TYLKO U NAS

Zagłada nazywa się Nibiru. Koniec świata już dzisiaj?

łz aktualizacja: 11:20 wyślijdrukuj
fot
Nibiru zbliża się ku Ziemi, przypuszczalnie (fot. Wiki)

Między 20 a 23 września nastąpi Apokalipsa. Nie doprowadzi do niej Korea Północna, Państwo Islamskie, ale tajemnicza planeta Nibiru, która w tych dniach ma uderzyć w Ziemię. Tak przynajmniej twierdzi David Meade, autor książki „Planeta X”. Czy przepowiednia się sprawdzi, przekonamy się już dzisiaj, bo właśnie mija wskazany przez nią ostatni dzień zagłady. Szczególnie bać się nie ma co, bo twierdzeń o końcu świata była już cała masa.

Informacje o Nibiru pojawiają się od tysięcy lat, ale są różne interpretacje tego fenomenu. Starożytni Babilończycy uważali, że to ciało niebieskie poświęcone bogu Mardukowi. Najpewniej była to Gwiazda Polarna bądź Jowisz.

Starożytni astronauci

Także Sumerowie pozostawili po sobie traktaty, w których wspominają o tajemniczym obiekcie z kosmosu, a nawet „starożytnych astronautach”. Nie ma jednak gwarancji, że chodzi właśnie Nibiru.

Na to, czym jest Nibiru albo czym ma być, teorię wysnuł Zecharia Sitchin, autor pseudonaukowych książek. W 1974 r., interpretując na swój sposób mezopotamskie źródła, doszedł do wniosku, że w Układzie Słonecznym istnieje nieznana astronomom planeta, którą tak właśnie nazwał.

Porachował, że obiekt ten okrąża Słońce po szerokiej orbicie w kształcie elipsy w ciągu 3,6 tys. lat (Neptunowi, najdalszej planecie Układu Słonecznego, zajmuje to 164 lata). Mało tego – dowodził, że Nibiru ma zamieszkiwać zaawansowana technologicznie rasa istot. Co ciekawe, Anunnakowie w odległej przeszłości mieli odwiedzać Ziemię, przyczyniając się do rozwoju cywilizacyjnego ludzkości.
Tajemnicza dziewiąta planeta Układu Słonecznego (wcześniej była dziesiąta – X – ale Pluton został zdegradowany do planety karłowatej) według zwolenników teorii spiskowych ma uderzyć w Ziemię w 2900 roku, ale Meade twierdzi, że nastąpi to wcześniej, bo już we wrześniu.

Superwulkany

Według „badaczy” jest coraz więcej dowodów na to, że Ziemia coraz bardziej znajduje się pod wpływem działania grawitacyjnego Nibiru. Zwiastunem Apokalipsy miało być choćby niedawne całkowite zaćmienie Słońca nad USA. Wkrótce mają nastąpić kolejne – gigantyczne tsunami i wybuchy superwulkanów.

Wymysły szarlatanów skomentowała NASA, stwierdziła, że to „internetowe oszustwo”. Agencja zapewnia, że nie przewiduje zderzenia Ziemi z żadnym dużym obiektem przez najbliższe kilkaset lat. Pseudonaukowcy interpretują to jako dowód na swoje twierdzenia, że w Układzie Słonecznym faktycznie ma znajdować się tajemnicza planeta. Nie mniej ciekawa jest dedukcja, która pozwoliła Meade’owi precyzyjnie wyliczyć datę końca świata. Okazuje się, że wskazówki były widoczne od dawna – zapisano w Biblii i na piramidach egipskich, tylko potrzeba było nie lada umysłu, żeby je odcyfrować.
Ludzkość czeka zagłada (fot.Megapixel)
Wielki Znak

„To dziwne, że zarówno Wielki Znak w 12. Objawieniu w Księdze Objawienia Nowego Testamentu i Wielka Piramida w Gizie wskazują niemal dokładnie te same daty – od 20 do 23 września 2017 r.” – przekonuje badacz nazywający siebie chrześcijańskim numerologiem.

Liczby są w tym przypadku bezlitosne. Meade zwrócił uwagę, że Wielka Piramida jest zorientowana w kierunku północnym, z odchyleniem równym zaledwie 1/20 stopnia. Dodatkowo mieści się środek masy kontynentów, niezależnie, co to oznacza.

Badacz dowodzi, że równoleżnik przechodzący przez ten środek krzyżuje się z analogicznym południkiem w dwóch miejscach – na oceanie i właśnie w miejscu, gdzie starożytni postawili Wielką Piramidę.

Żeby było straszniej: po 20 września tunele znajdujące się w grobowcu wskażą kierunek, z którego nadejdzie zagłada. Jest on w mistyczny sposób powiązany z gwiazdą Regulus, która świeci w gwiazdozbiorze Lwa i Jowiszem.
Ciarki musi wywoływać szczególnie rzeczony Jowisz, którą Izraelici nazywali „Planetą Mesjasza”. Ma bowiem istnieć bezpośrednie przełożenie między konkretnymi wersami Biblii i datą Apokalipsy wyliczoną na 23 września.

Dzień nadchodzi okrutny

Jakby tego było mało, potwierdzeniem jest są wersety numer 9 i 10 z 13. rozdziału Księgi Izajasza, które mówią wprost: „Oto dzień Pański nadchodzi okrutny / najwyższe wzburzenie i straszny gniew / żeby ziemię uczynić pustkowiem / wygładzić z niej grzeszników”.

I dalej: „Bo gwiazdy niebieskie i Orion / nie będą jaśniały swym światłem / słońce się zaćmi od samego wschodu / i swoim blaskiem księżyc nie zaświeci”.

„Czy to koniec Epoki Kościoła przejścia do Dnia Pana?” – pyta retorycznie Meade, bo odpowiedź oczywiście już zna. Twierdzi również, że w połowie września Nibiru pojawi się na nieboskłonie i będzie widoczna gołym okiem. Planeta ma się zbliżać, aż w końcu dojdzie do kolizji z Ziemią.
Ostatnie zaćmienie Słońca ma być zapowiedzią Apokalipsy (fot. Wiki/Kevin Baird)
Czy tak się stanie, przekonamy się już niedługo. Jeżeli twierdzenia Meade’a się potwierdzą przestaniemy istnieć, ale jeżeli 24 września znów się obudzimy, będzie to oznaczało, że mamy do czynienia ze zwykłą blagą, jakich zresztą w historii ludzkości nie brakowało. Gdyby wszystkie przepowiednie i wyliczenia miały się sprawdzić, apokalips mielibyśmy już kilka tuzinów.

Z dużym niepokojem oczekiwaliśmy choćby 21 grudnia 2012 r. Nie dość, że doszło wówczas do zimowego przesilenia, to kończył się kalendarz Majów. Zamykał się bowiem cykl trzynastego b’ak’tun, czyli Długiej Rachuby trwającej 5125 lat.

Data zerowa

Majowie, wspaniali budowniczy, znali liczbę zero. Dowodzili, że „data zerowa” Długiej Rachuby została wyznaczona na dzień stworzenia czwartego świata, czyli według naszego kalendarza 11 sierpnia 3114 p.n.e. Po pełnym cyklu miał się skończyć czas.

Już w 1966 r. majolog Michael D. Coe napisał w książce „The Maya”, że „istnieje przesłanka... że Armageddon spadłby na wszystkich marnych ludzi tego świata i wszystkie stworzenie z końcem 13. b’ak’tun”. Z tego względu nasz dotychczasowy wszechświat zostanie rzekomo unicestwiony, kiedy Wielki Cykl Długiej Rachuby dopełni się.
Scenariuszy zagłady było wiele. Apokaliptolodzy przekonywali, że dojdzie do kosmicznej katastrofy, a nawet inwazji obcych. Belg Patrick Geryl dowodził, że dojdzie do przebiegunowania Ziemi, co sprawiłoby, że Ziemię zalałyby oceany, choć z jakiegoś powody ocalałoby afrykańskie Lesotho.

Fantasta Daniel Pinchbeck wskazywał, że świadectwem zbliżania Armageddonu są m. in. kręgi w zbożu, „uprowadzenia przez Obcych” oraz objawienia, których doświadczał po zażyciu substancji psychoaktywnych.

Pinchbeck był przekonany, że zagłada jest nie do uniknięcia wobec trwającego stanu rzeczy. „Materializm i racjonalny, empirystyczny światopogląd, który mu towarzyszy, zmierza ku końcowi... jesteśmy na krawędzi przemiany; przypadnie nam w udziale świadomość, która jest bardziej intuicyjna, mistyczna i szamańska w swej naturze” – dowodził w książce „2012: Powrót Quetzalcoatla”.

Pamiątka po Atlantydzie

Kapitalną teorię miał inny „badacz” Frank Joseph, który połączył koniec kalendarza Majów ze zniknięciem Atlantydy i istnieniem innej zatopionej krainy – Lemurii. Okazuje się, że Wiedzę o zagładach kontynentów przechowywali Majowie i starożytni Egipcjanie.
Scenariuszy końca świata było już wiele (fot. Pixabay)
Kluczem zagadki jest, a jakże!, Arka Przymierza, która została wykradziona z wnętrza Wielkiej Piramidy przez Mojżesza, zaś z Jerozolimy do USA wywieźli ją templariusze i ukryli w jaskini w stanie Illinois. Właśnie w 2012 r. miała ujrzeć światło dzienne.

Na szczęście do zagłady przewidzianej przez Majów nie doszło. W 2012 r. w Xultun w Gwatemali odkryto serie tablic astronomicznych wykonanych przez astronomów z tego plemienia, którzy opisali ruchy Księżyca i innych ciał niebieskich aż do 17. b’ak’tun.

Mimo to cały rok 2012 stał pod znakiem końca świata. Taką datę wyznaczył już w 1998 r. choćby indyjski guru Kalki Bhagavan, który był przekonany, że nastąpi wówczas kres kalijugi, czyli wieku upadku. Ponad 15 mln jego wyznawców, którzy uważają go za wcielenie boga Wisznu i szykowało się już na spotkanie z bóstwem, musi czekać na nowe wyliczenia.

Zaskakująco precyzyjne bywają przepowiednie – bądź też ich interpretacje – Nostradamusa. Również i on porachował, kiedy nastąpi koniec świata. W tym przypadku możemy być jednak spokojni, ponieważ ta przepowiednia się nie sprawdziła. Zagłada miała nastąpić w 1999 r. Wówczas z nieba miał nadejść „Wielki Władca Terroru”.
Niektórzy są przekonani, że mimo pomyłki w dacie Nostradamus przewidział uderzenie samolotów w wieże World Trade Center, ale możemy się tylko domyślać, co miał na myśli renesansowy myśliciel.

Ludzie-ośmiornice

Istnieje ryzyko, że skoro źle porachowano datę Armageddonu objawioną Nostradamusowi, ale sama przepowiednia jest prawdziwa, wkrótce mimo wszystko nastąpi koniec świata. Zakładając, że ogólna idea wizji Nostradamusa była prawdziwa, interesujący może być jeszcze niespełniony scenariusz ufolożki Nancy Lieder.

Jest ona przekonana, że w pierwszej połowie XXI wieku, czyli maksymalnie za 33 lata, w Ziemię uderzy Planeta X, która jest utożsamiana z bezlitosną Nibiru. W tym przypadku są jednak powody do optymizmu. Ludzkość odrodzi się na jakiejś pokrytej oceanami planecie jako ośmiornice.

Nie do końca precyzyjna jest także bardziej znana przepowiednia św. Malachiasza, choć znacznie częściej powtarzana. Opiera się ona na wizjach świętego, których miał doświadczyć podczas pobytu na dworze papieża Innocentego II w Rzymie.
Jedna z badaczek ustaliła, że po Zagładzie ludzkość odrodzi się w postaci ośmiornic (fot. Wiki/Pseudopanax)
Przepowiednia Malachiasza

W 112 krótkich zdaniach Malachiasz opisał wszystkich papieży. Ostatnie musi budzić niepokój. „W czasie najgorszego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego, (na tronie) zasiądzie Piotr Rzymianin, który będzie paść owce podczas wielu cierpień, po czym miasto siedmiu wzgórz (Rzym) zostanie zniszczone i straszny Sędzia osądzi swój lud. Koniec”.

Nie wiadomo tylko, kim jest Piotr Rzymianin. Interpretatorzy słów Malachiasza twierdzą, że zostali już wyliczeni poprzednicy obecnego papieża, łącznie z św. Janem Pawłem II i Benedyktem XVI. Pozostaje mieć nadzieję, że Franciszek nie zamknie pocztu.

Zresztą sami papieże rachowali, kiedy nastąpi Armageddon. Ciekawy wniosek wysnuł zasiadający na Tronie Piotrowym w latach 1198-1216 Innocenty III, który ocenił, że dojdzie do niego w 1284 r. Przesądzić o tym nie miała koniunkcja planet bądź natchniona wizja. Innocenty III wyliczył, że świat musi się skończyć dokładnie 666 lat po powstaniu islamu.

O apokaliptyczną arytmetykę połasił się także Krzysztof Kolumb. Za pewnik przyjął, że świat skończy się w wieku 7 tys. lat, a ponieważ został stworzony w 5343 r. przed naszą erą, zagłada przyjdzie w noc sylwestrową z 31 grudnia 1657 na 1 stycznia 1658 r.
Wychłostali matematyka

Znacznie bardziej precyzyjny, choć równie nieskuteczny był niemiecki matematyk Michael Stifel, który tak pilnie studiował Apokalipsę św. Jana, że ustalił, iż ziści się ona 3 października 1533 r. o godz. 8 rano. Gdy to nie nastąpiło, został wychłostany przez niewdzięcznych mieszkańców miasta Lochau.

Odkrywca Ameryki nie dożył ziszczenia swojej przepowiedni. Podobnie jak potopu przewidzianego przez Johannesa Stoefflera, który orzekł, że nastąpi on dokładnie 20 lutego 1524 r., a rozpocznie go ulewa.

Bardzo głęboko zakorzenione w kulturze chrześcijańskiej, bo wynikające wprost z Biblii, było przekonanie, że do Apokalipsy dojdzie w 992 r. Księga Objawienia wskazała, że panowanie Antychrysta nastąpi, gdy w Wielki Piątek wypadnie Święto Zwiastowania.

Dat wskazujących na zagładę ludzkości było znacznie więcej. Miała też się ona odbywać na dziesiątki rozmaitych sposobów. Dowodzi to, że ludzie od zawsze traktowali tę sprawę bardzo poważnie, a po drugie – lubili mroczne tajemnice i prawdy objawione. Niezależnie od przepowiedni, także my nie mamy gwarancji czy choćby jutro nie nastąpi koniec świata. Zatem zakończmy za ewangelistą Mateuszem (24,42). „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.”

Wybrane dla Ciebie