RAPORT:

KORONAWIRUS: MAPY, STATYSTYKI, PORADY

Bestia zeszła na ziemię. „Wyzwolenie” pod znakiem rzezi

Żołnierze Armii Czerwonej wymordowali kilkaset osób w Przyszowicach i Miechowicach (fot. IPN)
Żołnierze Armii Czerwonej wymordowali kilkaset osób w Przyszowicach i Miechowicach (fot. IPN)

Uznany reportażysta Filip Springer w książce „Miedzianka” porównał kolejne ciosy spadające na to nieistniejące już miasteczko na Dolnym Śląsku jako przebudzenia Bestii. Miejsc, które wojna potraktowała swoim okrucieństwem, jest więcej. To choćby ciche wsie Przyszowice i Miechowice, które pod koniec II wojny światowej padły ofiarą bestialstwa żołnierzy Armii Czerwonej.

Pierwszy zryw. Zapomniana historia powstania czortkowskiego

Bohaterski Czerwiec '56 nie był pierwszym zrywem Polaków przeciwko komunistycznej okupacji. Jako pierwsi za broń chwycili mieszkańcy Czortkowa, w...

zobacz więcej

Rzezie urządzone przez czerwonoarmistów nie były spontanicznymi aktami, tylko podsycanymi przez alkohol, Kreml i radzieckich propagandystów działaniami. W zachęcaniu do mordowania celował m. in. pisarz Ilia Erenburg. Żołnierze mieli brać odwet na Niemcach, którzy dopuszczali się zbrodni w ZSRR. Był to też pokaz nienawiści, demonstracja siły wobec pokonanych.

Zasłona milczenia

Tym częściowo można tłumaczyć, ale w żaden sposób nie usprawiedliwiać (!), to co wydarzyło się w Przyszowicach i Miechowicach w ostatnich dniach stycznia 1945 r. Okrutną zbrodnię na pół wieku okryła zasłona milczenia. W czasach PRL była to niewygodna i ukrywana prawda, a o tych tragicznych wydarzeniach można było mówić dopiero w latach 90. ubiegłego wieku.

Do Przyszowic na Górnym Śląsku Rosjanie z myślą o masakrze weszli przez przypadek – byli przekonani, że są już w Niemczech. Zgodnie z przyzwoleniem władz oznaczało to, że mogą bezkarnie gwałcić, mordować i rabować.

Przyszowice w gminie Gierałtowice były jednak ostatnią polską wsią przed historyczną, przedwojenną granicą. Ta „pomyłka” skutkowała śmiercią kilkudziesięciu osób – mieszkańców wsi, jak i byłych więźniów niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau, którzy uciekli z marszu śmierci oraz spaleniem niemal 70 domów i zabudowań gospodarczych.

Dramatyczne historie bezprzykładnego okrucieństwa opisała śląska dziennikarka Teresa Semik. 20-letnią Annę Lomanię sowiecki żołnierz wyciągnął na siłę z piwnicy i chciał zgwałcić, ale mu uciekła, krzycząc „Ratunku!”. Gdy wbiegła do kuchni, padł strzał. Bezwładne ciało upadło na klapę do piwnicy, a krew kapała na beczkę, w której kisiła się kapusta...

Archeolodzy w warszawskiej katowni NKWD

Instytut Pamięci Narodowej rozpoczął prace poszukiwawcze w dawnej katowni NKWD i UB przy ul. Strzeleckiej 8 na warszawskiej Pradze Północ –...

zobacz więcej

Gwizdał, znaczy – szpieg

Okrutnie los zakpił z 32-letniego Wilhelma Kleczki i jego 26-letniego szwagra Franciszka Długosza. Mężczyźni zamierzali świętować odzyskanie wolności, poszli do kolegi i zagwizdali, żeby przyszedł do nich. Usłyszeli to czerwonoarmiści i wzięli Polaków za niemieckich szpiegów, po czym rozstrzelali.

Tragiczny los spotkał też Edwarda Gawroniaka, który na wieść o wybuchu wojny przyjechał z Francji i walczył w kampanii wrześniowej. Dostał się do niemieckiej niewoli, w której skierowano go do pracy w kopalni Gliwice. Choć warunki były straszliwe, zdołał przeżyć. Po wycofaniu się Niemców zamieszkał w domu dziewczyny. Zginął, bo okazał Rosjanom wystawione przez poprzednich okupantów dokumenty, a ci wzięli go za Niemca i z miejsca zastrzelili.

Wprawdzie masakra miała miejsce 27 stycznia, ale jeszcze przez wiele miesięcy wieś była okrutnie doświadczana przez sowieckich okupantów. W czerwcu, już po zakończeniu działań wojennych, radziecki samolot zbombardował dwie osoby koszące trawę; jedna z nich zginęła na miejscu. Ludzie uważają, że miało to związek z pułkownikiem lotnictwa, który stacjonował u jednego z mieszkańców.

Ostatnią ofiarą była Jadwiga Biskup, która śmiała krzyknąć, gdy dwaj żołnierze Armii Czerwonej kradli jej krowę. Szacuje się, że łącznie wymordowano prawie 70 osób, ale liczba ta najpewniej jest wyższa, gdyż wiele osób Rosjanie ranili i okaleczyli, w wyniku czego zmarły one później. Ciężko podać też liczbę zgwałconych kobiet – a los taki spotykał zarówno małe dziewczynki, jak i staruszki...

Równoległa rzeź

Równolegle trwała druga rzeź, w Miechowicach. W przypadku tej ówczesnej wsi – obecnie to dzielnica Bytomia – sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Formalnie przed II wojną światową miejscowość leżała na terenie Niemiec – w 1939 r. zmieniono jej nazwę na niemieckobrzmiący Mechtal – ale jej historia równie mocno była związana z Polską.

Winni zbrodni nigdy nie ponieśli odpowiedzialności (fot. Hulton Archive/Getty Images)
Winni zbrodni nigdy nie ponieśli odpowiedzialności (fot. Hulton Archive/Getty Images)

Białoruscy uczniowie uczą się, że NKWD nie mordowało Polaków w Katyniu

Skandaliczny podręcznik do historii przygotowany dla białoruskich uczniów. Autor pozycji prof. Jauhien Nowik przekonuje, że nie ma potwierdzenia w...

zobacz więcej

W 1921 r., w czasie plebiscytu prawie trzy czwarte spośród ponad 6 tys. głosujących mieszkańców opowiedziało się za przyłączeniem do Polski. Trzeba zaznaczył, że Republika Weimarska wywalczyła prawo, by w plebiscycie głosowali nawet Niemcy, którzy nie mieszkali w tych regionach. Często ich zwożono, żeby opowiedzieli się za przynależnością miejsca, z którym wcale nie byli związani. Zatem polskie Miechowice powinny wejść w skład II RP, ale w wyniku podziału Górnego Śląska pozostały one w Niemczech.

W związku z tymi zawirowaniami geograficznymi żołnierze Armii Czerwonej potraktowali Miechowice jako ziemie III Rzeszy. Nadeszli w mroźny dzień 25 stycznia od strony Stolarzowic. Szli ławą, chowając się za czołgami. Podczas trzydniowej orgii śmierci zamordowali przypuszczalnie około 380 cywili, ale liczbę tę ciężko oszacować. Dla potrzeb śledztwa przyjęto, że śmierć poniosło 880 osób.

Nierówne siły

Masakrę poprzedziły słabe walki toczone z niewielkimi oddziałami Volkssturmu z Tarnowskich Gór, gwardii ludowej, w skład której wchodziły osoby, które ze względu na wiek nie mogły służyć w Wehrmachcie, a więc nastolatkowie poniżej 16. i mężczyźni po 64. roku życia. Gwardzistów wspierali pojedynczy członkowie Hitlerjugend. Przeciwko nim byli doświadczeni żołnierze Armii Czerwonej.

Wiadomo, że w jednostki sowieckie pochodził z 118 korpusu Armii Czerwonej dowodzonego przez gen. mjr. Aleksieja Naumowa i będącego częścią 21 armii gen. mjr. Dmitrija Gusiewa. Byli to żołnierze 128, 282 i 291 Dywizji Piechoty wspomagani przez 100 i 237 Brygady Pancerne oraz 65 Brygadę Piechoty Zmotoryzowanej. Wykluczono udział żołnierzy tej ostatniej jednostki w zbrodni, ale, niestety, nie można wskazać odpowiedzialnych.

Sowieci bez trudu zajęli wieś. Jeden ze świadków opowiadał, że dokonali tego rosyjscy żołnierze o twarzach o azjatyckim wyglądzie, przypuszczalnie Kałmucy, albo osoby innych syberyjskich narodowości. Z relacji świadków wiadomo w miarę dokładnie, jak przebiegała zbrodnia.

Cios w plecy. 78 lat temu Sowieci zaatakowali Polskę

Półtora miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i około 1,8 tys. samolotów – takie siły Armii Czerwonej wkroczyły 78 lat temu na teren...

zobacz więcej

Przede wszystkim czerwonoarmiści przeszukiwali mieszkania i piwnice. Mężczyźni byli od razu zabijani. Poszukiwano też kalek, przypuszczając, że to byli żołnierze. Tak zamordowano młodego mężczyznę, któremu kalectwo pozostawiła przebyta choroba Hainego-Medina.

Pierwsza ofiara

Pierwszą ofiarą zastrzeloną był jednak robotnik Wincenty Bober, mieszkający przy Wikarekstrasse 4, który wyszedł przed dom zobaczyć, co się dzieje. Kolejne strzały padły na ulicy Fasaneriestrasse 10, gdy „wyzwoliciele” zobaczyli jednego z wyglądających na zewnątrz mieszkańców. Do zamkniętego domu przez okna wrzucili granaty i poszli dalej w głąb miejscowości – opisała prokurator IPN Ewa Koj, która badała sprawę.

Nasilenie mordów nastąpiło 27 stycznia. Rozkaz do rzezi miał wydać nieustalony oficer, choć śledczym nie udało się dotrzeć do żadnego bezpośredniego świadka, zaś wszystkie świadectwa pochodzą od osób, które słyszały, że taki rozkaz padł.

Masakra była efektem zabicia na rogu ulic Stolarzowickiej i Michaloka oficera Armii Czerwonej. Miał tego dokonać członek Hitlerjugend. Śmiertelny strzał padł natomiast ze strony hałdy na obecnych ulicach Michaloka i Reptowskiej.

Po zabójstwie – ustaliła prok. Koj – mieszkańcom domów przy Holteistrasse 3 i Stillersfelder Strasse Romanowi i Józefowi Szczudlikom, Stefanowi Laszczykowi, Wiktorowi Görlich i Franciszkowi Wylenżkowi kazano przynieść trumnę z jedynego w mieście zakładu pogrzebowego Euzebiusza Pajonczka (Pajontzyk) i pochować majora w piaskownicy przy tej posesji. Gdy to zrobili, zostali zaprowadzeni pod las i zastrzeleni.
Sowieci rozgrabili i zniszczyli także pałac w Miechowicach (fot. Wiki/Christophorus ex Silesia)
Sowieci rozgrabili i zniszczyli także pałac w Miechowicach (fot. Wiki/Christophorus ex Silesia)

Przemilczana na Zachodzie. 73 lata od operacji „Ostra Brama”

73 lata temu, 7 lipca 1944 r., rozpoczęła się operacja pod kryptonimem „Ostra Brama”. Została przeprowadzona przez Armię Krajową w ramach akcji...

zobacz więcej

Zdziczenie

Zdziczenie radzieckich żołdaków było ogromne. Wielu ofiar nie zastrzelili, tylko zatłukli kolbami. Cywilów zabijano na miejscu albo zabierano na miejsce kaźni pod lasem, gdzie byli systematycznie zabijani strzałami z broni maszynowej i dobijani strzałami z pistoletów.

Prok. Koj dokładnie ustaliła tragiczny los ks. Jana Frenzla, wikarego parafii Bożego Ciała. Duchowny został wezwany 25 stycznia do śmiertelnie rannego Herberta Drzesgi. Przybył na miejsce z kościelnym Janem Gajdą, by udzielić chłopcu ostatniej posługi. Frenzel pozostał z rannym do jego śmierci następnego ranka.

Żołnierze znaleźli księdza, gdy spowiadał i pocieszał wystraszone kobiety w piwnicy domu przy Kubothstrasse 11. Razem z nim uprowadzono czterech mężczyzn. Piąty, 70-letni inwalida, który nie był w stanie iść, został zastrzelony na terenie posesji.

Duchowny został zabrany do Stolarzowic. Po drodze jeden z żołnierzy zerwał mu bursę i zawiesił w oknie wystawowym jednego ze sklepów. W Stolarzowicach ks. Frenzel został przesłuchany, czemu towarzyszyły tortury. Następnie został zamordowany w stodole. Jego ciało – z dziurami po kulach i pchnięciach bagnetem – wrzucono do zbiorowej mogiły. 9 lutego 1945 r., dzięki staraniom siostry duchownego Lucii, dokonano ekshumacji i zidentyfikowane po koloratce szczątki przeniesiono na cmentarzu w Brzezinach Śl.

Plaga gwałtów

Oprócz morderstw powszechne były gwałty, nierzadko zbiorowe. Ich liczba – podobnie jak w Przyszowicach – również pozostaje nieznana. Tragiczna jest szczególnie opowieść o rodzinie Fabry mieszkającej w domu przy Tiele-Wincklerstrasse.

„Szli bez rytmu, krzycząc i śmierdząc. Panie oficerowe lizały lepy na muchy”

– Byli brudni, czasem płaszcze się za nimi wlokły – tacy byli mali. To była populacja wielkiego głodu na Ukrainie i w Rosji. Robili wrażenie hordy,...

zobacz więcej

Wilhem Fabry przyjechał do Miechowic z Westfalii, do pracy przy modernizacji kopalni Preussen. Fryderyk Bigoń, sztygar zmianowy, odnotował w pamiętniku, że 29 stycznia Fabry nie stawił się w pracy. Dowiedział się, że dzień wcześniej, ok. godz. 23, po przejściu załamania nerwowego popełnił samobójstwo.

Co pchnęło doświadczonego górnika do tego czynu? Jego kolega Franciszek Schenk opowiedział Bigoniowi, że po powrocie z pracy do domu znalazł swoją żonę Marię Teresę, będącą w zaawansowanej ciąży, wielokrotnie zgwałconą. Nie wytrzymał i zastrzelił ją oraz pięcioletnią Ingrid, czteroletnią Sigelinde, a na końcu siebie.

Sterroryzowani ludzie bali się wychodzić z domu. Przez wiele dni zwłoki ofiar leżały pozostawione na podwórkach, często straszliwie okaleczone; nie było komu ich chować. Dopiero na początku lutego zaczęło organizować pochówki.

Zbiorowa mogiła

Część pomordowanych pogrzebano na pobliskim cmentarzu, reszta – około 100 zabitych – w zbiorowej mogile przy ul. Warszawskiej. Ich szczątki zostały w 1969 r. ekshumowane i po cichu pochowane na cmentarzu komunalnym w Bytomiu, już wtedy Miechowice był częścią tego miasta.

Żołnierze Armii Czerwonej nie ograniczali się tylko do morderstw i gwałtów. Plądrowali również domy i sklepy – kradli i niszczyli wszystko, co miało jakąś wartość – szczególnie upodobali sobie zegarki. Gdy nie było co kraść, demolowali dla zabawy.

W czasach PRL przemilczano zbrodnie czerwonoarmistów (fot. Wiki/Tomasz Górny)
W czasach PRL przemilczano zbrodnie czerwonoarmistów (fot. Wiki/Tomasz Górny)

Rosyjski resort obrony opublikował dokumenty Armii Czerwonej o Polsce

Ministerstwo Obrony Rosji opublikowało dokumenty Armii Czerwonej z lat 1944-45 dotyczące Polski, w tym ofensywy Armii Czerwonej i stosunku do niej...

zobacz więcej

Żołdacy zniszczyli i rozgrabili również wspaniały pałac Tiele-Wincklerów w Miechowicach, pochodzącą z 1812 r. perłę architektury, wybudowaną w stylu angielskiego neogotyku. W kilka dni doprowadzili obiekt do takiej ruiny, że w 1954 r. trzeba go było wysadzić w powietrze. Do dziś pozostały jedynie szkielet pałacowej oficyny i nadal imponujący, choć zaniedbany park otaczający budowlę, symbole dawnej świetności.

Prok. Koj wskazuje, że nie da się doszukać uzasadnienia dla zbrodni popełnionej na cywilnych mieszkańcach Miechowic i analogicznie Przyszowic, ale taki los spotkał w zasadzie wszystkie miasta Górnego Śląska, które przed wojną miały pecha znaleźć się w granicach III Rzeszy.

Dowód nienawiści

Dowodem nienawiści czerwonoarmistów były napisy wykonane białą farbą olejną, pozostawione na ścianach miechowickich familoków z czerwonej cegły. „Śmierć niemieckim najeźdźcom” i „Wykończymy wroga w jego legowisku” – wypisywali sowieci hasła, którymi karmiła ich propaganda. Napisy były tak trwałe, że nie dało ich się zetrzeć. Dopiero wymuszona rozbiórka budynków w latach 70. sprawiła, że przestały razić i przypominać o bestialstwie, do którego doszło pod koniec stycznia 1945 r.

W czasach PRL o zbrodniach sowieckich żołnierzy nie można było oficjalnie mówić. Ofiary był dodatkowo skazane na niepamięć. Pamiętali o nich członkowie rodzin, sąsiedzi, ale władze pilnowały, żeby nikt więcej się nie dowiedział o tragedii setek niewinnych osób. Dopiero po pół wieku ofiarom oddano należną cześć, a ich losem zajął się Instytut Pamięci Narodowej. Niestety, sprawcy i inspiratorzy rzezi nigdy nie odpowiedzieli i już nie odpowiedzą za swoje czyny.

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej