TYLKO U NAS

Zapad 2017, czyli „stress test” wojennych mocy Rosji

aktualizacja: 18:24 wyślijdrukuj
fot
Zapad pokazuje przeniesienie przez Rosjan punktu ciężkości zbrojeń na strategiczny kierunek zachodni (fot. REUTERS/Alexei Druzhinin/RIA Novosti/Kremlin)

Rozpoczynające się 14 września białorusko-rosyjskie manewry mają dwa zadania. Po pierwsze – postraszyć i utwierdzić Zachód w przekonaniu, że Rosja jest militarną potęgą. Ale jest też ważny cel wojskowy: wnioski z ćwiczeń dadzą Kremlowi odpowiedź na pytanie, czy Rosję stać już na otwartą wojnę z NATO. Zapad-2017 będzie bowiem pierwszym poważnym sprawdzianem dla rozbudowywanych w ostatnich latach sił w Zachodnim Okręgu Wojskowym.

Ćwiczenia wojskowe pod kryptonimem Zapad (Zachód) mają bogatą tradycję i długo kojarzyły się z sowieckimi planami najazdu na Europę. Pierwsze odbyły się w 1973 roku. Kolejne w 1977.

Największymi w historii ZSRS i Paktu Warszawskiego ćwiczeniami wojskowymi były manewry cztery lata później: Zapad-1981. Między 4 a 12 września 1981 na terenie trzech okręgów wojskowych Związku Sowieckiego ćwiczyło przeszło 100 000 żołnierzy.

Potem były jeszcze Zapad-1984 i Zapad-1985. Tego potrząsania szabelką zaprzestał dopiero Michaił Gorbaczow – wszak Związek Sowiecki już i tak gonił resztkami sił.

Kolejne manewry pod tym kryptonimem miały miejsce dopiero w czerwcu 1999 roku, już w nowej formule: strategicznych ćwiczeń Rosji i Białorusi. Potem nastąpiła kolejna, dziesięcioletnia przerwa.

Cztery kierunki, ten jest kluczowy

Na jesieni 2009 roku, w ćwiczeniach Zapad brało oficjalnie udział 12 500 wojskowych, mniej więcej po połowie Rosjan i Białorusinów. Było to rok po agresji na Gruzję, a rosyjską armię ogarnął już reformatorski chaos.

Na Zapad-2009 (18-29 września) ćwiczono w ważniejszych rejonach wokół regionu bałtyckiego. Symulowano nie tylko wkroczenie do Polski, ale też taktyczny atak atomowy na Warszawę.

Doszło wówczas do incydentu w przestrzeni powietrznej, gdy niemieckie myśliwce poderwano do przechwycenia rosyjskiego samolotu zwiadowczego. Ten zbliżył się do granicy Estonii.
Cztery lata później ćwiczenia zostały rozszerzone tak, aby włączyć w nie wszystkie rodzaje wojsk rosyjskich oraz pododdziały szybkiego reagowania Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ). Oficjalnie uczestniczyło w ćwiczeniach Zapad-2013 (20-26 września) około 12 000 żołnierzy, ale według zachodnich wojskowych mogło być ich co najmniej dwa razy więcej.

Tym razem scenariusz przewidywał atak „bałtyckich terrorystów” na Białoruś, co wywołało odpowiedź w powietrzu, na morzu i lądzie – symulacja walk ulicznych. Wyciągnięte wnioski wykorzystano podczas późniejszych działań wojennych Rosji na Ukrainie i w Syrii. W 2013 r. na bardzo dużą skalę ćwiczono siły specjalne i wykorzystywano rakiety dłuższego zasięgu oraz bezzałogowe statki powietrzne.

Ćwiczenia Zapad-2017 mają szansę stać się największymi ćwiczeniami wojskowymi Rosji od czasów Zapadu-1981. Z jednej strony są to tradycyjne, wspólne ćwiczenia rosyjsko-białoruskie w ramach Regionalnej Grupy Wojsk. Odbywają się co dwa lata, na przemian w Rosji i na Białorusi. Z drugiej jednak – Zapad-2017 to doroczne ćwiczenia Rosji, które co roku odbywają się kolejno na jednym z czterech kierunków strategicznych, z zaangażowaniem głównym jednego z czterech okręgów wojskowych (Kaukaz-2016, Centr-2015, Wostok-2014, Zapad-2013 itd.).

W każdych z tych manewrów główną rolę odgrywają siły danego okręgu wojskowego: Południowego (ćwiczenia Kaukaz), Wschodniego (Wostok), Centralnego (Centr), Zachodniego (Zapad).
Czy są gotowi na wielką wojnę?

Oficjalnie ćwiczenia mają podnieść generalny poziom przygotowania i gotowości bojowej sił zbrojnych Państwa Związkowego. Ale przede wszystkim Zapad-2017 jest czymś w rodzaju „stress testu” zdolności Rosji – całego organizmu państwowego, nie tylko części militarnej – do realizacji scenariusza otwartego konfliktu z NATO. W manewry bezpośrednio lub pośrednio zaangażowane będą nie tylko te trzy tysiące żołnierzy na Białorusi, ale też dziesiątki tysięcy w całym Zachodnim Okręgu Wojskowym, jak też inne struktury siłowe – MSW, FSB, Rosgwardia, Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych).

Rosyjscy generałowie chcą sprawdzić, czy zdolności bojowe sił konwencjonalnych w połączeniu z groźbą użycia broni atomowej (choćby taktycznej) oraz presją pozamilitarną (wojna informacyjna) dają Moskwie wystarczająco dużo, by zneutralizować – co wcale nie oznacza „pokonać” – bardziej zaawansowanego technologicznie i mającego generalnie konwencjonalną przewagę wroga.

Prawdziwym adresatem manewrów są więc Stany Zjednoczone i NATO, nie zaś poszczególne sąsiednie państwa, choćby Ukraina.

To będzie test zdolności bojowych na zachodnim kierunku strategicznym dla wielu nowych formacji i jednostek, które powstały w ciągu ostatnich czterech lat w Zachodnim Okręgu Wojskowym. Część z nich wciąż jest słabo ukompletowana ludźmi, inne powstały w wyniku reorganizacji już istniejących jednostek.

Interesujące będzie choćby to, jak w ćwiczenia zaangażowane zostaną pododdziały trzech dywizji, o których powstaniu na zachodnim kierunku poinformowano pod koniec 2015 r. Pytanie, jak wygląda gotowość bojowa uderzeniowych zgrupowań. W porównaniu z poprzednimi ćwiczeniami Zapad, w tym roku dojdą nowe elementy – także w sferze uzbrojenia.

Szczególnie interesująco wygląda kwestia roli Floty Bałtyckiej i zgrupowania w obwodzie kaliningradzkim z racji na możliwość testowania pocisków rakietowych Kalibr, rakietowego systemu obrony wybrzeża Bal czy wreszcie symulacji przygotowania wyrzutni Iskander do uzbrojenia w głowice jądrowe. Wszystko jako elementy strategii A2/AD.
Krajom NATO grożą przygraniczne incydenty?

Sądząc po dotychczasowych ćwiczeniach i sprawdzianach z wiosny i lata, które były tak naprawdę wstępną, przygotowawczą częścią Zapadu, Rosja znów będzie testowała swą zdolność do rozmieszczenia i operacyjnego dowodzenia jednostkami różnych rodzajów sił zbrojnych w połączonych ćwiczeniach (wojska powietrzno-desantowe, specnaz GRU, wojska walki elektronicznej). Niektóre z tych oddziałów ćwiczyły już w tym roku na Białorusi: w Brześciu i Witebsku.

Podczas Zapadu należy oczekiwać też analizy doświadczeń bojowych w Syrii i na Ukrainie (lessons learned). Choćby jeśli chodzi o takie elementy walki, jak koordynacja uderzeń z powietrza – konkretnie zaś, czego byliśmy świadkami podczas kampanii syryjskiej, połączenia klasycznych nalotów z ostrzałem rakietowym (Kalibr).

Wiadomo, że bardzo duże znaczenie rosyjscy planiści podczas tych manewrów przywiązują do ćwiczeń walki radioelektronicznej. Już w maju na Białorusi odbyły się największe dotychczas takie wspólne ćwiczenia – wzięło w nich udział łącznie 1500 żołnierzy obu armii. Wykorzystano trzy obiekty w obwodach brzeskim i witebskim. Skupiono się na wspólnych operacjach przeciwko wrogowi dysponującemu wysoce zaawansowanymi technologiami.

Oficjalny scenariusz Zapadu, gdzie pierwotnym zagrożeniem staje się wkroczenie zbrojnych grup „ekstremistów”, sugeruje, że testowane będą metody walki asymetrycznej i płynne przechodzenie od działań antyterrorystycznych do na większą skalę zakrojonych klasycznych operacji wojskowych. Przy tej okazji można się spodziewać, że Rosjanie zechcą przetestować szybkość i rodzaj reakcji krajów sąsiednich, czy to Ukrainy, czy krajów NATO, na graniczne prowokacje.

Białoruski przyczółek

Jednym z największych zdaniem NATO i Ukrainy zagrożeń związanych z Zapadem-2017, artykułowanych już na jesieni 2016 roku, jest możliwość pozostania rosyjskich oddziałów na terytorium Białorusi po oficjalnym zakończeniu manewrów.

Biorąc pod uwagę kwestie logistyczne czyli brak infrastruktury i stosunkowo niewielka liczba Rosjan, a przede wszystkim kwestie polityczne – w przeddzień manewrów relacje Moskwy z Mińskiem uległy demonstracyjnej poprawie oraz silny opór sąsiadów – scenariusz pozostania wojsk rosyjskich na Białorusi nie wydaje się prawdopodobny.
Za to przy okazji manewrów na Białorusi powstaną ośrodki logistyczne - bazy z paliwem czy amunicją – które mogą na tym terytorium pozostać i ułatwiać późniejsze działania zbrojne przeciwko Ukrainie lub NATO. Zarzuty, że Rosja mogłaby pozostawić sprzęt wojskowy na Białorusi po przeprowadzeniu tam manewrów wojskowych, już w lipcu wiceszef MSZ Rosji Grigorij Karasin nazwał „bufonadą” mającą na celu „usprawiedliwienie ostrych działań NATO wzdłuż rosyjskiego terytorium”.

Ale nawet jeśli nie zostaną tutaj ani rosyjscy żołnierze, ani nawet zalążki infrastruktury, a należy pamiętać, że na Białorusi od lat znajdują się rosyjskie obiekty wojskowe, m.in. stacja radarowa – Rosja dzięki tym ćwiczeniom rozpozna teren, co pomoże jej przygotować konkretne scenariusze ewentualnego wykorzystania w przyszłości terytorium Białorusi do działań przeciwko sąsiadom.

Należy pamiętać, że to pierwsza tak dogodna okazja dla Moskwy i rosyjskich planistów – poprzednie ćwiczenia Zapad, w 2013 roku, odbywały się w zupełnie innej rzeczywistości geopolitycznej i militarnej.

Wycofanie się Rosjan z Białorusi po manewrach niewiele zmieni, jeśli chodzi o ogólną sytuację strategiczną. Faktem jest już bowiem znaczne przesunięcie potencjału wojennego Rosji w kierunku zachodnim. Dodatkowe uzbrojenie i żołnierze przerzuceni pod Kaliningrad mogą tam zostać już na stałe, podobnie jednostki kierowane z różnych, nawet odległych regionów Rosji, do zachodnich obwodów Rosji, od Murmańska, przez obwód leningradzki, tereny graniczące z Białorusią i Ukrainą, po Kaukaz. W cieniu gorących dyskusji o zagrożeniu związanym z Zapadem, Rosja systematycznie wzmacnia potencjał wojenny np. na Krymie.

Wielkie zbrojenia

Podstawową rzeczą, o której należy pamiętać, analizując Zapad-2017, jest niewątpliwe przeniesienie przez Rosjan punktu ciężkości zbrojeń i rozbudowy sił zbrojnych na strategiczny kierunek zachodni. W porównaniu z Zapadem-2013 potencjał Rosji w Zachodnim Okręgu Wojskowym (ZOW) zwiększył się niemal dwukrotnie.

Jak wskazuje w swojej analizie ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich Andrzej Wilk, liczba armii w ZOW podwoiła się do czterech – w tym 1. Gwardyjska Armia Pancerna określana jako „czołgowa pięść Rosji”, powstały trzy korpusy, liczba dywizji zwiększyła się z dwóch do pięciu, zaś brygad i pułków, odpowiednio z sześciu do siedmiu oraz z siedmiu do 21.

Rozbudowie sił towarzyszy też na zachodnim kierunku intensyfikacja manewrów i tzw. niezapowiedzianych sprawdzianów gotowości bojowej. Wystarczy porównać ją z aktywnością NATO: od początku 2015 roku do sierpnia 2017 Rosja przeprowadziła 124 ćwiczenia z udziałem pododdziałów liczących ponad 1500 wojskowych, zaś siły NATO tylko 38. W tym samym okresie Rosja przeprowadziła 23 sprawdziany gotowości bojowej, zaś NATO – ani jednego.

Widać przy tym w rosyjskiej armii niepokojącą tendencję: przy malejącej liczbie ćwiczeń, mają one coraz większą skalę. Oznacza to, że Rosjanie przygotowują się do dużego konfliktu zbrojnego z silnym przeciwnikiem. Jakim? W ostatnich latach manewry najczęściej odbywały się w Zachodnim Okręgu Wojskowym i Południowym Okręgu Wojskowym, czyli w sąsiedztwie NATO, Ukrainy i Gruzji.

Wybrane dla Ciebie