Nazwał dziennikarkę „ku***ą”. Lewicowi celebryci stanęli w jego obronie

Kazimiera Szczuka przekonuje, że wulgaryzmy mówione kobietom to tylko żarty (fot. arch. PAP/Jacek Turczyk)

– Rozmawiamy miło, kafejka pełna ludzi, aż tu nagle w drzwiach pojawia się ów kolega, a pisarz woła do niego: Chodź, k...y już są! – tak swoje spotkanie ze znanym pisarzem Januszem Rudnickim w ramach akcji #metoo wspomina reporterka „Dużego Formatu” Anna Śmigulec. Wielu przedstawicieli polskiej lewicy stanęło w obronie pisarza.

Seksskandal w USA. Demokraci przerwali milczenie na temat Weinsteina

Czołowi politycy Partii Demokratycznej dopiero po kilku dniach od ujawnienia przez amerykańskie media, że jej wierny sympatyk i donator, producent...

zobacz więcej

Po ujawnieniu licznych przypadków molestowania a nawet gwałtów, których się dopuścił jeden z najpotężniejszych hollywoodzkich producentów Harvey Weinstein, internet zareagował potężną akcją. Jest znana jako #metoo, w polskiej wersji - #jateż.

Akcja została zainicjowana przez Alyssę Milano. „Jeśli byłaś napastowana lub molestowana seksualnie, napisz »ja też« jako odpowiedź na tego tweeta.” Kobiety na całym świecie w mediach społecznościowych zaczęły używać #metoo, by ukazać skalę niedopuszczalnych zachowań na tle seksualnym ze strony mężczyzn.

Podwójne standardy

Do akcji, która miała być w założeniu spontaniczną włączyli się gwiazdorzy wielkiego ekranu. Wśród nich – Ben Affleck, aktor znany z lewicowych i feministycznych przekonań. Były kolega Weinsteina postanowił wyrazić swoją solidarność z molestowanymi kobietami wpisem na Twitterze.

Krótko po jego potępiających słowach wobec Weinsteina wypłynęło nagranie z 2004 r., jak molestuje dziennikarkę, która przeprowadza z nim wywiad i proponuje jej, żeby się rozebrała. Affleckowi przypomniano też, że podczas show w MTV złapał za pierś 14-letnią wtedy aktorkę Hilarie Burton.

W samym środku medialnej wrzawy wokół #metoo słynna amerykańska dziennikarka i feministka Ellen DeGeneres opublikowała na Twitterze zdjęcie z Katy Perry, na którym zagląda jej w dekolt. Zdjęcie opatrzyła seksistowskim komentarzem „to czas, żeby wystawić wielkie balony!”. Kolejna gwiazda - feministka, która regularnie „walczy o równouprawnienie”, to Emma Watson. Występowała w filmie produkowanym przez Weinsteina ( „Mój tydzień z Marilyn”) i wspólnie z nim go promowała. Do tej pory go nie potępiła za wykorzystywanie kobiet.

Afery Weinsteina ciąg dalszy. Znany producent filmowy straci Legię Honorową

Francja odbierze skompromitowanemu, znanemu producentowi filmowemu z Hollywood Harveyowi Weinsteinowi prestiżową Legię Honorową. Prezydent Emmanuel...

zobacz więcej

Do akcji dołączyły też Polki. Używały popularnego hasztagu albo dołączały do niego swoje przeżycia związane z molestowaniem seksualnym.

„K***wa” o kobiecie? To tylko żart

Jedną z kobiet, która zwierzyła się ze swoich tego typu przeżyć, była dziennikarka „Gazety Wyborczej” Anna Śmigulec. W magazynie „Wysokie Obcasy” opisała sytuację, w której pisarz Janusz Rudnicki nazwał ją „k***wą”. Okazało się, że szczerość związana z #metoo ma swoje granice.

„Robienie z siebie ofiary z powodu debilnego żartu w kawiarni to jakaś żałość” – napisała Kazimiera Szczuka. Napisała to feministyczna publicystka, która zasłynęła m.in. tym, że kilka lat temu uderzyła pięścią w twarz dziennikarza portalu pyta.pl za stwierdzenie, że jej program „jest do dupy”.

W obronie pisarza stanęła również Magda Żakowska, żona dziennikarza Jacka Żakowskiego.



Publicystka Krystyna Kofta również zdecydowała się wstawić za pisarzem seksistą. „Teraz Rudnicki musisz wziąć na klatę wszystko, nieważne, że chodzisz na marsze z kobietami, walczysz o prawa kobiet, zostałeś napiętnowany, wymieniony z nazwiska jako jedyny w tym wywiadzie. Twoja wina, że byłeś autorytetem dla tej pani!” – ironizowała Kofta.

Do grona obrońców obrzucania kobiet wulgaryzmami dołączyła też publicystka na każdym kroku podkreślająca swój feministyczny światopogląd Eliza Michalik. „Wyprowadzanie norm obyczajowych i prawnych z czyjegoś subiektywnego poczucia zawstydzenia czy zniesmaczenia (...) może skończyć się tym, że tylko jeden punkt widzenia i jedna wrażliwość (w Polsce najpewniej katolicko-narodowa) będą dyktować jak żyć i z czego się śmiać” – skonstatowała, dorzucając charakterystyczny dla siebie atak na Kościół katolicki.

Janusza Rudnickiego bronił też aktor Maciej Stuhr, który niedawno wziął udział w akcji Anji Rubik promującej edukację seksualną i szacunek do kobiet.

Pierwsza fala krytyki po prawej stronie

– To trzeba zobaczyć, a potem się wyrzygać – skomentował Marcin Makowski z „Do rzeczy” odnosząc się do zachowania dziennikarzy i celebrytów, którzy zamiast wesprzeć Śmigulec, zaczęli ją atakować, a zachowanie Rudnickiego – relatywizować. Potrzeba było czasu, żeby w lewicowe media zareagowały inaczej niż próbą wybielania pisarza. Hipokryzję swojego środowiska zdecydowała się skrytykować Wiktoria Beczek z „gazeta.pl” i Iga Dzieciuchowicz z „Codziennika feministycznego”. Jednak obie panie wśród lewicowych dziennikarzy pozostają w mniejszości.

Po skandalu Janusz Rudnicki zdecydował się przeprosić dziennikarkę, którą obraził. Zrobił to jednak w sposób przewrotny: dziwił się, że użył słów „ku***y już są” i przekonuje, że „to musiało być zaokrąglone”.
(fot. Facebook)

źródło:
Zobacz więcej