RAPORT

Imigranci na granicy z Białorusią

UFO na odtajnionym nagraniu amerykańskiego lotnictwa. Nie jesteśmy sami?

Koniec roku przyniósł jedną z najciekawszych zagadek ostatnich lat. Amerykański Departament Obrony opublikował tajemnicze nagranie przedstawiające niezidentyfikowany obiekt latający poruszający się wbrew znanym nam prawom aerodynamiki. Sprawa jest o tyle frapująca, że zwykle władze nie informują o podobnych incydentach. Teraz głowią się nad nim wojskowi i tysiące miłośników UFO na całym świecie. Podobnych tak dobrze udokumentowanych przypadków odtajnień nie było zbyt wiele...

UFO nad Półwyspem Iberyjskim? Hiszpański resort obrony odtajnił archiwa

Archiwum zawiera 80 opisów tajemniczych zjawisk, z których najstarsze pochodzą z początku lat 60. Cały raport liczy około 1900 stron. Pierwsze...

zobacz więcej

Nagranie pochodzi z listopada 2004 roku. Wykonał je pilot myśliwca F/A-18F Super Hornet David Fravor przelatujący razem z kolegą Jimem Slaightem nad Kalifornią, nieopodal San Diego. Podczas lotu szkoleniowego otrzymali rozkaz od dowództwa okrętu USS Princeton do przechwycenia pewnego obiektu latającego, który był wcześniej namierzany przez około dwa tygodnie i przekonali się, czy przenosi on broń. Gdy do niego się zbliżyli, okazało się, że nie przypomina niczego, co wcześniej widzieli.

Na nagraniu widać owal z dodatkowymi elementami o rozmiarze około 14 metrów, przypominający rekwizyt z niskobudżetowych filmów o UFO. Znajdował się na wysokości około 24 tys. metrów. Tym, co zszokowało pilotów, było gwałtowne przyspieszenie pojazdu.

Wbrew prawom fizyki i aerodynamiki wykonał on niezwykły skok do wysokości 6 tys. metrów, w dodatku pod wiatr wiejący na tej wysokości z prędkością ponad 200 km/godz. i w dodatku obracając się wokół własnej osi. – Mój Boże, spójrz na to coś, stary! – powiedział Fravor do kolegi.

Jak tic tac

– Przyspieszał w tempie, jakiego nigdy dotąd nie widziałem – przyznał już pod odtajnieniu nagrania. – Wyglądał jak latająca drażetka tic tac, posiadająca niewiarygodne możliwości. Powiedziałbym, że wątpię, by było to podobne do czegoś, co mogą opracować Ziemianie – ocenił.

To nie był koniec tajemniczej przygody. Princeton wezwał oba myśliwce do punktu zbornego oddalonego o około 100 km. Po chwili operator ponownie połączył się pilotami. – Nie uwierzycie! Ten obiekt znajduje się już w waszym punkcie zbornym – mówił zszokowany. Prosta rachunek wskazuje, że pojazd musiał poruszać się z prędkością przeszło 6 tys. km/godz...

Tajemniczy obiekt zaobserwował USS Princeton (fot. US Navy)
Tajemniczy obiekt zaobserwował USS Princeton (fot. US Navy)

Pasażer nie z tego świata. Tego jeszcze policjanci nie widzieli

Policja w amerykańskiej Georgii ma na swoim koncie nietypową akcję. Na autostradzie za przekroczenie prędkości zatrzymali samochód, w którym na...

zobacz więcej

Oba F-18 wróciły na pokład lotniskowca USS Nimitz, gdzie piloci po zdaniu raportu stali się obiektem kpin ze strony kolegów. Zwierzchnicy Fravora nie zlecili przeprowadzenia dochodzenia. Pilot służył potem jeszcze kilka lat w siłach powietrznych USA, m.in. podczas konfliktu w Iraku, ale nigdy nie zapomniał o incydencie.

– Nie wiem, co widziałem. Ten pojazd nie miał skrzydeł, stateczników, rotorów, a z miejsca uciekł naszym F-18. Wiem na pewno, że chciałbym się czymś takim przelecieć – stwierdził emerytowany pilot.

Lotnicze Archiwum X

Chętnych, żeby dowiedzieć się co nagrał amerykański myśliwiec jest więcej. Począwszy od wojskowych. Ci o nagraniu nie zapomnieli. Trafiło ono do Advanced Aerospace Threat Identification Program, czyli tajnego programu identyfikacji zaawansowanych zagrożeń lotniczych Departamentu Obrony USA, swoistego lotniczego Archiwum X.



Oficjalnie program został zawieszony z powodu cięć w budżecie w 2012 roku, ale nie wszyscy wierzą w te zapewnienia. Program kosztował 22 mln dolarów, tymczasem roczny budżet Departamentu Obrony to kilkaset miliardów dolarów (w tym roku – 700 mld dolarów). zwolennicy teorii spiskowych są przekonani, że tajny program dalej działa i ważniacy z Waszyngtonu, oczywiście, nie mówią nam całej prawdy...

Pewnym jest za to, że podobnych, niewytłumaczalnych zjawisk Siły Powietrzne USA zarejestrowały więcej. Wkrótce mają zostać odtajnione dwa kolejne nagrania, które z pewnością rozpalą na nowo wyobraźnię tysięcy miłośników zagadek i poszukiwaczy UFO.

Robot autostopowicz miał udowodnić, że ludzie są mili i życzliwi. Został zniszczony

Kanadyjscy naukowcy próbowali dowieść, że ludzie są z natury dobrzy i chętnie udzielają pomocy. Skonstruowali robota, który miał podróżować po...

zobacz więcej

Trzeba przyznać, że dotąd nie byli rozpieszczani oficjalnymi materiałami ze strony wojska, nie tylko amerykańskiego. Zdani byliśmy najczęściej na nieautoryzowane relacje, ale pewna liczba wiarygodnych relacji wciąż czeka na naukowe wytłumaczenie i daje pożywkę oszustom szukającym sławy.

Cudowna prędkość

Pierwsze „kanoniczne” współczesne relacje o obserwacji UFO, na których opiera się cała ufologia, pochodzą z końca XIX wieku. 25 stycznia 1878 roku wychodzący w Denison w Teksasie dziennik „Denison Daily News” opublikował artykuł pt. „Dziwny fenomen” zawierający relację miejscowego rolnika Johna Martina, który rzekomo zaobserwował duży, ciemny obiekt przypominający balon, ale lecący „z cudowną prędkością”.

Relacja przypomina późniejsze opisy, nawet te zarejestrowane bądź poświadczone w wiarygodnych dokumentach, trudno więc podejrzewać Martina o konfabulację. Podobnie fantazjowanie można wykluczyć w przypadku astronomów, a więc raczej godnych zaufania naukowców, którzy dostrzegli tajemnicze zjawisko 17 listopada 1882 roku. Jednym z nich był Edward Walter Maunder z Królewskiego Obserwatorium w Greenwich, który donosił o „dziwnym niebieskim przybyszu w kształcie dysku”, który na pewno – przekonywał – nie był meteorem.

Prawdziwy wysyp relacji dotyczy obserwacji tajemniczych świateł nazwanych foo fighters odnotowano w trakcie II wojny światowej. Można powiedzieć, że na tym polu podwaliny położyli Polacy. Pierwszy znany raport o „dziwnych światłach na niebie” z września 1941 roku pochodzi od załogi polskiego transatlantyku Pułaski, który służył wówczas jako transportowiec dla wojska.

Podczas rejsu z Dakaru do Suezu marynarz wachtowy o nazwisku Doroba zaobserwował dziwne zjawisko, które opisał jako kulę zielonkawego światła o rozmiarach połowy tarczy księżyca. Obiekt zdawał się towarzyszyć polskiej jednostce, lecąc nieco na skos od dziobu. Wspólna podróż trwała około godziny, po czym – jak relacjonował brytyjski oficer łącznikowy – to coś gwałtownie skręciło i oddaliło z ogromną prędkością. Raport trafił do wywiadu wojskowego.

Zjawisko foo fighters było często obserwowane w trakcie II wojny światowej
Zjawisko foo fighters było często obserwowane w trakcie II wojny światowej

„UFO” w zachodnim Londynie? Policyjne spotkania trzeciego stopnia

Na drodze leży dziwny, płonący obiekt – wezwanie tej treści dostali policjanci z jednego z londyńskich komisariatów. To, co zobaczyli na miejscu,...

zobacz więcej

Bitwa o Los Angeles

Jednym z najlepiej opisanych fenomenów była tzw. Bitwa o Los Angeles – niewytłumaczone do dziś zjawisko zaobserwowane przez tysiące osób. Podczas starcia z niezidentyfikowanym pojazdem faktycznie były ofiary wśród cywili.

W nocy z 24 na 25 lutego 1942 roku nad wybrzeżem Pacyfiku od Santa Monica do Long Beach w Kalifornii przeleciał wolno jasno świecący obiekt wielkości – jak relacjonowała miejscowa prasa – sterowca. W Los Angeles obsadzono stanowiska artylerii przeciwlotniczej w obawie, że to może być nalot. Gdy już wydawało się, że to fałszywy alarm, radary potwierdziły, że nie jest to żadna iluzja.

O godz. 2.25 włączono syreny alarmowe nakazujące ludziom ukrycie się w schronach i wprowadzono zaciemnienie. Niebo rozświetlono reflektorami przeciwlotniczymi, które miały ułatwić ostrzał i artyleria rozpoczęła ostrzał. Lotnictwo zostało postawione w stan gotowości, ale ostatecznie myśliwców nie wysłano, żeby przechwyciły intruza – pozostały na lotniskach.

Łącznie posłano w kierunku pojazdu kilka tysięcy pocisków, choć ten pozostał niewzruszony. Nad Signal Hill niezidentyfikowany obiekt skręcił w głąb lądu, ale potem zawrócił i zniknął nad oceanem. Alarm odwołano o godz. 7.21.

Ofiary śmiertelne

Tajemniczego obiektu nie strącono, ale straty były. Trzy osoby zmarły na zawał, gdy wybuchła panika, trzy inne poniosły śmierć od źle prowadzonego ognia z broni przeciwlotniczej. Miało też miejsce kilka wypadków drogowych będących efektem zaciemnienia, zaś kilka budynków zostało uszkodzonych przez spadające odłamki.

Chmury jak UFO. Niesamowite zjawisko nad Kapsztadem

Chwile grozy przeżyli z pewnością mieszkańcy Kapsztadu, którzy spoglądając w niebo dostrzegli inwazję UFO. Na szczęście okazało się, że „latające...

zobacz więcej

Być może „Bitwa o Los Angeles” miała związek ze zjawiskiem, które zaobserwowano trzy dni później z pokładu amerykańskiego krążownika USS Houston. Tuż przed bitwą na Morzu Jawajskim załoga dostrzegła masę żółtawych rozbłysków, które rozświetlały morze na znacznym obszarze. Wykluczono, by były to race. Fenomenem nikt się nie przejął, ponieważ zaraz rozpoczęła się bitwa i załoga miała inne rzeczy na głowie.

Niecałe cztery miesiące później, 12 sierpnia 1942 o godz. 10 rano podczas krwawych walk o Guadalcanal amerykańscy żołnierze stacjonujący na wyspie Tulagi dostrzegli około 150 pogrupowanych świecących „metalicznych spłaszczonych kul” poruszających się w zsynchronizowany sposób nad wyspą.

Ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Wojskowi spodziewali się bombardowania, ale to nie nastąpiło. Pojazdy przeleciały lekko chwiejnym lotem z szybkością znacznie większą niż osiągały ówczesny samoloty i zniknęły, wprawiając żołnierzy w osłupienie.

Foo fighters

Wiele raportów dotyczących spotkań z foo fighters zgłosili alianccy piloci biorący udział w misjach nad Niemcami. Im bliżej końca II wojny światowej, tym było ich więcej. Niektórzy piloci informowali nawet o ponad stu obiektach widocznych jednocześnie. Relacjonowano o świetle lub światłach, które w pewnych momentach odlatywały z nieosiągalną dla samolotów szybkością.

Owszem, III Rzesza prowadziła badania nad samolotami odrzutowymi, które nie musiały być znane wszystkim alianckim pilotom, i wiele wzięło udział w akcjach bojowych, to jednak nie były ich setki. Zwłaszcza, że gdyby były to wrogie maszyny to z pewnością zaatakowałyby alianckie samoloty.

„Bitwa o Los Angeles” pochłonęła ofiary śmiertelne (fot. LA Times)
„Bitwa o Los Angeles” pochłonęła ofiary śmiertelne (fot. LA Times)

„W ubiegłym tygodniu stacjonujący we Francji piloci dywizjonu nocnych myśliwców złożyli relację z całego ciągu dziwnych spotkań z kulami ognia, które od miesiąca towarzyszą im w lotach nad Niemcami. Nikt z nich nie był w stanie powiedzieć czego – jego zdaniem – owe kule ognia chciały dokonać. Piloci są zdania, że to nowa broń psychologiczna Niemców. Zgodnie z ich relacjami światła trzymały się bardzo blisko ich maszyn i towarzyszyły im na odcinku wielu mil, by w końcu przyspieszyć i zniknąć” – relacjonował w marcu 1945 roku magazyn „Times”.

„Jeśli nie mamy do czynienia z mistyfikacją lub złudzeniem optycznym, to nasi piloci z pewnością mieli do czynienia z najdziwniejszą tajną bronią wroga, jaką kiedykolwiek napotkali” – przyznał autor artykułu.

UFO

Na przełomie lat 40. i 50. władze wojskowe ukuły dla podobnych zjawisk określenie: Niezidentyfikowane Obiekty Latające (UFO), które – trzeba podkreślić – nie oznaczały automatycznie, że mają pozaziemskie pochodzenie. Zgodnie z definicją to: „przedmioty lub zjawiska zaobserwowane najczęściej przez osoby przypadkowe, nie dające się zidentyfikować z żadnymi obiektami i zjawiskami znanymi z warunków ziemskich; nie jest wyjaśnione, czy relacje obserwatorów są uwarunkowane psychologicznie, czy dotyczą zjawisk meteorologicznych, optycznych, czy innych, nie poznanych jeszcze zjawisk naturalnych”.

Tyle teoria. Praktyka to wiele doniesień, które nasiliły się szczególnie po 2 lipca 1947 roku. To wyjątkowa data dla wszystkich ufologów i zwolenników teorii spiskowych. Tego dnia para farmerów mieszkających około 120 km na północny zachód od Roswell w amerykańskim stanie Nowy Meksyk zaobserwowała coś.

Około godz. 22 w gorący wieczór sprzedawca artykułów żelaznych Dan Wilmot i jego żona siedzieli na tarasie domu, gdy zauważyli jasny przedmiot przypominający swym kształtem „dwa talerze zwrócone ku sobie wnętrzem”, który przeleciał ze znaczną prędkością, szacowaną na 600-800 km/godz. Zjawisko trwało niecałą minutę.

UFO paraliżuje Lufthansę

Personel pokładowy największych w Europie linii lotniczych Luthansa po ośmiogodzinnym strajku przeprowadzonym w piątek zapowiedział kolejny – w...

zobacz więcej

Burza nastąpiła 8 lipca. Płk William Blanchard, dowódca bazy lotnictwa w Roswell, oświadczył w mediach, że na terenie farmy Williama Brazela niedaleko miasteczka odnaleziono wrak latającego dysku. Wrak został zabrany do bazy wojskowej, gdzie poddano go badaniom. Już wieczorem gen. bryg. Roger Ramey zdementował te doniesienia. Przekonywał, że to nie był żaden dysk, tylko balon meteorologiczny i na dowód przedstawił resztki przedmiotu, który obecny na konferencji specjalista określił jako elementy balonu typu Rawin.

Ofiara Trójkąta Bermudzkiego

Ale ludzie swoje wiedzieli, albo chcieli wiedzieć. Z Blanchardem nie udało się skontaktować, gdyż wyjechał na urlop. Zastąpił go Payne Jennings, który wkrótce został uznany za zaginionego, gdy samolot z nim na pokładzie zniknął w rejonie Trójkąta Bermudzkiego, co tylko podsyciło podejrzenia. Blanchard już nie był tak skory do rozmów.

Badacze zebrali relacje okolicznych mieszkańców i naocznych świadków. Interesująca jest szczególnie ta pochodząca od 11-letniego Jesse'ego Marcela Juniora, który widział szczątki wraku. Jego ojciec miał je przynieść do domu, żeby pokazać rodzinie. Miała tam być belka z napisem w dziwnych znakach, które nie przypominały jednak alfabetu rosyjskiego czy japońskiego, po potwierdziła sąsiadka Marcelów Loretta Proctor. Syn Brazela opowiedział natomiast, że odnalezione szczątki były z materiału przypominającego drewno balsa, przy czym nie dało się go podpalić ani naciąć nożem.

W 2011 roku pojawiło się wzbudzające kontrowersje świadectwo – pismo agenta FBI Guya Hottela do dyrektora Biura J. Edgara Hoovera z 22 marca 1950 roku dotyczące lądowania UFO w Strefie Zero w Nowym Meksyku. Wprawdzie nie ma informacji, że chodzi o Roswell, ale wydaje się, że memorandum dotyczy właśnie tego incydentu.

„Prowadzący dochodzenie ze strony Sił Powietrznych stwierdził, że w Nowym Meksyku odkryto trzy tak zwane latające spodki. Zostały opisane jako okrągłe w kształcie z podniesiona częścią środkową, mające około 50 stóp średnicy (około 15 metrów). W każdym z nich znajdowały się trzy ciała ludzkiego kształtu, ale o wysokości tylko 3 stóp (niecały metr), ubrane w metaliczne ubrania z bardzo cienkiej tkaniny. Każde z ciał było owinięte w sposób, który przypominał kombinezony pilotów” – relacjonował agent Hottel.

Wojsko potwierdziło, że w Roswell rozbił się latający spodek, ale się wycofało (fot. Brad Spry)
Wojsko potwierdziło, że w Roswell rozbił się latający spodek, ale się wycofało (fot. Brad Spry)

Wierzący terminator? Naukowcy twierdzą, że roboty mogą opracować własny kodeks etyczny

Sztuczna inteligencja ma nieograniczone możliwości i niejasną przyszłość. Naukowcy z cenionego uniwersytetu Massachusetts Institute of Technology...

zobacz więcej

Wielu świadków

Także w 1947 roku, 24 czerwca, interesującą relację przekazał pilot Kenneth Arnold, który podczas lotu na Górami Kaskadowymi zaobserwował dziewięć tajemniczych obiektów poruszających się z dwukrotną prędkością Macha. Arnold nie był jedynym obserwatorem, dostrzeżono je jeszcze kilkanaście razy tego dnia.

W związku z pojawiającymi się doniesieniami o dziwnych zjawiskach na niebie amerykańska armia stworzyła w 1952 roku Projekt Błękitnej Księgi, który był prowadzony przez 18 lat. Łącznie przebadano 12 612 przypadków UFO. Zespół ekspertów ocenił, że większość to naturalne zjawiska lub pojazdy latające stworzone przez człowieka, zaś znaczna część to sprytne oszustwa. 701 przypadków (około 6 proc.) uznano za niewyjaśnione. Raport z prac został odtajniony na podstawie FOIA (Freedom of Information), czyli prawa wolnego dostępu do informacji, choć nie dotyczyło to danych świadków.

Na podstawie zasady FOIA odtajniono także interesujący dokument „Air Intelligence Division Study 203”, w którym również pojawiają się świadectwa kontaktów z UFO. I tak, 29 lutego 1947 roku w White Sands w stanie Nowy Meksyk trzej naukowcy zaobserwowali dużą, pozbawioną skrzydeł tarczę przemieszczającą się w poziomie.

Podobne tarcze dostrzegli także policjanci nad różnymi częściami miasta Portland w stanie Oregon 7 lipca tego roku. Z kolei 11 listopada 1948 roku piloci natknęli się nad bazą lotniczą Adrews w stanie Maryland na lecącą na wysokości 5 tys. metrów wirującą i oświetloną „spłaszczoną piłkę bez skrzydeł i dysz”.

Incydent nad Teheranem

Do tajemniczych kontaktów dochodziło oczywiście również w innych częściach świata. Badaczy zafascynował szczególnie incydent, do którego doszło nad Teheranem 18 września 1976 roku. Wiele osób dostrzegło na niebie tajemniczy obiekt, ale że nie było to złudzenie świadczy fakt, że został on wykryty także przez radar.

UFO na niemieckim niebie? Jest śledztwo

zobacz więcej

Dowództwo irańskich sił powietrznych wysłało samoloty, które miały przechwycić tajemniczy pojazd. Jako pierwszy zbliżył się do niego myśliwiec F-4 Phantom. Gdy znalazł się 46 km od obiektu, awarii uległy przyrządy pokładowe, uzbrojenie oraz łączność. Przestał działać nawet system katapultowania, choć nie było w nim żadnej elektroniki. Gdy maszyna zmieniła kurs i zaczęła się oddalać przyrządy znów zadziałały.

Po chwili do obiektu zbliżył się kolejny samolot. Załoga odnotowała, że gdy odległość wynosiła 46 km, intruz zaczął się poruszać i utrzymywał stały dystans. Do tego odłączyły się od niego cztery mniejsze świecące obiekty. Gdy samolot próbował wystrzelić rakietę, także w tym przypadku doszło do awarii wszystkich przyrządów i uzbrojenia. Raport z incydentu przekazano do USA, który był wówczas sojusznikiem Iranu. Pentagon ocenił w raporcie dla Białego Domu, że relacja była „wysoce wiarygodna”.


Ostatnia rozmowa Fredericka Valenticha z wieżą kontrolną

Do tragicznego incydentu doszło natomiast 21 października 1978 roku nad Cieśniną Bassa oddzielającą Australię i Tasmanię. 20-letni pilot Frederick Valentich wybrał się w idealnych warunkach na 200-kilometrowy lot Cessną 182, niezawodnym niewielkim samolotem. Chwilę po zgłoszeniu lotnisku w Melbourne, że osiągnął jeden z punktów nawigacyjnych, połączył się z wieżą jeszcze raz. Powiedział, że towarzyszy mu nieznany zielony samolot wykonujący dziwne manewry. Maszyny tej nie odnotowały jednak żadne radary.

Złowieszcze słowa

Następnie nastąpiła seria niepokojących komunikatów, w tym o awarii silnika, zaś potem nastąpiły niezidentyfikowane dźwięki i kontakt się urwał, a samolot Valenticha zniknął bez śladu, jakby rozpłynął się w powietrzu. Ostatnie słowa pilota brzmiały złowieszczo: „To wisi nieruchomo i to nie jest samolot...”

Ogłoszono zaginięcie maszyny. Zgłosiło się kilkanaście osób, które potwierdziły, że w rejonie gdzie zniknęła awionetka widziały gwałtownie poruszające się zielone światło. Sprawa jest o tyle niepokojąca, że osoby te nie mogły wtedy znać rozmów Valenticha z obsługą wieży o zielonym obiekcie, gdyż wówczas jeszcze nie opublikowano nagrania. Sprawa pozostaje niewytłumaczona i frapująca do dziś.

Irański myśliwiec F-4 miał tajemniczy kontakt z UFO (fot. Wiki/Shahram Sharifi)
Irański myśliwiec F-4 miał tajemniczy kontakt z UFO (fot. Wiki/Shahram Sharifi)

Także w Polsce obserwowano UFO. Najliczniejsze kontakty miały miejsce w lutym 1978 roku nad zachodnią częścią kraju – od Głogowa po Szczecin. Relacje wskazują na wiele długo pozostających nieruchomo podłóżnych obiektów. Kilkudziesięciu świadków niezależnie od siebie opowiadało, że tajemnicze pojazdy w rejonie Zielonej Góry i Krosna Odrzańskiego pozostawały w jednym miejscu przez ponad godzinę, by potem błyskawicznie odlecieć.

10 maja tego roku doszło też do incydentu w Emilcinie na Opolszczyźnie, podczas którego rolnik Jan Wolski miał rzekomo zostać zaproszony na pokład latającego spodka i być poddanym badaniom przez kosmitów. W odróżnieniu od incydentu z samolotem Valenticha nie ma jednak potwierdzenia tego zdarzenia w żadnych przyrządach, dlatego w tym przypadku można mówić jedynie o spekulacjach.

Dziura w chmurach

Do relacji z UFO dochodziło też w ostatnich latach. Metaliczny latający spodek zaobserwowało 7 listopada 2006 roku nad bramką C-17 lotniska O'Hare w Chicago kilkanaście osób, w tym piloci i pracownicy obsługi portu. Zjawisko trwało kilka minut, po czym pojazd z ogromną prędkością odleciał w chmury zostawiając w nich – zeznano – niebieską dziurę.

Wiarygodną relację przedstawił również doświadczony brytyjski pilot Ray Bowyer, który 23 lipca 2007 roku zaobserwował razem z pasażerami niewielkiego samolotu pasażerskiego linii Aurigny Air Services dwa ogromne – średnicy mili – pojazdy w kształcie dysków emanujące jaskrawym żółtym światłem. Do kontaktu doszło w okolicach wyspy Alderney w kanale La Manche. W tym przypadku radary również potwierdziły „obecność czegoś”.

Pierwsze zachowane relacje o zaobserwowaniu „płomiennych dysków” na niebie pochodzą ze starożytnego Egiptu. Przekazali je skrybowie faraona Totmesa III. Od tego czasu pojawiły się ich tysiące. Większość da się naukowo wyjaśnić, ale pewnego odsetka nie. Właśnie ta niewielka część, te niepokojące odnotowane zdarzenia sprawiają, że UFO tak fascynuje ludzi na całym świecie.

Nie wiadomo, czym są niezidentyfikowane obiekty latające, bo inaczej – naturalnie – nie byłyby już niezidentyfikowane. Nie ma dowodów, że to świadectwa obecności przedstawicieli kosmicznej cywilizacji (liczba pojedyncza bądź mnoga). Jeżeli incydent z udziałem F/A-18 Davida Fravora faktycznie jest kontaktem z kosmitami, jak wierzy wielu, szkoda, że nie udało nam się zapytać przybyszów jak robią te kręgi w zbożu...

Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne Aplikacja mobilna TVP INFO na urządzenia mobilne
źródło:
Zobacz więcej