Polskie Państwo Podziemne miało jedną karę dla szmalcowników…

Kadr z filmu „Czas honoru” (fot. Archiwum Fotograficzne TVP)

Izrael oburza się na uchwaloną w Polsce ustawę o karaniu za kłamliwe przypisywanie narodowi polskiemu współudziału w zbrodniach Niemców podczas II wojny światowej. Powołuje się przy tym na troskę o zachowanie prawdy. Jaka jest więc ta prawda?

Grzywna i więzienie za „polskie obozy śmierci”. Jest nowelizacja

Sejm przyjął nowelizację, która wprowadza karę grzywny lub karę do 3 lat więzienia za słowa typu „polskie obozy śmierci”. Ustawa umożliwi też...

zobacz więcej

Yairowi Lapidowi, izraelskiemu deputowanemu, nie przechodzi przez głowę cień rozterki. Dla niego prawda jest jednoznaczna: „polskie obozy śmierci istniały”. To nowa jakość, bo dotychczas użycie tego określenia było usprawiedliwiane skrótem myślowym, który miał jedynie określić położenie geograficzne miejsca kaźni milionów więźniów. Zdaniem izraelskiego deputowanego setki tysięcy Żydów zostało w Polsce wymordowanych bez pomocy Niemców.

Wynika z tego, że Polska była krajem osławionych szmalcowników, którzy z chęci zysku sprzedawali Żydów Niemcom w sposób niemal usankcjonowany. Polski rząd stanął więc dzisiaj przed wyjątkowo trudnym zadaniem. Musi wyjaśnić wszystkim, których wiedza jest na poziomie deputowanego Knesetu, jak wyglądała rzeczywistość II wojny światowej, podczas której Polskie Państwo Podziemne ogłosiło, że „Każdy Polak, który współdziała z ich [Niemców] morderczą akcją czy to szantażując lub denuncjując Żydów, czy to wyzyskując ich okropne położenie lub uczestnicząc w grabieży, popełnia ciężką zbrodnię wobec praw Rzeczypospolitej Polskiej i będzie niezwłocznie ukarany...”.

Śmierć szmalcownikom

Kara była jedna. – Nie ma wątpliwości, że Polskie Państwo Podziemne traktowało szmalcownictwo jako zwykły bandytyzm. Szmalcownicy, gdy wpadali w ręce polskiego podziemia, z reguły nie wychodzili żywi – mówi Piotr Zychowicz, redaktor naczelny miesięcznika „Historia do Rzeczy”, autor książki „Żydzi, opowieści niepoprawne politycznie”.

Historyk przyznaje, że polskie społeczeństwo, jak każde inne pod okupacją niemiecką, nie składało się z samych aniołów. – Ale też nie składało się z diabłów, jak to niektórzy próbują interpretować. Była grupa bohaterów, która Żydów ratowała. Możemy być z nich dumni. Była też stosunkowo niewielka grupa Polaków, którzy Żydom szkodzili, czyli mordercy, donosiciele, szmalcownicy. Jednak zdecydowanie największą częścią społeczeństwa była masa ludzi, która po prostu próbowała jakoś przeżyć. Ci ani nie szkodzili, ani nie pomagali – mówi Zychowicz.

Zaznacza, że do tych ostatnich nie można mieć żadnych pretensji, bo trudno oczekiwać od szerokich mas, by gremialnie na co dzień wykazywali się bohaterstwem. – Nie ma czegoś takiego jak kolektywne bohaterstwo, podobnie jak nie ma kolektywnej winy – uważa historyk.

Polski historyk zdradza, dlaczego Hollywood nie zrobił filmu o rtm. Pileckim

Rotmistrz Witold Pilecki był wyjątkową postacią. Podczas wojny specjalnie dał się złapać Niemcom, by trafić do obozu w Auschwitz i móc opisać...

zobacz więcej

Nikt nie wie, jak wtedy by postąpił…

Historyk przypomina, że w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci. – Ryzyko było tutaj nieporównywalnie większe niż w Zachodniej Europie. Stąd też wyśrubowane oczekiwania, jakie są stawiane Polakom, są niesprawiedliwe. Spójrzmy na historię przez pryzmat nie dzisiejszych czasów i łatwych ocen moralnych. Wyobraźmy sobie sytuację: jest środek nocy, za oknami słychać ujadanie psów, komendy po niemiecku, nagle ktoś puka do drzwi. Otwieram, a tu stoi Żyd, który mówi w jidysz. Nie mogę się z nim dogadać, ale on pokazuje na migi, że gonią go Niemcy i są za nim o krok. Odwracam się w stronę domu i widzę swoją żonę i dzieci... Sam zastanawiam się, co bym zrobił. Czy wpuściłbym tego człowieka i naraził wszystkich na śmierć, czy zatrzasnął mu drzwi przed nosem. Oczywiście dzisiaj są bohaterowie czasu pokoju, którzy zawsze są przekonani o swojej poprawnej decyzji. Ale nikt nie wie, jak by się zachował w godzinie próby – mówi Piotr Zychowicz.

Dlatego też istnieje wyraźna różnica między oceną sytuacji w Zachodniej i Wschodniej Europie. – Okoliczności łagodzące bierność tych społeczeństw są zupełnie różne. Co innego, jeśli grozi pogrożenie palcem przez wachmana, co innego, jeśli grozi śmierć – przyznaje Zychowicz.

Premier Morawiecki: Nie ma mowy o odpowiedzialności Polski za Holokaust

– W rozmowie z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu podkreśliłem, że państwo polskie było napadnięte i okupowane; nie ma mowy o odpowiedzialności...

zobacz więcej

To kwestia skali

Według Piotra Gontarczyka, historyka Instytutu Pamięci Narodowej, uznanie winy narodu to kwestia skali. – Jeżeli w procederze bierze udział całe społeczeństwo, to świadczy to o jego odpowiedzialności, jeśli jednak są to odosobnione przypadki, potępiane społecznie, a co więcej karane przez państwo podziemne, to świadczy o patologii jednostek, nie o społeczeństwie.

Według niego problem z fałszywym użyciem określenia „polskie obozy śmierci” polega na tym, że na ten temat wypowiada się zbyt wiele nieprzygotowanych osób. – Trzeba pamiętać, że Holokaustem nie zajmują się tylko profesjonalni historycy w krajach, które doświadczyły okupacji na własnej skórze. To jest już element kultury masowej. A kultura masowa rządzi się swoimi prawami. Jeśli ktoś raz, drugi i dziesiąty powtórzy kłamliwe określenie, wchodzi ono do powszechnego użytku. Z tym trzeba ciągle walczyć – mówi Gontarczyk.

– Trzeba też przyznać, że zaczynają działać pewne mechanizmy, które obowiązywały w PRL. Tzn. jeśli ktoś był wtedy zerem pod względem naukowym, to zajmował się pisaniem o Marksie albo Róży Luksemburg i miał pewność, że dzięki temu zaistnieje. Teraz tak jest z Holokaustem. Zajmują się tym, niestety, wszyscy, np. dziennikarze z Meksyku czy Stanów Zjednoczonych – dodaje.

źródło:
Zobacz więcej