Spisek na stypie. Jak Iran zagrał kurdyjską kartą

Referendum niepodległościowe w Kurdystanie szyiccy duchowni w Iraku od razu nazwali „syjonistycznym spiskiem” (fot. REUTERS/Azad Lashkari)

Jesienny pogrom peszmergów na północy Iraku umocnił centralny rząd w Bagdadzie i położył kres kurdyjskim marzeniom o niepodległości. Największym zwycięzcą tzw. wojny jednodniowej jest jednak Iran. To ajatollahowie i ich emisariusze sprawili, że Kurdowie oddali pole niemal bez walki. Teheran umocnił wpływy w Bagdadzie i stał się na północy Iraku tak silny, że zagraża to samemu Izraelowi.

Wojna Jednodniowa. Jak upadła Jerozolima Kurdów

Październik 2017 roku zapisze się w historii Kurdów czarnymi zgłoskami. W kilkadziesiąt godzin prysł mit bitnych peszmergów, w kilka dni rozwiała...

zobacz więcej

W długotrwałym konflikcie szyitów z sunnitami na Bliskim Wschodzie iracki Kurdystan, choć w przeważającym stopniu sunnicki, zajmował zawsze neutralne stanowisko, a de facto bardziej sprzyjał szyitom. Jeśli do tego nie podburzał irańskich Kurdów, to Teheranowi nie przeszkadzał. Tyle że Iran nie mógł bezczynnie patrzeć na ostatnie działania prezydenta Masuda Barzaniego, uważanego w Teheranie za polityka proizraelskiego i proamerykańskiego.

Referendum niepodległościowe szyiccy duchowni w Iraku od razu nazwali „syjonistycznym spiskiem”. To samo pisała konserwatywna prasa irańska, przekonując, że referendum to „spisek” Zachodu i Izraela mający destabilizować Bliski Wschód. Były szef MSZ Ali Akbar Velayati, obecnie doradca ds. polityki zagranicznej ajatollaha Chameneiego, nazwał Barzaniego najemnikiem syjonistów. Ale tak naprawdę chodziło o to, kto uzyska przeważające wpływy w północnym Iraku.

Sukcesy peszmergów w walkach z Daesh i zajęcie tzw. obszarów spornych na pograniczu autonomii i prowincji bezpośrednio podległych Bagdadowi spowodowały, że KRG (Kurdish Regional Government) stał się ważnym graczem. A za tym szło wzmocnienie wpływów amerykańskich i izraelskich. To zaś zagrażało lądowemu pomostowi łączącemu Iran z Syrią i Libanem. Zorganizowanie referendum niepodległościowego przez Barzaniego stało się dla Teheranu prezentem, który ajatollahowie skwapliwie wykorzystali.

Słowo Persa


Przydały się stare, dobre kontakty w Kurdystanie, zwłaszcza z niezadowoloną z polityki Barzaniego i dominującej roli KDP (Demokratyczna Partia Kurdystanu) partią Talabanich: Patriotyczną Unią Kurdystanu (PUK).

Patrzący w twarz śmierci i ich największa porażka

Spektakularna klęska Kurdów w starciu z armią iracką nie jest tak naprawdę żadną niespodzianką. Rzekoma siła peszmergów, czyli kurdyjskich...

zobacz więcej

Relacje Teheranu z partią Talabanich liczą sobie ćwierć wieku – wtedy wspólnie walczyli z Saddamem Husajnem. Od tamtych czasów w irackim Kurdystanie działają emisariusze irańscy. Kluczową postacią w regionie Kirkuku od co najmniej dekady jest oficer Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), Hadż Ali Eqbalpour. To on reprezentuje tutaj Iran. Zaczynał jako młody oficer w 1988 roku, pracując z uchodźcami kurdyjskimi po stłumieniu rebelii peszmergów przez Saddama. Ale klanowi Talabanich Irańczycy pomogli też w konfliktach z konkurencyjną KDP.

31 sierpnia 1996 roku, kiedy lider KDP Masud Barzani wezwał armię iracką, by pomogła mu odzyskać z rąk PUK kontrolę nad Irbilem, Amerykanie zapewniali Dżalala Talabaniego, że nie pozwolą wojskom Saddama ponownie wkroczyć do miasta. W przeddzień ataku Talabani poprosił swego syna Qubada (obecnie wicepremier KRG), by zadzwonił do amerykańskiego urzędnika odpowiedzialnego za utrzymywanie strefy zakazu lotów na północy Iraku.

Amerykanin zapewnił młodego Talabaniego, że Saddam nie może wysłać wojsk do Irbilu. Jednak nazajutrz Saddam to zrobił. Nieliczni Amerykanie tam stacjonujący po prostu wyjechali. Dwa miesiące później PUK z pomocą Iranu (takich ludzi jak gen. Soleimani czy Eqbalpour) odzyskała tereny stracone na rzecz KDP. W taki właśnie sposób, cierpliwie i od wielu lat, Teheran zbudował swoje wpływy w Iraku. Kurdowie i szyici widzą w Iranie wiarygodnego partnera, który dotrzymuje słowa.

Przed referendum 25 września Soleimani i Eqbalpour obiecali Kurdom, że pomogą im zachować ich prawa w zgodzie konstytucją, jeśli ci wycofają się z referendum. W przeciwnym razie stracą. I tu też Iran dotrzymał słowa.

Układ z Talabanimi?

Operacja w Kirkuku została zaplanowana przez Bagdad przy kluczowym jednakże udziale irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). To irańscy generałowie dzień przed rozpoczęciem akcji ostrzegli komendantów peszmergów w Kirkuku, co się szykuje i zasugerowali opuszczenie miasta. Ci odmówili, ale gdy iracka armia rozpoczęła ofensywę, tylko nieliczni stawili opór.

Zginęło kilkudziesięciu peszmergów, ale zdecydowana większość po prostu wycofała się bez walki. Dlatego też Barzani za porażkę obwinił Talabanich, którzy według niego mieli zawrzeć tajne porozumienie z kontrolowanymi przez Iran szyickimi Oddziałami Mobilizacji Ludowej (Haszd asz-Szaabi, PMF).

Związane z Barzanimi kurdyjskie media ujawniły treść rzekomego układu Talabanich z szyitami. Wynika z niego, że peszmergowie lojalni wobec PUK obiecują nie stawiać oporu i opuścić sporne terytoria oraz pozwolić Bagdadowi przywrócić kontrolę nad wszystkimi strategicznymi obiektami. W zamian iracki rząd obiecuje otworzyć lotnisko w Sulejmaniji dla lotów międzynarodowych, wypłacić pensje urzędnikom w Sulejmaniji i Kirkuku, a także peszmergom z PUK. W dokumencie pojawia się też propozycja powstania nowej administracji dla prowincji Halabdża, Sulejmanija i Kirkuk oraz połączenie ich w jeden oddzielny region wspólnie rządzony przez iracki rząd i PUK – co by de facto oznaczało podział Kurdystanu.

Nie wiadomo, czy to autentyczny dokument. Ze strony kurdyjskiej miał się podpisać Bafel Talabani, starszy syn zmarłego niedawno założyciela PUK Dżalala Talabaniego. Wątpliwości budzi już sam fakt, że rząd w Bagdadzie reprezentują tu szyiccy bojownicy z PMF. Natomiast niewątpliwie wiele z tych zapisów jest zbieżnych z tym, czego oczekiwał już wcześniej Bafel Talabani.

Istnieje też szereg poszlak wskazujących, że mogło dojść do tajnego porozumienia części Kurdów z Iranem, rządem irackim i szyickimi milicjami. Wiadomo, że 12 października, krótko przed ofensywą na Kirkuk, w Sulejmaniji, będącej głównym ośrodkiem PUK, pojawił się generał Qasem Soleimani, dowódca Sił Quds, elitarnych oddziałów wchodzących w skład IRGC. Oficjalnie po to, aby uczcić pamięć zmarłego 3 października Dżalala Talabaniego, założyciela Patriotycznej Unii Kurdystanu (PUK), byłego prezydenta Iraku. Irański generał rozmawiał z liderami klanu Talabanich. Soleimani przyjechał do nich jako emisariusz rządu bagdadzkiego. Iran nie chce rozpadu Iraku, którym rządzi zaprzyjaźniony szyicki rząd, i w tym zgadza się z Talabanimi, którzy w bezkompromisowym dążeniu do niepodległości KRG widzą chęć zdominowania Kurdystanu przez Barzanich. Tym łatwiej było prowadzić negocjacje.

Nazajutrz, 13 października, także w Sulejmaniji, doszło do kolejnego spotkania. Uczestniczył w nim prezydent Iraku Fuad Masum, z pochodzenia Kurd, związany od samego początku z PUK. Przedstawił on przywódcom Bafelowi i Qubadowi Talabanim żądania premiera Haidera al-Abadiego. Objęły one: przekazanie kontroli nad lotniskiem i kluczową bazą K1, przekazanie kontroli nad wszystkimi polami naftowymi w regionie, oddanie jeńców ISIS w ręce sił irackich, powrót sił irackich do wszystkich punktów kontrolowanych przez nie przed ofensywą ISIS oraz usunięcie kurdyjskiego gubernatora Kirkuku Nadżmaldina Karima. Jednocześnie pełną parą szły przygotowania do ataku.

Najwyższy wtedy rangą kurdyjski dowódca w Kirkuku, Wasta Rasul, relacjonował dwa miesiące później, jak Iran naciskał na Kurdów, żeby porzucili miasto bez walki: – Dostałem telefon 14 października od Irańczyków, mówiących, że chcą się ze mną spotkać. Usiadłem z nimi do stołu. Było w ich delegacji dziewięć osób, w tym tylko jeden Irakijczyk… Zwróciłem się do kolegi z uśmiechem mówiąc: negocjujemy z Iranem, nie z Irakiem. Według niektórych doniesień peszmergowie PUK zawarli 15 października porozumienie z armią iracką, na mocy którego siły rządowe miały przejąć kontrolę nad bazą wojskową K1, lotniskiem, kluczową infrastrukturą oraz polami naftowymi. Ale nie mieli zbliżyć się bardziej niż na odległość 15 km od miasta Kirkuk. Nie wiadomo, czy umowy szyici nie dotrzymali, a może w ogóle nie było takiego warunku – bo w nocy z 15 na 16 października oddziały wierne Bagdadowi wkroczyły do Kirkuku.

Szyicka forpoczta

W tym wypadku kluczowa rola Iranu była jeszcze bardziej widoczna, niż w negocjacjach poprzedzających ofensywę. Świadkowie mówili, że wśród zajmujących miasto szyitów były przebrane w mundury PMF osoby mówiące po persku – najpewniej doradcy wojskowi z IRGC. W operacji przeciwko Kurdom brały udział trzy zbrojne szyickie formacje związane z Iranem: Kata'ib Hezbollah (dowódca Abu Mahdi al-Muhandis – znajdujący się zresztą na amerykańskiej liście terrorystów), Asa'ib Ahl al Haq (dowódca Qais al-Khazali) i Organizacja Badra (lider Hadi al-Ameri). Wszyscy trzej dowódcy blisko współpracują z dowódcą Sił Quds IRGC, generałem Qasemem Soleimanim. Jak to określił jeden z dyplomatów, Muhandis, Khazali i Ameri są „prokonsulami Iranu” w Iraku.

Na pozycjach na południe od Kirkuku odnotowano obecność 42. i 43. brygad Asa'ib Ahl al Haq oraz jednostkę Organizacji Badra znaną jako 24. Brygada PMF. Wchodzące dziś w skład PMF irackie milicje szyickie zjednoczono w czerwcu 2014 roku, gdy ISIS maszerowało na Bagdad i ajatollah Ali al-Sistani wezwał wiernych do szybkiej mobilizacji. Obecnie PMF liczą ok. 120 tys. bojowników. Trzy najważniejsze organizacje wchodzące w skład PMF są bezpośrednio związane z irańskimi Strażnikami Rewolucji. Ameri, Muhandis i Soleimani byli obecni w Kirkuku 15-16 października, na miejscu nadzorując zajęcie miasta.

A skoro mowa o irańskim wpływie na siłowe struktury Iraku, to warto pamiętać, że Policja Federalna jest kontrolowana przez MSW. Szefem MSW jest zaś przedstawiciel Organizacji Badra. Do tego premier Abadi mianował na stanowisko dowódcy Operacji w Kirkuku w dniu 28 października Alego Fadhila Imrana, byłego dowódcę będącej pod dużym irańskim wpływem 5. Dywizji armii Iraku.

Kontrola Iranu nad strategicznie ważnymi obszarami Kurdystanu w pobliżu granicy iracko-syryjskiej to zagrożenie dla Izraela. Pojawiły się informacje, że Brygady Chorasanu, formacja związana z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej, budują bazę na górze Sindżar. To strategiczny punkt, w którym Saddam Husajn już pod koniec lat 70. testował pociski rakietowe.

Teraz z tego miejsca Iran swoimi najbardziej zaawansowanymi rakietami mógłby sięgnąć Tel Awiwu. Wspomagając z powodzeniem operację Bagdadu przeciwko KRG, Iran umocnił też swoje polityczne wpływy w Iraku. Premier Abadi ma dług wdzięczności, zaś sukces w Kurdystanie zwiększy popularność wspieranych przez Iran kandydatów w wyborach, które odbędą się w Iraku w kwietniu 2018.

źródło:
Zobacz więcej