Tatuaż, który ratuje życie innym

Tatuaż jako oświadczenie woli? Na taki niekonwencjonalny pomysł wpadła Natalia Łuczak, która pragnie promować ideę transplantacji. I choć oświadczenie woli w takiej formie nie ma mocy prawnej, to lekarze chwalą gest i intencje, bo w sytuacji, kiedy w Polsce dramatycznie brakuje dawców, każdy pomysł jest dobry.

Znak graficzny oświadczenia woli nazywa się sumus erimus (łac. „jesteśmy, będziemy”). Oznacza to mniej więcej tyle, że nasze życie potem nabiera innego wymiaru, że coś po nas pozostanie, coś pięknego – życie dla kogoś – tłumaczy pani Natalia.

Już po roku od zrobienia tatuażu można być dawcą – czas ten potrzebny jest po to, aby wykryć ewentualne choroby. Ale sam tatuaż jako oświadczenie woli nie wystarczy. – Tatuaż nie jest oświadczeniem woli w sensie prawa dlatego, że takie oświadczenie trzeba podpisać własnoręcznie – tłumaczy prof. Piotr Kaliciński, kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów w Centrum Zdrowia Dziecka.

Jest również inne, również symboliczne oświadczenie woli. Popularna bransoletka z napisem: „Nie zabieram swych organów do nieba, tam wiedzą, że potrzebne są na ziemi”. Właśnie takie do swoich płyt dołącza zespół Golden Life, który od lat wspiera ideę transplantacji.

Muzyków skłonił do tego pożar na ich koncercie, a później śmierć perkusisty. – Nasze życie, jak się kończy, to jeszcze komuś może dać szansę – mówi Adam „Wola” Wolski, wokalista zespołu.

Na przeszczepy nadal czeka prawie 2,5 tys. Polaków. Zgodnie z prawem każda osoba, u której stwierdzono śmierć mózgową, może być dawcą tkanek i narządów, o ile za życia nie wyraziła sprzeciwu.

źródło:
Zobacz więcej