TYLKO U NAS

Wirtualny lexus, fikcyjna kradzież. Tylko pieniądze miały być prawdziwe

aktualizacja: 06:53 wyślijdrukuj
fot
Zatrzymanie oszustów z wirtualną limuzyną (fot. policja.waw.pl)

Policjanci stołecznej „samochodówki” odkryli nowy rodzaj oszustwa motoryzacyjnego. Podstawiona osoba próbowała zarejestrować w Warszawie lexusa, rzekomo sprowadzonego z zagranicy. Pomysłodawca przekrętu zdobył już zaświadczenie o rzekomym badaniu technicznym auta, a sam pojazd miał być ubezpieczony na kwotę 272 tys. zł. Prawdopodobnie niedługo potem „właściciel” zgłosiłby jego kradzież.

Przed 20 laty oszuści motoryzacyjni stosowali metodę na tzw. przeszczep albo „na bliźniaka”. Kupowali wrak konkretnego modelu, do którego przekładali części z kradzionego, nowszego, pojazdu.

Przed ponad dekadą plagą zaczęły być tzw. zgłoszeniówki. To przestępstwo jest swoistym importem z Niemiec, gdzie w latach 90. rozpowszechnili je polscy złodzieje samochodów. Właściciel auta, który chce się pozbyć swojego starego auta, odsprzedaje je za niewielką kwotę złodziejom. Gdy ci są już bezpieczni, zgłasza kradzież. W ten sposób otrzymuje pieniądze z ubezpieczenia plus „bonus” od złodziei, którzy nie ryzykują wpadki, jadąc potrzebnym im samochodem.

Okazuje się, że upraszczane od kilku lat procedury związane z rejestracją pojazdu stworzyły nowe możliwości oszustom. Ten przekręt nie wymaga już nawet posiadania jakiegokolwiek pojazdu.
Limuzyna za kilkaset zł

Przed kilkoma tygodniami policjanci stołecznego wydziału do walki z przestępczością samochodową uzyskali informację, że w najbliższym czasie ma dojść do próby zarejestrowania samochodu, który w rzeczywistości nie pojawił się w granicach naszego kraju. Podejrzewali, że może to być próba zalegalizowania wspomnianego „bliźniaka”, który dopiero dotrze do Polski. Okazało się, że przestępcy byli o wiele bardziej bezczelni.

Oficerowie „samochodówki” dowiedzieli się, że za przekrętem stoi 43-letni Marcin S. Z ich ustaleń wynikało, że mężczyzna pojawi się w jednym z urzędów, gdzie ma dojść do zarejestrowania niebieskiego lexusa.

S. pojawił się w urzędzie wraz z 58-letnim Arturem F. Mieli przy sobie zaświadczenie z zakładu diagnostycznego o badaniach technicznych auta.

Obaj mężczyźni zostali zatrzymani. Artur F. przyznał, że za kilkaset złotych zgodził się zarejestrować lexusa na swoje nazwisko. Przyznał, że nigdy nie widział tego samochodu.
Aby odszkodowanie wyłudzić

Policjanci postanowili odwiedzić zakład diagnostyczny, w którym lexus miał przejść pozytywnie badania techniczne. Z dokumentów wynikało, że badanie miało miejsce 31 sierpnia. Tyle tylko, że diagnosta nie potrafił sobie przypomnieć żadnego lexusa.

Policjanci szybko ustalili, że przegląd techniczny był wirtualny. Mało tego – byli już pewni, że nigdy nie było żadnego niebieskiego lexusa i nigdy nie miało go być. Dotarli, bowiem do informacji, że Marcin S. zamierzał ubezpieczyć limuzynę na kwotę 272 tys. zł.

– Najprawdopodobniej pojazd miał zostać zarejestrowany, aby następnie podejrzany mógł wyłudzić pieniądze z odszkodowania po zgłoszeniu fikcyjnej kradzieży auta – powiedział tvp.info kom. Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji. Diagnosta, 50-letni Andrzej U., usłyszał zarzut poświadczenia nieprawdy. Taki sam zarzut usłyszał „słup” - Artur F. Mężczyzna przyznał się i dobrowolnie poddał karze 5 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności.

43-letni Marcin S. będzie odpowiadał za sprawstwo kierownicze w związku z poświadczeniem nieprawdy. Grozi za to do 12 lat więzienia.

Wybrane dla Ciebie