Wojna Jednodniowa. Jak upadła Jerozolima Kurdów

Kurdyjski wojownik strzela z moździerza (fot. REUTERS/Ahmed Jadallah)

Październik 2017 roku zapisze się w historii Kurdów czarnymi zgłoskami. W kilkadziesiąt godzin prysł mit bitnych peszmergów, w kilka dni rozwiała się nadzieja na niepodległe państwo. Rząd Iraku, przy wydatnej pomocy irańskiego sojusznika i milczeniu innych państw, z szokującą łatwością rozprawił się z autonomicznym Kurdystanem.

„Jak nie ma co do garnka włożyć, to niepodległością się nie wyżywimy”

Dzień po referendum niepodległościowym w irackim Kurdystanie, które odbywało się również w spornym Kirkuku, w mieście tym panował całkowity spokój....

zobacz więcej

Kiedy w czerwcu prezydent Masud Barzani zapowiadał referendum niepodległościowe, perspektywy Kurdystanu wyglądały chyba najlepiej od blisko stu lat. Peszmergowie, czyli kurdyjscy bojownicy, wykazali się w wojnie z Państwem Islamskim. Nie dość, że Amerykanie uznali ich za najwartościowszych sojuszników militarnych w regionie, to jeszcze Kurdowie, korzystając z pasma kompromitujących porażek armii irackiej, zajęli latem 2014 roku – zanim zdążyli to zrobić dżihadyści – szereg rejonów na pograniczu autonomii kurdyjskiej (KRG). To tzw. terytoria sporne, na których żyją obok Kurdów Arabowie, Turkmeni i inne grupy narodowościowe i religijne. Największym sukcesem było zajęcie Kirkuku – nie tylko z racji na jego bogate złoża naftowe. Miasto to, choć nie weszło w skład autonomii, uznawane jest przez Kurdów za historyczną stolicę. Jak stwierdził kiedyś Dżalal Talabani, jeden z ojców-założycieli irackiego Kurdystanu, „Kirkuk to taka kurdyjska Jerozolima”. Przez ostatnie przeszło trzy lata powiewały nad nią flagi KRG. I zapewne jeszcze długo by powiewały, zaś za kirkucką ropę do kurdyjskiego budżetu wpływałyby kolejne miliony dolarów, gdyby nie strategiczny, jeden z największych w najnowszej historii, błąd kurdyjskiego przywództwa.

Referendum odbyło się 25 września (zgodnie z oczekiwaniami, blisko 93 proc. głosujących opowiedziało się za niepodległością), mimo ostrego sprzeciwu Bagdadu, Iranu i Turcji. Przeciwni byli też zachodni sojusznicy rządu w Irbil (stolica KRG), z Amerykanami na czele. Jednak Barzani parł naprzód, licząc też na wewnętrzne polityczne korzyści – czyli zdobycie trwałej przewagi jego KDP nad głównym rywalem PUK. 18 września iracki Sąd Najwyższy uznał referendum za nielegalne. Bagdad i Teheran zakazały lotów do Kurdystanu. Potem Irak i Iran przeprowadziły ćwiczenia wojskowe wzdłuż granicy z KRG (1 października), a 26 września Irak zrobił to samo z Turcją. Jednak Barzani był wciąż przekonany, że rząd w Bagdadzie nie zdecyduje się na siłowe działania. Tymczasem iracki rząd jeszcze bardziej rozwścieczył fakt, że referendum Kurdowie przeprowadzili także poza granicami KRG, czyli na „terenach spornych”, z Kirkukiem na czele.

Szef MSZ Francji do Kurdów w Iraku: to nieodpowiedni czas na niepodległość

Szef MSZ Francji Jean-Yves Le Drian ostrzegł w środę władze irackiego Kurdystanu, że ogłoszenie niepodległości przez ten region autonomiczny może...

zobacz więcej

Twarde ultimatum

Piątego października koalicja odbiła ostatni duży miejski ośrodek kontrolowany przez Państwo Islamskie w Iraku: Hawidżę, około 60 km na południowy zachód od Kirkuku. Teraz można było zająć się problemem Kurdów. 12 października rząd KRG otrzymał ultimatum z Bagdadu. Tego samego dnia podobne przyszło z Teheranu. Kurdowie mieli wycofać się z „terenów spornych”. Tego samego dnia w pobliżu Kirkuku zaczęła się koncentracja sił wiernych rządowi w Bagdadzie: 9. Dywizji Pancernej, jednostek elitarnych CTF (Counter Terrorism Force) oraz szyickich milicji (PMF). Kurdowie zareagowali ściągnięciem do Kirkuku dodatkowych 6 000 peszmergów i opuścili pozycje na zachód i południe od miasta – chodziło o skrócenie linii obrony. 13 października iracki premier Hajdar al-Abadi oraz przywódca wchodzącej w skład PMF paramilitarnej Organizacji Badra, Hadi al-Ameri wydali oświadczenia z żądaniem oddania Kirkuku. W nocy oddział szyickiej milicji zaatakował siedzibę PUK w Tuz Chormato, mieście o które spór od dawna toczą Kurdowie z szyickimi Turkmenami. 14 października prezydent Iraku, Kurd Fuad Masum poleciał z misją ostatniej szansy do Sulejmaniji na spotkanie z przywódcami KDP i PUK. Pięciopunktowa oferta kurdyjska, którą przywiózł z powrotem do Bagdadu, została tu z miejsca odrzucona. Przygotowania do ofensywy szły już pełną parą, decyzja zapadła. Czas polityków dobiegł końca, główne role w dramacie objęli żołnierze.

Niedziela wieczór, 15 października. Kirkuk, lokalna siedziba PUK. Kurdyjscy komendanci przyjmują dowódców PMF, al-Muhandisa i al-Ameriego oraz pewnego generała Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Irańczyk grozi peszmergom, że jeśli nie oddadzą pokojowo miasta, zostaną zmiażdżeni. Kurdowie konsultują się telefonicznie z Irbil, po czym odpowiadają gościom, że nie poddadzą Kirkuku. Ci opuszczają budynek, ale jeszcze przed wyjściem irański generał pokazuje gospodarzom na mapie, jak zostaną pokonani. Tak bardzo jest pewny swego.

Szyicki blitzkrieg

Armia rządowa oraz Oddziały Mobilizacji Ludowej (Haszd asz-Szaabi, PMF) podeszły pod miasto z dwóch kierunków, od północy i zachodu, jednocześnie blokując Kirkuk od południa. Atak nastąpił o drugiej w nocy z 15 na 16 października, dokładnie z tych kierunków, które wskazał irański generał. Oddziały Brygady Turkmeńskiej Organizacji Badra (16. Brygada PMF) i trzech brygad Asai’b Ahl al-Haq (41., 42. i 43. Brygad PMF) zaatakowały pozycje peszmergów w strefie przemysłowej na południowy zachód od Kirkuku. Wśród szyickich bojowników widziano osoby mówiące po persku, co wyraźnie wskazuje na znaczący udział irańskich oficerów w operacji. W sumie w natarciu na Kirkuk brało udział około 9 000 irackich żołnierzy i szyickich bojowników, a dowodził nimi al-Ameri.

Początkowo wydawało się, że celem jest opanowanie jedynie terenów na zachód od Kirkuku, gdzie leżą największe złoża ropy, lotnisko i baza wojskowa K-1. Ale sytuacja zmieniła się, gdy rano zaczęły się pojawiać informacje, iż bojownicy PUK opuszczają swe pozycje. W ich ślady poszli też peszmergowie z KDP. Rozkazy nie dotarły na czas do wszystkich dowódców, dlatego w kilku punktach doszło do wymiany ognia. W trakcie sporadycznego i niezorganizowanego oporu zginęło 22 peszmergów i siedmiu irackich żołnierzy. Do godziny dwudziestej 16 października już nad całym Kirkukiem załopotały flagi Iraku. Irackie elitarne jednostki wojskowe CTF (Counter Terrorism Force) zajęły siedzibę kurdyjskiego gubernatora prowincji, Nedżmetina Karima. Na jego miejsce premier Abadi wyznaczył Araba, Rakana Saida. W ręce sił rządowych wpadły takie strategiczne obiekty, jak lotnisko w Kirkuku, baza wojskowa K1 oraz pole naftowe Baba Gurgur.

Dowództwo peszmergów oświadczyło 16 października, że operacja sił irackich stanowi akt wypowiedzenia wojny narodowi kurdyjskiemu i zapowiedziało odwet. Jednak w kolejnych godzinach Kurdowie wycofywali się bez walki z kolejnych pozycji, nie tylko w Kirkuku, ale też w prowincjach Niniwa, Salah-ad-Din i Diyala. W mgnieniu oka stracili 40 proc. terytorium, które kontrolowali od 2014 roku. W obawie przed zemstą Arabów i mniejszości narodowych oraz terrorem ze strony szyickich milicji, około 100 tysięcy Kurdów uciekło z prowincji Kirkuk, głównie do Irbil i Sulejmaniji.

Odwrót peszmergów

We wtorek 17 października wierne Bagdadowi oddziały kontynuowały ofensywę, przejmując obszary nie wchodzące w skład KRG, ale zamieszkałe przez znaczną populację Kurdów. Niektóre z nich znalazły się pod kontrolą peszmergów w 2003 r., natomiast większość została opanowana w czasie wojny z Państwem Islamskim po 2014 r. Teraz kurdyjskie oddziały opuszczały je jeszcze przed nadejściem irackiego wojska. Tak stało się z tamą na Tygrysie, około 60 km na północny zachód od Mosulu, największą w Iraku, zaopatrującą w energię niemal dwa miliony ludzi. Kurdowie stracili też Sindżar, znane z rzezi, jakiej w 2014 r. dokonali tutaj na jazydach dżihadyści z IS. W poniedziałek wieczorem 16 października z miasta wyszli peszmergowie i natychmiast kontrolę nad nim przejęła sprzymierzona z iracką armią paramilitarna jazydzka grupa Lalesz. Nazajutrz weszły tu już wojska rządowe. W pobliżu Sindżar swoje bazy ma Partia Pracujących Kurdystanu, która od lat prowadzi wojnę z państwem tureckim. Uznawani przez Ankarę za terrorystów bojownicy PKK zapowiedzieli, że będą się bronić, jeśli armia iracka pokusi się o zajęcie ich pozycji. W tym samym czasie na drugim, południowym krańcu linii oddzielającej autonomiczny Kurdystan od reszty Iraku, peszmergowie opuścili Dżalaulę, Mandali (na północny wschód od Bagdadu) i Chanakin – leżące tuż przy irańskiej granicy, zamieszkałe głównie przez szyickich Kurdów.

Także 17 października iracka armia przejęła ostatnie dwa duże pola naftowe w rejonie Kirkuku: Bai Hassan i Awana. Dzień wcześniej władze kurdyjskie przerwały tu produkcję. Władze irackie oskarżyły rząd w Irbil o ewakuację pracowników w celu zatrzymania wydobycia. Po kilku godzinach kurdyjski minister ds. ropy poinformował o wznowieniu prac. Wojsko irackie wkroczyło również do miejscowości Gwer i Machmur, którymi Kurdowie rządzili od 2003 r. Niecały rok peszmergowie kontrolowali zaś Baszikę, w której większość mieszkańców to jazydzi, Szabakowie i Asyryjczycy.

17 października wystąpił publicznie prezydent KRG Masud Barzani. Wezwał rodaków, by nie tracili wiary w niepodległy Kurdystan. Wiadomo, że następnego dnia doszło do buntu miejscowej ludności kurdyjskiej przeciwko siłom rządowym i szyickimi milicjom w Kirkuku i Chanakin. Premier Abadi od razu wydał rozkaz wycofania z przejętych od Kurdów terenów, w tym z Kirkuku i Chanakin, wszelkich oddziałów poza siłami antyterrorystycznymi i policją federalną. Bagdad osiągnął swe cele w dwie doby, rozmieszczając wojska na niemal wszystkich tzw. terenach spornych. Ale jeśli w rządzie kurdyjskim ktoś miał nadzieję, że na tym się skończy, to szybko się rozczarował.

Cel: linia życia KRG

Dziewiętnastego października Kurdyjski Rząd Regionalny (KRG) wyraził chęć rokowań z Bagdadem w oparciu o konstytucję Iraku, co było warunkiem wstępnym postawionym przez Abadiego. Ale już tego samego dnia irackie władze sądownicze poinformowały o wydaniu nakazu aresztowania wiceprezydenta KRG Kosrata Rasula za jego stwierdzenie, że irackie siły zbrojne, które przejęły kontrolę nad Kirkukiem, to okupanci. Zaś kilka godzin później, w nocy z 19 na 20 października, oddziały rządowej armii i szyickich milicji wkroczyły w granice autonomii kurdyjskiej drogą z Kirkuku do Irbil. W rejonie Altun Kupri, ok. 3 km na północny wschód od Kirkuku, doszło do starcia. Peszmergowie przy użyciu broni przeciwpancernej mieli zatrzymać kolumnę pojazdów opancerzonych.

Trudno powiedzieć, czy był to efekt imponującego blitzkriegu w pierwszych dniach operacji czy taki cel stawiano sobie w Bagdadzie już wcześniej, ale okazało się, że federalny rząd chce nie tylko zająć tzw. tereny sporne, ale też strategiczny fragment prowincji Dahuk, wchodzącej w skład autonomicznego Kurdystanu, co dałoby dostęp do tureckiej granicy i pełną kontrolę rurociągu łączącego Kirkuk z tureckim portem Ceyhan. Byłoby to jednak równoznaczne z odcięciem irackiego Kurdystanu od terenów kontrolowanych przez Kurdów w sąsiedniej Syrii. 23 października przedstawiciel rady bezpieczeństwa KRG poinformował, że irackie siły rządowe i oddziały PMF rozmieszczają czołgi i artylerię w mieście Rabia, około 40 km na południe od obsadzonego przez peszmergów od 1991 roku Fisz-Chabur - przejścia granicznego do Syrii i Turcji. Tutaj właśnie rurociąg, którym płynie ropa naftowa z irackiego Kurdystanu, łączy się ze stacją pomiarową, zanim zasili drugi rurociąg, którym surowiec płynie w stronę tureckiego wybrzeża Morza Śródziemnego. To „linia życia” dla kurdyjskiej autonomii.

Kurdystan na deskach

24 października peszmergowie starli się z siłami irackimi w dwóch miastach. Tego samego dnia policja federalna przejęła kontrolę nad jednym z trzech przejść granicznych do Iranu. Al Munthurea była pod panowaniem Kurdów od 2014 r. Tymczasem w Tuz Chormato doszło do pogromu ludności kurdyjskiej. W leżącym między Kirkukiem a Bagdadem stutysięcznym mieście mieszkają obok siebie Kurdowie, Arabowie i Turkmeni. To właśnie szyickie bojówki tych ostatnich zaatakowały kurdyjskich sąsiadów. Zginęło co najmniej 11 osób. Zdjęcia satelitarne, nagrania wideo i liczne świadectwa naocznych świadków potwierdzają, że setki domów zostało splądrowanych, podpalonych i zniszczonych. Z miasta uciekły lub zostały wysiedlone tysiące Kurdów. Część uciekła do sąsiednich prowincji Diyala i Sulejmanija, niektórzy do Irbil.

24 października parlament irackiego Kurdystanu przegłosował przełożenie o osiem miesięcy zaplanowanych początkowo na 1 listopada regionalnych wyborów parlamentarnych oraz prezydenckich. 25 października rząd kurdyjski zaproponował „zamrożenie” wyników referendum niepodległościowego, by doprowadzić do zakończenia konfliktu z Bagdadem. KRG zapowiedział także natychmiastowe wstrzymanie ognia i zakończenie wszystkich operacji wojskowych. Odpowiedź z Teheranu – bo akurat tam przebywał właśnie premier Iraku - nadeszła następnego dnia. Premier Iraku oświadczył, że interesuje go tylko pełne unieważnienie kurdyjskiego referendum. Abadi zażądał też przekazania władzom federalnym kontroli na przejściach granicznych z Turcją.


Tego samego dnia oddziały szyickiej milicji ogłosiły rozpoczęcie ofensywy przeciwko peszmergom w trójkącie między Irakiem, Syrią i Turcją. Siły lojalne wobec rządu, ruszając z Zummar, miasta na północ od Mosulu, wkroczyły w głąb terytorium Kurdystanu, kierując się w stronę przejścia granicznego Fisz-Chabur. Irackie wojsko i oddziały PMF z łatwością przełamały opór – jednak Abadi zgodził się 27 października na rozejm. Zaprzestanie działań wojennych ma na celu „umożliwienie komisji technicznej złożonej z przedstawicieli władz federalnych i kurdyjskich rozmieszczenia sił federalnych na spornych terytoriach” Iraku - stwierdza komunikat szefa irackiego rządu. Rozmowy dotyczą m.in. przekazania pod kontrolę sił irackich przejścia Fisz-Chabur. 31 października siły rządowe zajęły tu pozycje, pomiędzy granicznymi posterunkami Turcji i Kurdystanu.

Na straconej pozycji

Kurdowie proponują wspólną kontrolę granicy z Turcją w Fisz-Chabur, trwałe zawieszenie broni na wszystkich frontach, dalszą współpracę w walce z IS oraz wspólną administrację tzw. terenów spornych. Jednak po serii militarnych sukcesów, mający dużą przewagę i wsparcie Teheranu oraz Ankary rząd iracki na pewno nie pójdzie na taki kompromis. Lista żądań Abadiego jest długa, a jej spełnienie oznaczałoby dla irackiego Kurdystanu nie tylko utrwalenie straty tzw. terenów spornych z naftowym Kirkukiem na czele, ale też utratę wielu politycznych i ekonomicznych zdobyczy z lat 2003-2014.

Abadi chce, by wszystkie przejścia graniczne do i z Iraku były pod wyłączną kontrolą federalną. Bagdad miałby też przejąć zarządzanie ropociągiem Kirkuk-Ceyhan, który przechodzi przez granicę w Pesz-Chabur. Irak żąda od Kurdów zaprzestania eksportu ropy na własną rękę i przekazania całości tej kwestii w ręce rządu federalnego. To oznacza ekonomiczne uzależnienie KRG od budżetu federalnego. Bagdad chciałby też rozciągnąć swą jurysdykcję na lotniska i wydawanie wiz w Kurdystanie. Peszmergowie mają być zaś drastycznie zredukowanie liczebnie, po czym – to jedna z opcji – włączeni do armii irackiej.


Sytuację komplikuje kolejny exodus ludności cywilnej na północy Iraku. Według ONZ, w wyniku październikowego konfliktu dach nad głową straciło ponad 183 000 cywilów, tylko z samego Kirkuku aż 79 000. Trzy czwarte uchodźców to Kurdowie. Błędna polityka Masuda Barzaniego doprowadziła nie tylko do utraty kontroli nad tzw. terenami spornymi, ale też drastyczną, niekorzystną dla Kurdów, zmianą sytuacji etnicznej na tym obszarze.

Zobacz więcej