i dwóch lat więzienia w zawieszeniu.

W 1992 roku została również oskarżona o zlecenie morderstwa dr Abu-Baker Asvata, przyjaciela rodziny, który przesłuchiwał Moeketsiego po porwaniu. Asvat, niepotrzebny świadek, zginął 27 stycznia 1989 roku. Komisja ustaliła, że Mandela zapłaciła za to morderstwo 8 tys. dolarów i dostarczyła broń palną. Przesłuchania zostały przerwane po tym jak świadkowie przestawali zeznawać, jak ustalono, po zastraszaniu ich na rozkaz Winnie.

Zeznając w 1997 roku przez Południowoafrykańską Komisją Prawdy i Pojednania przywódczyni gangu przekonywała, że zarzucanie jej udział w co najmniej 18 przestępstwach przeciwko prawom człowieka w tym ośmiu morderstwach jest „śmieszne”. Twierdziła, że główny świadek, jej były towarzysz Katiza Cebekhulu w przeszłości był pacjentem szpitala psychiatrycznego, a jego oskarżenia opierają się na „halucynacjach”.

Odpowiada za mordy

Raport Komisji z 1998 roku wskazał jednak, że to „pani Winnie Madikizela-Mandela politycznie i moralnie odpowiada za niezliczoną ilość przypadków znaczącego pogwałcenia praw człowieka popełnionych przez MUFC”. Uznano, że gang działał zgodnie z jej instrukcjami i że inicjowała oraz brała udział w przestępstwach.

Winnie Madikizela-Mandela do końca walczyła o majątek po byłym mężu (fot. PAP/EPA/STR)

Mugabe nie jest ginącym gatunkiem. Dyktatorzy trzymają się mocno

Upadek Roberta Mugabego w Zimbabwe nie musi być znakiem czasów oznaczającym kres dyktatur. Wydawało się, że cezurą będzie rozpad ZSRR, który...

zobacz więcej

Przenieśmy się teraz do 11 lutego 1990 roku przed więzienie im. Victora Verstera w Kapsztadzie. Nelson Mandela właśnie je opuszcza. Jest otoczony przez dziennikarzy z całego świata i wielu zwolenników. Obok niego idzie Winnie, zakochana. W geście triumfu macha pięściami. Jej radość zapewne jest jednak nieszczera. Zamknięcie Mandeli było jej na rękę, mogła się bowiem oddawać miłostkom. Pośród wielu romansów znalazła sobie bowiem kochanka, młodszego o 30 lat prawnika Dalego Mpofu, ambitnego aktywistę ANC, którego wydaje się zdecydowanie bardziej wolała od męża.

Winnie i Dali zamieszkali razem w Soweto gdy Nelson odsiadywał dożywocie. W 1989 roku zdradzany mąż (jak pamiętamy sam wiernością też nie grzeszył) napisał list do żony, w którym wzywał ją do „wyrzucenia tego chłopaka z ich domu”. Niewiele to dało, romans kwitł. Nawet po zwolnieniu męża Winnie obnosiła się z kochankiem.

Para poleciała nawet concorde'em do Nowego Jorku a potem do Los Angeles, gdzie zatrzymała się w Beverly Hills Hotel na Sunset Boulevard w Beverly Hills. Podczas pobytu w USA pani Mandela wraz z Mpofu spotykali się m.in. z hollywoodzkimi gwiazdami. Drzwi otwierała magia nazwiska jej męża. Raz bohater narodowy RPA zadzwonił do hotelu, w którym przebywała jego żona i oczywiście natrafił na jej absztyfikanta.

Plotki mówią, że w 1991 roku późniejszy laureat Pokojowej Nagrody Nobla nakrył żonę w łóżku z Dalim, co skończyło się karczemną awanturą. Kilka miesięcy później dziennik „Johannesburg Sunday Times” opublikował list Winnie do kochanka, podpisany „to ja”. Wskazała w nim, że „Tata” nie odzywa się do niej już od pięciu miesięcy.

Nazwisko – największy kapitał

Miesiąc później małżeństwo przeszło w stan separacji, zaś rozwód nastąpił w 1996 roku, po 38 latach pożycia. Para zgodziła się na pozasądową ugodę. Winnie, która po rozwodzie zachowała nazwisko byłego męża – jej największy kapitał, walczyła o 70 mln randów (około 5 mln dolarów) – połowę tego, co jej były mąż rzekomo miał. Wniosek został odrzucony. Tym można chyba częściowo tłumaczyć jej późniejszą walkę o spuściznę materialną po mężu.

Po rozstaniu z Nelsonem i kompromitujących procesach jej pozycja znacznie osłabła. Została nawet zmuszona do rezygnacji z kierowania komisją opieki społecznej ANC. Dzięki swoim radykalnym poglądom wciąż jednak cieszyła się dobrą opinią szczególnie wśród młodszych sympatyków Kongresu.

Półroczny kurs na dyktatorową. Kim jest żona Kima?

Ostatnia niespodziewana wizyta Kim Dzong Una w Pekinie daje realną perspektywę uspokojenia sytuacji na Półwyspie Koreańskim i obniżenia rosnącego...

zobacz więcej

Gorąco popierała m.in. odbieranie ziemi białym bez odszkodowania i z jej głosem się liczono. Wprowadzenie przepisów doprowadziło RPA na skraj zapaści gospodarczej. Skutki decyzji są widoczne do dziś w postaci zabójstw białych farmerów. Biali osadnicy są mordowani dwa razy częściej niż policjanci i giną czterokrotnie częściej niż ogół społeczeństwa. Tylko w tym roku w 109 atakach zabito 15 rolników...

Wskażmy jednak jeszcze trochę jej pozytywnych działań, zasługi bowiem pewne ma. Angażowała się na rzeczy poprawy sytuacji biedniejszych regionów kraju. Docenił ją abp Desmond Tutu, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, który po jej śmierci przyznał, że była „znaczącym symbolem walki z apartheidem”. – Jej odważny opór był dla mnie i pokoleń aktywistów wielką inspiracją – powiedział, choć wcześniej „znaczący symbol walki z apartheidem” potrafił nazwać tego bojownika o prawa uciśnionych „kretynem”.

Jej aktywność polityczna, owszem, miała pozytywną stronę, ale oczywiście była też druga – mroczna. W okresie przemian ustrojowych między apartheidem a demokracją była znacznie mniej ugodowa niż jej mąż, którego oskarżała o „uleganie białym”. Potem przekonywała, że nobliście zależało tylko na pieniądzach, co jak się okaże było nielichą hipokryzją.

Zaatakowała Mandelę

– Mandela nas zawiódł. Zgodził się na układy niekorzystne dla czarnych. Pod względem ekonomicznym ciągle stoimy na straconej pozycji. Gospodarka jest przede wszystkim biała, choć tyle osób oddało swoje życie walcząc z tym systemem – powiedziała w jednym z wywiadów. Ciekawe, czy miała na myśli osoby, które zginęły na jej rozkaz...

Winnie poparła powstały w 2013 roku Ruch Bojowników o Wolność Gospodarczą, skrajnie lewicową partię powstałą w wyniku rozłamu w ANC. Ugrupowanie opowiada się m.in. za nacjonalizacją kopalń i organizuje najazdy na ziemię bogatych farmerów, jedno i drugie w znacznej mierze pozostaje w rękach białych.

Można pokusić się stwierdzenie, że jej walka ze znienawidzonym reżimem białych, polegała również na braniu łapówek, przypuszczalnie, żeby mniej pieniędzy trafiało do kieszeni wyzyskiwaczy. Podejrzenia pojawiały się wcześnie. W 1995 roku musiała z ich powodu zaledwie po 11 miesiącach zrezygnować z funkcji wiceszefowej Ministerstwa Sztuki, Kultury, Nauki i Technologii.

Winnie Madikizela-Mandela odpowiada za śmierć wielu ludzi i przekręty (fot. PAP/EPA/CORNELL TUKIRI)

Prezydent Zimbabwe w areszcie domowym? Wojskowi opanowują kraj

Nie wiadomo, co się dzieje z prezydentem Zimbabwe Robertem Mugabe. Prezydent RPA Jacob Zuma twierdzi, że 93-letni dyktator i jego żona Grace mają...

zobacz więcej

Kwestia korupcji została podniesiona przez Komisję Prawdy i Pojednania. Abp Tutu, który jej przewodniczył, wezwał w 1997 roku Winnie do przeproszenia za błędy. Madikizela-Mandela wyjątkowo pokajała się, przyznała, że „rzeczy potoczyły się przeraźliwie źle”. Do skazania przed sądem wciąż było jednak daleko.

W końcu śledczy zebrali dowody na to, że Winnie i jej broker Addy Moolman sprzeniewierzali pieniądze z kont funduszu pożyczkowego na pogrzeby. Byłej żonie Mandeli przedstawiono 43 zarzuty oszustw i 25 zarzutów kradzieży. 24 kwietnia 2003 roku Winnie została skazana na pięć lat więzienia.

Znów zawiasy

W apelacji znów się jej upiekło. W 2004 roku sąd w Pretorii ocenił nader osobliwie, że „przestępstwa nie popełniono dla własnego zysku”. Sędzia podtrzymał zarzuty oszustwa, ale uznał, że nie doszło do kradzieży i zmniejszył karę do 3,5 roku więzienia w zawieszeniu.

Jej nazwisko wciąż się liczyło na politycznej karuzeli i po trzech latach wróciła do polityki. W 2009 roku weszła do Parlamentu RPA z wysokiego piątego miejsca na liście wyborczej ANC. Eksperci ocenili, że skompromitowana nieudanymi rządami partia chciała w ten sposób powalczyć o głosy biedoty, tradycyjnych wyborców. Najubożsi odwracali się od Kongresu, widząc, że celem ich wybrańców owszem jest poprawa życia, ale tylko własnego. Madikizela-Mandela była tego najlepszym przykładem.

Do końca życia pozostała członkinią południowoafrykańskiego parlamentu. Dzięki legendzie bycia prześladowaną w czasach apartheidu i nazwisku męża, nigdy tak naprawdę nie odpowiedziała za zbrodnie popełniane na swój rozkaz, ani oszustwa i defraudację. Była trochę jak przywódca mafijnej rodziny Gambino z Nowego Jorku John Gotti. Nazywano go „Teflonowym Donem”, ponieważ nic się do niego nie przyczepiało, długo z każdego procesu wychodził obronną ręką. W końcu został jednak skazany w 1992 roku na dożywocie i zmarł w więzieniu. Winnie Madikizela-Mandela na dobrą sprawę uciekła przed ziemską sprawiedliwością.

źródło:
Zobacz więcej