Tetetka mści się za Ryżego, w tle FSB i GRU

(fot. REUTERS/Shamil Zhumatov)

Wydarzenia w Ługańsku odzwierciedlają nie tylko konflikt lokalnych watażków, ale też rywalizację potężnych stronnictw w Moskwie. Z jednej strony mamy FSB, z drugiej wpływowego doradcę kremlowskiego. Ten drugi dotychczas cieszył się wsparciem wojskowego wywiadu GRU. Pucz ługański jest więc ważny w kontekście polityki wewnętrznej Rosji, gdzie w miarę zbliżania się wyborów prezydenckich rośnie nerwowość. Ukraina nie ma tu nic do powiedzenia.

Prorosyjscy separatyści skoczyli sobie do oczu. Na wschodzie Ukrainy trwają walki

Uzbrojone oddziały separatystów zabarykadowały się w budynku MSW tak zwanej Ługańskiej Republiki Ludowej. Są to oddziały wierne Ihorowi Kornetowi –...

zobacz więcej

Wtorek rano. W centrum Ługańska pojawiają się grupy uzbrojonych ludzi w wojskowym kamuflażu, część z nich jest w maskach. Nie mają oznaczeń, nie mówią, kim są i co robią. Przywódca „ŁRL” Igor Płotnickij nakazuje tym zielonym ludzikom wycofać się. Bezskutecznie. Uzbrojeni w broń maszynową i granatniki, wspierani przez kilka transporterów, obstawiają budynki administracji. Sytuacja, przynajmniej częściowo, wyjaśnia się, gdy „Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ŁRL” publikuje na stronie internetowej wystąpienie swego szefa Igora Korneta, dzień wcześniej zdymisjonowanego przez Płotnickiego.

Kłótnia watażków

Żeby wyjaśnić przyczyny obecnych wydarzeń, musimy cofnąć się dwa lata. Jest październik 2015 roku. „Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego ŁRL” (MGB) aresztuje „ministra paliwa i energii” Dmitrija Ljamina. To człowiek Płotnickiego, a chodzi o podział zysków z sektora naftowego. Płotnickij reaguje zawieszeniem „ministra bezpieczeństwa” Leonida Pasecznika. Gdy po stronie tego ostatniego staje „minister spraw wewnętrznych” Igor Kornet, ten też zostaje zawieszony. Wtedy jednak po stronie „siłowików” stają „premier” Giennadij Cypkałow i szef „parlamentu” Aleksiej Karjakin. Tzw. Ługańska Republika Ludowa staje na krawędzi wojny domowej. Interweniuje Moskwa. W efekcie Pasecznik i Kornet wracają na stanowiska, za to tracą ich obrońcy, Cypkałow i Karjakin.

Kolejna odsłona konfliktu. Lato 2016. Dochodzi do zamachu bombowego na Płotnickiego. Nieudanego. Płotnickij ogłasza, że to była próba puczu, oskarża siłowików o bezczynność i zaczyna czystkę. Pasecznik i Kornet są poza zasięgiem, ale ludzie Płotnickiego aresztują Cypkałowa oraz jednego z dowódców ludowej milicji Witalija Kisieljewa. Karjakin ucieka do Rosji. Cypkałow (ps. Ryży) zostaje znaleziony powieszony w celi – oficjalna wersja to samobójstwo, choć jest mocno pobity. Kisieljew (ps. Komunista) wciąż siedzi za kratami.

Rosja buduje płot między Krymem a Ukrainą

Rosja rozpoczęła budowę dwumetrowego płotu, który ma oddzielić anektowany przez Moskwę Krym od Ukrainy. Budowa ma zostać ukończona latem 2018 roku.

zobacz więcej

Teraz szef „republiki” może się zabrać za Korneta. 21 października 2017, na poszerzonym posiedzeniu „Rady Ludowej ŁRL”, Kornetowi stawiają szereg zarzutów, w tym nielegalne przywłaszczenie cudzej własności. „Minister” się broni i 5 listopada publikuje wystąpienie wideo, w którym mówi o sukcesach swego resortu i sugeruje, że Płotnickij i bliscy mu deputowani „Rady Ludowej” to „piąta kolumna Ukrainy”. 9 listopada Płotnickij osobiście nadzoruje eksmisję Korneta z domu należącego do Inny Chmieliewcowej, krewnej zmarłego deputowanego ukraińskiego parlamentu z ramienia Partii Regionów. Skalę poniżenia Korneta powiększa relacja specjalnie ściągniętej telewizji. Następnego dnia Płotnickij mówi w „Radzie Ludowej”, że Kornet jest „zmęczony i powinien odejść”.

Rzecz jasna, ostatnie słowo należy w tych sprawach do rosyjskich kuratorów. 16 listopada, w tym samym dniu, do Ługańska wracają z podróży za wschodnią granicę Płotnickij (z Moskwy) oraz Kornet (z Kamieńca Szachtyńskiego w obwodzie rostowskim). Ten pierwszy po rozmowach na Kremlu, ten drugi po spotkaniu z pewnym generałem FSB, nadzorującym „siłowików” w strefie okupowanej Donbasu.

20 listopada o dymisji szefa „MSW” decyduje ługański sąd (trudno myśleć, że bez zlecenia), a Płotnickij natychmiast podpisuje zwolnienie Korneta ze stanowiska. „Deputowanych” informuje o tym „prokurator generalny” Witalij Podobryj. Wcześniej był on zastępcą Korneta w „MSW” i jego nominację na prokuratora odebrano jako wzmocnienie siłowików Korneta i Pasecznika. Tymczasem Podobryj zdradził i odegrał jedną z kluczowych ról w dymisji Korneta.

Kronika puczu

Kornet nie zamierza podzielić losu starych towarzyszy, Cypkałowa („samobójstwo”), Kisieljewa (więzienie) czy Karjakina (ucieczka do Rosji). 21 listopada rano popierające go bojówki obstawiają ważne urzędy w centrum Ługańska, a on sam w wystąpieniu wideo odmawia opuszczenia stanowiska. I kontratakuje. Mówi, że jego resort wykrył w kierownictwie „ŁRL” spisek „ukraińskich dywersantów”, i to na najwyższym szczeblu. Wśród spiskowców wskazuje szefową „państwowej” telewizji (zemsta za relację z jego eksmisji?), szefa administracji Płotnickiego oraz szefa ochrony Płotnickiego. Kornet twierdzi, że ci spiskowcy wprowadzali w błąd Płotnickiego, mówiąc mu, że pracownicy „MSW” łamią prawo. Na koniec „minister” żąda anulowania jego dymisji oraz ukarania „spiskowców”.

Płotnickij odpowiada na swojej stronie internetowej ośwadczeniem, z którego wynika, że „obecna sytuacja jest przedłużeniem zmian kadrowych” po dymisji Korneta. Wieczorem pojawiają się informacje, m.in. z MSW Ukrainy, że szef „ŁRL” zbiegł do Rosji.

Jednak następnego dnia rano, w środę 22 listopada, pojawia się telewizyjna relacja z posiedzenia „rządu” – Płotnickij jest cały, zdrów, w Ługańsku, i nie zamierza ustępować. W tej sytuacji ludzie Korneta przystępują do kolejnych działań. Wyłączona zostaje wierna Płotnickiemu telewizja, a zbrojni funkcjonariusze „MSW”, przy wsparciu posiłków z Doniecka, biorą szturmem „prokuraturę”, aresztując ok. 20 osób, w tym lojalnych wobec Płotnickiego „prokuratora generalnego” i „prokuratora wojskowego”.

Wieczorem 22 listopada część uzbrojonych ludzi opuszcza pozycje przy budynkach administracji. Sytuacja jest niejasna. Nie do końca wiadomo, które patrole popierają Korneta, a które mają za zadanie ochraniać Płotnickiego. Na dodatek, pojawiają się „zewnętrzni” aktorzy. Z jednej strony „gwardziści” z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej wspierający Korneta, z drugiej rosyjscy najemnicy z Kompanii Wagnera, już dawniej wykorzystywani przez Płotnickiego.

Surkow i wagnerowcy

Obecność „donieckich” i najemników z Rosji nie powinna dziwić. W okupowanym Donbasie nic ważnego nie dzieje się bez pozwolenia lub przynajmniej wiedzy Moskwy. Ale tak, jak różne są grupy wpływu i frakcje polityczno-militarno-biznesowe w Ługańsku czy Doniecku, tak i w Moskwie nie ma jednolitego obozu władzy. Poszczególni gracze i grupy w okupowanym Donbasie mają swych kuratorów w Rosji.

„Ukraina i Polska mają wspólne zagrożenie, którym jest Rosja”

– Ukraina i Polska mają wspólne zagrożenie, którym jest Rosja. Rozdrapywanie konfliktu ukraińsko-polskiego jest zgubne dla dwóch narodów –...

zobacz więcej

Za sprawy polityczne w „ŁRL” odpowiada Władisław Surkow, doradca Putina, który od dawna jest głównym kremlowskim urzędnikiem odpowiedzialnym za politykę Rosji wobec „republik ludowych”. W jego orbicie wpływów są Igor Płotnickij, „Rada Ludowa” i niemal cały administracyjny aparat. Płotnickij zdobył stanowisko przywódcy „ŁRL” dzięki temu, że stał na czele batalionu Świt w 2014 r. Była to jedna z nielicznych jednostek rebelii, która nie uciekła z Ługańska i stawiła opór nacierającym siłom ukraińskim do momentu przyjścia z odsieczą – na wielką skalę – regularnej armii rosyjskiej (sierpień 2014). Na bazie tego batalionu powstała tzw. ludowa milicja, czyli de facto coś w rodzaju „armii” w ługańskiej części strefy okupowanej. Tyle że od czasu, gdy Płotnickij był szefem tzw. ministerstwa obrony, sporo się w wojskowej strukturze „ŁRL” zmieniło. Wszystkie zbrojne „wojskowe” oddziały w tej „republice” skupiono w 2. Korpusie Armijnym ŁRL – bezpośrednio podporządkowanym dowództwu rosyjskiej armii. Co oznacza, że bez zgody rosyjskich generałów i resortu obrony ługańskiej „armii” nie da się wykorzystać w żaden sposób w wewnętrznych rozgrywkach. Płotnickij jest tylko nominalnym głównodowodzącym „sił zbrojnych ŁRL”.

Obecnie może liczyć tylko na „Służbę Rządowego Bezpieczeństwa”, uzbrojonych pracowników „prokuratury”, ale przede wszystkim na najemników z Kompanii Wagnera. To najsłynniejsza prywatna spółka najemników w Rosji – walcząca kiedyś w Donbasie, a teraz w Syrii. Wspierana i finansowana przez rosyjską armię i GRU. Płotnickij sięgał już po pomoc wagnerowców, gdy musiał zlikwidować jakiegoś niepokornego komendanta, np. Aleksandra Biednowa, dowódcę batalionu Batman. Co ciekawe, wagnerowcy, którzy teraz znaleźli się w Ługańsku zostali przerzuceni w ten rejon już cztery dni wcześniej, do niezbyt odległego Ałczewska.

FSB i donieccy

Z kolei siłowy blok „republiki” („MGB” Pasecznika, „MSW” Korneta) kontroluje rosyjska FSB. A kuratorem z ramienia Łubianki jest generał-pułkownik Siergiej Biesieda. To weteran FSB, od wielu lat zajmujący się specjalnymi zadaniami w byłych republikach sowieckich. Stał na czele doradców FSB, którzy znajdowali się w otoczeniu Wiktora Janukowycza w czasie rewolucji na Majdanie. Pytanie, czy w Ługańsku spisze się lepiej, niż w Kijowie?

Igor Kornet ps. Tetetka to, podobnie jak Płotnickij, etniczny Ukrainiec, syn oficera milicji. Sam był w niej sierżantem, pracował w jednej z biednych dzielnic Ługańska. W 2014 roku opowiedział się za rosyjską rebelią. Długo był uważany wręcz za człowieka Płotnickiego - został „ministrem spraw wewnętrznych” 27 sierpnia 2014. Zaskoczeniem było, gdy w 2015 r. wsparł Pasecznika przeciwko Płotnickiemu. Teraz oskarża najbliższe otoczenie Płotnickiego o zainscenizowanie przewrotu i zabójstwo „eks-premiera ŁRL” Giennadija Cypkałowa. Korneta popiera część weteranów wojny 2014-2015, zwolnionych wcześniej z siłowych organów „ŁRL”. Podobno we wtorek z Rosji wrócił niejaki Aleksandr Gajdiej ps. Rzym, były dowódca 1. Kozackiej Sotni w siłach „ŁRL” i były „komendant Swierdłowska”. Od dawna w konflikcie z Płotnickim.

Najcenniejszym sojusznikiem jest jednak Aleksandr Zacharczenko, lider sąsiedniej „Donieckiej Republiki Ludowej”. Już na samym początku puczu do Ługańska z Doniecka przyjechały trzy ciężarówki pełne uzbrojonych po zęby członków „Republikańskiej Państwowej Służby Ochrony”, która podlega Zacharczence. W nocy z wtorku na środę obserwatorzy OBWE odnotowali przyjazd do Ługańska ze strony Debalcewa kolumny wojskowej, w skład której wchodziły co najmniej dwa transportery opancerzone oraz około dziesięciu ciężarówek z „żołnierzami” z Doniecka.

Na zdjęciach z ulic Lugańska wśród zielonych ludzików rozpoznano transporter z oddziału Andrieja Borysowa ps. Czeczen wiernego komendanta Zacharczenki. Początkowo Donieck zaprzeczał, by miał cokolwiek wspólnego z wydarzeniami w Ługańsku, ale 23 listopada rano donieckie „MGB” potwierdziło, że pomaga rozprawić się z „ukraińskim spiskiem”.

Wybuch miny i postrzał – czterech żołnierzy zginęło na linii walk z separatystami

Czterech ukraińskich żołnierzy zginęło we wtorek na linii walk z prorosyjskimi separatystami w Donbasie na wschodzie kraju – poinformowała armia w...

zobacz więcej

„Bitwa kuratorów”

Jest jeszcze trzecia frakcja w Ługańsku – to kadrowi wojskowi rosyjscy. Panują nad tzw. Ludową Milicją ŁRL, która faktycznie jest formacją wojskową. Dowódcą tej „milicji” jest generał rosyjskiej armii Jewgienij Nikiforow. Siły te nie mieszają się w konflikt. Podobnie zresztą, jak „Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego” (MGB) – co jest o tyle intrygujące, że na jego czele stoi Pasecznik, wcześniej sprzymierzeniec Korneta. Właśnie te siły będą miały decydujący głos, jeśli w końcu go zabiorą. Póki co we wtorek około południa przez przejście graniczne Dołżanskij wjechała do „ŁRL” kolumna wojska rosyjskiego: kilkadziesiąt ciężarówek z żołnierzami i 20 transporterów. Neutralną postawę zajmuje, przynajmniej oficjalnie, GRU. Wywiad wojskowy ma w okupowanym Donbasie dużo więcej do powiedzenia niż „cywile” z FSB.

W Ługańsku mamy starcie „gołębi” z „jastrzębiami”. Na lokalnym szczeblu ścierają się frakcje ludzi z Moskwy. Podobne spory toczą się teraz w różnych regionach Rosji. W przypadku Ługańska mamy „gołębia” Płotnickiego, który podpisywał porozumienia mińskie, oraz „jastrzębia” Korneta, który odwołuje się do siłowików i weteranów wojny z Ukrainą, którzy zarzucają Płotnickiemu zdradę ideałów Noworosji.

Moskwa oficjalnie nie wtrąca się w spór w Ługańsku, jedynie „pilnie obserwuje rozwój sytuacji”. W środę na Kremlu zapewniono, że pojawiające się doniesienia, jakoby z otoczenia Surkowa idą sygnały „o wsparciu określonych politycznych sił” w ŁRL, są nieprawdziwe. To portal RBK cytował źródło bliskie Surkowowi, że Kreml jest przychylny Kornetowi, ale też że póki co nie chce usuwać Płotnickiego. Putinowi nie na rękę byłoby teraz odsunięcie jednego z sygnatariuszy porozumień mińskich. Moskwie nie zależy też na eskalacji konfliktu w Donbasie, szczególnie przed wyborami w marcu 2018. Dymisja Płotnickiego nie jest w interesie Kremla, dla którego porozumienia mińskie pozostają ostatnim narzędziem wpływu na Kijów. Z drugiej strony, nie można rozprawić się z siłowikami.

Donbas staje się jednym wielkim polem minowym

Asystent sekretarza generalnego Organizacji Narodów Zjednoczonych Ursula Müller pojechała do Donbasu przyjrzeć się sytuacji w ogarniętym konfliktem...

zobacz więcej

Dlatego za najbardziej prawdopodobny scenariusz w tym momencie można uznać wyciszenie konfliktu i zachowanie status quo: Kornet nadal szefem „MSW”, zaś Płotnickij szefem „republiki”. W tym wariancie czas będzie jednak grał na niekorzyść Płotnickiego. Dlatego ten będzie grał na „miękki” wariant siłowy: Kornet wyjeżdża do Rosji lub Doniecka. „Twardy” wariant siłowy to likwidacja fizyczna Korneta lub jego uwięzienie. Ale jest i inny scenariusz: Surkow ulega i poddaje swego człowieka, Kornet przy pomocy Rosjan dokonuje puczu i obala Płotnickiego. Decyzja o wyborze scenariusza zapadnie w Moskwie i może zależeć od walk na szczytach reżimu.

Jest jeszcze jeden znak zapytania. Nie wiadomo, czy to, co dzieje się teraz w Ługańsku, nie jest już jakimś wstępem do zjednoczenia „republik ludowych”, a de facto wchłonięcia przez Donieck części Ługańskiej. Byłby to powrót do koncepcji Małorosji, ogłoszonej parę miesięcy temu przez Zacharczenkę, a wyśmianej przez Płotnickiego.

Zobacz więcej