Patrzący w twarz śmierci i ich największa porażka

Oddziały Peszmergów w trakcie odbijania Mosulu z rąk Daesh (fot. arch. PAP/ABACA)

Spektakularna klęska Kurdów w starciu z armią iracką nie jest tak naprawdę żadną niespodzianką. Rzekoma siła peszmergów, czyli kurdyjskich bojowników, to tylko mit, który prysł w kilkadziesiąt godzin. I nie chodzi tylko o uzbrojenie. Słabych punktów „armia” autonomicznego Kurdystanu ma więcej.

Wojna Jednodniowa. Jak upadła Jerozolima Kurdów

Październik 2017 roku zapisze się w historii Kurdów czarnymi zgłoskami. W kilkadziesiąt godzin prysł mit bitnych peszmergów, w kilka dni rozwiała...

zobacz więcej

W wyniku błyskawicznej operacji zbrojnej Bagdad odzyskał kontrolę nad tzw. terenami spornymi, czyli obszarami, które formalnie nie wchodzą w skład autonomii kurdyjskiej (Kurdish Regional Government – KRG), ale które od kilku, kilkunastu lat były opanowane przez Kurdów. O klęsce KRG przesądziły dwie rzeczy: brak międzynarodowego wsparcia i ostre podziały we własnych szeregach. Podziały tym gorsze, że istniejące formalnie nawet w zbrojnym ramieniu Kurdystanu: formacji peszmergów. Układ taki powstał w latach 90. XX w. i ściśle wiąże się z politycznym porozumieniem dwóch najpotężniejszych kurdyjskich partii.

Mit bitnych peszmergów

Ostatnie dekady w irackim Kurdystanie zdominowały dwa potężne klany: Barzanich i Talabanich. Politycznym przedstawicielstwem tych pierwszych jest KDP, czyli Demokratyczna Partia Kurdystanu. Z kolei partią Talabanich jest Patriotyczna Unia Kurdystanu (PUK). Tradycyjnym centrum wpływów Barzanich jest Irbil. Bastionem Talabanich jest zaś Sulejmanija. Bardzo długo toczyła się między nimi ostra rywalizacja, a w latach 90. doszło nawet do wojny domowej. Od 1998 r., gdy zawarto porozumienie przy mediacji amerykańskiej, KDP i PUK wspólnie rządzą irackim Kurdystanem, choć przewagę ma tu partia Barzanich. Członkowie tej rodziny zajmują m.in. stanowiska prezydenta i premiera we władzach autonomii.

Słowo „peszmerga” tłumaczy się najczęściej jako „patrzący w twarz śmierci”. Ale nie tylko nazwa spowodowała, że tych kurdyjskich bojowników z Iraku długo uznawano za groźnych przeciwników na polu walki. Bardzo przyczynił się do tego przebieg wojny z Państwem Islamskim. Kiedy latem 2014 r. ruszyła wielka ofensywa dżihadystów w Iraku, to właśnie peszmergowie okazali się jedynymi zdolnymi stawić czoła nowemu zagrożeniu. Na tle idących w rozsypkę żołnierzy i policjantów irackich okopani na swych pozycjach i broniący terytorialnych zdobyczy Kurdowie wypadli bardzo dobrze. Ten swoisty PR z tamtej kampanii zaciążył na postrzeganiu zarówno peszmergów, jak i wojsk irackich.


„Zabójca nie może być ratownikiem”. Putin zastawia pułapkę w Syrii

Porozumienie o czterech „strefach bezpieczeństwa” w Syrii, które weszło w życie w nocy z piątku na sobotę, przełomu na pewno nie przyniesie, bo już...

zobacz więcej

Tyle że minęło kilka lat i sytuacja się zmieniła, szczególnie po stronie irackiej. Teraz to siły posłuszne Bagdadowi są dużo silniejsze. Lepiej uzbrojone i lepiej wyszkolone. I nie chodzi tylko o regularne siły irackie, ale też oddziały szyickich milicji. W rzeczywistości to oni odegrali główną rolę w odbijaniu z rąk IS Ramadi, Faludży, Tikritu, Bejdżi czy nawet Mosulu. Z kolei dobra reputacja peszmergów wynikała z sukcesów osiąganych w dużej mierze dzięki wsparciu powietrznemu międzynarodowej koalicji.

Partyjne armie

Obecnie siłę liczebną peszmergów ocenia się na grubo ponad 200 tys. ludzi (łącznie z rezerwistami) podzielonych na 36 brygad. Swoje milicje mają też największe klany. Wydawało się też, że KRG może liczyć na oddziały chrześcijańskich Asyryjczyków i ok. 14 tys. zbrojnych jazydów – tyle, że październikowa kampania pokazała, iż stawiają oni na silniejszego.

Słabością peszmergów jest brak scentralizowanej struktury i jednolitego dowództwa. Peszmergowie bardziej przypominają milicję czy pospolite ruszenie, niż armię z prawdziwego zdarzenia. 56 tys. bojowników podlega bezpośrednio Ministerstwu ds. Peszmergów KRG. 109 tys. słucha rozkazów biura politycznego DPK, czyli klanu Barzanich, przy czym formalnie połowa z nich jest przypisanych do Ministerstwa ds. Peszmergów, zaś połowa do MSW. 66 tys. bojowników to z kolei zbrojne ramię drugiej głównej partii, PUK (klan Talabanich). 56 tys. jest przypisanych formalnie Ministerstwu ds. Peszmergów, zaś 10 tys. MSW.


Kurdowie oskarżają irackie siły o atak. Bagdad zaprzecza

Władze irackiego Kurdystanu oskarżyły irackie siły o przeprowadzenie ataku w pobliżu tureckiej granicy, gdzie mieści się odcinek rurociągu, którym...

zobacz więcej

Jeśli dodać członków rodzin, to wychodzi grubo ponad milion Kurdów. To znaczy, że mniej więcej co piąty mieszkaniec autonomii kurdyjskiej w Iraku jest albo peszmergą, albo jego bliskim. Świadczy to o nadzwyczajnej militaryzacji KRG. Zresztą instytucja peszmergi to nie tylko siła zbrojna, ale też potężna socjalna instytucja, utrzymywana ze sporej części dochodów ze sprzedaży ropy.

Przewaga po stronie Bagdadu

Jeśli chodzi o arsenał peszmergów, to jest to głównie lekka broń strzelecka plus przeciwczołgowe ręczne wyrzutnie (w tym amerykańskie TOW i Javelin). Broń przeciwlotnicza to też głównie ręczne wyrzutnie. Niedawno od Rosji Kurdowie dostali partię małokalibrowych działek przeciwlotniczych ZU-23-2. Jeśli chodzi o lotnictwo, to są to tylko lekkie śmigłowce. Czołgów, pojazdów opancerzonych i artylerii jest niewiele – to głównie sprzęt zdobyty kiedyś na armii Saddama Husajna, broń, do której brakuje amunicji. Amerykanie dostarczyli jedynie pewną liczbę nowoczesnych górskich haubic.

Na tym tle armia iracka wypada imponująco. Stany Zjednoczone uzbroiły ją w czołgi (Kurdowie narzekali w czasie październikowej kampanii, że muszą stawiać czoła Abramsom), artylerię i samoloty bojowe. Z kolei od Rosjan Bagdad kupił Su-25, bojowe helikoptery i ciężkie rakietowe miotacze ognia TOS-1A. W tym roku podpisano kontrakt na dostawę czołgów T-90. Najlepszą częścią armii są siły specjalne, tzw. Złota Dywizja, która zasłużyła się szczególnie w walkach o Mosul.

Na tle sił zbrojnych Turcji, Iranu czy Arabii Saudyjskiej irackie wojsko wciąż wypada blado. Ale i tak wystarczająco dobrze, by Kurdowie woleli się wycofywać, niż stawiać zbrojny opór, choćby w Kirkuku. Zresztą nie wolno zapominać o szyickich Oddziałach Mobilizacji Ludowej (PMF), czyli Al-Haszd asz-Szabi. Działające wcześniej oddzielnie milicje zjednoczono w czerwcu 2014 r., gdy IS maszerowało na Bagdad i ajatollah Ali al-Sistani wezwał wiernych szyitów do szybkiej mobilizacji.

Obecnie PMF liczą ok. 120 tys. bojowników. Trzy najważniejsze organizacje wchodzące w skład PMF są bezpośrednio związane z irańskim Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Są to: Ktaeb Hizballah (dowódca Abu Mahdi al-Muhandis – znajdujący się zresztą na amerykańskiej liście terrorystów), Asaib Ahl al-Haq (dowódca Qais al-Khazali), Organizacja Badra (Hadi al-Ameri). Wszyscy trzej dowódcy blisko współpracują z dowódcą Sił Quds (elitarna jednostka IRGC), generałem Qassemem Suleimanim. Jak to określił jeden z zachodnich dyplomatów w Bagdadzie, są „prokonsulami Iranu” w Iraku.

Kto kogo zdradził?

Słabość peszmergów obnażyła ofensywa sił irackich na tzw. tereny sporne w połowie października. Gdy oddziały rządowej armii i szyickich milicji uderzyły na Kirkuk w nocy z 15 na 16 października, naprzeciwko miały dziesiątki tysięcy kurdyjskich bojowników. Od Kirkuku, po leżący jakieś 70 km na południe Tuz Chormato, stało z bronią u nogi ok. 50 tys. peszmergów PUK. Biernie przyglądali się marszowi PMF i armii irackiej. Dlatego KDP oskarżyła o zdradę frakcję w PUK, z wdową po legendarnym liderze PUK Dżalalu Talabanim (Hero Ibrahim Ahmad), synem Bafelem i bratankami Lahurem i Arazem Talabanimi. Pojawia się jednak pytanie, dlaczego również peszmergowie KDP, którzy od 2014 r. kontrolowali pola naftowe Avana i Bai Hassan w zachodnim Kirkuku, wycofali się bez jednego strzału. Tym bardziej to zastanawiające, że oba te pola zapewniały niemal połowę produkcji ropy KRG. Ich utrata to ostatni gwóźdź do trumny kurdyjskiej niepodległości. Oddziały związane z KDP wycofały się bez walki także ze spornych obszarów na północnym zachodzie, takich jak Sindżar oraz z Basziki na terenach zdominowanych przez chrześcijan, na północny wschód od Mosulu.


Lahur Talabani, stojący na czele związanych z PUK jednostek specjalnych Zaniari, obarczył Barzaniego winą za przejęcie kontroli nad Kirkukiem przez siły irackie. Stwierdził, że Barzani obiecał poparcie międzynarodowe dla referendum niepodległościowego, a tymczasem żaden kraj go nie poparł. Zarzucił też Barzaniemu, że referendum miało służyć wyłącznie pozbawieniu PUK kontroli nad Kirkukiem. Trudno się dziwić, że przy takiej nieufności wewnątrz autonomii kurdyjskiej jej oddziały oddały pole niemal bez stawiania oporu.

źródło:
Zobacz więcej