Zmasakrowali ich ciała i wrzucili w ogień. Cisna w szponach UPA

UPA podpaliła szkołę, urząd gminy, dwór i osiem gospodarstw (fot. commons.wikimedia.org)

Rzeź wołyńska, konflikt w Bieszczadach czy pacyfikacja Warszawy. Te wydarzenia z czasów II wojny światowej do dzisiaj kładą się cieniem na relacjach polsko-ukraińskich. – Wciąż trudno o szczerą i merytoryczną dyskusję bez złych emocji, resentymentów i podejrzliwości – mówi portalowi tvp.info prawnik i pisarz Tomasz Hildebrandt. Walki z UPA, a zwłaszcza zbrodnię dokonaną 72 lata temu w Cisnej w Bieszczadach uczynił on tłem historycznym dla swojej najnowszej powieści „Góry umarłych”.

Zwyciężyła frakcja „Nie zabijaj”. Ocaleni dzięki sprawiedliwym zdrajcom na Wołyniu

Gdy latem 1943 roku ukraińscy nacjonaliści bestialsko mordowali Polaków, dotychczasowi sąsiedzi musieli wybierać. Jedni Ukraińcy, ze strachu przed...

zobacz więcej

Ta malowniczo położona w dolinie Solinki miejscowość, która już przed wojną zyskała status uzdrowiska i miejsca wypoczynku, skrywa niejedną tragiczną i bolesną historię. – Nawet jeśli zapominają ludzie, to nie zapomina ziemia, w której leżą szczątki pomordowanych – podkreśla pisarz. A tych w wyniku bestialskiego ataku UPA było łącznie 13 osób. Cisna po tym wydarzeniu już nigdy nie była tym samym miejscem.

Pierwsza sotnia Ukraińskiej Powstańczej Armii pojawiła się w tej okolicy już latem 1944 roku. Wtedy to do lasu wyprowadzono dwóch gospodarzy podejrzanych o niechętny stosunek do Ukraińców. Ślad po nich zaginął do chwili, gdy po pewnym czasie odnaleziono ich zmasakrowane zwłoki. To był sygnał ostrzegawczy wysłany do mieszkańców, żeby się mieli na baczności. W celu poprawy ich bezpieczeństwa ustawiono nawet posterunek milicji, w której służyli partyzanci doświadczeni w walkach z UPA.

Pocztówka promująca Cisnę jako letnisko z 1928 roku (fot. cisnacentrumkultury)

„Ukraina nie może przeżyć, że chcemy prawdy o ludobójstwie Polaków”

– Ukraina to państwo, które nie może przeżyć tego, co się stało rok temu. Rząd PiS i parlament podali jednoznaczną granicę, poza która nie będziemy...

zobacz więcej

„Konfliktu w powojennym chaosie nie dało się uniknąć”

Na nic to się zdało, a oficjalny koniec II wojny światowej wcale nie oznaczał końca strachu dla polskiej ludności z podkarpackich wiosek. Zresztą od początku 1945 roku tereny, na których leżała Cisna były kontrolowane przez Ukraińców. 24 lipca miał tam miejsce pierwszy atak UPA, kiedy to w niejasnych okolicznościach wyleciał w powietrze wspomniany posterunek MO. Zginęło wówczas sześciu funkcjonariuszy milicji. By móc odpierać ewentualne kolejne ataki ze strony Ukraińców, zbudowano umocniony punkt oporu.

Tomasz Hildebrandt pytany o to, co było przyczyną tych zachowań o charakterze zbrojnym i czy można było im zapobiec odpowiada, że „konfliktu w powojennym chaosie nie dało się uniknąć”. – Ukraińcy walczyli o niepodległość, uznając Bieszczady za swoje ziemie. Żołnierze UPA, podobnie jak tzw. Wyklęci walczyli przeciwko komunizmowi i często nie mieli innego wyjścia. Walka była dla nich jedyną alternatywą lub sposobem na życie, czy chwalebną śmierć – zauważa pisarz.

Członkowie sotni „Bira” ujęci przez żołnierzy LWP w rejonie Zatwarnicy jesienią 1946 r. (fot. wikipedia)

„Nigdy się nie zgodzimy, by postawić znak równości między UPA a AK”

– Misja we Lwowie pokazała, że są sprawy niewyjaśnione i nie widać jak dotąd woli, by je rozwiązać – powiedział „Naszemu Dziennikowi” Witold...

zobacz więcej

Zginęły dwie czteroosobowe rodziny

11 stycznia 1946 roku miał miejsce najtragiczniejszy w skutkach atak, które dokonały sotnia „Bira” i dwie czoty z sotni „Chrina”. Banderowcy najpierw podpalili szkołę i urząd gminy Cisna, a następnie dwór oraz osiem polskich gospodarstw. W jednym z nich żywcem spłonęła czteroosobowa rodzina Macieszków: matka oraz jej dzieci: 19-letnia Ania, 16-letnia Jadzia oraz 10-letni Zbyszek. W kolejnym domu w wyniku wybuchu wrzuconego granatu zginęła kolejna rodzina Jędrzejczaków: matka i trójka dzieci, z których najstarsze miało 10 lat.

UPA w bestialski sposób zamordowała również trzech przedwojennych policjantów, masakrując ich ciała, a następnie wrzucając w ogień. Zginęła również żona jednego z nich oraz milicjant przebywający w swoim domu. Nie obyło się również od grabieży podpalonych gospodarstw, a także prób zdobycia posterunku MO, którego broniło dziewięciu milicjantów i kilkunastu członków straży wiejskiej.

– Armia Ludowa była źle przygotowana, niedozbrojona, a jej skuteczność fatalna. Podejmowano katastrofalne decyzje, nie ochraniając strategicznych pozycji – zauważa autor „Gór umarłych”.

W ramach antypolskiej akcji UPA udało się zabić ok. 100 tys. Polaków (fot. Wikipedia/Henryk Słowiński)

Ukraina oczekuje od Polski budowy pomnika UPA w Hruszowicach

W Kijowie oczekują, że Polska doprowadzi do odbudowania pomnika UPA w Hruszowicach i ukarze winnych – mówi cytowany w piątkowej „Rzeczpospolitej”...

zobacz więcej

Oddziały UPA wycofały się ponosząc straty

W obronie posterunku dużą rolę odegrały miny, które obrońcy detonowali za pomocą rozciągniętych drutów. Szturmy UPA ponawiane były przez całą noc z 11 na 12 stycznia, aż rankiem po 10 godzinach walki banderowcy wycofali się do lasu, ponosząc straty w liczbie 27 zabitych. Odstępując od oblężenia nie wiedzieli, że załodze punktu oporu skończyła się amunicja, a posiłki z Baligrodu nie nadejdą. Mogli więc utrzymać posterunek jeszcze przez godzinę lub dwie.

W związku z tym 12 stycznia milicjanci opuścili swoje stanowiska, które następnej nocy nie napotkawszy oporu zajęli banderowcy. Spalili oni posterunek i zniszczyli umocnienia. W miejscu walk na wzgórzu Betlejemka, zwanym również Kamionką znajduje się dziś pomnik upamiętniający ofiary napaści. Wokół niego zrekonstruowano również drewniano-ziemne umocnienia, w których polska załoga Cisnej odpierała ataki Ukraińców.

Odsłonięcie pomnika upamiętniającego tych, którzy oddali życie w obronie mieszkańców Bieszczad (fot. mojelesko.pl/Mieczysław Staszewski)

Minęły już 74 lata. Rocznica kulminacji Zbrodni Wołyńskiej na Polakach

11 i 12 lipca 1943 r. UPA dokonała skoordynowanego ataku na polskich mieszkańców 150 miejscowości na Wołyniu. Była to kulminacja trwającej już od...

zobacz więcej

Wątek walk z UPA mało znany

Gdy do Cisnej wysłano grupę bojową samodzielnego pododdziału Wojska Ochrony Pogranicza 37. Komendy Odcinka Baligród, sądzono że grupa pokona sotnie UPA, a tymczasem poniosła klęskę w rejonie wsi Jabłonki, tracąc szeregowych Jana Walawko i Bernarda Rytubę. Dopiero grupa bojowa 8. Dywizji Piechoty odbiła miejscowość. Wówczas rozlokowano tam dwie strażnice, które przystąpiły do odbudowy dróg, mostów i linii telefonicznej. Pomimo kolejnego ataku 9 kwietnia, udało im się skutecznie bronić do nadejścia w końcu odsieczy z Baligrodu. Po wysiedleniach ludności ukraińskiej w ramach akcji „Wisła” w Cisnej pozostało 30 polskich rodzin.

Wątek walk między sotniami UPA i Armią Ludową w okresie powojennym, w tym atak na Cisnę został wykorzystany w książce „Góry umarłych”. Tomasz Hildebrandt uważa ten konflikt za inspirujący, a mimo to w niewielkim stopniu wykorzystany przez kulturę popularną, przez co mało obecnym w świadomości współczesnych. – Należy na te tematy pisać i to jak najwięcej, najlepiej z dystansem, żeby gasić emocje, a nie je rozniecać. Powieści popularne nadają się do tej roli lepiej niż media goniące za tanią sensacją lub zbijające kapitał na strachu partie polityczne – podkreśla pisarz.

źródło:
Zobacz więcej