Brawurowa ucieczka z Alcatraz jednak się powiodła? Jest dowód...

List rzekomego uciekiniera może być dowodem, że więźniowie przeżyli (fot. Pixabay/TT/KPIX5)

„Nazywam się John Anglin. Uciekłem z Alcatraz w czerwcu 1962 roku z moim bratem Clarence'em i Frankiem Morrisem. Mam 83 lata...” – tak zaczyna się tajemniczy list ujawniony przez telewizję KPIX z San Francisco. Dokument wywołał poruszenie. Okazuje się bowiem, że legendarna ucieczka najpewniej się powiodła i uciekinierzy z jednego z najcięższych więzień w USA nie potonęli w lodowatych wodach zatoki San Francisco...

Słynny baron narkotykowy znów uciekł z więzienia. Wsiąkł w łaźni

Jeden z najgroźniejszych przestępców świata znów jest na wolności. Meksykański baron narkotykowy Joaquin „El Chapo” Guzman uciekł z pilnie...

zobacz więcej

Isla de los Alcatraces, po hiszpańsku Wyspa Głuptaków, idealnie nadawała się na fort. Leży około 2,5 km od lądu w zatoce San Francisco. Jej strategiczne położenie docenili Amerykanie, którzy w połowie XIX wieku kupili ją od Meksyku i zaczęli nazywać Alcatraz, po jankesku zniekształcając dźwięczną hiszpańską nazwę.

W czasie wojny secesyjnej na wyspie powstała twierdza. Planiści uznali, że ucieczka z niej będzie niemożliwa – statki mogły łatwo podpłynąć i przycumować, ale inną drogą powrót był niewykonalny. Nikt nie miałby szans płynąc wpław wygrać z zimnym i niezwykle silnym prądem morskim. Do fortu zaczęli więc trafiać jeńcy, kryminaliści i dezerterzy.

Zaostrzony rygor

W latach 30. ubiegłego wieku zapadła decyzja, żeby więzienie stanowe zamienić na federalne o zaostrzonym rygorze. Poczyniono liczne usprawnienia – stare tunele zostały zabetonowane, mury wzmocnione, drzwi cel otrzymały zamki elektryczne. Znając pomysłowość więźniów, przed wejściami do warsztatów i stołówki zainstalowano wykrywacze metalu.

Żeby więźniom nawet nie przyszła do głowy chęć ucieczki, na galeriach cały czas czuwali uzbrojeni po zęby „klawisze”, zaś spacerniak otoczono wysokim na osiem metrów płotem, który dodatkowo zwieńczono drutem kolczastym. Gdyby i to nie ostudziło zapałów skazanych, poza obrębem murów ustawiono dodatkowo wieże strażnicze.

11 sierpnia 1934 r. o godz. 9.40 rano na wyspę przybył pierwszy transport składający się z 137 więźniów eskortowanych przez 60 agentów FBI. Czekało na nich 155 strażników. To musiało zrobić wrażenie na osadzonych. Wśród nich był słynny Al Capone – król nielegalnego alkoholu. Capone, więzień numer 85, przydzielony do czyszczenia kibli, przyznał w rozmowie z dyrektorem zakładu Jamesem Johnstonem, że z wyspy nie można uciec i też nigdy nie podjął próby ucieczki.

Do więzienia można się dostać tylko drogą morską (fot. Pixabay)

Słynni uciekinierzy z Alcatraz mogli przeżyć. „Ich ucieczka była możliwa”

Trzej więźniowie, którzy uciekli z Alcatraz w 1962 roku, mogli dotrzeć do stałego lądu i przeżyć – twierdzą eksperci z Holandii. Naukowcy...

zobacz więcej

Ale inni – owszem. Spośród około półtora tysiąca więźniów próbę ucieczki podjęło 36. 23 schwytano od razu, sześciu zostało zastrzelonych podczas ucieczki, zaś czterech utonęło. Trzech zaginęło i być może przeżyło. To są właśnie nasi bohaterowie, ale zanim do nich przejdziemy, warto przyjrzeć się innym najciekawszym i najdziwniejszym próbom.

Pierwsza próba

Pierwszą podjął niejaki Joe Bowers 27 kwietnia 1936 r. Pracował przy spalaniu śmieci na nabrzeżu. Wspiął się na ogrodzenie, ale nie miał odwagi przeskoczyć na drugą stronę. Ponieważ odmówił zejścia, został zastrzelony.

13 grudnia 1939 r. Arthur „Doc” Barker, Dale Stamphill, William Martin, Henry Young i Rufus McCain uciekli z izolatki, przepiłowując kraty w drzwiach i wyginając drugie w oknie. Doszli jednak tylko na skalisty brzeg, gdzie zostali otoczeni przez „klawiszy”. Martin, Young i McCain się poddali. Barker i Stamplhill, którzy odmówili, zostali postrzeleni, przy czym pierwszy zmarł w wyniku odniesionych ran.

W dniach 2-4 maja 1946 r. doszło z kolei do wydarzeń, które przeszły do historii jako „bitwa o Alcatraz”. Bernard Coy, Joe Cretzer, Marvin Hubbard, Sam Shockley, Miran Thompson i Clarence Carnes wzięli do niewoli strażników i zabrali im broń oraz klucze. Plan ucieczki spalił na panewce, gdy okazało się, że pracownicy więzienia nie mieli kluczy na podwórze, przez które zamierzali uciec.

Gdy na miejsce wysłano wzmocnione oddziały, więźniowie uznali, że się nie poddadzą, zamiast tego będą walczyć. W starciu zginęło dwóch oficerów, władze więzienia wezwały więc żołnierzy piechoty morskiej, żeby zaprowadzili porządek.

Od lawej: Clarence i John Anglinowie oraz Frank Morris (fot. Wiki)

Najsłynniejsze więzienie na świecie obchodzi 80. urodziny

Słynne więzienie Alcatraz, w którym przetrzymywano Ala Capone i najgroźniejszych przestępców Ameryki, otwarto 80 lat temu, 11 sierpnia 1934 r....

zobacz więcej

Ostateczny szturm

Ostateczny szturm przypuszczono rankiem 4 maja. Strażnicy, w nocy przeszkoleni przez marines, zaczęli ogniem i granatami wypierać więźniów z kolejnych pomieszczeń. Podczas walki rannych zostało 18 mundurowych. Trzech z pozostałej przy życiu piątki buntowników uznało, że nie ma już żadnej nadziei i zastrzeliło się. Shockley i Thompson zostali schwytani. Za zabójstwa strażników skazano ich na karę śmierci. Egzekucję wykonano w grudniu 1948 r.

Najsłynniejszą próbę podjęto 11 czerwca 1962 r., ale przygotowania do niej rozpoczęły się już kilkanaście miesięcy i stanowią oddzielną fascynującą historię. Zaczyna się ona w październiku 1960 r., gdy na Skałę trafił John Anglin, autor kilku napadów na banki i ucieczek ze słabiej strzeżonych zakładów.

Na początku kolejnego roku dołączył do niego brat Clarence, z którym obrabiał banki i uciekał z zakładów karnych. Bracia szybko złapali sztamę ze złodziejem aut Allenem Westem i handlarzem narkotyków Frankiem Morrisem, czyli niezapomnianym Clintem Eastwoodem z fantastycznego filmu „Ucieczka z Alcatraz”. Wszyscy byli zainteresowani milszym sposobem spędzania czasu niż siedzeniu kilkanaście godzin za kratami.



Mglistą ideę ucieczki każdego z osadzonych rozjaśniło odkrycie Morrisa, który zwrócił uwagę, że za kratą wentylacyjną pod umywalką w jego celi znajduje się jakaś pusta przestrzeń. Przy pomocy łyżeczki do herbaty wydłubał większy otwór i odkrył korytarz, który biegł równolegle do cel. Potem okaże się, że w przeszłości był on wykorzystywany przez hydraulików.

Potrzebne czaty

Więzień nie mógł sam ustalić, dokąd biegnie korytarz, bo w każdej chwili mógł przyjść strażnik, żeby sprawdzić, co się dzieje w celi. Potrzebni byli wspólnicy. Siedzący w sąsiednich celach Anglinowie i West zgodzili się bez mrugnięcia okiem.

Para morderców uciekła z więzienia w Nowym Jorku. Przekopali się do kanałów

Historia rodem z filmów sensacyjnych: dwóch morderców, skazanych na dożywocie i 25 lat więzienia, uciekło zza krat, robiąc podkop do kanałów i...

zobacz więcej

Spiskowcy stali się niemal nierozłączni. Plan ucieczki omawiali w warsztacie i podczas posiłków na stołówce. Opracowanie go zajęło kilka miesięcy. Trzeba przyznać, że miał wiele słabych punktów – zakładał bowiem przebicie się przez ściany, choć nie mieli narzędzi, przedostanie się wysoki mur, choć nie mieli lin i na koniec przepłynięcie zatoki San Francisco. Wszystko w najściślejszej tajemnicy.

Plan wydawał się być beznadziejny, ale więźniowie są mistrzami kombinowania. Okazało się, że nie ma takiego problemu, którego nie można rozwiązać improwizowanymi sposobami. Przygotowania do ucieczki można było rozpoczynać.

Pierwszą przeszkodą były naturalnie ściany celi. Dziury w betonowej ścianie więźniowie drążyli łyżeczkami i widelcami wykradanymi ze stołówki (pamiętamy o wykrywaczu metalu, który tam zainstalowano). Przełomem było wyniesienie i przemycenie z warsztatu przez Morrisa starego silnika odkurzacza, z którego pomysłowy więzień zrobił prowizoryczne wiertło.

Tylko do ciszy nocnej

Prace trwały od godziny mniej więcej 17.30 do 21, wówczas bowiem ogłaszano ciszę nocną i gaszono światła. W ciszy strażnicy mogli łatwo usłyszeć, że ktoś drąży w ścianach. Więźniowie pracowali na zmiany – jeden drążył otwór, a drugi w tym czasie nasłuchiwał i jeżeli usłyszał zbliżającego się strażnika, dawał znać, że trzeba przerwać.

Wykopany gruz był wyrzucany na korytarzu, który prowadził do wychodzącego na dach szybu wentylacyjnego. Tą drogą zamierzali uciekać, ale i to rozwiązanie nie było idealne, bo jakoś z tego dachu trzeba było niepostrzeżenie zejść i potem pokonać mur.

Uciekinierzy wykonali manekiny, żeby zmylić strażników (fot. Sabri Celebioglu/Anadolu Agency/Getty Images)

Plaga ucieczek z berlińskiego więzienia. Dyrektor placówki dowiedział się o zajściu… z prasy

Z więzienia Ploetzensee w Berlinie uciekło kolejnych dwóch więźniów. W zeszłym tygodniu z tego samego zakładu zbiegło czterech przestępców, których...

zobacz więcej

Rozwiązanie jednego problemu natychmiast rodziło kolejny. Usuniętą kratkę i wydrążoną dziurę strażnicy mogli łatwo odkryć podczas kontroli. Więźniowie wykonali więc atrapy z papieru i mydła. Rozwiązanie, jakkolwiek mogłoby się wydawać absurdalne, sprawdzało się przez długie miesiące. Jak się okaże, Morris i spółka mieli w zanadrzu jeszcze lepsze sztuczki!

Cały czas trwało też gromadzenie ekwipunku, a przydać się mogło dosłownie wszystko. Udało im się ukraść 20 płaszczy przeciwdeszczowych, z których zrobili tratwy. Jak połączyć kawałki materiału bez dostępu do drugiej grubych nici? Rozwiązaniem okazał się... cement. W wiosłami było łatwiej, wystarczyło kilka kawałków sklejki wyniesionych po cichu z warsztatu.

Manekin z mydła i gazety

Mistrzostwem była metoda zapewnienia sobie kilkugodzinnej przewagi, zanim strażnicy rano zorientują się, że doszło do ucieczki. Nocny obchód między celami mógł sprawić, że mozolne przygotowania poszłyby na marne. Potrzebne były manekiny, ale tak dokładnie wykonane, żeby nikt się nie zorientował. Z mydła owiniętego papierem toaletowym zrobili modele twarzy, które pomalowali ukradzionymi z więziennej świetlicy farbami. Miały one nawet włosy, naturalnie wyniesione od fryzjera.

11 czerwca 1962 r., półtora roku po rozpoczęciu planowania, bracia Anglinowie, Morris i West byli gotowi do ucieczki. Rozpoczęła się zasadnicza część planu, od której nie było już odwrotu. Po zgaszeniu świateł i ogłoszeniu ciszy nocnej więźniowie ułożyli na pryczach manekiny, tak, by znad kołdry wystawały jedynie sztuczne głowy.

Po wejściu na korytarz zasłonili otwory wentylacyjne prowizorycznymi atrapami krat. Morris i Anglinowie szybko dotarli do szybu i wspięli się na dach. Tam jednak zauważyli, że brakuje Westa. Uznali, że nie mogą czekać, ani tym bardziej wracać, więc ruszyli dalej.

Spiskowcy opracowywali plan ucieczki m.in. na stołówce (fot.Eric BOUVET/Gamma-Rapho via Getty Images)

To dopiero była ucieczka! Oszukali strażnika za pomocą masła orzechowego

Policja schwytała wszystkich z 12 więźniów, którzy zbiegli z więzienia w Alabamie. I byłby to kolejny sukces policji i służby więziennej, gdyby nie...

zobacz więcej

Zostańmy na chwilę przy Weście. Czyżby doświadczony i zdecydowany na ucieczkę więzień w ostatniej chwili się rozmyślił? Byłoby to najgłupsze rozwiązanie, ponieważ po odkryciu ucieczki i przetrząśnięciu cel strażnicy natychmiast zorientowaliby się, że i on brał udział w przygotowaniach.

Musiał wrócić

Odpowiedź jest bardziej prozaiczna. Otóż zdenerwowany więzień źle spakował ekwipunek i zaklinował się w dziurze prowadzącej do szybu wentylacyjnego. Gdy się oswobodził i dotarł na miejsce, okazało się, że jego wspólników już nie ma. Ponieważ wspinaczka na dach wymagała pomocy kompanów, West został na lodzie. Mógł jedynie wrócić do celi i pójść na współpracę z FBI w nadziei, że władze więzienia postąpią z nim łaskawie.

Wróćmy do pozostałej trójki. Po pokonaniu muru nadmuchali tratwy, rzucili się na czarne jak atrament wody zatoki San Francisco i odpłynęli z Alcatraz. Ślad po nich zaginął – tyle wiemy oficjalnie. Naturalnie natychmiast wszczęto śledztwo, ale zakończono je po 17 latach. Po wielomiesięcznych poszukiwaniach, przeanalizowaniu zeznań Westa, pływów i prądów, śledczy uznali, że „nie istnieją żadne wiarygodne dowody pozwalające przypuszczać, że zdołali przeżyć”.

Mimo to Departament Sprawiedliwości USA przygotował nagrodę finansową za informację o zbiegach. Skoro nikt się nie chciał zgłosić o pieniądze, istniało domniemanie, że może faktycznie Morris i Alginowie zginęli. Przeczyły jednak temu oświadczenia kuzyna i córki Morrisa, którzy wielokrotnie zapewniali, że wkrótce po ucieczce spotkali się z nim w San Diego.

Również siostra Anglinów, Mearl Anglin Taylor, twierdziła, że ucieczka się powiodła. Obaj bracia mieli ją przeżyć, mało tego, jeszcze w 2012 r. przekonywała, że obaj nadal żyją. Mieli do niej zadzwonić i przysłać kartkę świąteczną.

Czmychnęli do Brazylii?

Kuzyn Anglinów twierdził, że zbiegom udało się przedostać do Ameryki Południowej. Pokazywał nawet zdjęcia pochodzące z 1975 r. rzekomo przedstawiające ich na farmie w Brazylii. Przyjaciel braci Fred Brizzi, który się z nimi wychowywał, przekazał zaś ich zdjęcia, które również miały być wykonane w Brazylii. Przedstawiają one dwóch osobników w okularach przeciwsłonecznych. Istnieje też doniesienie, że pojawili się w tajemnicy na pogrzebie matki.
Po ucieczce bracia Anglinowie rzekomo schronili się w Brazylii (fot. TT)

Bandyci byli widziani przez przypadkowe osoby. Kilkuset policjantów szuka groźnych zbiegów

W brawurowy sposób wydostali się na wolność i są wciąż nieuchwytni. W Stanach Zjednoczonych trwa obława na dwóch uciekinierów skazanych za brutalne...

zobacz więcej

Istotnym dowodem na to, że śmiałkowie przeżyli ucieczkę, był list przysłany na posterunek policji w Richmond w 2013 r., od którego zaczęliśmy opowieść. Co John pisze dalej? Oddajmy głos jemu albo komuś, kto się pod niego podszywał.

„Mam 83 lata i jestem w złym stanie. Mam raka. Tak, udało nam się wszystkim przeżyć tamtą noc, ale z trudem” – opowiada autor listu, którego treść ujawniono dopiero kilka tygodni temu, co może oznaczać, że rzekomy John, jeżeli faktycznie ciężko chorował, to przypuszczalnie już nie żyje. Ale oddajmy mu jeszcze głos.

Ważna poszlaka

„Frank zmarł w październiku 2005 r. Jego grób znajduje się w Alexandrii. Leży tam pod zmienionym nazwiskiem. Mój brat zmarł w 2001 r.” – informuje autor listu, który popełnił kilka błędów gramatycznych, co może sugerować, że nie przykładał się w szkole, a to istotna poszlaka.

„Jeżeli ogłosicie w telewizji, że będzie obiecane, iż trafię do więzienia na nie dłużej niż rok i zostanę otoczony opieką medyczną, wówczas napiszę do was i powiem, gdzie się znajduję. To nie jest żart, tylko uczciwa prawda”.

„Mogłem wam powiedzieć, że przez siedem lat żyłem w Minot w Północnej Dakocie od 1990 do 2005 r.! Było tam jednak cholernie zimno i musiałem stamtąd pryskać. Przez większą część czasu po ucieczce mieszkałem w Seattle, ale teraz żyję w południowej Kalifornii” – zdradza.

Więzienie zamieniono w muzeum (fot. Justin Sullivan/Getty Images)

Wielka ucieczka. Ponad 400 osadzonych dało nogę z więzienia

Od piątku trwa pościg za setkami więźniów, którzy uciekli z przepełnionego więzienia na Sumatrze. Udało się złapać niespełna połowę.

zobacz więcej

Na tym tajemniczy list się skończył. Nie wiadomo, co się stało z jego autorem. Czy faktycznie był nim John Anglin? Czy został namierzony? Tego być może już nigdy się nie dowiemy. Tym niemniej FBI wznowiło śledztwo. Być może po to, żeby je wkrótce ponownie zamknąć, a być może da ono odpowiedź na jedną z największych zagadek w historii amerykańskiego systemu penitencjarnego.

Ostatnia próba

Wróćmy jeszcze na Skałę. Brawurowa ucieczka Morrisa i Anglinów nie była ostatnią w historii więzienia. 16 grudnia 1962 r. John Paul Scott i Darl Parker wygięli kraty w oknie kuchennym w suterenie, wydostali się na zewnątrz i wskoczyli do wody. Parkera namierzono ledwie dychającego na skale nieopodal wyspy.

Jego kompanowi poszło lepiej. Scott płynął w kierunku San Francisco, ale prądy zaczęły go znosić w kierunku otwartego morza. Miał szczęście, że dopłynął do mostu Golden Gate. Tam wdrapał się na skałę, na której dostrzegli go przypadkowi nastolatkowie. Powiadomili władze. Więzień nie miał siły dalej płynąć, wiedział, że kolejna ucieczka oznacza śmierć. Wyziębiony trafił do szpitala wojskowego, a stamtąd odesłano go z powrotem do Alcatraz.

Wkrótce potem więzienie zamknięto. Zdecydowały o tym błędy konstrukcyjne, które ułatwiały ucieczki oraz wysokie koszty utrzymania – całe zaopatrzenie dostarczano bowiem drogą morską.

Jak na ironię, pozbawiona przymusowych mieszkańców Isla de los Alcatraces w końcu zaczęła na siebie zarabiać. Stała się bowiem scenerią wielu filmów, ale przede wszystkim jedną z największych atrakcji turystycznych w rejonie San Francisco. Każdego roku tysiące osób przypływają, żeby zobaczyć cele Ala Capone oraz braci Anglinów i Morrisa. Kusi ich mit najsłynniejszego więzienia świata.

Alcatraz zarabia na turystach, którzy chętnie odwiedzają byłe więzienie (fot. Justin Sullivan/Getty Images)

źródło:
Zobacz więcej