„Niemcy byli wściekli, gdy odkryli, co się wydarzyło”. AK-owski fortel wypalił

Armia Krajowa była fenomenem na skalę Europy, a może i świata (fot. flickr.com/Contando Estrelas)

Pomimo klęski 1939 roku stanęli do walki, bo nie mieli zamiaru zginać karku przed okupantem. Żołnierze Armii Krajowej siali postrach wśród hitlerowców, przeprowadzając zamachy na okupantów, likwidując konfidentów i agentów gestapo, odbijając więźniów czy wreszcie wysadzając w powietrze niemieckie pociągi z żołnierzami i uzbrojeniem. Z okazji 75. rocznicy przemianowania Związku Walki Zbrojnej w AK historyk Wojciech Königsberg postanowił przypomnieć jej najbardziej brawurowe akcje.

To już 75 lat. 14 lutego 1942 roku powstała Armia Krajowa

75 lat temu powołano do życia Armię Krajową. W ciągu trzech lat działalności żołnierze formacji przeprowadzili ponad sto tysięcy akcji...

zobacz więcej

Armia Krajowa przez wielu, nie tylko historyków, jest określana mianem fenomenu na skalę Europy, a może i świata. Były to zakonspirowane siły zbrojne Polskiego Państwa Podziemnego, działające w czasie II wojny światowej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, okupowanej przez hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki. – AK skupiała bardzo szerokie grono osób i nie była monolitem. Każdy żołnierz mógł myśleć, co chciał, bo były tam i Bataliony Chłopskie i część Narodowych Sił Zbrojnych, a także żołnierze innych narodowości – zauważa Königsberg, który jest autorem książki „AK75. Brawurowe akcje Armii Krajowej”.

Historyk zajmujący się jej dziejami zwraca szczególną uwagę na akcje zbrojne cichociemnych oraz kontrwywiadu. Choć było ich tysiące, to z okazji przypadającej w tym roku rocznicy wyróżnił akurat 75 z nich. Podzielił je na te: likwidujące przedstawicieli niemieckiego aparatu terroru, niszczące sprzęt wojskowy, infrastrukturę oraz dokumentację, dywersyjne na kolei, likwidujące agentów gestapo, konfidentów i kolaborantów, uwalniające więźniów, zaopatrzeniowe, opanowujące teren oraz punkty oporu czy działania wywiadu.

Autorem książki „AK75. Brawurowe akcje Armii Krajowej” jest Wojciech Königsberg (fot. mat. prasowe)

Rocznica najsłynniejszej akcji podziemia. Historycy o wyroku na „kacie Warszawy”: to nie był zamach

To była najbardziej spektakularna akcja polskiego podziemia. 1 lutego w 1944 roku w centrum okupowanej Warszawy od kul żołnierzy Armii Krajowej...

zobacz więcej

Niczym amerykańscy komandosi

Do tych najbardziej spektakularnych, a przez to i ulubionych przez historyków i pasjonatów II wojny światowej, należą akcje, w trakcie których udawało się uwolnić więźniów czy odbić towarzyszy broni oraz ludność cywilną. Taką na pewno było rozbicie więzienia w Pińsku w styczniu 1943 roku. Przygotowywano ją zaledwie przez 17 dni, a skończyła się pełnym sukcesem, czyli uwolniono więźniów, których następnie dostarczono do Warszawy. Jej wykonanie przywodzi na myśl akcje komandosów amerykańskich, ponieważ grupa żołnierzy operowała na nieznanym terenie, mając za przeciwników trzytysięczny garnizon wojskowo-policyjny.

Z kolei, jak wskazuje Wojciech Königsberg, na Niemców najbardziej oddziaływały akcje likwidacyjne przedstawicieli władz okupacyjnych, jak choćby dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski Generalnego Gubernatorstwa – Franza Kutschery, zwanego też katem Warszawy. Dodaje, że właściwie każdy typ akcji był potrzebny, ale i trudny. Były też takie, które przecież kończyły się dramatami. Niemcy często brali odwet na ludności cywilnej, w większości niemającej nic wspólnego z samymi akcjami czy nawet działalnością podziemną.

Rekonstrukcja zamachu żołnierzy oddziału „Pegaz” AK na Franza Kutscherę (fot. mat. prasowe)

„Patriotyzm? Po prostu robiliśmy to, co powinniśmy”. Losy Armii Krajowej w pigułce

zobacz więcej

Zdobywanie uzbrojenia na nieprzyjacielu

Armia Krajowa przez cały okres swojego istnienia cierpiała na chroniczny brak uzbrojenia. W niektórych oddziałach broń posiadało zaledwie 10 procent żołnierzy, dlatego była ona przekazywana z rąk do rąk niczym największa świętość. Prowadzone od połowy lutego 1941 do końca grudnia 1944 roku alianckie zrzuty lotnicze dla ZWZ-AK wiązały się z potrzebą ubezpieczenia przez oddziały podziemne placówek odbiorczych. Żołnierze wyznaczeni do tej roli musieli być więc odpowiednio uzbrojeni, aby w razie potrzeby odeprzeć atak nieprzyjaciela.

Ponadto w perspektywie przygotowywanego powstania powszechnego niezbędne było zdobywanie uzbrojenia na nieprzyjacielu. Jedną z najbardziej brawurowych akcji tego typu, jaką opisuje w swojej książce historyk, było wyniesienie broni z magazynów niemieckich „Gamrat” koło Jasła przez oddział pod dowództwem por. Antoniego Holika „Gazdy” nocą z 4 na 5 grudnia 1943 roku, czyli dokładnie 74 lata temu.

Po lewej por. Antoni Holik „Gazda”, a po prawej sierż. Tadeusz Szymański „Borys” (fot. archiwum)

Pogrzeb Hanny Szczepanowskiej - żołnierza AK, uczestniczki powstania warszawskiego

Na warszawskich Starych Powązkach zakończyły się uroczystości pogrzebowe Hanny Szczepanowskiej, pseudonim Heban, harcerki Szarych Szeregów,...

zobacz więcej

Fortel zamiast zbrojnego uderzenia

W podokręgu AK Rzeszów rozważano różne scenariusze akcji, łącznie ze zbrojnym uderzeniem na magazyny „Gamrat”, znajdujące się dwa kilometry od Jasła. To jednak wiązało się z angażowaniem znacznych sił ludzkich, przy niepewnym efekcie końcowym. Obiektu dawnej wytwórni prochu, w którym Niemcy gromadzili i naprawiali broń zdobytą na froncie wschodnim, strzegła bowiem 200-osobowa kompania wartownicza Wehrmachtu, a w sąsiedztwie znajdowały się baraki ponad 500 jeńców radzieckich – tzw. „własowców”, którzy przeszli na służbę niemiecką.

Inny więc pomysł zaproponował szef dywersji Inspektoratu AK Jasło por. Antoni Holik „Gazda”. „Mój plan zakładał użycie fortelu i dotarcie do magazynu broni bez walki. Rozpoznanie składu pozwoliło mi ustalić położenie, organizację, skład osobowy i uzbrojenie ochrony obiektu, porządek dnia i zajęć, a w rezultacie wybór najlepszego wariantu możliwości dostania się do magazynu” – pisał we wspomnieniach. Przy naprawie i konserwacji broni pracowali również Polacy, w tym sierż. Tadeusz Szymański „Borys” jako rusznikarz. Odegrał on najważniejszą rolę w rozpoznaniu, ponieważ dowodził akowską komórką w magazynach, które miał rozpracowane do najdrobniejszego szczegółu.

Pamiatkową tablicę w hołdzie bohaterom ufundowali mieszkańcy Jasła (fot. Wikipedia/Bonio)

„Zdobył panterę, zestrzelił sztukasa, ale wszystkiego opowiedzieć mi nie zdążył”

– Ta książka to hołd, wspomnienie, ale i moje rozliczenie z ojcem, który był przedstawicielem pokolenia, które najwięcej poświęciło. Z jednej...

zobacz więcej

Przebieg akcji „Gamrat”

Komendant Obwodu AK Jasło kpt. Józef Modrzejewski „Lis” wyraził zgodę na realizację koncepcji przedstawionej przez „Gazdę”, pod warunkiem, że również weźmie w niej udział. Termin wyznaczono na noc z 4 na 5 grudnia 1943 roku, czyli sobotni wieczór, gdy większość Niemców wyjeżdżała do kina w Jaśle. Do akcji zaangażowano ponad 20 akowców z placówek w Dębowcu, Kołaczycach, Warzycach i Świerchowej. Miejscem zbiórki był las w pobliżu Podzamcza, gdzie por. Holik omówił plan akcji oraz zadania dla dwóch grup, na które został podzielony oddział.

Pierwsza miała za zadanie czuwać na brzegu Wisłoki, a druga, w której byli m.in. „Gazda”, „Lis” oraz Dowódca Kedywu Obwodu AK Jasło ppor. Antoni Zawadzki „Teresa”, po sygnale świetlnym latarką od „Borysa”, przeprawiła się wpław na drugi brzeg rzeki w okolice „Gamratu”. „Przeprawiliśmy się wpław tam, gdzie woda nie była zbyt głęboka, ale kąpiel w noc grudniową nie należy do przyjemnych” – podkreślał Modrzejewski.

Po pokonaniu rzeki znów nastąpiło podzielenie grupy na dwie części: pięciu uzbrojonych w pistolety żołnierzy pod dowództwem por. Holika weszło na teren „Gamratu” do oświetlonego budynku przez dziurę w siatce wykonaną przez sierż. Szymańskiego. Sześciu kolejnych oraz „Lis” z pistoletem maszynowym pozostali na zewnątrz, aby ubezpieczać akcję oraz odbierać broń i przekazywać grupie, która miała ją transportować przez rzekę.

Akowcy zdołali wynieść pokaźny zapas broni i zaopatrzenia (fot. archiwum)

Zmarł prof. Jerzy Kłoczowski. Był żołnierzem AK, opozycjonistą, historykiem

Zmarł profesor Jerzy Kłoczowski - historyk, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, senator I kadencji, współzałożyciel i...

zobacz więcej

Zdobyto pokaźny zapas broni i zaopatrzenia

Nie zwracając uwagi niemieckich strażników, akowcy zdołali wynieść pokaźny zapas broni i zaopatrzenia. Następnie obciążeni kilkudziesięcioma kilogramami ładunku ponownie sforsowali rzekę wpław. Idąc w padającym cały czas śniegu, dotarli do znajdującej się w rejonie Warzyc stodoły, w której klepisku zakopali większą część zdobytego uzbrojenia. Były tam m.in. ciężkie i lekkie karabiny maszynowe, niemieckie pistolety maszynowe, karabiny, pistolety kal. 9 mm, granaty zaczepne i obronne oraz kilka skrzyń amunicji. Ilość broni różni się w zależności od relacji uczestnika akcji.

Niemcy byli wściekli, gdy odkryli, co się wydarzyło na terenie „Gamratu”. W zasadzie nie wyciągnęli żadnych konsekwencji wobec ludności cywilnej, chociaż jak wynika ze wspomnień Zdzisława Szymańskiego, brata Tadeusza, było inaczej. „Na drugi dzień po akcji, czyli 6 grudnia w godzinach przedpołudniowych, zjawiło się w naszym domu jasieńskie Gestapo. Aresztowali wówczas mamę, tatę zaś późnym wieczorem, jak wrócił z pracy. Bolesne i tragiczne święta, wigilia bez rodziców, łamanie się opłatkiem w atmosferze bólu i nieszczęścia. Tego nie da się wymazać z pamięci” – podkreślał po latach.

Na szczęście w maju 1944 roku oboje zostali zwolnieni z jasielskiego więzienia. Jakiś czas później zjawił się w domu sierż. Tadeusz Szymański. Został skarcony przez matkę i na kolanach musiał przepraszać za to, co zgotował rodzinie. Niemniej jednak zdobyty podczas akcji „Gamrat” arsenał broni i amunicji służył później na terenie obwodu i inspektoratu do akcji dywersyjnych, ubezpieczania zrzutów i walk w ramach planu „Burza”.

źródło:
Zobacz więcej